Muzyka

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 6

Od Autorki

Większość się pewnie zastanawia dlaczego Elsa znów stała się taka zimna, oziębła. Wytłumaczę, żebyście nie łamali sobie głowy. Chodzi głównie o to, że ona uważa w tej chwili, że lepiej być zamkniętą w sobie, niż cierpieć i sprawiać żeby najbliżsi też cierpieli. Przez cały czas, ukrywała co czuje, ale przez Jacka już nie może tego robić i on sprawia że jej uczucia stają się silniejsze niż były wcześniej, przez co ma jeszcze większy problem z opanowaniem mocy. Niestety ona nie rozumie, że Jack skoro też ma moc, nie może mu zamrozić serca ani zrobić mu krzywdy. I na tym koniec tłumaczenia! Miłej lektury :) 

Elsa & Jack

9 lat temu......

Mała Elsa spała. To znaczy, wcale nie taka mała, miała już 12 lat. Był środek nocy. Jack nad nią czuwał. Wtedy do pokoju wbiegła mała siostrzyczka Elsy, Anna.
- Elsa! Elsa! Wstawaj! - Mówiła.
- Ania! ja chcę spać! - Mówiła Elsa. Jack zaśmiał się na ten widok. - Tobie tez radzę - Wtuliła się jeszcze bardziej w poduszkę. 
- Elsa! No weź! Ja się nudzę, a księżyc jest w pełni! 
- Co ty? Jesteś Wilkołakiem? - Zapytała ELsa przez sen.
- No co? nie wierzysz w moc księżyca? A poza tym! Musze ci coś pokazać! - Anna była podekscytowana. Elsa lekko otworzyła oczy.
Anna swoimi małymi rączkami stworzyła płomyczek który rozświetlił pewną część pomieszczenia.
- O.. Nie - Powiedział Jack sam do siebie. Elsa była na tyle śpiąca, że tego nie usłyszała. Wtedy jeszcze go widziała. 
- Aniu! Lepiej zgaś ten płomyczek! Bo rodzice się obudzą! - Elsa panikowała. Bała się, nie o to że rodzice się obudzą, ale o samą siebie. Odkąd dostała moc, nie czułą zimna ale jej podatność na ogień, znacznie się zwiększyła. 
- Ale nie martw się! Nic się nie stanie! - Zapewniała Anna. 
- Radzę ci to zgasić...... - Powiedział Jack ale Anna go nie widziała tylko dalej bawiła się mocą, robiąc małe ogniste burze. 
- Aniu! Radzę ci się uspokoić! Natychmiast -Prosiła Elsa. 
- Ale nic nam nie będzie....
- Anno! Proszę! Zostaw to w spokoju! 
- Ale Elso... - Annie zbierały się łzy do oczu - Przynajmniej spójrz.... - Podeszła do Elsy z płomieniem.
- Nie... Tak się nie robi..... - Jack się martwił o Elsę. Dziewczynka nie wiedziała co zrobić. Wziął ją na ręce i wylecieli na dwór.To był chłodny, zimowy wieczór.
- Jack! Co ty zrobiłeś! - Dziewczynka usiadła na dachu.
- Nie mogłem pozwolić jej cię skrzywdzić - Jego oczy wypełniły się żalem. Spojrzał na nią. Elsa miała raptem trzynaście lat.  - Jesteś dla mnie naprawdę ważna Elso. Nie wiem co będzie... Kiedy będę musiał odlecieć.... Odejść..... - Przytuliła go. 
- Nie martw się, potrafię o siebie zadbać - Powiedziała uśmiechając się lekko. 
- Wiem - Odwzajemnił. Nie wierzył, że ta dziewczynka, ta dwunastoletnia dziewczynka, rozumiała go. Rozumiała go, jak nikt inny na świecie, chociaż znali się już całe lata, potrafiła go zaskoczyć.
- Ale nie odchodź szybko - Dodała.
- Nie mam takiego zamiaru - zaśmiał się lekko. 

Jack

Chwila dzisiejsza....


Siedziałem na lodowym łóżku. Miałem pustkę w głowie. Gdy Elsa, gdzieś tam była, nie mogłem usiedzieć w miejscu. 
Wtedy, poczułem nagłe ukłucie w sercu. Ktoś przestał wierzyć. Ktoś o mnie zapomniał.
- Elsa - Powiedziałem usiłując wstać.
- O mój Biegunie! Jack! Co się stało?! - Powiedział Mikołaj gdy popierając się jedną ręką o ścianę i z pomocą kija, starałem się przejść te kilka pięter, żeby coś im powiedzieć.
- Ktoś... Ktoś przestał wierzyć - Powiedziałem resztkami sił - Elsa, nie wierzy...-Wtedy upadłem.  Wtedy pojawiła się ciemność. Zobaczyłem kogoś. To był..... mój ojciec. O dziwo, wciąż go pamiętałem.
- Jack, nie przestawaj wierzyć - Powiedział. Wtedy zniknął. Dokładnie tak, jak wszystko dokoła. 

Elsa

Dookoła mnie ciemność. W tej chwili nie istnieje nic, poza mną, dziennikiem i słowami umieszczonymi na kartkach. Moje pióro sunęło po kartkach, jak liść po rzece. Pisałam to co czułam. Okazało się że jest tego nie wiele. Nic tylko puste kartki. Tak samo jak w moim umyśle. Pustka. jak  w moim sercu. Jak w moich uczuciach. Zeszłam z łóżka i poprawiłam swoją czarną sukienkę. Włosy miałam spięte w kok,  sukienka była długa, ciągnąca się jeszcze po podłodze. Otworzyłam drzwi. Naprzeciw pokoju czekał Fenris strugając coś w kawałku drewna.
- Witaj - Powiedział.
- Witaj - Odeszłam. Zeszłam na dół. Tam czekała Anna. Ćwiczyła moc. Uśmiechnęła się do mnie i pomachała w moim kierunku lecz, przez przypadek machając  w moją stronę wystrzeliła ognisty pocisk. Całe szczęście zdążyłam zrobić lodowy murek, by mnie nie trafił. - No cóż Anno.. Idzie ci coraz lepiej... Jeszce kilka prób, i już po mnie - Zaśmiałam się. 
- Wiesz że to nie specjalnie - Powiedziała - Mogłabyś nie być złośliwa - Zrobiła nadąsaną minę. Nie mogłam wytrzymać. Jej nadąsana minka jest taka śmieszna. Poszłam do kuchni. Tam czekała Merill.
- Panienko - Powiedziała Dalijska Elfka z lekkim dygnięciem. 
- Merill - Uśmiechnęłam się do niej - Dlaczego wiecznie do mnie mówisz "Panienko" - Zaśmiałam się - Jestem Elsa - Chwyciłam za naczynia i zaczęłam je porządkować.
- Dziękuję Pa... - Zająknęła się - Elso -Uśmiechnęła się w moim kierunku, widziałam że czuła się z tym nieswojo. Wtedy poczułam kujący ból w piersi. Upadłam, podtrzymując się resztkami sił. - CO się dzieje Elso? - Przyjrzała mi się. Natychmiast przybiegła cała służba.
- Proszę! Trzymajcie się z daleka! - Powiedziałam. Cała podłoga zaczęła pokrywać się lodem. Cudem się utrzymałam.
- O kurde! Elsa! Nic ci nie jest? - Anna podbiegła do mnie. Starała się mnie podtrzymać. 
- Zostaw mnie w spokoju. - Wstałam i poszłam do siebie.
Fenris nadal stał przed moim pokojem. Zamknęłam drzwi. Usiadłam pod nimi i skuliłam nogi pod siebie. Zaczęłam płakać. A to co się działo dookoła mnie, było jak wybuch lodu. Płakałam przez to jeszcze bardziej. Nie wiedziałam co począć. Bałam się. Bałam się jak nigdy. Czułam że czegoś brakowało w moim życiu. Martwiłam się o to. 


Anna

Elsa odeszła. Była zimna. Zimna jak lód. Poszłam pod jej pokój. Pukałam w drzwi.
- Elso..  Ja wiem, że tam cię znajdę. Nie wiem co się z tobą dzieje, ale mam nadzieję że mi powiesz! Proszę otwórz te drzwi... -Powiedziałam błagalnie - ALbo.... - Zastanowiłam się - Albo je wypalę! WIem że tego nie lubisz! Ale nie dajesz mi wyboru! ALbo je otworzysz, albo będę zmuszona użyć siły!
- Ona nie otworzy - Usłyszałam. Za mną stał Fenris. Dłubał coś w drewnie.
- A skąd wiesz? Znasz się na kobietach? Muszę się dowiedzieć co z nią jest, bo nie wiem co ten Mrok jej zrobił....
- Zamroził jej serce i usnął jej wspomnienia o Jacku. Jakieś pytania? - NIe zwracał na mnie uwagi.
- Jak to?? To znaczy że... jej serce już jest bryłą lodu? - Zapytałam. 
- Nie. Za kilka dni, być może, w ciągu tygodnia, na pewno. - Spojrzał na mnie - Musisz znaleźć Jacka. - Stwierdził.
- Że.. że co? Ona go przecież nie cierpi! 
- To Mrok jej przestawił łepetynkę! Ja wiem co zrobić, żeby wrócić jej wspomnienia...
- Skąd? - Przerwałam mu.
- Mój "Właściciel", użyłem tego słowa bo nie wiem jak to nazwać, często to robił i podpatrzyłem jak się to robi i co nieco zapamiętałem. - Wzruszył ramionami.
- Ok! Ale po co, sprowadzać tu Jacka?
- Bo ten rytuał, tylko przywraca wspomnienia, ale nie odmrozi serca. To może zrobić tylko ktoś, kto ją szczerze kocha. A tak się zdaje, że tą osobą jest właśnie Jack. WIęc nie dyskutuj, jedź po Czkawkę i szukajcie Jackusia! No dalej! - Popchnął mnie w stronę wyjścia. Wtedy Elsa otworzyła. 
- Stój! - Powiedziała. Ledwo stała na własnych nogach. Mówiła ledwo słyszalnie. Było mi jej żal. Kto by pomyślał, że Mrok, potrafi być taki okrutny, nawet dla własnej siostrzenicy. Łzy napłynęły mi do oczu, na ten widok - Chcę lecieć z tobą. - Powiedziała.
- Nie możesz! Jesteś zbyt słaba.... NIe dasz rady na zimnie.... - Próbowałam ją wykręcić. Nie chciałam żeby leciała. Chciałam żeby była bezpieczna. Tutaj. 
- Jest odporna na zimno - Chrząknął Fenris.
- Chcę lecieć z tobą. Może i wyglądam źle, ale jeżeli jest tak jak mówi Fenris, a wątpię by miał rację, ale warto spróbować, kiedyś, zanim poddałam się temu całemu rytuałowi, to kochałam Jacka i to chyba do przesady, ale jeżeli to prawda.... - Łza ściekła po jej twarzy. - Jadę z tobą. Postanowione. - Wyszła na balkon.
- Jej nie powstrzymasz - zaśmiał się Fenris.
- Skąd ta pewność? - Zapytałam.
- Bo ją znam. Odkąd tylko tu przybyła, pilnie ją obserwowałem. 
To zdanie zabrzmiało dziwnie. Ale nie dziwnie, jak zazwyczaj, tylko dziwnie dziwnie. 

Czkawka

Elsa nagle do mnie przyszła. 
- Czkawka - Powiedziała. Było słaba. Ledwo stała.  Podbiegłem do niej by ją podtrzymać.
- Co tutaj robisz? - Zapytałem.
- Musimy znaleźć Jacka - Odpowiedziała za nią Anna.
- Elsa powinna zostać w domu. Widzicie w jakim ona jest stanie? A tak w ogóle co z nią jest? CO się jej stało? 
- Mrok się jej stał - Powiedział ktoś zza moich pleców. STał tam zając wielkanocny.
Spojrzał Elsie w oczy. - Kiedy to się stało? - Zapytał ją.
- Nie wiem.. Ja.. ja nie wiem... - Oczy Elsy wypełniły się łzami. Żal było patrzeć. - Wiesz gdzie jest Jack? - Zapytała nagle.
- WIem gdzie jest. Ale nie jestem pewien, jak tam możesz dotrzeć. - Powiedział. 
- A gdzie jest? - Zapytała Anna.
- Na Ziemi, a nie wiem jak stąd dotrzeć do Arendelle, teleportujące jajka mi się skończyły i zostały tylko te przenoszące do domu. przykro mi. - Powiedział z żalem a uszy mu oklapły. 
Elsa wtedy upadła. Zaczęła jęczeć. Trzymała rękę tam, gdzie biło jej serce.
- Elsa! Co jest? - Przykucnąłem przy niej.
- Ni.... nic mi nie jest - Ledwo oddychała.
- Mrok zamraża jej serce. Ona.. umiera.. umiera wewnątrz.... - Powiedział Fenris który nagle pojawił się za mną. Skąd go znam? A więc Elsa mi o nim opowiadała, dość sporo i po prostu, skojarzyłem. Wtedy znów spojrzałem na Elsę. Pukiel jej i tak jasnych włosów stał się śnieżnobiały. 
- Czyli że... -Anna zaczęła.
- Czyli że zostało mało czasu. - Powiedział Fenris i wziął Elsę na ręce. Ona ledwo co żyła. Martwiłem się o nią. 

Jack

Obudziłem się. Leżałem w swoim pokoju. Mikołaj stał nade mną, a Wróżka Zębowa latała w kółko.
- Co się stało do.... - Zacząłem rozmasowywać czoło. Spojrzeli na mnie.
- Jack, wszystko w porządku?   - Zapytał Mikołaj.
- Tak.. to znaczy... chyba tak.... - Powiedziałem. 
- CO się stało? - Wróżka od razu się domyśliła.
- Widziałem mojego ojca. Mówił żebym się nie poddawał. Sądzę że chodzi tutaj o Elsę. - Wzruszyłem ramionami. 
- Zaraz... Elsa przecież nie wierzy.... chyba że.... - Wróżka chyba zaczęła coś kminić. - No jasne! To oczywiste! 
- CO? Co jest oczywiste? - Niecierpliwiłem się.
- A więc, Elsie coś się dzieje i ty to odczuwasz. To pewien rodzaj więzi, między jedną osobą  a drugą, ale jest możliwa tylko wśród istot magicznych, to znaczy.... no takich jak my! No wiesz... my czerpiemy siłę z wiary w nas, ale jak ty to możesz odczuwać.... chyba że..... No jasne! To jest możliwe, gdy jedną osobę z drugą łączy pewna więź! To znaczy że ty ją... - Przełknęła ślinę - Ty ją...
- TAK! Wiem, wiem! Ja ją kocham! I to mnie mega wnerwia! - Krzyknąłem. Wróżka cofnęła się trochę. To był właśnie mój cel, żeby wszyscy w tej chwili dali mi spokój, potrzebowałem spokoju, i potrzebowałem Elsy. - Jeszcze dzisiaj ją wyciągnę z tego... z tego koszmaru! - Powiedziałem po czym wyszedłem. 


Elsa

Ledwo trzymałam się o własnych siłach. Czkawka i Fenris starali się mi pomóc ale im nie pozwalałam. Mogłam ich skrzywdzić. Wtedy usłyszałam głos Mroka.
- Oj, proszę, proszę.... Kogo ja tu widzę? - Powiedział.
- Mrok! Radzę ci zdjąć czar! Jak możesz być tak okrutny? - Krzyczała Anna. Usłyszałam cichy śmiech Fenrisa. Wyjął miecz.
- Takie sprawy załatwia się inaczej - Powiedział po czym zaczął szarżować na Mroka. 
- Koszmary, zabierzcie stąd Elsę, resztę zabić! Albo może raczej : Buuu - Powiedział. Wystrzelił we wszystkich czarną energią i ich osłabił. Nie mogli stać, nie mogli się ruszyć.

- Mrok - Powiedziałam starając się wstać. - Dlaczego zamroziłeś mi serce? 
- Nie pamiętasz? Sama tego chciałaś. - Powiedział pewny siebie - Sama mnie o to prosiłaś. Więc masz co chciałaś. 
- Chciałam stracić wspomnienia o Jacku! Nie żebyś zamroził mi serc....
- Oj nie. Nie nie nie! Powiedziałaś "Nie chcę już cierpieć" więc skoro zamroziłem ci serce, nie masz już jak odczuwać - Jego głos był taki obojętny. Taki nienaturalnie obojętny - Ale jeżeli chcesz... - Strzelił we mnie czarnym promieniem - To cierp! - Powiedział. 


- Nie zawsze byłeś zły! Nie pamiętasz Asha? - Zapytałam.
- Asha już dawno nie ma! Zapomnij o nim! - Krzyknął a pocisk ciemności sprawił że upadłam.
- Nie pamiętasz Valerii? - Powiedziałam podpierając się ręką - Nie pamiętasz jej? Nie pamiętasz jak ją kochałeś? Uratowałeś ją. Byłeś bohaterem! Co się stało z tym chłopakiem, który zrobiłby wszystko żeby być kochanym? - Wypytywałam.
- Zginął z pojawieniem się mnie - Głos Mrocznego Pana był wyprany z emocji.
- Nie! To nie prawda! Ja wierzę że on wciąż tam jest! Ale bardzo głęboko! Proszę cię Mrok! Pozwól mu się uwolnić! - Mówiłam. Ale na próżno.  On tylko się śmiał. Śmiał i kazał Koszmarom mnie zabrać.


Jack

- Słuchajcie! - Krzyknął Mikołaj. - Dostałem sygnał od Zająca! Mrok ich zaatakował! - Zwrócił się w moim kierunku - Elsa tam jest.
- Chwila! Ale gdzie jest? - Zapytałem.
- A więc wysłaliśmy Zająca na przeszpiegi do Mrocznego Królestwa. Sam się zgłosił, wiedział że będzie tam nie bezpiecznie. Elsa do niego poszła, Mrok ją znalazł.  Jakieś jeszcze pytania?
- Mogę lecieć z wami? - Spytałem.
- No cóż, mógłbyś, ale pewnie byś wszystkich zmiótł z powierzchni ziemi, jakbyś zobaczył Elsę w opłakanym stanie.... - Zaczął.
- Nie martw się. Postaram się opanować emocje - Powiedziałem i poszedłem do sań. Polecieliśmy. Żałowałem że nie było zająca, zawsze mogłem się z niego pośmiać. Odwróciłem się - A dla twojej wiadomości, ja tam jadę dla Elsy, i żeby ostro przywalić Mroku. To jak? Jedziemy? - Zapytałem. Wsiadłem do sań. North zaraz za mną i ruszyliśmy. Wyjąłem kulkę teleportującą i wyrzuciłem w powietrze. Wtedy to zobaczyłem. Królestwo Pana ciemności. Wszędzie była pustka i czerń. Czerń i pustka, i tak na zamianę. Lecz, wtedy pojawiła się przede mną postać. Nie wiedziałem dokładnie kto to jest. Nawet nie mogłem się jej dokładnie przyjrzeć. Nie wiedziałem nic, poza tym, że była dziewczyną. 
- Jeżeli szukacie Zająca, za mną - Powiedziała krótko po czym pobiegła. NIe kumałem jej. Była jakaś taka dziwna. Pobiegłem za nią kilkanaście metrów. Wtedy zatrzymała się, niedaleko wrót do zamku Mrocznego Pana. Podbiegła do studni - tam jest tunel prowadzący tam gdzie jest Zając. Życzę wam powodzenia - Powiedziała.
- To.. nie idziesz z nami? - Zapytała Zebuszka.
- Nie. Ja mam swoje sprawy do załatwienia. - Widziałem przez chwilę kawałek jej twarzy spod czarnego szala. - Żegnajcie - I zniknęła w ciemnościach. Wzruszyłem ramionami. Wskoczyłem do studni. Śmierdziało tam zgnilizną i starymi  skarpetami, które już zajęły się rozkładem. Wiem co pomyślicie, jak mogłem wiedzieć jak pachną skarpetki w czasie rozkładu, a więc, robię Northowi pranie, i on niezbyt dba o higienę więc, wiem. Mikołaj skoczył za mną. 
- O FUJ! Jak tu śmierdzi - Komentował niepotrzebnie.
- North, jeżeli masz zamiar wrogowi zdradzić naszą pozycję, to radzę ci krzyczeć głośniej, bo nikt cię nie usłyszy - Powiedziałem sarkastycznie.
Zębuszka się zaśmiała. Piaskowy Ludek... on zazwyczaj nie gada, więc tym razem też się nie odezwał. 

Elsa


Mrok. Jak zwykle nie ugięty. Nawet jak mu starałam się przypomnieć o Ashu, o Valeri, o całym jego poprzednim życiu.... nie udało się. Wtedy.. wtedy sobie przypomniałam Jacka. Wiem, to żałosne, ale z chwilą gdy go zobaczyła, cały strach znikną, i wróciły mi siły. Serce już nie zamarzało. Wszystko było dobrze. Dookoła mnie pojawił się okrąg lodowej mocy. Zaczęłam śpiewać.

Zostałam uwięziona 

jak przeklęty przestępca, 

Modliłam się o pomoc, 

bo nie mogłam tego znieść 

Nie skończyłam, 

To nie koniec. 

Teraz walczę w tej wojnie 

od dnia upadku 

I desperacko dźwigam 

to wszystko, 

Lecz jestem zagubiona, 

Jestem tak bardzo zagubiona. 


Och, chciałabym, 

by to był koniec, 

I chciałabym, 

abyś tu był, 

Wciąż mam jakąś nadzieję.

 
Ponieważ Twoja dusza jest w ogniu, 

Strzał w ciemności, 

W cóż celowali, 

jeśli nie trafili w Twoje serce? 


Oddycham pod wodą, 

Wszystko jest w moich rękach, 

lecz cóż mogę zrobić? 

Nie pozwolę temu się rozsypać. 

Strzał w ciemności... 


W mgnieniu oka 

Mogę widzieć przez twoje oczy 

Gdy leżę rozbudzona, 

wciąż słyszę płaczących 

I to rani, 

Tak bardzo mnie to boli.

 I zastanawiam się, 

dlaczego wciąż walczę w tym życiu, 

Bo straciłam całą 

wiarę w tym przeklętym zaciętym sporze, 

I to przykre, 

Tak bardzo przykre. 

Och, chciałabym, 

by to był koniec, 

I chciałabym, 

abyś tu był, 

Wciąż mam jakąś nadzieję.


 Ponieważ Twoja dusza jest w ogniu, 

Strzał w ciemności, 

W cóż celowali, 

jeśli nie trafili w Twoje serce? 

Oddycham pod wodą, 

Wszystko jest w moich rękach, 

lecz cóż mogę zrobić?

 Nie pozwolę temu się rozsypać.


 Strzał w ciemności, 


Strzał w ciemności, 




Strzał w ciemności,




 Strzał w ciemności, 




Strzał w ciemności... 



Czuję, jak gaśniesz


 Czuję, jak gaśniesz 


Czuję, jak gaśniesz 


Czuję, jak gaśniesz...


 Ponieważ Twoja dusza jest w ogniu, 

Strzał w ciemności, 

W cóż celowali, j

eśli nie trafili w Twoje serce? 

Oddycham pod wodą, 

Wszystko jest w moich rękach, 

lecz cóż mogę zrobić? 

Nie pozwolę temu się rozsypać. 

Och, twoja dusza jest w ogniu, 

Strzał w ciemności, 

W cóż celowali, jeśli nie trafili w Twoje serce? Oddycham pod wodą, 

Wszystko jest w moich rękach, 

Lecz cóż mogę zrobić?

 Nie pozwolę temu się rozsypać. 

Strzał w ciemności 




Strzał w ciemności 




Strzał w ciemności 




Strzał w ciemności! 



Strzał w ciemności... - Na koniec  zaatakowałam go odłamkami lodu. Nareszcie. Nareszcie się go nie bałam. Ale wtedy.. zaatakował mnie swoją mroczną mocą. Zemdlałam. Ostatni promień lodowej mocy trafił Annę która zadrżała i jakby... straciła kontrolę nad swoim ciałem. Jej głowa, ręce.. bezwładnie opadały na podłogę. Po chwili cała podłoga zaczęła się pokrywać szronem. To przeze mnie. To wszystko moja wina. 


Jack

Doszliśmy do kryjówki Zająca, niestety zbyt późno. Widziałem jak Elsa mdleje.
- Elsa - Powiedziałem bez tchu - NIE! - wrzasnąłem.  Zaatakowąłem Mrok. Dość agresywnie zacząłem. Walnąłem mu falą lodu prosto w twarz. Wiem, jestem straszny. Ale... widok Elsy, w takim stanie... to mnie zdenerwowało i tyle.  Debil nawet nie wiedział kiedy dostał. Zniszczyłem go. Dosłownie, zniszczyłem go. Pozostał po nim tylko czarny piach. Wtedy dostrzegłem że Elsa się budzi. 
- Jack.. - Mówi słabo.
- Jestem. Jestem z tobą kochana. Jestem tutaj - Mówiłem. Gdy była na tyle przytomna by wstać pobiegła do Anny. Uklękła przy niej. Ruda była nie przytomna.
- Anna! Anna! Wstawaj. To koniec walki. Wstań no! WSTAŃ! - Mówiła ze łzami w oczach. - Aniu? - Próbowała ją obudzić. Bezskutecznie. Przytuliłem ją. Płakała. 
- Elso... Anna chyba.... no.. masz w sobie naprawdę potężną moc.. a z tego co wiem, ona ma moc ognia, więc jest wrażliwa na zimno, bardziej niż normalni ludzie. A skoro ty ją trafiłaś mocą.. to są naprawdę małe szanse... na to że przeżyje.. - Powiedziałem. Zamknij mordę idioto! Zamknij pysk i nic jej nie mów - To chyba koniec - Powiedziałem. - Elsa zaczęła się wyrywać. Starałem się ją uspokoić. Nie udało mi się. Wyrwała się i uciekła cała we łzach. Przykucnąłem przy Annie. Nie wiem dlaczego powiedziałem Elsie, że nie ma dla Anny już szans. Ja miałem nadzieję. Wyciągnąłem przed nią ręce i się skupiłem. Myślałem tylko o tym, żeby przeżyła, by Elsa nie była samotna.  Z czasem, zacząłem się poddawać.
- Jack... - Zaczął North - Nie możesz się już męczyć. Zrozum, Anna już nie żyje.
- NIE! Ona musi żyć! Elsa się bez niej załamie! Bez niej będzie sama na świecie! - Krzyknąłem. Wtedy Anna się obudziła. Nie mogłem uwierzyć. Wstałem i pobiegłem za Elsą. 

Elsa

Anna nie żyje. Nie mogłam w to uwierzyć. Moja siostra, moja jedyna rodzina, wszystko co miałam, w jednej chwili zniknęło. Poszłam na łyżwy. To zawsze mnie uspokaja. 
- ELSA! - Krzyknął Jack gdy mnie znalazł. Szedł w moją stronę. 
- NIE! - Wrzasnęłam - Nie podchodź! Nie chcę się skrzywdzić! Zrozum! - Krzyczałam. Wtedy, lód pode mną zaczął pękać. Wpadłam. Jedyne co widziałam to ciemność. Ciemność dookoła mnie.  Byłam nieprzytomna. Nie wiedziałam co robić. Czułam jak dusza ze mnie ucieka. Jak umieram. Już nic nie czułam. Absolutnie nic. Ostatnie co słyszałam to głos Jacka. Jack wołający mnie po imieniu. Wtedy zamknęłam oczy. Przede mną pojawiła się nicość. Widziałam ją, Widziałam ja i cierpiałam. Ostatnie co z siebie wydałam to lekki jęk bólu. Mój płacz. To ostatnie co z siebie wydałam. 

Jack

Widziałem jak Elsa wpada pod lód. Zobaczenie tego, usłyszenie pękającego lodu.. powróciły wspomnienia. Pobiegłem w stronę przerębla. Wskoczyłem do wody. Całe szczęście już nie czułem zimna. Wyłowiłem ja. Była cała zimna.
- Dlaczego ona - Płakałem. - Dlaczego to właśnie Elsa. To powinienem być ja! Ona nic tu nie zawinęła -  Krzyczałem - Księżycu! Słyniesz ze swojej sprawiedliwości! Ale ja tu nie widzę nic sprawiedliwego! -Krzyczałem. Wtedy przyjrzałem się Elsie. Jej skóra stała się idealnie blada, a włosy i tak jasne stały się równie białe jak moje. Była jak ja. Elsa nareszcie była moja. Po chwili otworzyła oczy.
- Jack! Nie zbliżaj się do mnie! - Krzyknęła i wyrwała się z moich objęć.
- Ale.. o co chodzi? - Zapytałem. 
- Nie chcę cię skrzywdzić! Jack! Ja zabiłam Annę! Jestem niebezpieczna! Mogłeś mnie zostawić, żeby zjadły mnie ryby! Chciałam zginąć! Zrozum! - Krzyknęła. Poczułem jak moje serce zamarza. 
- Ale jej nie zabiłaś!- Krzyknąłem. Odwróciła się w moją stronę.
- Jak to? - Zapytała. Nie wierzyła mi.
- Uratowałem ją. Usunąłem z niej całą zimną magię. Nie musisz się obwiniać, przeżyła! - Powiedziałem.
- Sam w to nie wierzysz. - Prychnęła. 

CDN



1 komentarz:

  1. Uwaga:

    Nazywam się Maya, jestem z Berlina, chcę wysłać ważną informację do każdego, kto to teraz czyta, strzeżcie się fałszywych zaklęć, szukam pomocy od ponad 7 lat, nikt nie był w stanie mi pomóc. Mój mąż zostawił mnie i wyjechał z inną kobietą, byłem sam przez 7 lat, kilka dni temu miałem na myśli zeznanie innej pani tutaj w Internecie, która mówi o dr Ogundele, powiedziała, że ​​ten mężczyzna jest wielkim rzucającym zaklęcia, więc miałem odwagi i skontaktowałem się z DR Ogundele o pomoc, a on był tak uprzejmy, że odpowiedział mi natychmiast i wyjaśniłem mu moje problemy i powiedział mi, żebym się nie martwił, powiedział, że przyprowadzi dla mnie mojego męża w ciągu 24 godzin , byłem zaskoczony i czekałem, aby zobaczyć, po wszystkim, muszę poinformować wszystkich, że stało się to jak cud, do którego zadzwonił mój mąż i prosił, abym mu wybaczył ... Natychmiast mu wybaczam i powiedziałem dr Ogundele, że mam udział jego nazwisko tutaj w Internecie i na stacjach radiowych, dlatego właśnie to robię teraz, więc jeśli ktoś z was potrzebuje pomocy w waszym związku, małżeństwie lub jakichkolwiek ludzkich problemach, skontaktuj się z nim, aby uzyskać rozwiązanie. Zapewniam cię swoim życiem, że ten człowiek, Dr Ogundele, jest Prawdziwy i Potężny. Skontaktuj się z nim: E-mail: ***ogundeletempleofsolution@gmail.com*** WhatsApp i Viber Chat: ** + 27638836445 **

    OdpowiedzUsuń