Elsa
Mądrzy Ludzie, twierdzą że w sercu każdego kryje się szlachetna istota. Czasami łatwo jest ją dostrzec, a czasami ukryta jest głęboko, głęboko wewnątrz nas. Tyle że na początku jest się dzieckiem. Dziewczynką. Zgodnie z planami rodziców poczętą z miłości i wychowane na dobrego, szlachetnego człowieka. Ale są też inne dzieci. Które poczęto w mroku najciemniejszych zaklęć, te które w łonie matki były karmione złością i nienawiścią. To nie są szlachetne istoty tylko bestie żądne krwi. Gardzą wszystkimi w okół, tak bardzo jak świat gardzi nimi. Ne dlatego że mają taką zachciankę.... Nie! po prostu gdy szukały wsparcia, ludzie pokazywali im tylko wrogość, okrucieństwo i podłość. Tego właśnie nauczyło ich życie. Nie znają niczego innego. Tylko tego nauczyło życie które ich nienawidzi, tylko tego nauczył ich los który nimi gardzi.
Są tacy jak wszystko co ich otacza.
Na dobre
Złe
i na najgorsze.
Skąd o tym wiem? jestem najprawdopodobniej jedną z nich. Tylko walczę z tą ciemnością która jest wewnątrz i tą bestią która chce się uwolnić.
Ubolewałam nad swoim życiem. Płakałam. Bałam się. Bałam się o to czy Mrok dotrzyma obietnicy i nie skrzywdzi Jacka.
Drzwi skrzypnęły.
- mam nadzieję że dobrze cię traktowano - Powiedział Mrok wchodząc do środka.
- Zostaw mnie w spokoju - Warknęłam. Postąpił kilka kroków w moim kierunku - nie rozumiesz? Chcę być sama! - Krzyknęłam.
- Elso..... -Zaśmiał się - Zrozum nikt nie chce być sam.... Anna czeka na dole.... - Wyszedł.
- Czekaj! - Krzyknęłam. Otworzył drzwi na chwilę.
- To Anna też tu jest? - Zapytałam.
- Tak i czuje się nieźle, zwłaszcza że dowiedziała się o czymś co było przed nią ukryte przez tyle lat.... - Wydawał się zadowolony.
- Ona wie że mam moc już od roku! - Powiedziałam.
- Ale tu nie chodzi o ciebie. Niedługo wyjawię jej wszystko. Wszystko!
- Nie wiem o czym ty mówisz!- Krzyknęłam.
- No cóż... Pamiętasz jak dostała mocą w głowę hmm? A trolle? Urocze stworzenia! Powiedzieli że....
- Usuną z niej całą magię... -Dokończyłam za niego. - To znaczy że...
- Dopiero się domyśliłaś? Co ty? myślałaś ze jesteś jakimś felernym egzemplarzem? że zostałaś podmieniona po narodzinach? Nie! A co? Mamusia wam nic nie wyjawiła? - Byłam przerażona. Co ten wariat wygadywał. - Wasza kochana mamusia, to była - zaśmiał się - to była moja siostra -I wyszedł.
Położyłam się. Próbowałam sobie przypomnieć momenty dzieciństwa. Spojrzałam pod łóżko. Były tam wszystkie rzeczy z mojego dzieciństwa. Ale skąd on je miał? Skąd wiedział gdzie je trzymali? Ja ich szukałam przez kilkanaście lat i nic a nic nie znalazłam! Było wszystko! Albumy, zdjęcia, obrazki! WSZYSTKO!
- Zaraz, to... Jack? - Spojrzałam na jeden obrazek. Przyjrzałam się bliżej. Widniał na nim wysoki chłopiec o bardzo jasnych włosach, wyglądał jak Jack.
Wtedy wszystko wróciło.
- O! Spadająca gwiazdka! - Krzyknęła gdy zobaczyła gwiazdę prująca przez nocne niebo. - Co by sobie zażyczyć.... Co sobie życzyć... WIEM! Chciałabym żeby zima była przez caaały rok! Proszę cię gwiazdko, proszę! - Wymarzyła.
- Widzisz! Mówiłem ci! Dałaś radę! Od początku wiedziałem!! - Powiedział uśmiechając cię do niej szeroko.
Elsa & Jack
Mała Elsa siedziała przy oknie wpatrując się w śnieg i przyciskając swój mały nosek do szyby.
- O! Spadająca gwiazdka! - Krzyknęła gdy zobaczyła gwiazdę prująca przez nocne niebo. - Co by sobie zażyczyć.... Co sobie życzyć... WIEM! Chciałabym żeby zima była przez caaały rok! Proszę cię gwiazdko, proszę! - Wymarzyła.
Wtedy zawiał wiatr. Chłodny powiew muskał jej twarz jak najdelikatniejszy jedwab.
- Czy ktoś mówił coś o zimie? -Usłyszała głos. Odwróciła się. Nikogo nie widziała.
- Kto tam jest? - Zapytała z przerażeniem w głosie.
- Jam jest! Jack Mróz! Nie wiesz? - Usłyszała.
- Ale gdzie ty jesteś?! - Zapytała po raz kolejny.
- Tu! - Rzucił w nią śnieżką. Odwróciła się po raz kolejny. Zobaczyła go. Jack Mróz był wysokim, przystojnym chłopakiem o niesamowicie jasnych włosach, białych prawie jak śnieg.
- Ty... To ty jesteś Jack Mróz! -Elsa była podekscytowana.
- No tak....... - Przeczesał włosy palcami.
- Ten co z książki.....? - Wyciągnęła książkę z baśniami.
- Eeeeee Nie. Tam Jack Mróz jest paskudnym i wrednym trollem który był...... strasznym idiotą! - Lekko się przejął.
- A ty nie jesteś? - Elsa była zmieszana.
- Dzięki! Bardzo podniosłaś mnie na duchu! - Jack się zaśmiał.
- Skoro jesteś Jack Mróz to udowodnij! - Powiedziała odkładając książkę na półkę. Jack rzucił minę mówiącą " WTF?!" - Zrób śnieg!
- Ale po co? Na dworze jest go pełno! - Jack wskazał okno.
- Bo jestem księżniczką i..... - Zamyśliła się - i... cię o to proszę.
- Tak lepiej - Jack uśmiechnął się i swoim zagiętym kijem dotknął sufitu. W pokoju zaczął padać śnieg. Mała Elsa wskoczyła na łóżko.
- Więcej! Więcej! - Skakała po łóżku. Jack zrobił zaspę i po chwili zaczęli rzucać w siebie śnieżkami. Podbiegła do niego i przytuliła go.
- Kocham cię Jack - Powiedziała. Jack nie wiedział co zrobić. Uściskał ją.
- Ja ciebie też maleńka. - Powiedział i uśmiechnął się. Podszedł do okna.
- Jack! - Zawołała za nim. Odwrócił się - Jeszcze wrócisz? Prawda?
- Nie ma mowy żebym cię znów nie odwiedził. - Wyszedł przez okno. Elsa spojrzała z podziwem na to jak unosił się na wietrze.
* - Jack.... - trzynastoletnia Elsa usiadła przy nim na łóżku.
- tak maleńka? - Zapytał.
- Po pierwsze, Nie mów do mnie maleńka! Mam już trzynaście lat, a po drugie, nudzę się - jęknęła i położyła się na łóżku.
- Doobra, to... co chcesz robić? - Zapytał. Sam miał pustkę w głowie chociaż miał już ponad 300 lat więc to on powinien cokolwiek wiedzieć.
- Może.... wojnę na śnieżki? - Zaproponowała.
- W środku wiosny - Zaczął klaskać - Gratuluję geniuszu - powiedział sarkastycznie.
- To może zrobimy zimę w sali balowej? - Na jej twarzy nagle pojawił się entuzjazm.
- Podoba mi się ten plan. - Powiedział Jack i pobiegli do sali balowej. Znali się już 6 lat ale ona wciąż go zaskakiwała.
- Wyżej! Wyżej! - Krzyczała Elsa. Jack nie nadążał z robieniem zasp. Ona skakała z górki na górkę.
- Elsa stój! ELsa! - Wołał. Els ago nei słuchała. Gdy skoczyła myśląc ze zdąży zrobić kolejną zaspę on nie dał rady. Wyciągną rękę w jej stronę. Trafił w nią Mocą. Upadła. Podbiegł do niej.
- Elsa! Nie! Nie! Boże! Co ja zrobiłem! - Jego głos był pełen rozpaczy.
- Jack - powiedziała ELsa słabo - zimno....
- Wiem! Wiem maleńka! Poczekaj! Zaraz ci coś przyniosę! Poczekaj....
- Nie o to chodzi Jack... Ja nie..... Nie czuję zimna..... - Powiedziała. W jej oczach pojawiła się rozpacz.
Wstała. Wtedy cała sala balowa pokryła się lodem. Bałwan którego razem zbudowali rozsypał się. Zaczęła płakać.
- Ciii - Przytulił ja do siebie Jack - Nie martw się.... Już.... już spokojnie..... wszystko będzie dobrze...... - Spojrzał jej w oczy - Posłuchaj. Nauczę cię jak nad tym panować - Uśmiechnął się. Chociaż cały był zimny, jego oczu zawsze pozostawały ciepłe.
- Naprawdę? - Elsa otarła łzy.
- Tak. Nie masz się czego bać! Damy radę, tak? - Zapytał na co Elsa tylko skinęła głową i go mocno przytuliła.*
- I teraz robimy..... tak - Jack pokazywał Elsie owalne ruchy które miała wykonać by zrobić kulę śniegu. Doskonale to powtórzyła i później wyrzuciła magiczną śnieżkę w górę, a ta rozprysłą się na miliardy małych kryształków. Jack ja przytulił mocno i unieśli się w górę.
- Widzisz! Mówiłem ci! Dałaś radę! Od początku wiedziałem!! - Powiedział uśmiechając cię do niej szeroko.
- Teraz jestem taka jak ty! - Krzyknęła radośnie.
- Tak Malutka, taka jak ja - uśmiechnął się.
- Muszę to powiedzieć mamie! - Elsa radosna pobiegła do pokoju swojej mamy.
*
- DOŚĆ Elsa! Dość! - Powiedziała królowa do córeczki.
- Ale mamo to prawda! Wyczarowałam lód w sali balowej! Chodź zobaczyć - Powiedziała błagalnym tonem.
- Elso - Kobieta spojrzała w wielkie oczka córki, które w tym momencie wypełnione były łzami. Z łagodniała - Kochanie... Wiesz że masz bujną wyobraźnię, ale masz już trzynaście lat... zrozum żaden Jack Mróz nie istnieje...... - Powiedziała patrząc córce prosto w oczy.
- Ale on istnieje! Ja go widzę! Naprawdę
- Elso Dość! Te książki i opowiastki napełniają ci głowę bzdurami! Nie ma, nie będzie i nigdy nie było żadnego Jacka Mroza! - Oczy królowej były zimne. Elsa z płaczem pobiegła do pokoju.
Jeszcze tego samego dnia królowa ze swoim mężem weszli bez pukania do pokoju córki.
Zaczęli zrywać jej obrazki ze ścian. Do tej pory śmiali się widząc na ścianach maleńkiej Elsy malunki wysokiego, młodego chłopaka trzymającego w dłoni stary, oszroniony powyginany kij. Teraz jednak, uważali to za niebezpieczeństwo. Że ich dziecko, napełnione baśniami staje się niezrównoważone psychiczne.
Zaczęli zrywać jej obrazki ze ścian i mebli.
- Hej! Co robicie! - Krzyczała Elsa ze łzami w oczach.
- To dla twojego dobra córeczko! - Powiedział ojciec. Spakował do skrzyń wszystko co miało związek z Jackiem. Książki, malunki.... wszystko. W jej pokoju pozostała pustka.
- Jack! Oni cię nie widzą! Zrób coś! - Powiedziała ze łzami w oczach ELsa.
- Niestety nie mogę....- Spuścił głowę - Oni są dorośli, nie mogę nic zrobić..... Oni.... po prostu nie wierzą...... - W jego głosie było tyle żal.
- Nie chcę już tej mocy! Dlaczego mi ją dałeś?! Zabierz ją! - Krzyknęła na niego.
- Ale Elsa.... To nie było specjalnie.... ty był wypadek! - Tłumaczył.
- Sam mówiłeś że chcesz spotkać kogoś takiego jak ty! To twoja wina! To wszystko twoja wina!
- Ale Elsa! Zrozum ! To nie było specjalnie!
- Odejdź! Jack! Odejdź! - Rozkazała - Nie chcę cię znać! Nienawidzę cię Jacku Mrozie! - Wycedziła przez zęby. Jack czuł jak jego serce pokrywa się lodem. Te słowa sprawiły mu ból.
- Dobrze a więc..... Odejdę. Nie musisz już mnie więcej oglądać - Warknął. Wyszedł przez okno.
Ona nie wiedziała że to tak się potoczy. Ze Jack Tak zareaguje.
Królewska para postanowiła ukryć Elsę. Uznali że brak kontaktu z rówieśnikami sprawi że wróci do norm. Że brak kontaktu z bajkami, kreatywnością sprawi że znów będzie "normalna". Niestety na próżno.
- Kochanie.... - Królowa podeszła do swojego męża. - Elsa wciąż mówi coś o jakimś Jack Mrozie.... Może po prosimy kogoś no nie wiem.... żeby usunęli z niej tą głupotę....
- Masz na myśli.....- Zaczął król.
- Trolle - Rzekła z powagą. Oczy króla prawie wyskoczyły z orbit. - Zrozum! Tylko one mogą jej teraz pomóc! To szaleństwo zaszło już za daleko! - Mówiła.
- A więc dobrze...... Skoro tak twierdzisz.... - Powiedział chłodnym tonem. Nie rozumiał swojej żony. Poszedł po Elsę. Wsiedli na koń i pojechali na polanę.
- Proszę! Pomóżcie! Tu chodzi o moją córkę! - Powiedział król. Wtedy kamienie się poruszyły.
- Co się dzieje? -Jack latał na wysokości kilku metrów. Zobaczył Elsę. Schował się za drzewami. Bał się że go dostrzeże.
- A więc o co chodzi.... - Najstarszy troll podszedł do nich.
- Tu chodzi o moją córkę - Rzekła królowa i Elsa podeszła do Trolla - Ona... W kółko mówi coś o jakimś Jacku Mrozie! To niezrozumiałe! - Mówiła z paniką - Czy mógłbyś usunąć jej pamięć? Ostatnie kilka lat, bez tego całego Jacka Mroza.... Żeby..... Znów była normalna......
- Niestety nie posiadam tak potężnej mocy - Troll chwycił Elsę za rękę. Spojrzał w jej kryształowo niebieskie oczy. Była niebywale urodziwą, młodą dziewczyną. - Ale postaram się.... Proszę odejść - Poprosił króla i królową.
- A więc Elsa twój dar to Moc wrodzona czy klątwa? - Zapytał jej otwarcie. Nie wiedziała co powiedzieć. Skąd on mógł to wiedzieć?
- To.... Jack Mróz.... To on mi to zrobił...... - Powiedziała.
- Hmm postaram się coś zrobić - Dotknął jej czoła. Mamrotał coś pod nosem.
- A więc Elso kim jest Jack Mróz? - Zapytał.
- A ktoś taki istnieje? - Zapytała zdziwiona.
Jack upadł. Poczuł kujący ból w piersi. Jeszcze tej samej nocy księżyc usunął jego wspomnienia o Elsie. Nie wiedział kim ona jest, że w ogóle ją zna.
Jack
Nie rozumiałem jednej rzeczy. Dlaczego Elsa była mi tak bliska. I czemu mnie widziała. Kristoffa rozumiem, on wierzy w bajki. Ta... Nawet raz mu się objawił Święty Mikołaj. dziwny koleś, ale da się z nim pracować, nie powiem że nie.
Siedziałem na drzewie pokrywając jego korę szronem.
- Jack, co się z tobą dzieje? Ostatnio taki byłeś.... - Przyszedł Mikołaj.
- Wczoraj? - Zgadywałem.
- Nie... emm...
- Przedwczoraj?
- Nie.... chodzi o to że....
- Przed przedwczoraj? - Dalej zgadywałem.
- Weź się w końcu opanuj! Skupić się niemożna! - Krzyknął - Chodzi o to że nigdy cię takiego nie widziałem! Twoja dziewczyna została porwana przez Mroka ale to nie powód żebyś się załamywał!
- A co jest powodem? - Mruknąłem.
- Na pewno nie to. Uratujemy ją - Postanowił Mikołaj.
- Ale jak? - jęknąłem
- Nie wiem, ale jakoś damy radę! - Zapewnił.
- Daj spokój - Zeskoczyłem z drzewa - Mrok już wygrał - Powiedziałem stanowczo.
- I co? Nie możesz się tak poddać!
- Ale tu nadal nie rozumiesz! to koniec! Nie damy mu rady! - Krzyknąłem - Jak mamy dać mu radę? Ja jestem załamany i osłabiony! Zębuszka ma od pewnego czasu depresje bo dzieci przestały myć zęby! A do tego Królik ma te swoje fochy i zachowuje się jak kobieta w ciąży! - Wykrzyknąłem - Nie damy mu rady.
- A ja? A Piasek? Zrozum...
- Nie! Ty zrozum!! Nie damy mu rady! WY robicie za dużo zamieszania! - Krzyknąłem - Ale ja sam ją uratuję. Jeżeli dalej chcesz się kłócić to idź!
- Jakby co to przyszedłem tylko po to, żeby dać ci to. Znalazłem to niedawno. Uznałem że powinieneś to mieć. - Podał mi obrazek. Był na nim chłopak, podobny do mnie, a przy nim mała dziewczynka przypominająca Elsę. Uśmiechnąłem się. I wtedy to zobaczyłem.
Mała Elsa skakała, ja przez przypadek trafiłem ją mocą i.... przeżyła. Dostała wtedy moc. To nie była moc wrodzona! To przeze mnie! To moja wina!
Zbyt wolno a znikają szybko
Mała Elsa skakała, ja przez przypadek trafiłem ją mocą i.... przeżyła. Dostała wtedy moc. To nie była moc wrodzona! To przeze mnie! To moja wina!
Elsa
Zeszłam na kolację. Anna siedziała przy stole. Uśmiechnęła się na mój widok. Starałam się odwzajemnić uśmiech, ale chyba wyszedł z niego grymas.
- Wujku.... - Zaczęła Anna mówić do Mroku.
- Tak Anno? - Powiedział.
- Elsa może nam coś zaśpiewać? Ma prawdziwy talent! - Mówiła z pełnym entuzjazmem.
-Nie.... Nie Anno... Wiesz że.... ja nie lubię śpiewać - Zaprzeczyłam.
- Ta jasne! Ale przez kilka ostatnich dni w kółko śpiewałaś. O czym to było? O cierpieniu? - Anna przewróciła oczami. Mrok się uśmiechnął.
- No proszę Elso... Tylko raz.... Dla młodszej siostry.... - Wiedział jak mnie przekonać. Mrok był wpływowy.
- Patrzę w swej szklanki
Puste dno
I czekam aż marzenie się spełni
Niestety
marzenia spełniają się
Zbyt wolno a znikają szybko
Gdy zamykasz oczy
Widzisz ją
I myślisz że może pewnego dnia
Zrozumiesz dlaczego
wszystko czego dotkniesz
Umiera
Nie mogą wejść
Nie mogą zobaczyć
Bądź grzeczną dziewczynką
Którą miałaś być
Już wcześniej
Bez strachu
Bez łez
Nie możesz nic czuć
No cóż to i tak już nic nie da
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Potrzebujesz światła
Gdy zapada Mrok
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Tęsknisz za słońcem
Gdy zaczyna padać śnieg
Tutaj stoję
I tu zostanę
Rozumiesz że ją kochasz
Dopiero gdy odejdzie
zawsze potrzebujesz światła,
kiedy zapada Mrok
tęsknisz za słońcem,
kiedy pada śnieg
dowiadujesz się,
że ją kochasz, kiedy ona już odeszła
dowiadujesz się, że byłeś wysoko,
gdy upadasz
gdy znienawidzisz drogę,
zaczynasz tęsknić za domem
dowiadujesz się, że ją kochasz,
kiedy już odejdzie
I żałujesz
że pozwoliłeś jej odejść.
Patrzysz na sufit
Gdy spowija go ciemność
Uczucie pustki w Twoim sercu
ponieważ miłość przychodzi powoli, Lecz
odchodzi szybko
Widzisz ją gdy zasypiasz
Ale nigdy nie dotykasz jej nie możesz jej
zatrzymać
ponieważ kochałeś ją zbyt mocno
zanurkowałeś zbyt głęboko
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Potrzebujesz światła
Gdy zapada Mrok
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Tęsknisz za słońcem
Gdy zaczyna padać śnieg
Tutaj stojęI tu zostanę
Rozumiesz że ją kochasz
Dopiero gdy odejdzie
Moja nadzieja płonie
A marzenia są na sprzedaż
Tańczę na cienkiej linii
Nie chcę nikogo zawieść
Idę strumieniem pod prąd
Daleko od tego w co wierzę
Biegnę w kierunku końca
Starając się nie poddawać
By móc dotknąć księżyc
Zagubiona w ciemności
Nie wiem już gdzie stoję
Lecz Wciąż tu jestem
wykrzykując twoje imię
Próbując przetrwać
nienawidzę już świata moich snów
Kiedy moje serce jest zimne tracę zmysły
Tracę kontrolę nad samą sobą
Muszę zapomnieć
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Potrzebujesz światła
Gdy zapada Mrok
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Tęsknisz za słońcem
Gdy zaczyna padać śnieg
Tutaj stoję
I tu zostanę
Rozumiesz że ją kochasz
Dopiero gdy odejdzie
Chciałam uratować to,
co już dawno zniknęło
Myślą, że jestem dziwakiem,
który nic nie pojmuje
Nadzieja z umysłem
bawi się w złośliwą grę
Gdyż myślałam,
że miłość potrafiła nas łączyć
Nie potrafię uratować tego,
co już zniknęło
Ona już tu nie powróci
Bo już cię przy mnie niema
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Potrzebujesz światła
Gdy zapada Mrok
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Tęsknisz za słońcem
Gdy zaczyna padać śnieg
Tutaj stoję
I tu zostanę
Rozumiesz że ją kochasz
Dopiero gdy odejdzie "
- Elsa! - Anna powiedziała bezgłośnie. Nie rozumiałam o co jej chodzi. Sama mi kazała a teraz narzekała. Wskazała w kierunku drzwi. Pojawił się w nich wysoki, wytatuowany chłopak w czarnej zbroi. Jego demoniczne oczy były skupione na mnie. Podszedł do Mroku.
- Witaj Fenris - Powiedział Mrok.
- Witaj. - Powiedział. Dostrzegłam wtedy że jego tatuaże są jakieś dziwne, jakby magiczne. - Sprawdziłem najbliższe lasy krainy, nigdzie ani śladu Jacka Frosta -Powiedział głosem wypranym z uczuć.
- Widzisz Elso? - Mrok zwrócił się do mnie - Twój ukochany Jack Frost nie pędzi ci na ratunek! Jest się czym martwić, nieprawdaż?
- Zostaw mnie w spokoju - Powiedziałam. Odsunęłam się i odeszłam od stołu. - A jeżeli pozwolisz pójdę do swojego pokoju - Mrok skinął głową.Pobiegłam po schodach i położyłam się na łóżku. Wtulałam twarz w kołdrę łkając w poduszkę. Wszystko dookoła mnie zaczęło pokrywać się szronem.
- O Stwórco! - Usłyszałam. W drzwiach stał Fenris. - Co ty tu.... to znaczy.... jak ty to....
- Normalnie! I radzę ci iść! -Rozkazałam -Chcę być sama! - Krzyknęłam. nadal stał wpatrując się we mnie.- Nie zrozumiałeś? Idź sobie! Chcę być sama! Zrozum to w końcu! - Syknęłam w jego stronę.
- Jak sobie panienka życzy - skinął i odszedł. Nie protestował. Położyłam się. Wyobraziłam sobie Jacka. Spojrzałam na niego. Uśmiechał się pod nosem lekko.
- Nie chcę ci niczego zabierać! Tylko nie chcę żebyś cierpiała! - Powiedział i wyrzucił obrazek do ognia. Poczułam wielki żal i nienawiść. Lodem przyszpiliłam go do ściany. Widziałam przerażenie w jego oczach.
- Elso... Proszę - Powiedział. Ledwo mógł.
- Dobrze, ale w zamian spełnisz jedną moją prośbę - Powiedziałam.
- Nie wypuszczę cię. Nie mogę. To był warunek Anny - Powiedział.
- Nie chcę stąd uciekać. Wtedy będziesz mógł złamać obietnicę - Uspokoiłam się a lodowe kolce schowały się - Ale kiedy będę wiedziała o co prosić radzę ci, dotrzymać słowa, bo inaczej odejdę, a Anna razem ze mną - Warknęłam.
- Własnego wujka byś zostawiła...... - Zaczął
- Nie jesteś moim wujkiem! Wszystko mi się przypomniało! To nie jest wrodzona moc! To Jack mi ją dał! -Powiedziałam.
- Jack - Zaczął się śmiać - Jack co najwyżej mógł ją obudzić! Aktywować! Ty tego nie rozumiesz - Zaczął się denerwować.
- Radzę ci odejść - Usłyszałam. Za nim pojawił się Fenris. - Ta młoda dama chce samotności - Powiedział. Mrok miał zamiar coś zaczęć krzyczeć ale wyszedł warcząc pod nosem coś co było niezrozumiałe.- Przepraszam cię za niego - wskazał w stronę Mroka - Normalnie zachowuje się - zająknął się - normalnie...- przeczesał włosy palcami - Normalnie zachowuje się tak samo - uśmiechnął się słabo.
- Ta.... Zauważyłam. - Mruknęłam. Fenris wyszedł. To chyba będzie jedyna pozytywnie nastawiona co do mnie osoba w Zamku.- Czekaj - Powiedziałam gdy już zamykał drzwi. Stanął.
- Tak? - Zapytał przez ramię.
- Dlaczego mu tak zależy żebym tu została i żebym nienawidziła Jacka? Dlaczego? - Zaśmiał się.
- Ty nie wiesz? - Zamknął drzwi. Skinęłam głową. - Chyba nie znasz tej długiej historii - Uśmiechnął się pod nosem. - Mrok kiedyś był mniej więcej taki jak ty, albo jak Anna i na pewno jak Jack. Ale to się zmieniło. A to było tak...
- Normalnie! I radzę ci iść! -Rozkazałam -Chcę być sama! - Krzyknęłam. nadal stał wpatrując się we mnie.- Nie zrozumiałeś? Idź sobie! Chcę być sama! Zrozum to w końcu! - Syknęłam w jego stronę.
- Jak sobie panienka życzy - skinął i odszedł. Nie protestował. Położyłam się. Wyobraziłam sobie Jacka. Spojrzałam na niego. Uśmiechał się pod nosem lekko.
- Jeśli nie możesz mówić
To nie odważysz się wrócić
Czemu nadal chcesz się kryć
To nigdy cię już nie znajdę
Miłość zła
I wciąż nie wiem
dokąd gnać
Wróć i obejmij mnie ten ostatni raz
Mów jeśli możesz
Powiedz co czujesz
Powiedz
Kto sprawia
że możesz latać
Jeśli nie chcesz słuchać
Nawet jeśli będę mówić
Jeśli możesz spójrz na mnie
Może poprzez spojrzenie
Poczujemy więź
Miłość ta
Nie wie kogo wybiera
Pragnę cię przytulić jeszcze jeden raz
Mów jeśli możesz
Wykrzycz co czujesz
Powiedz mi Kto sprawia
że możesz latać
Mów jeśli możesz
Wykrzycz co czujesz
Powiedz mi Kto sprawia
że możesz latać
Chodź przytul mnie
Bo chcę się obudzić i to zrozumieć!
Mów jeśli możesz
Krzycz gdy się boisz
Powiedz mi Kto sprawia że możesz latać
Mów jeśli możesz
Wykrzycz co czujesz
Powiedz mi
Kto sprawia że możesz latać
Kogo naprawdę kochasz
- A ty nadal wzdychasz do Frosta - Zabrał mi obrazek.
- Nie! Stój! To moje!- Krzyczałam.- Nie chcę ci niczego zabierać! Tylko nie chcę żebyś cierpiała! - Powiedział i wyrzucił obrazek do ognia. Poczułam wielki żal i nienawiść. Lodem przyszpiliłam go do ściany. Widziałam przerażenie w jego oczach.
- Elso... Proszę - Powiedział. Ledwo mógł.
- Dobrze, ale w zamian spełnisz jedną moją prośbę - Powiedziałam.- Nie wypuszczę cię. Nie mogę. To był warunek Anny - Powiedział.
- Nie chcę stąd uciekać. Wtedy będziesz mógł złamać obietnicę - Uspokoiłam się a lodowe kolce schowały się - Ale kiedy będę wiedziała o co prosić radzę ci, dotrzymać słowa, bo inaczej odejdę, a Anna razem ze mną - Warknęłam.
- Własnego wujka byś zostawiła...... - Zaczął
- Nie jesteś moim wujkiem! Wszystko mi się przypomniało! To nie jest wrodzona moc! To Jack mi ją dał! -Powiedziałam.
- Jack - Zaczął się śmiać - Jack co najwyżej mógł ją obudzić! Aktywować! Ty tego nie rozumiesz - Zaczął się denerwować.- Radzę ci odejść - Usłyszałam. Za nim pojawił się Fenris. - Ta młoda dama chce samotności - Powiedział. Mrok miał zamiar coś zaczęć krzyczeć ale wyszedł warcząc pod nosem coś co było niezrozumiałe.- Przepraszam cię za niego - wskazał w stronę Mroka - Normalnie zachowuje się - zająknął się - normalnie...- przeczesał włosy palcami - Normalnie zachowuje się tak samo - uśmiechnął się słabo.
- Ta.... Zauważyłam. - Mruknęłam. Fenris wyszedł. To chyba będzie jedyna pozytywnie nastawiona co do mnie osoba w Zamku.- Czekaj - Powiedziałam gdy już zamykał drzwi. Stanął.
- Tak? - Zapytał przez ramię.
- Dlaczego mu tak zależy żebym tu została i żebym nienawidziła Jacka? Dlaczego? - Zaśmiał się.
- Ty nie wiesz? - Zamknął drzwi. Skinęłam głową. - Chyba nie znasz tej długiej historii - Uśmiechnął się pod nosem. - Mrok kiedyś był mniej więcej taki jak ty, albo jak Anna i na pewno jak Jack. Ale to się zmieniło. A to było tak...
* Młody chłopak szedł lasem. Nie wiedział kim jest i co ma robić. Jego włosy były rozwiewane przez wiatr. Ash, miał na imię Ash. jego włosy, czarne, niczym noc a skóra biała jak śnieg. Biegł. Biegł by spotkać ją. Tą jedną jedyną, która akceptowała go takim jaki był.
- Valeria! - Krzyknął na jej widok, Dziewczyna bawiła się ogniem. - Odwróciła się i uśmiechnęła, zapominając o gałęzi niedaleko niej która zajęła się ogniem. Po chwili cała gałąź zaczęła płonąć - Nie! - Krzyknął. Podbiegł do niej i pchnął w stronę przeciwną do strony ognia. Zaczął go ogarniać gęsty i ciemny dym. Tracił oddech. To był już koniec. Przed jego oczyma pojawiła się ciemność. Jego włosy i tak ciemne, stały się czystą esencją mroku a skóra zazwyczaj idealnie blada, stała się szara jak popiół. Już nie było Ash'a. Niestety. Jego serce zostało zastąpione przez serce ciemności a dusza zamieniona w popiół. To był już koniec. Skoro światło go zabiło, teraz chciał z nim walczyć. Musiał z nim walczyć.
- Teraz już rozumiesz?- Zapytał mnie Fenris. Widać było że miał głęboko gdzieś to co odpowiem. Mogę odpowiedzieć równie dobrze "Mówi się pomarańcz czy pomarańcza?" i tak by pewnie nie zareagował.
- Tak właściwie to... Nadal nie wiem dlaczego mu tak zależy na tym żebym nienawidziła Jacka - Uśmiechnęłam się słabo.
- A więc chodzi o to że Jack radzi sobie lepiej niż on. A ty... Jackowi na tobie podobno zależy. I on chce zgnębić Jacka i to dość konkretnie - Uśmiechnął się pod nosem - Ale to się mu chyba nie uda. Za bardzo ci na Jacku zależy, prędzej już ty będziesz cierpieć - Zaśmiał się - No.. jack może cierpieć, ale daleko stąd. A Mrok na pewno zrozumie jaką dziurę ma jego chytry plan - Otworzył drzwi - Dobranoc. - Wyszedł. Zostałam sama. Sama ze sobą, z moimi myślami. Moje oczy, puste, jak dwa rozbite okna. Nie rozumiałam już nic. Czy Fenris odpowiedział mi na pytanie, czy może sprawił że jest ich jest ich jeszcze więcej. Tego nie mogłam zrozumieć. Położyłam. się. Wtedy przypomniała mi się Legenda. Legenda o Bohaterze. A tak dokładniej o SMoczym Dziecięciu. Mówiono jej też, że ostatnie Smocze Dziecię, zniknęło gdzieś za horyzontem. Miało wrócić, gdy na świat spadnie ciemność.
- Bohater, bohater nasz serce ma wojownikaPowiadam, powiadam ja wam, Smocze Dziecię nadchodziMoc głosu starożytna Nordów dusze przenikaWierzajcie, wierzajcie, Smocze Dziecię nadchodziKoniec nastał zła, wróg nasz przegrywaBiada wam, biada, oto Smocze Dziecię nadchodziAlbowiem mrok minął, a legenda wciąż żywaPoznacie, poznacie wnet, że Smocze Dziecię nadchodzi
Dovahkiin! Dovahkiin! Naal ok zin los vahriin wah dein vokul mahfaeraak ahst vaal, ahrk fin norok paal graan Fod nust hon zindro zaan. Dovahkiin, fah hin kogaan mu draal.- Nadal nie rozumiem, skąd znałam ten tekst. Nie słyszałam tej pieśni już ponad dziesięć lat. A tych ostatnich słów nie rozumiałam, nic a nic. Obejrzałam się.
- Wiesz do czego jestem zdolny - Stwierdziłem. Jego oczy nadal się śmiały. Wycelowałem w niego laską i trafiłem jednym z pocisków. Ale on nadal się śmiał. Pewnie nawet nie wiedział z czego.
- Ty też nie panujesz nad swoją mocą! - Krzyknęła. Spojrzałam na swoje ręce. To prawda. Nie panowałam.
-Ty nie rozumiesz? Ja się boję!- Powiedziałam. Łzy napłynęły mi do oczu. Weszłam na jeden stopień schodów.
Przeraziłam się. Dalej nie kontrolowałam mocy. Pobiegłam do pokoju. Położyłam się na łóżku, wycierając łzy o poduszkę.
Czy chcesz, czy chceszPod drzewem ukryć się?Gdzie martwy mężczyzna wzywa
- Elso... Ale zrozum, Jack na pewno maczał w tym palce - Wskazała na szron.
- NIE zaprzeczaj! Przecież dobrze wiesz! To jego wina! - Naciskała.
- Wcale nie! Ty nic nie wiesz! Zrozum, że to nie jego wina! - Zaczęłam krzyczeć, burza gęstniała.

- Nie zaprzeczysz prawdzie! - Szła w moją stronę.
- Odejdź! - Krzyknęłam - Zostaw mnie w spokoju!
- Nie! Nie zostawię cię! Trzeba coś wyjaśnić! Musimy porozmawiać, zrozum to wreszcie! - Krzyczała, ale ledwo ją słyszałam przez zamieć.
- Zostaw mnie w spokoju! - Wrzasnęłam. Burza ucichła a z mojego serca wydobyły się odłamki lodu. Anna nagle zamilkła - NIE udowodnisz mi nic, zrozum. Ja w to nie wierzę, To moc wrodzona. A teraz zostaw mnie w spokoju - Powiedziałam i podeszłam do okna - Odejdź - Powiedziałam tonem tak zimnym, że sama w to nie wierzyłam.
- Ale Elsa -Próbowała mnie namówić.
- Odejdź - Rozkazałam - Zanim stracę kontrolę - Usłyszałam jak drzwi się zatrzaskują. Znów byłam sama, i było mi z tym dobrze, Zsunęłam się na podłogę, i zaczęłam płakać. Oskarżała Jacka, to tak jakby oskarżała mnie. Nie mogłam w to uwierzyć. Do mojego pokoju wszedł Fenris.
- Fenris Mogę mieć prośbę? - Zapytałam przez łzy.
- O ile nie będę musiał założyć kiecki i tańczyć na stole kankana, to jasne - Oparł się o ścianę.
- Zawołaj Mrok. Muszę z nim pogadać -Widziałam na jego twarzy zmieszanie żalu ze śmiechem, ale wyszedł i zawołał Mrok.
- Bohater, bohater nasz serce ma wojownikaPowiadam, powiadam ja wam, Smocze Dziecię nadchodziMoc głosu starożytna Nordów dusze przenikaWierzajcie, wierzajcie, Smocze Dziecię nadchodziKoniec nastał zła, wróg nasz przegrywaBiada wam, biada, oto Smocze Dziecię nadchodziAlbowiem mrok minął, a legenda wciąż żywaPoznacie, poznacie wnet, że Smocze Dziecię nadchodzi
Aaach...
Smocze Dziecię! Smocze Dziecię!Ręcząc honorem swymprzysięgło złu samo stawiać czoła,wrogowie źli pierzchają w mig,gdy słyszą twój triumfalny krzyk.Smocze Dziecię, błogosławićchciej nam!
Dovahkiin! Dovahkiin! Naal ok zin los vahriin wah dein vokul mahfaeraak ahst vaal, ahrk fin norok paal graan Fod nust hon zindro zaan. Dovahkiin, fah hin kogaan mu draal.- Nadal nie rozumiem, skąd znałam ten tekst. Nie słyszałam tej pieśni już ponad dziesięć lat. A tych ostatnich słów nie rozumiałam, nic a nic. Obejrzałam się.
- no! Elsa! Przypomniała ci się stara rodzinna legenda? - Zapytała Anna w przejściu.
- A kto mówił że ją zapomniałam? - Mój ton był cichy, prawie nie słyszalny.
- Heh - Zaśmiała się - No racja. Ale skąd znasz ten teks? te słowa... Widać, że czujesz tą piosenkę - Uśmiechnęła się - jak ja, pewną inną piosenkę - Odpowiedziała.
- Doprawdy? - Uśmiechnęłam się.
- taa Ale później ci ją zaśpiewam - Machnęła do mnie ręką - Mrok nas woła na dół. Chodź!
Jack
Nadal myślałem, nad tym jak wyciągnąć Elsę z łapsk Mroku. Nie miałem planu, nie miałem nic. Wiedziałem tylko to, że na pewno długo bez niej nie wytrzymam.
- Co ty taki nerwowy? - Zapytał Mikołaj.
- Ja? Ja nerwowy? Ciebie chyba powaliło! - Zaprzeczałem. Prawda, byłem zdenerwowany.
Mikołaj tylko kiwał głową. - Sorry! ALe ja przynajmniej mam jakieś sprawy a nie tylko cały czas wymyślam sposoby jak przekupić dzieci - Warknąłem. - Ja muszę ją uratować. I zrobię to jeszcze tej nocy. Pobiegłem. Usiadłem na brzegu rzeki. Maczałem kij w wodzie, przy czym ta, zamarzała.
- Śnieg skrzy się
jasno pośród w świetle
księżyca
Nie dostrzegłem żadnego śladu stopy
Królestwo Izolacji
A królem jestem ja
Uczucia walczą we mnie
jak na zewnątrz wiatr
Chciałem go powstrzymać
Ale nie wiem jak
Nie wpuszczaj ich
Nie pozwól im ujrzeć
Bądź grzecznym chłopakiem,
którym musiałaś być
Ukrywaj, nie przeżywaj
Niech się nie dowiedzą.
Cóż, teraz już wiedzą
Wolnym być
Wolnym być
Muszę to uwolnić dziś
wolnym być
Wolnym być
Odwróć się i zatrzaśnij drzwi
Tutaj stoję i Tu zostanę
Niech burza szaleje
I tak nikt mnie teraz nie widzi
To zabawne jak odległość
Sprawia, że wszystko tak maleje
Ten strach już mnie nie kontroluje
I odzyskałem głos
Pokażę dziś
Na co mnie stać
By przekroczyć granice
I je przełamać
Nie ma"dobrze",Ani "źle"
Żadnych zasad dla mnie
Jestem wolny!
Wolnym być
Wolnym być
Jestem jednością z niebem i wiatrem
Wolnym być
Wolnym być
Już nigdy nie zobaczycie jak płaczę
Tu jestem i tu zostanę
Niech burza szaleje
Moja moc miesza w powietrzu i na ziemi
Moja dusza wiruje wszędzie wokół w lodowych odłamkach
Moja jedna myśl krystalizuje się na kształt lodowatego podmuchu
Nigdy już nie wrócę
Przeszłość jest przeszłością
Wolnym być
Wolnym być
A ja powstanę niby pierwszy brzask
Wolnym być
Wolnym być
Idealny chłopak zniknął
Oto stoję tutaj w świetle dnia
Niech burza szaleje
I tak nikt mnie teraz nie widzi - Zaśpiewałem. I tak jakoś nagle, cały stres, cała złość, odeszły.
Usłyszałem śmiech Mikołaja.
- Zakochałeś się - Powiedział.
- radzę ci zostawić mnie w spokoju - Mój ton był chłodny. Nawet ja to zauważyłem.
- Nie - Zaśmiał się. - Jackuś się zakochał! Jackuś się zakochał! - Podśpiewywał. Miałem go dość.
- Mam dla ciebie pewną informację... - Zacząłem - Wiem gdzie trzymasz ciastka i dla twojej wiadomości, każde, dokładnie oblizałem - Powiedziałem i uśmiechnąłem się pod nosem.
- Powiedział Jack a jego ton aż ociekał sarkazmem - Zaczął mnie parodiować.
- Nienawidzę gdy to robisz - Powiedziałem.
- Warknął Jack gniewnie do Mikołaja.
- Wiesz do czego jestem zdolny - Stwierdziłem. Jego oczy nadal się śmiały. Wycelowałem w niego laską i trafiłem jednym z pocisków. Ale on nadal się śmiał. Pewnie nawet nie wiedział z czego. Elsa
-Wujku - Powiedziałam w przejściu - Dlaczego nas zawołałeś? - Zapytałam.
- Anna chce ci coś pokazać - Rzekł a Anna stanęła na środku pokoju. Pstryknęła palcami. Na jej rękach pojawił się płomień który później, z pomocą jednej ręki zwiększyła. Jej oczy się śmiał, a ja, ja miałam ochotę płakać. Zakryłam usta ręką. Nie ukrywałam zdziwienia. Podeszłą do mnie.
- Proszę cię! Trzymaj się z dala ode mnie gdy używasz mocy. - Odsunęłam się - Boję się. - Powiedziałam pod nosem.
- Ale nie martw się Elso! Ja nad tym zupełnie panuję - Zapewniała, przy czym machała rękami. Iskra zapaliła książki, które natychmiast zajęły się ogniem. - No prawie. - Zgasiła płomień - Ale nie ma się co martwić ja.... ja to wszystko opanuję. - Obiecywała.
- Sama w to nie wierzysz - Powiedziałam oschle.
-Ty nie rozumiesz? Ja się boję!- Powiedziałam. Łzy napłynęły mi do oczu. Weszłam na jeden stopień schodów.
- To wina Jacka! - Krzyknęła za mną.
- Jack nic to nie zawinił - Powiedziałam.
- Ależ tak! Odkąd go znasz tylko w kółko ten Jack! To przez niego uciekłaś! To przez niego.... - Słyszałam jak głośno wdycha powietrze - Może to on dał ci moc - Zaczęła o tym myśleć.
- Nie! To nie on, a poza tym, to co powiedziałaś, nie ma żadnego sensu - Powiedziałam chłodnym tonem. Przegryzłam wargę.
- Ależ ma! - Zaczęła naciskać - Gdy nagle jak byłaś mała zaczęłaś gadać o tym całym Jacku Mrozie, wtedy... to właśnie wtedy zaczęłaś czarować! To właśnie wtedy! - Była podekscytowana.
- Nie! to nie było wtedy - Powiedziałam. - I radzę ci dać sobie spokój.
- Ale Elsa! Zrozum! To nawet ma sens! - Nie zważała na moją prośbę.
- Anna dosyć - Powiedziałam ostro.
- Ale to na pewno on to wszystko zrobił! To on dał ci moc. Zrozum to w końcu - Naciskała.
- Powiedziałam DOSYĆ! - Wrzasnęłam przy czym zrobiłam ręką lodowy mur.
- Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się? - Usłyszałam głos Anny. Stała w drzwiach i śpiewała starą piosenkę. Pokazała ręce. Zgasiła płomień - Gdzie zawisł ten
Który zabił trzechDziwnie już tutaj bywało,Nie dziwniej więc by się stałoGdybyśmy spotkali się o północy
-Usiadła przy mnie i głaskała mnie po głowie, przytulając do siebie. -Pod wisielców drzewem
Czy chcesz, czy chceszPod drzewem ukryć się?Gdzie martwy mężczyzna wzywa
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się?
Gdzie kazałem ci biec
By oboje nas wybawić
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się?
Załóż naszyjnik z nadziei
I już mnie nie zostawisz
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się?
Gdzie kazałem ci biec
By oboje nas wybawić
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się?
Gdzie zawisł ten
Który zabił trzech
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się?
Gdzie martwy mężczyzna wzywa
By miłość swą odprawić
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem - Łkałam. Kołdra pokrywała się szronem a zaraz po niej podłoga.
By miłość swą odprawić
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem
- Elso... Ale zrozum, Jack na pewno maczał w tym palce - Wskazała na szron.
- A ty znowu o tym! Zrozum, to nie jego wina! - Wstałam. Dookoła mnie powstał lodowy wir.

- NIE zaprzeczaj! Przecież dobrze wiesz! To jego wina! - Naciskała.- Wcale nie! Ty nic nie wiesz! Zrozum, że to nie jego wina! - Zaczęłam krzyczeć, burza gęstniała.
- Nie zaprzeczysz prawdzie! - Szła w moją stronę.
- Odejdź! - Krzyknęłam - Zostaw mnie w spokoju!
- Nie! Nie zostawię cię! Trzeba coś wyjaśnić! Musimy porozmawiać, zrozum to wreszcie! - Krzyczała, ale ledwo ją słyszałam przez zamieć.
- Ale Elsa -Próbowała mnie namówić.
- Odejdź - Rozkazałam - Zanim stracę kontrolę - Usłyszałam jak drzwi się zatrzaskują. Znów byłam sama, i było mi z tym dobrze, Zsunęłam się na podłogę, i zaczęłam płakać. Oskarżała Jacka, to tak jakby oskarżała mnie. Nie mogłam w to uwierzyć. Do mojego pokoju wszedł Fenris.
- Fenris Mogę mieć prośbę? - Zapytałam przez łzy.
- O ile nie będę musiał założyć kiecki i tańczyć na stole kankana, to jasne - Oparł się o ścianę.
- Zawołaj Mrok. Muszę z nim pogadać -Widziałam na jego twarzy zmieszanie żalu ze śmiechem, ale wyszedł i zawołał Mrok.
Czkawka
Szedłem sobie polaną.
- Ciekawe co jest z Elsą... - Zacząłem rozmyślać - Co nie Szczerbek? - Szczebatek tylko wystawił język. - Fajnie wiedzieć - Mruknąłem pod nosem. Nie mogłem znaleźć Elsy. Nie wiedziałem co zrobić. Usiadłem na kamieniu. Starałem się myśleć.
- Elsa? - Zapytałem. Zobaczyłem zamek i ją w oknie. Chyba mnie nie dostrzegła.
- Szczerbatek. Pora kogoś odwiedzić - Wsiadłem na Szczerbatka i poleciałem w stronę mrocznego, czarnego zamku. Wylądowaliśmy na balkonie.
- Czkawka? - Zapytała Elsa.
- Radzę ci odejść! - Powiedziała.
- Co.. Ale... Dlaczego? CO się stało? - Nie wiedziałem o co chodzi.
- Po prostu, odejdź! Nie chcę cię skrzywdzić - Powiedziała ozięble.
- I nie skrzywdzisz - Wziąłem ją za rękę ale ona natychmiast ją zabrała.
- Czkawka, odejdź! Najlepiej natychmiast - Widziałem jak z jej oczu popłynęły łzy. Chciałem je otrzeć, ale ona natychmiast ukryła twarz - Odejdź, Czkawka. Odejdź - Odeszła. Jej pokój. Taki mroźny, smutny, zamrożony. Nie mogłem na to patrzeć. Jej oczy, mimo tego że była cała zimna, jej oczy pozostawały ciepłe.
- Dobrze - Powiedziałem cicho - Ale wiedz że tu wrócę. - Podszedłem do niej i pocałowałem w policzek. Był zimny. Ale Widziałem że pojawił się lekki uśmiech na jej warzy.Wsiadłem znów na Szczerbatka i polecieliśmy. Elsa
- Elso, ale na pewno? - Zapytała mnie Anna gdy obwieściłam co mam zamiar zrobić.
- Tak Anno - Skinęłam głową - ja muszę to zrobić, inaczej będę cierpiała, a Jack.... On i tak nie przyjdzie.... - Odwróciłam głowę w stronę Mroku - Kiedy, zaczniemy?
- Teraz - Powiedział. Anna nic nie mówiła. Tylko patrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi, smutnymi oczami. Fenris stał w koncie, w ciemnościach i tylko kiwał z politowaniem głową.
Mrok położył mi ręce na głowie idealnie zasłaniając uszy. Mówił coś pod nosem, co dla mnie było tylko trochę zrozumiałe. Nagle przed moimi oczami pojawiła się ciemność. I pustka.
Fenris
Patrzyłem jak Elsa się poddaje. Gdyby chciała, potrafiła by walczyć, ale widać nie chce. Nie chce chyba wiedzieć o tym jak Jack był jej bliski, a ja nie będę naciskał. To jest jej wybór, nie mogę nic zrobić poza przyglądaniem się temu w bezpiecznej odległości. Ale i tak jak zapomni, to wszystko jej przypomnę. Żeby Mrok trochę podręczyć, a co?
Wtedy w jej oczach pojawiło się światło. Traciła panowanie nad swoim ciałem. Jakby umierała i narodziła się na nowo. Nie mogłem na to patrzeć, ale tym bardziej nie mogłem patrzeć na Młodą.
Ta Anna tylko się przyglądała i łkała. Nie rozumiała, to wybór Elsy, a nie jej. Trzeba tylko to ogarnąć. Normalnie po tym jak człowiek traci kontrolę to już koniec, i po rytuale, ale Mrok robił coś jeszcze. Przyglądałem się temu z zaciekawieniem. Położył jej rękę na czole i mówił coś pod nosem. Ale dobrze znałem ten rytuał. Nie mogłem uwierzyć, że ten dziad zrobi jej coś takiego. naprawdę, nie myślałem, że aż tak brak mu godności.
Elsa
- A więc Elso, kim jest jack Frost? - Zapytał mnie Mrok.
- Jack Frost, to potwór, który niszczy wszystko na swojej drodze. - Mój głos przepełniony pogardą i nienawiścią wymówił te słowa. Nie był przepełniony pogardą do Mroku tylko do Jacka.
- A co ci zrobił? - Zapytał znów. Milczałam. - CO ci zrobił Elso? - Powtórzył. Zaczął naciskać.
- Zamroził mi serce. - Powiedziałam, ledwo słyszalnie. Żal wypełniał moją duszę. Patrzyłam na Annę. Ona patrzyła na to wszystko. Jej wielkie, puste oczy wpatrywały się we mnie a usta powiedziały bezgłośne "nie". Odeszłam. Spojrzałam przez okno. Wielka pustka. Dookoła tylko ciemność.
- hej - Za mną pojawił się Fenris.
- Proszę cię, zostaw mnie samą. Chce trochę pomyśleć.
- ok. Jak sobie chcesz - Poszedł. Typowy facet. Pomyślałam. W mojej głowie pozostała pustka, co do wszystkiego związanego z Jackiem Frostem i tego że go kochałam. Zamiast tego, wiedziałam tylko, że to on zamroził mi serce i że go szczerze nienawidzę.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz