Epilog
Elsa i Jack. Tak podobni, lecz aż tyle ich dzieli. Przez chwilę, ale krótką chwilę, wydawało się, że są sobie bliscy.Że to co ich łączy, że ta miłość jest możliwa. Że odległość która ich dzieliła to tylko złudzenie. Lecz, niestety, to wszystko co ich łączyło, zostało zniszczone. Nie wiemy jak, nie wiemy dlaczego. Nikt tego nie wie. Wiadomo tylko że Elsa stała się taka jak Jack. Umarła, została wskrzeszona przez księżyc. Ale opisać to jest trudniej niż wszystko co się działo do tej pory. Mogło wam się wydawać ze ich historia się skończyła. Ale to był tylko początek.
Jack.
Święty Mikołaj był od jakiegoś czasu niespokojny. Zwołał zebranie Strażników. CO prawda, mieszkałem u niego, więc wystarczyło że mnie zawołał. Ale i tak najgorsze było to że ja tez miałem złe przeczucia.- O! Jest pan księżyc! - Powiedział na widok księżyca.
Wyświetliła się na podłodze postać. Nieznana postać.
- Kto to? - Zapytał Mikołaj. Skoro on nawet go nie znał, to znaczy że szykuje się niezła bitwa. Wtedy wysunął się z podłogi kryształ.
- Ooo Wiecie co to znaczy - Stwierdził.
-Wybierze kolejnego frajera, który będzie musiał nam pomóc? jakbyśmy sami nie dali rady! - Byłem strasznie zdenerwowany.
-Ksieżyc widocznie myśli inaczej... - Powiedział.
- Eee tam! Mam to w głębokim poważaniu kto zostanie nowym Strażnikiem! Powiedzcie mi jak to się skończy! - Usiadłem na podłodze tłem do kryształu. Najprawdopodobniej wtedy się pojawiło to kto jest strażnikiem. Usłyszałem jak Zębuszka głośno westchnęła.
- NO NIE! - Krzyknął zając. - Dlaczego? Dlaczego właśnie ona? Nie było lepszych kandydatów? Naprawdę? Nie było? Nawet świstak by się nadał! Nawet on!
- CO jest? - Zapytałem.
- Elsa...- Wydukała wróżka.
- Proszę, nie wymawiaj tego imienia! - Powiedziałem surowo.
- Ale zobacz..- Powiedział Zając. Podniosłem się i odwróciłem. Naprawdę. W krysztale była Elsa. Prawie dostałem zawału. Jak księżyc mógł ją wybrać?
- Ooo Wiecie co to znaczy - Stwierdził.
-Wybierze kolejnego frajera, który będzie musiał nam pomóc? jakbyśmy sami nie dali rady! - Byłem strasznie zdenerwowany.
-Ksieżyc widocznie myśli inaczej... - Powiedział.
- Eee tam! Mam to w głębokim poważaniu kto zostanie nowym Strażnikiem! Powiedzcie mi jak to się skończy! - Usiadłem na podłodze tłem do kryształu. Najprawdopodobniej wtedy się pojawiło to kto jest strażnikiem. Usłyszałem jak Zębuszka głośno westchnęła.
- NO NIE! - Krzyknął zając. - Dlaczego? Dlaczego właśnie ona? Nie było lepszych kandydatów? Naprawdę? Nie było? Nawet świstak by się nadał! Nawet on!
- CO jest? - Zapytałem.
- Elsa...- Wydukała wróżka.
- Proszę, nie wymawiaj tego imienia! - Powiedziałem surowo.
- Ale zobacz..- Powiedział Zając. Podniosłem się i odwróciłem. Naprawdę. W krysztale była Elsa. Prawie dostałem zawału. Jak księżyc mógł ją wybrać?
Elsa
Szłam sobie ulicą. Ziemia była fantastyczna. Wiatr rozwiewał mi włosy. Czułam się wolna. Jedyny minus to Jack. Musze się ukrywać. On nawet nie wie o tym, że jestem na ziemi. Że za rogiem może mnie spotkać.
Dostrzegłam jak chłopcy, mniej więcej trzynaście czternaście lat obrzucali małą , chyba sześcioletnią dziewczynkę. Podeszłam do niej. Przykucnęłam.
- Hej! Mała! Chcesz pokazać że dziewczyny też są twarde? - Zapytałam. Ale mała się tylko patrzyła i oglądała za siebie. Ona mnie nie widziała. Kolejny rok na ziemi i nadal nikt mnie nie widzi. Przeszła przeze mnie. Przeszedł mnie zimny i nieprzyjemny dreszcz. Zrobiłam śnieżkę i rzuciła w stronę chłopców.
- CO! Kto to zrobił? - Zaczęli się denerwować.
- Na pewno nie ja...- Zaczęłam podśpiewywać.
Śnieg zaczął padać. Wiedziała co to oznacza. Jack się zbliża.
- Hej! Mała! Chcesz pokazać że dziewczyny też są twarde? - Zapytałam. Ale mała się tylko patrzyła i oglądała za siebie. Ona mnie nie widziała. Kolejny rok na ziemi i nadal nikt mnie nie widzi. Przeszła przeze mnie. Przeszedł mnie zimny i nieprzyjemny dreszcz. Zrobiłam śnieżkę i rzuciła w stronę chłopców.
- CO! Kto to zrobił? - Zaczęli się denerwować.
- Na pewno nie ja...- Zaczęłam podśpiewywać.
Śnieg zaczął padać. Wiedziała co to oznacza. Jack się zbliża.
- No pięknie! - Powiedziałam sama do siebie. nastolatka wychodząca z papierniczego pobiegła w stronę autobusu, widać nie chciała się spóźnić. Coś jej upadło. Podeszłam. To był dziennik. Kto go dotknęłam cały pokrył się szronem. Nie dostrzegłam gdy przede mną pojawił się Jack.
- No proszę, proszę! Ktoś sobie przywłaszczył moją Ziemię - Powiedział.
- To nie moja wina. Portal do Arendelle się zamkną i nie mogę wrócić! - Wstałam i otrzepałam kolana, poprawiając przy okazji swoją sukienkę do kolan, błękitną z białym ombre.
Zaśmiał się.
- No cóż.... Nie wydaje mi się... Podoba ci się tu.. Albo podobam ci się ja - Powiedział przy czym zrobił minę cwaniaczka.

- Nigdy w życiu.. CO prawda, ziemia jest świetna, ale nie siedzę tu z twojego powodu - Powiedziałam ostro.
- Ale kiedyś na mnie leciałaś. I to dość mocno - Podszedł bliżej mnie, Nie wiedziałam co zrobić. Przytulić go, powiedzieć że mi go brakowało, czy po prostu, odejść, byle dalej od niego.
- To było kiedyś! Ale wszystko się zmieniło! Wszystko zniszczyłeś, gdy dałeś mi moc! - Krzyczałam.
- A ty nadal myślisz że to było specjalnie? - Uśmiechnął się.
- Sorry, ale umówiłam się z Czkawką. Nara. - Starałam się odejść, zakończyć ten temat.
- Jeszcze nie skończyłem - CHwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. - Co ty? Myślisz że jestem tu dla przyjemności? Sorry, ale ja tutaj jestem w sprawach służbowych. Ważnych nie tylko dla mnie, Strażników, ale też dla ciebie.
- Sorry, ale powinieneś już wiedzieć, że mnie nie obchodzą twoje sprawy. I staram się do nich wtrącać, najmniej, jak to możliwe. - Zapewniłam. Wziął mnie za rękę. Natychmiast mu ją zabrałam. Zaczął się śmiać - Nie dotykaj mnie! - Krzyknęłam. - I radzę ci się nie zbliżać. Wiesz do czego jestem zdolna -Powiedziałam zimnym tonem i odeszłam.
- Ale Elsa! Zrozum! To sprawa życia i śmierci!
- Daj mi spokój - Powiedziałam.
- Ty się tego boisz? Boisz się tego kim jesteś? - Naciskał.
- Boję się tego, żeby znów cię pokochać - Powiedziałam.
- Elsa! ELSA! Masz się zatrzymać!
- Powiedziałam DAJ MI SPOKÓJ! - Wrzasnęłam. Machnęłam ręką tak że powstał lodowy murek.
- No proszę, proszę! Ktoś sobie przywłaszczył moją Ziemię - Powiedział.
- To nie moja wina. Portal do Arendelle się zamkną i nie mogę wrócić! - Wstałam i otrzepałam kolana, poprawiając przy okazji swoją sukienkę do kolan, błękitną z białym ombre.
Zaśmiał się.
- No cóż.... Nie wydaje mi się... Podoba ci się tu.. Albo podobam ci się ja - Powiedział przy czym zrobił minę cwaniaczka.
- Nigdy w życiu.. CO prawda, ziemia jest świetna, ale nie siedzę tu z twojego powodu - Powiedziałam ostro.
- Ale kiedyś na mnie leciałaś. I to dość mocno - Podszedł bliżej mnie, Nie wiedziałam co zrobić. Przytulić go, powiedzieć że mi go brakowało, czy po prostu, odejść, byle dalej od niego.
- To było kiedyś! Ale wszystko się zmieniło! Wszystko zniszczyłeś, gdy dałeś mi moc! - Krzyczałam.
- A ty nadal myślisz że to było specjalnie? - Uśmiechnął się.
- Sorry, ale umówiłam się z Czkawką. Nara. - Starałam się odejść, zakończyć ten temat.
- Jeszcze nie skończyłem - CHwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. - Co ty? Myślisz że jestem tu dla przyjemności? Sorry, ale ja tutaj jestem w sprawach służbowych. Ważnych nie tylko dla mnie, Strażników, ale też dla ciebie.
- Sorry, ale powinieneś już wiedzieć, że mnie nie obchodzą twoje sprawy. I staram się do nich wtrącać, najmniej, jak to możliwe. - Zapewniłam. Wziął mnie za rękę. Natychmiast mu ją zabrałam. Zaczął się śmiać - Nie dotykaj mnie! - Krzyknęłam. - I radzę ci się nie zbliżać. Wiesz do czego jestem zdolna -Powiedziałam zimnym tonem i odeszłam.
- Ale Elsa! Zrozum! To sprawa życia i śmierci!
- Daj mi spokój - Powiedziałam.
- Ty się tego boisz? Boisz się tego kim jesteś? - Naciskał.
- Boję się tego, żeby znów cię pokochać - Powiedziałam.
- Powiedziałam DAJ MI SPOKÓJ! - Wrzasnęłam. Machnęłam ręką tak że powstał lodowy murek.
- NIe kontrolujesz się! Możemy ci pomóc! Ja ci mogę pomóc! - Dalej mówił.
- Proszę! Najlepiej trzymaj się ode mnie z daleka! Proszę! - Powiedziałam.
- Nie dajesz mi wyboru - Powiedział twardo - Chłopcy! Pola na plan B. - Yeti wrzuciły mnie do worka i przez jeszcze coś. Nie rozumiałam nic a nic.
Wrzuciliśmy Elsę przez magiczny portal na Biegun Północny.
- No dalej! Ja wchodzę po was! - Wskoczyli, a ja po nich. Pojawiliśmy się po chwili na Biegunie Północnym. Worek, czerwony, w którym była Elsa powoli się otworzył, chyba, był jeszcze po mnie.
- Co jest do... - nie dokończyła zdania. Zobaczyła Mikołaja.
- Jest! Królowa Elsa! Podobało ci się przejście?
- Ależ oczywiście. Uwielbiam być wsadzana do wora! A przez magiczne portale, po prostu kocham być wyrzucana! - Powiedziała sarkazmem.
- Wspaniale! A coś ci się nie podobało? - Zapytał sztucznym, królewskim tonem.
- Eeee Tak! - Powiedziała - Worek zasługuje na przepierkę, śmierdzi tam jakby Yeti zmywał nim swoje siki. - To ja zmywałem te siki. Specjalnie. - I do tego, wystarczyło mi powiedzieć, że to ty mnie wezwałeś, a nie że to kolejne, głupie wygłupy Jacka. - Wzruszyła ramionami. Podeszłą do stołu - CO tym razem? Narozrabiałam? - Wzruszyła ramionami.
- No cóż.... Narozrabiałam to słabe słowo na to co ty... robisz - Powiedział Zając. Uśmiechnąłem się pod nosem, Czyli że Elsa jednak nie była świętoszką.
- Oj Kangurku, kangurku - Powiedziała - Nadal masz mi za złe? To była tylko jedna, jedyna w moim życiu taka zamieć. Kto by wiedział że akurat jest Wielkanoc? Ja tego w Arendelle nie obchodziłam, zrozum. Ja nawet nie wiedziałam że takie lipne święto istnieje - Powiedziała z taką obojętnością, że chyba zacząłem ją lubić.
- Nie no! Zatłukę tą.... - Zaczął Zając, ale mikołaj zakrył mu twarz ręką.
- Bo wpiszę cię na listę niegrzecznych! - Powiedział Święty.
Zając się uspokoił.
- Ale zrozum! Ona nie będzie dobrym Strażnikiem! Zobacz ją tylko! Ona jest nieokrzesana! Nikomu nie udało się jej opanować! Tylko Mrok dał radę, ale on użył ciemnych gierek i nie była świadoma tego co robi!- Krzyczał Zając.
- Ją trzeba zrozumieć! Trzeba z nią rozmawiać! Dowiedzieć się kim jest! Dopiero później możemy ją z tego wykluczyć! - Krzyczał Mikołaj.
- Ale zrozum! DLA NIEJ JUŻ NIE MA NADZIEI! ONA JEST BEZNADZIEJNA! Nie można, z nią już zrobić nic, poza zakłuciem jej w kajdany i zamknięciem w żelaznej celi, na dziesięć spustów - Warknął zając.
Dostrzegłem Strach w oczach Elsy już wcześniej. Teraz, stała pod drzwiami i szukała klamki nawet nie tracąc kontaktu wzrokowego z tą sytuacją. W końcu znalazła gałkę od drzwi i uciekła. Pobiegłem za nią.
- Elsa! - Zawołałem. Odwróciła się powoli w moją stronę.
- Czego chcesz? - Zapytała głosem wypranym z emocji.
- No cóż... chcę wiele rzeczy..... na przykład helikopter.... Smoka.... BUDYŃ! - Wymieniałem. Nagle, zaczęła się śmiać.
- Elsa ty... ty się śmiejesz - Powiedziałem.
- CO za spostrzeżenie - Powiedziała żartobliwie.
- Nie myślałem, że kiedykolwiek usłyszę twój śmiech - Powiedziałem.
- Proszę! Najlepiej trzymaj się ode mnie z daleka! Proszę! - Powiedziałam.
- Nie dajesz mi wyboru - Powiedział twardo - Chłopcy! Pola na plan B. - Yeti wrzuciły mnie do worka i przez jeszcze coś. Nie rozumiałam nic a nic.
Jack
Wrzuciliśmy Elsę przez magiczny portal na Biegun Północny.
- No dalej! Ja wchodzę po was! - Wskoczyli, a ja po nich. Pojawiliśmy się po chwili na Biegunie Północnym. Worek, czerwony, w którym była Elsa powoli się otworzył, chyba, był jeszcze po mnie.
- Co jest do... - nie dokończyła zdania. Zobaczyła Mikołaja.
- Jest! Królowa Elsa! Podobało ci się przejście?
- Ależ oczywiście. Uwielbiam być wsadzana do wora! A przez magiczne portale, po prostu kocham być wyrzucana! - Powiedziała sarkazmem.
- Wspaniale! A coś ci się nie podobało? - Zapytał sztucznym, królewskim tonem.
- Eeee Tak! - Powiedziała - Worek zasługuje na przepierkę, śmierdzi tam jakby Yeti zmywał nim swoje siki. - To ja zmywałem te siki. Specjalnie. - I do tego, wystarczyło mi powiedzieć, że to ty mnie wezwałeś, a nie że to kolejne, głupie wygłupy Jacka. - Wzruszyła ramionami. Podeszłą do stołu - CO tym razem? Narozrabiałam? - Wzruszyła ramionami.
- No cóż.... Narozrabiałam to słabe słowo na to co ty... robisz - Powiedział Zając. Uśmiechnąłem się pod nosem, Czyli że Elsa jednak nie była świętoszką.
- Oj Kangurku, kangurku - Powiedziała - Nadal masz mi za złe? To była tylko jedna, jedyna w moim życiu taka zamieć. Kto by wiedział że akurat jest Wielkanoc? Ja tego w Arendelle nie obchodziłam, zrozum. Ja nawet nie wiedziałam że takie lipne święto istnieje - Powiedziała z taką obojętnością, że chyba zacząłem ją lubić.
- Nie no! Zatłukę tą.... - Zaczął Zając, ale mikołaj zakrył mu twarz ręką.
- Bo wpiszę cię na listę niegrzecznych! - Powiedział Święty.
Zając się uspokoił.
- Ale zrozum! Ona nie będzie dobrym Strażnikiem! Zobacz ją tylko! Ona jest nieokrzesana! Nikomu nie udało się jej opanować! Tylko Mrok dał radę, ale on użył ciemnych gierek i nie była świadoma tego co robi!- Krzyczał Zając.
- Ją trzeba zrozumieć! Trzeba z nią rozmawiać! Dowiedzieć się kim jest! Dopiero później możemy ją z tego wykluczyć! - Krzyczał Mikołaj.
- Ale zrozum! DLA NIEJ JUŻ NIE MA NADZIEI! ONA JEST BEZNADZIEJNA! Nie można, z nią już zrobić nic, poza zakłuciem jej w kajdany i zamknięciem w żelaznej celi, na dziesięć spustów - Warknął zając.
Dostrzegłem Strach w oczach Elsy już wcześniej. Teraz, stała pod drzwiami i szukała klamki nawet nie tracąc kontaktu wzrokowego z tą sytuacją. W końcu znalazła gałkę od drzwi i uciekła. Pobiegłem za nią.- Elsa! - Zawołałem. Odwróciła się powoli w moją stronę.
- Czego chcesz? - Zapytała głosem wypranym z emocji.
- No cóż... chcę wiele rzeczy..... na przykład helikopter.... Smoka.... BUDYŃ! - Wymieniałem. Nagle, zaczęła się śmiać.
- Elsa ty... ty się śmiejesz - Powiedziałem.
- CO za spostrzeżenie - Powiedziała żartobliwie.
- Nie myślałem, że kiedykolwiek usłyszę twój śmiech - Powiedziałem.
Śmiała się. Elsa naprawdę się śmiała. Nie mogłem w to uwierzyć.
Elsa
Śmiałam się. Wtedy dostrzegłam, że podłoga zaczęło pokrywać się delikatnym szronem. Nie robiłam sobie z tego nic. Podszedł do mnie. Przytulił mocno. Wtedy.... Wtedy wszystko wróciło. Odsunęłam go od siebie.
-Jack.. ja... ja nie mogę - Powiedziałam.
- Ale czego nie możesz? - Zapytał lekko zdziwiony.
- No tego! Nie mogę! Nie mogę cię skrzywdzić - Nie mogę cię znów pokochać.
- Ale Elsa.... Nie skrzywdzisz.....
- Nie mogę! Jestem potworem! Nie mogę, po prostu nie mogę! Nie potrafię, nie mogę, nie umiem nad tym zapanować! Proszę cię! Daj mi odejść! To.... to nie dla mnie.... - łzy lały się ze mnie, niczym deszcz. Nie mogłam ich powstrzymać. Nie mogłam.
- żartujesz? Kiedy znów zacząłem myśleć że to jest możliwe, że jest dla nas minimalna szansa.. Ty mnie odrzucasz? - Powiedział pod nosem. Spojrzał na mnie tymi swoimi zniewalającymi, niebieskimi oczami. Szłam szybkim tępem w stronę wyjścia.
- Elsa, ale powiedz mi, bo tego nie rozumiem. Co robię nie tak?Co ja ci takiego zrobiłem? Dlaczego przed wszystkim uciekasz? Dlaczego jesteś taka zimna? Czego ty się tak strasznie boisz? - Naciskał. Ja nie zwalniałam.
- Przepraszam - Tyle zdołałam powiedzieć. Jedno słowo, jedno proste słowo, a przyszło mi z taką trudnością. Otworzyłam drzwi. Wysłam. W końcu mogłam przestać panować nad uczuciami. Zaczęłam płakać. I biec. Biec jak najdalej. Moja moc, z coraz większa ilością uczuć, była silniejsza, bardziej nieokrzesana. Znalazłam zamarznięte jezioro. Usiadłam na nim, i czekałam aż spadnie spustoszenie z nieba. Nie wiedziałam co zrobić. Nie wiedziałam jak się pozbyć tej burzy w sercu.
Niech nie pali dusza
Która z tych klątw
Dobrą być nie potrafię
Myślami sięgam wstecz
Żaden dobry uczynek nie uniknie kary
nie uczynię już nic dobrego
I MNIE! - Zaśpiewałam.
-Jack.. ja... ja nie mogę - Powiedziałam.
- Ale czego nie możesz? - Zapytał lekko zdziwiony.
- No tego! Nie mogę! Nie mogę cię skrzywdzić - Nie mogę cię znów pokochać.
- Ale Elsa.... Nie skrzywdzisz.....
- Nie mogę! Jestem potworem! Nie mogę, po prostu nie mogę! Nie potrafię, nie mogę, nie umiem nad tym zapanować! Proszę cię! Daj mi odejść! To.... to nie dla mnie.... - łzy lały się ze mnie, niczym deszcz. Nie mogłam ich powstrzymać. Nie mogłam.
- Elsa, ale powiedz mi, bo tego nie rozumiem. Co robię nie tak?Co ja ci takiego zrobiłem? Dlaczego przed wszystkim uciekasz? Dlaczego jesteś taka zimna? Czego ty się tak strasznie boisz? - Naciskał. Ja nie zwalniałam.
- Przepraszam - Tyle zdołałam powiedzieć. Jedno słowo, jedno proste słowo, a przyszło mi z taką trudnością. Otworzyłam drzwi. Wysłam. W końcu mogłam przestać panować nad uczuciami. Zaczęłam płakać. I biec. Biec jak najdalej. Moja moc, z coraz większa ilością uczuć, była silniejsza, bardziej nieokrzesana. Znalazłam zamarznięte jezioro. Usiadłam na nim, i czekałam aż spadnie spustoszenie z nieba. Nie wiedziałam co zrobić. Nie wiedziałam jak się pozbyć tej burzy w sercu.
- Zawsze odkąd pamiętam,
wszystko co jest wewnątrz mnie
chciało się dostosować do innych
Nigdy nie byłam jednym z pretendentów
Wszystko, czym próbowałam być
po prostu nie pasowało.
Gdybym powiedziała ci czym byłam
czy odwróciłbyś się ode mnie?
Jeśli nawet wydawałabym się niebezpieczna
czy bałbyś się?
Odnoszę takie wrażenie, bo
wszystko czego dotknę jest za mało ciemne.
Czy ten problem tkwi we mnie?
Jestem tylko człowiekiem ze świecą,
która do mnie prowadzi,
Staję do ucieczki przed tym, co jest we mnie.
Potwór, Potwór
Stałam się potworem
Potwór, potwór
i to uczucie robi się silniejsze.
Czy mogę oczyścić swoje sumienie
jeśli jestem inna od reszty ,
Czy muszę biec i ukrywać się?
Nigdy nie mówiłam, że tego chcę
To brzemię przyszło do mnie
i jest skończone,
zadomowiło się we mnie.
Gdybym powiedziała ci czym byłem
czy odwróciłbyś się ode mnie?
Jeśli nawet wydawałabym się niebezpieczna
czy bałbyś się?
Odnoszę takie wrażenie, bo
wszystko czego dotknę jest za mało ciemne.
Czy ten problem tkwi we mnie?
Jestem tylko człowiekiem ze świecą,
która do mnie prowadzi,
Staję do ucieczki przed tym,
co jest we mnie.
Potwór, Potwór
Stałem się Potworem
Potwór, potwór
i to uczucie robi się coraz silniejsze
- Zaśpiewałam. Wtedy, na niebie pojawił się księżyc. Jego blask... on sprawił że odzyskałam kontrolę. Nie czułam już strachu, ani żalu. Tylko ulgę. Wtedy zauważyłam, moje włosy, i tak jasne, stały się śnieżnobiałe a skóra idealnie blada. Nie wierzyłam. to się naprawdę stało. Przeszłam transformację, dokładnie tak jak Jack.Kris
- No i to się nazywa dobre zabójstwo - Powiedział do mnie ojciec gdy wchodziłam do domu.
- Daj mi spokój - Miałam już dość wiecznego zabijania, wypełniania poleceń i ukrywania się. Nie chciałam. Nie chciałam tego robić.- Ido pokoju - powiadomiłam go. Zatrzasnęłam sob drzwi. mieszkaliśmy w jednych z tych odnowionych ulic Londynu. Wyszłąm na balkon. Księżyc był w pełni. Taki idealny, taki... lśniący.
- Eleka nahmen nahmen
Ah tum ah tum eleka nahmen
Eleka nahmen nahmen
Ah tum ah tum eleka nahmen
Niech nie pali dusza
Niech nie płynie krew z ran
Niech nie cierpi
Gdy go będą bić
Niech pozwolą mu żyć
Niech zabraknie im sił by go zabić
Niech nie podda się
Przezwycięży śmierć
Eleka nahmen nahmen
Ah tum ah tum eleka nahmen
Eleka nahmen nahmen
Ah tum ah tum eleka nahmen
Kurde! Jak szła w końcu ta klątwa! Nawet nie wiem co czytam!
Która z tych klątw
ma zadziałać żebyś żył
Nero gdzie jesteś!?
Ranny, czy już nie żywy
Czy kolejną katastrofę
Mogę dodać do mej skromnej listy?
Dobrą być nie potrafię
Karą za to będzie ich pogarda
Dobrą być nie potrafię
TERAZ JUŻ WIEM!
Ślepy zaułek!
Zawiodła mnie dobra droga
DOBRĄ BYĆ....
NIE POTRAFIĘ!
Nessa Salve! Non perdidit
Fiyero Fiyero!!
Jedno pytanie prześladuje mnie i boli
Zbyt wiele, zbyt wiele by wspominać o tym:
Czy na prawdę szukałam dobra
Czy tylko uwagi?
Czy tylko tym są dobre uczynki
Gdy spojrzeć na nie chłodnym okiem?
Jeśli tylko tym są dobre uczynki
Więc może to jest powodem
Myślami sięgam wstecz
I dziś już sama nie wiem
czy chciała dobra być
Dla innych
czy dla siebie
Czego nie zrobię
Jestem w tym już coraz gorsza
ZMIENIA SIĘ W KRZYWDĘ!
Wszystko to czego próbuję
WIEM!
Żaden dobry uczynek nie uniknie kary
Wszystkie dobre odruchy powinny zostać odepchnięte
Żaden dobry uczynek nie uniknie kary
Prawda, chciałam dobrze -
Więc, zobacz co moje chcenie dobrze uczyniło:
No dobrze, wystarczy - niech tak będzie
Niech tak będzie, więc;
Niech cały świat będzie zgodny
I nazwie mnie posłańcem zła
I WIEDŹMĄ!
Skoro nie nie może mi się udać
uratowanie Ciebie Nero
Obiecuję
nie uczynię już nic dobrego
Dobroć ta
Krzywdzi Świat
I MNIE! - Zaśpiewałam.
- Kay, coś się stało - Zapytała mnie siostra. Jak zwykle niewinna. Taka okropnie niewinna. Odwróciłam się w jej stronę.
- Nic się nie stało -Powiedziałam suchym tonem - tylko odkryłam, że moje życie to ciemna, pusta czarna dziura! Nic tylko zabijam i uciekam! Nic lepszego mnie nie czeka! - Wykrzyknęłam. Wyciągnęła swój pamiętnik i zaczęła w nim coś pisać. Drżała - Po co ty to piszesz? I tak nie masz o czym pisać! - Krzyknęłam. Ojciec pojawił się w drzwiach. Wiedział że to jedna z moich kolejnych awantur o byle co. Ale ja tak nie uważałam. To on był przyczyną tych awantur, tych wrzasków. To że nie miałąm przez niego normalnego dzieciństwa, tylko stałam za nim, ze sztyletem w ręce, czekając, aż wyda rozkaz. Jedyne co mogłam robić, to je wykonywać. Nic nie czując, nawet lekkiego żalu, tylko wielką chęć wbicia ten sztylet w krtań ojca. Ale tego nie zrobiłam. Byłam na tyle głupia, że tego nie zrobiłam. Zawsze byłam ta zła. Teraz, gdy próbowałam to zmienić, gdy poznałam kogoś, kto jako jedyny widział dla mnie nadzieję, zawiodłam.
- Kalayni radzę ci uspokoić - powiedział ociec.
- Nie! Nie uspokoję się! Kazałeś mi zostawić Nero! Samego! Na pastwę tych bestii! - Krzyknęłam. Żyję już ponad pięćset lat. Wiem, trochę dużo, ale jako nieśmiertelna, córka Anioła i Demona Ciemności, zostałą na mnie przelana ta nieśmiertelność, choć tego nie chciałam, ponieważ gdy spotkam kogoś kogo polubię, kto mnie zrozumie, on się zestarzeje, i umrze.. A ja co? Nie można mnie zabić, nawet drasnąć, a śmierć naturalna, nawet nie wchodzi w grę. Co innego Nero. On może i jest Nefilimem, jak ja, ale niższym rangą. Jego Ojciec, owszem był jednym z najpotężniejszych demonów które kiedykolwiek istniały, ale jego Matka, była aniołem, a tak konkretniej, anielskim markizem. Czyli nie na tyle potężnym, by być nieśmiertelnym. Mój ojciec należy do najpotężniejszych Demonów świata, Matka do szlachetnie urodzonych aniołów o wielkich umiejętnościach. Wiadomo więc chyba, że to na mnie wszystko przelali, a nie na moją siostrę, która nigdy w życiu nie czuła broni w dłoni. Ona nie jest moją siostrą. Została znaleziona pod drzwiami, i się nad nią zlitowaliśmy. Tylko tyle. To cała historia.
- Nie przejmuj się nim! On nie jest tak potężny ja my! - Krzyczał.
- Skąd wiesz? Może jeszcze po prostu nie pokazał co potrafi? Jak wielka moc w nim drzemie! - Krzyknęłam na niego, aż Akaaly się przewróciła. Wiedziałam od dawna, miałam dość potężny i donośny głos, minusy bycia córką demona i anioła, nie wiadomo co tak naprawdę czujesz wewnątrz. Czy wielki strach, czy smutek czy raczej gniew i chęć mordu. Po chwili w drzwiach pojawił się Nero. Krwawiła mu głowa. - O Stwórco! Nero! - Krzyknęłam. Podbiegłam do niego. Ledwo stał.
- Kris... nic mi nie jest.....
- Kay... Dlaczego on mówi do ciebie "Kris"? - Zapytała Akaaly.
- Bo może - Powiedziałam i pomagając Nero usiąść na łóżko otarłam mu ranę. Krwawiła. Okropnie krwawiła. - CO jest? Co ci zrobili? Trzeba wezwać lekarza? A może wiedźmę? Poczekaj! Znam zaklęcie które może zadziałać - Z moich ust popłynął potok słów.
- Ale nic mi nie jest - Zapewniał. - Nic mnie nie boli.
- Zalety bycia Nefilimem - Powiedziałam - Albo kumplowania się ze mną - Powiedziałam pod nosem.
- Że co? CO? - uniósł się.
- No jest możliwość że tak minimalnie.. ale tak tylko troszeczkę... osłabiłam ich - Powiedziałam.
- CO? Znów odprawiałaś te swoje egzorcyzmy? Rzucałaś klątwy? Jak możesz to robić? - Powiedział. Był zdenerwowany. A kto by nie był? Podeszłam do niego. Położyłam mu głowę na ramieniu -Nie wierzysz we mnie - Powiedział takim tonem, którego nigdy nie słyszałam.
- Wierzę - Powiedziałam. - Ale jesteś moim jedynym przyjacielem, nie chcę cię stracić - Kątem oka widziałam jak Akaaly karze Ojcu wyjść z mojego pokoju i zamyka za nim drzwi.
- A ja miałem nadzieję że kimś więcej - Powiedział pod nosem, ale i tak to słyszałam.
- Nero, wiesz że mi na tobie zależy, ale wiesz chyba też, że jestem z Dexterem - Powiedziałam.
- A czy go kochasz? - Spojrzał mi w oczy. - Czy chodzisz z nim tylko dlatego, bo ojciec ci kazał, bo on jest ode mnie silniejszy? - Zapytał. Miał rację. Nie kochałam Dextera, ale ojciec kazał mi z nim być, ze względu na to, że Dante się wyrzekł tego, kim był jego ojciec, a gdyby nawet się nie wyrzekł, to ojciec pewnie by mnie pchał w objęcia Dantego, który i tak nie jest mną zainteresowany. On by zrobił wszystko, byle żebym nie była z Nero.
- Nie mogę powiedzieć - Powiedziałam cichym tonem.
- Bo? Posłuchaj! Czekam już dość długo! Kocham cię! Zrozum, wiem że nie kochasz mojego brata! Widzę że patrzysz na niego z odrazą!
- Zależy na którego brata, Dantego lubię - Wzruszyłam ramionami.
- Powiem ci to wprost. Odkąd zrozumiałem że czuję do ciebie coś więcej, ci to pokazuję, ale nie wiem, czy ty do mnie czujesz to samo.
- Jak to? Nie widać - Zapytałam.
- Nie! Nic a nic! Świetnie tuszujesz emocje - Powiedział. Zaśmiałam się. Podeszłam do niego. Pocałowałam go. Nigdy nie czułam że aż tego pragnę. Już wcześniej miałam kilka impulsów, żeby to zrobić, ale musiałam się pohamować.
- Taki dowód wystarczy - Zapytałam. - Przepraszam że dzisiaj nic nie mówiłam, przeżyłam szok. - Powiedziałam - Ludzie to potwory, ale największym jestem ja. -Przeczesałam swoje włosy palcami.
- Nie jesteś człowiekiem.Pamiętasz? Jesteś Nefilimem. Dlatego jesteś taka ładna - Zaśmiał się. Uśmiechnęłam się. Nero. Prawdziwy przyjaciel. Zawsze przy mnie, poradzi, nawrzeszczy, powie do słuchu.
- No cóż, ale przyznam, że ten dziad zasłużył na śmierć - Powiedziałam.
- Oj! Nie dobra Kris! Ty nie lubisz zabijać!Jesteś temu przeciwna, pamiętasz? Wolisz rozmawiać o uczuciach, o tęczach!
- Jeżeli już coś wolę to ostro w ścianę przywalić , wybić okno, nowe wstawić - Powiedziałam. Zaśmiał się.-NO CZO! MISZCZ Tymów jestem - Powiedziałam a końcówki "cz" i "szcz" były specjalnie.Tak dla beki. Zaczęliśmy się śmiać. Nie wiedziałam o burzy, która właśnie nadchodzi.
- Elsa? - Usłyszałam za sobą głos Jacka. Podszedł do mnie. - Elsa, co się stało? Dlaczego uciekłaś? - Pytał. Jednak nie odpowiedziałam. Milczałam. Zapanowała niestosowna cisza.
- Myślisz że będę dobrym Strażnikiem? - Zapytałam przerywając panującą ciszę.
- Pytasz się na poważnie, czy chcesz żebym cię chwalił? - Zapytał.
- Pytam się, bo chcę wiedzieć, czy będzie sens, martwić się o to, czy uda mi się zapanować nad mocą - Schowałam twarz w dłoniach. Były zimne.
- Jeżeli mam być szczery, to nie, nie będziesz dobrym strażnikiem - Powiedział obojętnie. Spojrzałam na swoje dłonie. Były pokryte szronem - Elso... proszę. Spójrz na mnie - Nie mogłam patrzeć w te oczy. NIE PATRZ! NIE PATRZ! NIE PATRZ!!! Mówiłam sobie w myślach. Spojrzałam na niego. Jak to ja siebie słucham. Zaśmiałam się w duchu - Uważam, że będziesz świetnym Strażnikiem - Powiedział. - Ale najpierw nauczymy cię kontrolować moc. Wiesz ze jesteś potężna, trzeba teraz nauczyć cię tym władać. - Spojrzał mi w oczy - Pamiętaj, zawsze będę przy tobie. Nie masz się o co martwić. - Uśmiechnął się serdecznie.
Wtedy przed moimi oczami pojawił się straszny obraz.
Pamiętam. Byłam bestią. I nadal nią jestem.
- Nie - Powiedziałam - Nie zapanuję nad tym. - Łzy mi napłynęły do oczu.
- Ale...- Jack chyba czuł się zakłopotany.
- Nie! Jack, nie ma żadnego "ale" nie pamiętasz? Prawie zabiłam Annę, nie chcę, by tobie stało się coś złego - Powiedziałam przez łzy które płynęły strumieniami z moich oczu.
- Ale Anna żyje - Pocieszał mnie.
- Tak! Żyje. Bo ty ją uratowałeś. Pomogłeś jej z tego wyjść - Odeszłam od niego kilka kroków - Nie rozumiesz? To silniejsze ode mnie. - Jack chwycił mnie za rękę. Natychmiast mu ją zabrałam.
- Nie! Jack. Daj mi spokój. Pozwól mi odejść. Byle dalej, żebym nie krzywdziła nikogo - Żebym nie krzywdziła ciebie, powiedziałam w duchu .
- Nie skrzywdzisz nikogo, mnie nie skrzywdzisz innych też nie. Nie jesteś bestią. Po prostu, jesteś silniejsza, niż się wydaje. Ale nad tym zapanujesz- Uspokajał.
- Nie! Jack. Proszę cię, daj mi odejść, żebym cię nie skrzywdziła - Czu ja powiedziałam to na głos? Chyba tak.
- NIE! Nie pozwolę. Nie rozumiem cię ELsa. Dlaczego nie chcesz chociaż raz, szczerze porozmawiać. Dlaczego przede mną uciekasz? Dlaczego się tego wszystkiego boisz?
- Nie rozumiesz? To mnie przerasta. Proszę cię, przestań - Ostatnia łza poleciała z moich oczu.
- Nie! Nie przestanę! Powiedz mi, dlaczego mi nie ufasz? Co ja takiego zrobiłem? Dlaczego się mnie tak bardzo boisz? - Krzyczał.
- PRZESTAŃ! - Wrzasnęłam. Zaczęliśmy walczyć. Uderzyłam w niego lodowym pociskiem, zrobił unik.
-Elsa! Musisz z tym walczyć! Opanuj to - Krzyczał.
- Odejdź! Proszę! - Mówiłam. Trafiłam w Jacka. Ledwo się trzymał - Przepraszam - Powiedziałam. Stanęłam na wielkim jeziorze, które zaczęło się roztapiać.
Gdy postawiłam na nim stopę, pokryło się grubą warstwą lodu. Odwróciłam się na chwile, by zobaczyć co jest z Jackiem. Zaczął się budzić. Pobiegłam szybko. Opanuję potwora, Opanuję potwora, dam sobie z tym radę, opanuję potwora. Mówiłam sama do siebie. Sama w to nie wierzyłam.
- Nie! - Natychmiast się podniosła. - Nie zbliżaj się! Nie chcę cię skrzywdzić! - Krzyknęła. Jej oczy, w jej oczach było tyle strachu. Nigdy nie widziałam aż tak zrozpaczonych oczu.
- Ratuję wam życie - Rzucił. Biegłam za nim. - A teraz wskakuj! - Krzyknął wskazując na tajemny tunel. Coś czuję, że Arendelle przepadło. A to sprawka tylko jednego mężczyzny. Tego mrocznego faceta. Przed wejściem ostatni raz spojrzałam w kierunku miasta. Aredelle było w ogniu. Łzy napłynęły mi do oczy. Hans popchnął mnie w kierunku przejścia po czym zamkną bramy.
- Nie! Nie uspokoję się! Kazałeś mi zostawić Nero! Samego! Na pastwę tych bestii! - Krzyknęłam. Żyję już ponad pięćset lat. Wiem, trochę dużo, ale jako nieśmiertelna, córka Anioła i Demona Ciemności, zostałą na mnie przelana ta nieśmiertelność, choć tego nie chciałam, ponieważ gdy spotkam kogoś kogo polubię, kto mnie zrozumie, on się zestarzeje, i umrze.. A ja co? Nie można mnie zabić, nawet drasnąć, a śmierć naturalna, nawet nie wchodzi w grę. Co innego Nero. On może i jest Nefilimem, jak ja, ale niższym rangą. Jego Ojciec, owszem był jednym z najpotężniejszych demonów które kiedykolwiek istniały, ale jego Matka, była aniołem, a tak konkretniej, anielskim markizem. Czyli nie na tyle potężnym, by być nieśmiertelnym. Mój ojciec należy do najpotężniejszych Demonów świata, Matka do szlachetnie urodzonych aniołów o wielkich umiejętnościach. Wiadomo więc chyba, że to na mnie wszystko przelali, a nie na moją siostrę, która nigdy w życiu nie czuła broni w dłoni. Ona nie jest moją siostrą. Została znaleziona pod drzwiami, i się nad nią zlitowaliśmy. Tylko tyle. To cała historia.
- Nie przejmuj się nim! On nie jest tak potężny ja my! - Krzyczał.
- Skąd wiesz? Może jeszcze po prostu nie pokazał co potrafi? Jak wielka moc w nim drzemie! - Krzyknęłam na niego, aż Akaaly się przewróciła. Wiedziałam od dawna, miałam dość potężny i donośny głos, minusy bycia córką demona i anioła, nie wiadomo co tak naprawdę czujesz wewnątrz. Czy wielki strach, czy smutek czy raczej gniew i chęć mordu. Po chwili w drzwiach pojawił się Nero. Krwawiła mu głowa. - O Stwórco! Nero! - Krzyknęłam. Podbiegłam do niego. Ledwo stał.
- Kris... nic mi nie jest.....
- Kay... Dlaczego on mówi do ciebie "Kris"? - Zapytała Akaaly.
- Bo może - Powiedziałam i pomagając Nero usiąść na łóżko otarłam mu ranę. Krwawiła. Okropnie krwawiła. - CO jest? Co ci zrobili? Trzeba wezwać lekarza? A może wiedźmę? Poczekaj! Znam zaklęcie które może zadziałać - Z moich ust popłynął potok słów.
- Ale nic mi nie jest - Zapewniał. - Nic mnie nie boli.
- Zalety bycia Nefilimem - Powiedziałam - Albo kumplowania się ze mną - Powiedziałam pod nosem.
- Że co? CO? - uniósł się.
- No jest możliwość że tak minimalnie.. ale tak tylko troszeczkę... osłabiłam ich - Powiedziałam.
- CO? Znów odprawiałaś te swoje egzorcyzmy? Rzucałaś klątwy? Jak możesz to robić? - Powiedział. Był zdenerwowany. A kto by nie był? Podeszłam do niego. Położyłam mu głowę na ramieniu -Nie wierzysz we mnie - Powiedział takim tonem, którego nigdy nie słyszałam.
- Wierzę - Powiedziałam. - Ale jesteś moim jedynym przyjacielem, nie chcę cię stracić - Kątem oka widziałam jak Akaaly karze Ojcu wyjść z mojego pokoju i zamyka za nim drzwi.
- A ja miałem nadzieję że kimś więcej - Powiedział pod nosem, ale i tak to słyszałam.
- Nero, wiesz że mi na tobie zależy, ale wiesz chyba też, że jestem z Dexterem - Powiedziałam.
- A czy go kochasz? - Spojrzał mi w oczy. - Czy chodzisz z nim tylko dlatego, bo ojciec ci kazał, bo on jest ode mnie silniejszy? - Zapytał. Miał rację. Nie kochałam Dextera, ale ojciec kazał mi z nim być, ze względu na to, że Dante się wyrzekł tego, kim był jego ojciec, a gdyby nawet się nie wyrzekł, to ojciec pewnie by mnie pchał w objęcia Dantego, który i tak nie jest mną zainteresowany. On by zrobił wszystko, byle żebym nie była z Nero.
- Nie mogę powiedzieć - Powiedziałam cichym tonem.
- Bo? Posłuchaj! Czekam już dość długo! Kocham cię! Zrozum, wiem że nie kochasz mojego brata! Widzę że patrzysz na niego z odrazą!
- Zależy na którego brata, Dantego lubię - Wzruszyłam ramionami.
- Powiem ci to wprost. Odkąd zrozumiałem że czuję do ciebie coś więcej, ci to pokazuję, ale nie wiem, czy ty do mnie czujesz to samo.
- Jak to? Nie widać - Zapytałam.
- Nie! Nic a nic! Świetnie tuszujesz emocje - Powiedział. Zaśmiałam się. Podeszłam do niego. Pocałowałam go. Nigdy nie czułam że aż tego pragnę. Już wcześniej miałam kilka impulsów, żeby to zrobić, ale musiałam się pohamować.
- Taki dowód wystarczy - Zapytałam. - Przepraszam że dzisiaj nic nie mówiłam, przeżyłam szok. - Powiedziałam - Ludzie to potwory, ale największym jestem ja. -Przeczesałam swoje włosy palcami.
- Nie jesteś człowiekiem.Pamiętasz? Jesteś Nefilimem. Dlatego jesteś taka ładna - Zaśmiał się. Uśmiechnęłam się. Nero. Prawdziwy przyjaciel. Zawsze przy mnie, poradzi, nawrzeszczy, powie do słuchu.
- No cóż, ale przyznam, że ten dziad zasłużył na śmierć - Powiedziałam.
- Oj! Nie dobra Kris! Ty nie lubisz zabijać!Jesteś temu przeciwna, pamiętasz? Wolisz rozmawiać o uczuciach, o tęczach!
- Jeżeli już coś wolę to ostro w ścianę przywalić , wybić okno, nowe wstawić - Powiedziałam. Zaśmiał się.-NO CZO! MISZCZ Tymów jestem - Powiedziałam a końcówki "cz" i "szcz" były specjalnie.Tak dla beki. Zaczęliśmy się śmiać. Nie wiedziałam o burzy, która właśnie nadchodzi.
Elsa
Siedziałam skulona na wielkim zamrożonym jeziorze. Nie płakałam, nie bałam się, tylko myślałam.- Elsa? - Usłyszałam za sobą głos Jacka. Podszedł do mnie. - Elsa, co się stało? Dlaczego uciekłaś? - Pytał. Jednak nie odpowiedziałam. Milczałam. Zapanowała niestosowna cisza.
- Myślisz że będę dobrym Strażnikiem? - Zapytałam przerywając panującą ciszę.
- Pytasz się na poważnie, czy chcesz żebym cię chwalił? - Zapytał.
- Pytam się, bo chcę wiedzieć, czy będzie sens, martwić się o to, czy uda mi się zapanować nad mocą - Schowałam twarz w dłoniach. Były zimne.
- Jeżeli mam być szczery, to nie, nie będziesz dobrym strażnikiem - Powiedział obojętnie. Spojrzałam na swoje dłonie. Były pokryte szronem - Elso... proszę. Spójrz na mnie - Nie mogłam patrzeć w te oczy. NIE PATRZ! NIE PATRZ! NIE PATRZ!!! Mówiłam sobie w myślach. Spojrzałam na niego. Jak to ja siebie słucham. Zaśmiałam się w duchu - Uważam, że będziesz świetnym Strażnikiem - Powiedział. - Ale najpierw nauczymy cię kontrolować moc. Wiesz ze jesteś potężna, trzeba teraz nauczyć cię tym władać. - Spojrzał mi w oczy - Pamiętaj, zawsze będę przy tobie. Nie masz się o co martwić. - Uśmiechnął się serdecznie.
Wtedy przed moimi oczami pojawił się straszny obraz.
- Nie - Powiedziałam - Nie zapanuję nad tym. - Łzy mi napłynęły do oczu.
- Ale...- Jack chyba czuł się zakłopotany.
- Nie! Jack, nie ma żadnego "ale" nie pamiętasz? Prawie zabiłam Annę, nie chcę, by tobie stało się coś złego - Powiedziałam przez łzy które płynęły strumieniami z moich oczu.
- Ale Anna żyje - Pocieszał mnie.
- Tak! Żyje. Bo ty ją uratowałeś. Pomogłeś jej z tego wyjść - Odeszłam od niego kilka kroków - Nie rozumiesz? To silniejsze ode mnie. - Jack chwycił mnie za rękę. Natychmiast mu ją zabrałam.
- Nie! Jack. Daj mi spokój. Pozwól mi odejść. Byle dalej, żebym nie krzywdziła nikogo - Żebym nie krzywdziła ciebie, powiedziałam w duchu .
- Nie skrzywdzisz nikogo, mnie nie skrzywdzisz innych też nie. Nie jesteś bestią. Po prostu, jesteś silniejsza, niż się wydaje. Ale nad tym zapanujesz- Uspokajał.
- Nie! Jack. Proszę cię, daj mi odejść, żebym cię nie skrzywdziła - Czu ja powiedziałam to na głos? Chyba tak.
- NIE! Nie pozwolę. Nie rozumiem cię ELsa. Dlaczego nie chcesz chociaż raz, szczerze porozmawiać. Dlaczego przede mną uciekasz? Dlaczego się tego wszystkiego boisz?
- Nie rozumiesz? To mnie przerasta. Proszę cię, przestań - Ostatnia łza poleciała z moich oczu.
- PRZESTAŃ! - Wrzasnęłam. Zaczęliśmy walczyć. Uderzyłam w niego lodowym pociskiem, zrobił unik.
Gdy postawiłam na nim stopę, pokryło się grubą warstwą lodu. Odwróciłam się na chwile, by zobaczyć co jest z Jackiem. Zaczął się budzić. Pobiegłam szybko. Opanuję potwora, Opanuję potwora, dam sobie z tym radę, opanuję potwora. Mówiłam sama do siebie. Sama w to nie wierzyłam.
Kris
Torba na ramię, skórzana kurtka, czarne trapery, portfel w kieszeni, śniadanie zjedzone, brak zleceń. Tak właśnie powinno wyglądać moje życie.
- Gdzie idziesz? - Zapytał mnie ojciec.
- Na spacer, a co? Nie mogę wychodzić do świata? Mam tylko przed nim uciekać? - Zapytałam.
- Masz przy sobie broń?
- Nie. Po co? Przecież i tak nie idę mordować. Sorry ale mam jakieś życie towarzyskie, w przeciwieństwie do ciebie - Powiedziałam przez zęby.
- Ładnie się wyrażasz do własnego ojca - Usłyszałam głos Dextera. Stał za mną. Szczerzył nieskazitelnie białe zęby, od których mnie mdliło, że aż miałam ochotę go kopnąć i z masakrować mu tą piękną buźkę.
- Dexter - Powiedziałam z powagą. Nienawidziłam go.
- Cześć skarbie - Powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Odepchnęłam go.
- Posłuchaj, musimy pogadać - Powiedziałam - Na osobności.
- No cóż... ufam twojemu ojcu więc możesz mówić przy nim, mi to nie przeszkadza....
- DObra -Wzruszyłam ramionami - Zrywam.
- Ale co zrywasz? - Zapytał.
- No wszystko. Nasz związek, zaręczyny. To już koniec. Powód: nie kocham cię, kocham kogoś innego - Powiedziałam powoli, żeby zrozumiał. Patrzył się na mnie, jak na szaleńca.
- Kay... - U mego boku pojawiła się Akaaly - Naprawdę z nim zrywasz? Ale dlaczego? - Wypytywała.
- Już mówiłam. Kocham kogoś innego - Powiedziałam. Przytuliła mnie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! - Krzyknęła, ale chyba zobaczyła niezadowoloną minę ojca - A można się zapytać kto to? - Powiedziała ciszej. Uśmiechnęłam się.
- Jasne. Powiem ci jak wrócę. - Wyminęłam Dextera i wyszłam. Śmiałam się sama z siebie.
- Zrobiłam to - Mówiłam - Ja to zrobiłam - Uśmiechałam się sama do siebie - Ja naprawdę to zrobiłam!! - Krzyknęłam.
Wtedy dostrzegłam że w górach coś się dzieje. Pobiegłam zobaczyć co. Lśniła tam niebieska moc. Tak jakby magia.... Na miejscu zastałam chłopaka. Jasnowłosego chłopaka w niebieskiej bluzie. Czy on żyje? A może jest martwy? Rozmyślałam. Ne słyszałam pulsu.
- Ok... NIe dobrze... - Wyciągnęłam ręce przed siebie. -
Eläköön.
Hän ei voi kuolla.
Tämä ei ollut Luojan tahdon
Hänellä on kokemusta
elää - Wyrecytowałam. To jedno z nielicznych zaklęć leczących które znałam. Nagle chłopak zaczął otwierać oczy. Poczułam wielką ulgę. - Jumalan tahto - Powiedziałam.
- CO..? Kim jesteś? Gdzie jest Elsa? - Zaczął mnie wypytywać.
- Jestem Kaylani Isengard, dla przyjaciół Kris. Nie wiem nawet kim jest Elsa, a co się stało też nie wiem, po prostu zastałam cię nie przytomnego i starałam się pomóc - Powiedziałam obojętnie.
- Dzięki - Powiedział - I chyba sobie przypominam. Spojrzał w stronę jeziora. Było zamarznięte. - I chyba już wiem co z Elsą. - Stwierdził i pobiegł w stronę Gardła Artemidy. Pobiegłam za nim.
- Chwila! Kim ty jesteś? - Krzyknęłam.
- Jack Frost i teraz sorry, ale muszę iść uratować swoją jedyną miłość - Powiedział nadal biegnąc.
- Poczekaj! - Krzyknęłam. Zatrzymał się.
- co znowu?
- Wiem jak pomóc - Rozwinęłam skrzydła. Zawsze je chowałam. Za pomocą magii sprawiałam że znikały. - SPrawdzę czy tma jest - Wzniosłam się w powietrze. Widziałam dokładnie, jak pewna dziewczyna, w moim wieku, tworzyła lodowy pałac. Widziałam dokładnie każdy szczegół. Przyznaję, to było mocarne.
- Jest tam - Krzyknęłam do Jacka.
- Dzięki! - Odpowiedział i z pierwszym powiewem wiatru poleciał w stronę pałacu. Poleciałam na swoich skrzydłach w stronę lodowego zamku. Byłam tam szybciej niż on. Dziewczyna siedziała skulona.
- Hej -Powiedziałam cicho.
- Kim jesteś? - Podniosła głowę.
- Jestem Kris, przyszłam ci pomóc - Powiedziałam spokojnie.
- Zabijesz mnie? Proszę cię! Zabij mnie! Nie chcę dłużej żyć! Chcę odejść! Chcę mieć spokój! Nie krzywdzić nikogo! - Łkała.
- Nie zabiję cię, ponieważ uważam że powinnaś żyć. CHociaż mój ojciec zrobiłby to bez wahania, ja chcę ci pomóc, w czymkolwiek trzeba, ja pomogę - Powiedziałam. Postarałam się o delikatny uśmiech. Podeszłam do niej kilka kroków.
- Nie martw się, nie skrzywdzisz. - Powiedziałąm - Jestem nieśmiertelna, żadna broń mnie nie zrani, żadna magia nie osłabi, a czas nic nie zmieni - Zaśmiałam się.
- Ale.. Jak to? - Zapytała.
- No cóż... moja matka była Aniołem dość wysoko postawionym, czyli najpotężniejszym aniołem wszechświata, ale została zabita przez mojego własnego wujka, który później chciał zabić mojego ojca, ale udało nam się uciec. A moja matka była nieśmiertelna, ale Anioła, tak potężnego, może zabić tylko równie potężny demon. Jakieś pytania?-Wzruszyłam ramionami.
- ALe jak... jak to możliwe?
- No cóż, moja mamusia i tatuś bardzo się kochali.... - Cisnęłam z niej bekę.
- Nie o to chodzi! Jak możesz być nieśmiertelna? Niezniszczalna?
- No cóż... anioła może pokonać tylko potężny demon, a ja jestem Nefilimem, czyli dzieckiem anioła i demona, posiadające cechy obu ras, potrzeba tylko potężnej mocy, czytaj drugiego Nefilima, potężniejszego ode mnie, który mógłby mnie zabić.
- Elsa! Co się dzieje? Elsa!- Jack wbiegł do sali.
- Jack! Proszę odejdź!- Krzyczała Elsa.
- No właśnie Jack! Przerwałeś nam rozmowę- Powiedziałam żartobliwie, ale chyba nie złapał żartu. Złapałam za komórkę i wysłałam sms'a do Dantego i Nero.
- Elsa! Co jest? Dlaczego płaczesz? - Wypytywał ją Jack. Chyba naprawdę ją kochał. A widać było po niej, że ona czuła do niego to samo, i nie chciała go stracić z własnej winy. Ale ona chyba nie rozumie. On został wskrzeszony przez księżyc, jest nieśmiertelny, tak samo jak ja, tylko nie posiada potężnych mocy, księżyc może dać mu tylko jedną. To znaczy, tak mówił mi ojciec, a wiem, że on lubi czasem nagiąć prawdę.
- Nie! Odejdź! Nie chcę cię skrzywdzić! - Powiedziała. Wstała i wyszła na balkon. Patrzyła na góry. A tak konkretniej na wodospad. Jakby próbowała coś w nim dostrzec.
- Piękny wodospad. - Powiedziałam.
- To nie jest tylko wodospad. To Portal do Arendelle - Powiedziała.
- Arendelle? - Zdziwiłam się. Ledwo z tamtego przeklętego miejsca wyjechaliśmy - Chyba... coś o tym wiem... - Prychnęła.
- A kto by nie wiedział o Arendelle? - Zapytała retorycznie - To najbardziej rozbudowana stolica handlu - Uśmiechała się sama do siebie. - Nawet nie wiem, dlaczego przyszłam na ziemie! - Zaśmiała się. Ja to wiedziałam. Kiedy tylko ją zobaczyłam.
- Ja.... chyba wiem - Powiedziałam. Spojrzała na mnie jak na szaleńca - Szukałaś tu odpowiedzi na niektóre pytania. Dlaczego ty.... Dlaczego właśnie teraz a nie wcześniej..... Dlaczego właśnie w taki sposób..... - Wymieniałam. Spojrzała się na mnie, jak na szaleńca. - Nie. NIe jestem szaleńce, ani wiedźmą, chociaż z tym bym polemizowała, bo potężne anioły nieraz zajumją się takimi sprawami a'la wiedźmy - Uśmiechnęłam się. Spojrzałam w stronę chłopaka - A ty... - Podeszłam do niego - Radzę ci powiedzieć w końcu co do niej czujesz - Pokazałam na blondynkę, która się śmiała -bo inaczej przyjdzie Wiedźmin i ją wychędoży!- Powiedziałam. Wtedy do zamku wbiegli Nero i Dante.
- O cho..... - Zaczął Dante na widok Elsy. Ale Nero szybko walną go w ramię.
- Dante! - Powiedział Nero. Jak zwykle z resztą gdy był w pobliżu, hamował słownictwo Dantego. Nie rozumiałam ich. Jak większości świata. Bo przez ponad pięćset lat żyłam w ukryciu, jedyne co robiłam to mordowałam.
- Nie! Odejdź! Nie chcę cię skrzywdzić! - Powiedziała. Wstała i wyszła na balkon. Patrzyła na góry. A tak konkretniej na wodospad. Jakby próbowała coś w nim dostrzec.
- Piękny wodospad. - Powiedziałam.
- To nie jest tylko wodospad. To Portal do Arendelle - Powiedziała.
- Arendelle? - Zdziwiłam się. Ledwo z tamtego przeklętego miejsca wyjechaliśmy - Chyba... coś o tym wiem... - Prychnęła.
- A kto by nie wiedział o Arendelle? - Zapytała retorycznie - To najbardziej rozbudowana stolica handlu - Uśmiechała się sama do siebie. - Nawet nie wiem, dlaczego przyszłam na ziemie! - Zaśmiała się. Ja to wiedziałam. Kiedy tylko ją zobaczyłam.
- Ja.... chyba wiem - Powiedziałam. Spojrzała na mnie jak na szaleńca - Szukałaś tu odpowiedzi na niektóre pytania. Dlaczego ty.... Dlaczego właśnie teraz a nie wcześniej..... Dlaczego właśnie w taki sposób..... - Wymieniałam. Spojrzała się na mnie, jak na szaleńca. - Nie. NIe jestem szaleńce, ani wiedźmą, chociaż z tym bym polemizowała, bo potężne anioły nieraz zajumją się takimi sprawami a'la wiedźmy - Uśmiechnęłam się. Spojrzałam w stronę chłopaka - A ty... - Podeszłam do niego - Radzę ci powiedzieć w końcu co do niej czujesz - Pokazałam na blondynkę, która się śmiała -bo inaczej przyjdzie Wiedźmin i ją wychędoży!- Powiedziałam. Wtedy do zamku wbiegli Nero i Dante.
- O cho..... - Zaczął Dante na widok Elsy. Ale Nero szybko walną go w ramię.
- Dante! - Powiedział Nero. Jak zwykle z resztą gdy był w pobliżu, hamował słownictwo Dantego. Nie rozumiałam ich. Jak większości świata. Bo przez ponad pięćset lat żyłam w ukryciu, jedyne co robiłam to mordowałam.
Elsa
Stałam na balkonie wpatrzona w portal. "OTWÓRZ SIĘ! OTWÓRZ SIĘ! OTWÓRZ SIĘ!" myślałam.
-Chwila! - Krzyknął brunet. O ile dobrze się orientuję, miał na imię Dante - Czyli że zerwałaś z Dexterem, tak totalnie bez powodu? Tylko żeby wkopać swojemu ojcu? - Wypytywał.
- No tak - Kris wzruszyła ramionami.
- Piona! - Powiedział Dante. - Ale żeby było jasne, nie zerwałaś z nim, bo jestem taki nieziemsko boski - Prychnęłam. - Co cię tak bawi? - Zapytał. Odwróciłam się. Przyznaję, nie był brzydki, jeżeli by spojrzeć na niego, jakby patrzyła Anna, to "PRZYSTOJNE CIASTECZKO JAKIEGO ŚWIAT NIE WIDZIAŁ!" czy jakoś tak. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie jej głupawych tekstów.
- Ok... a więc kim jesteś? - Zapytał mnie Nero o ile dobrze pamiętam.
- Nero? Tak? - Chciałam się upewnić
- Tak. Ja Nero, ten drugi....
- Przystojniejszy!- Wtrąciła Kris.
- Taaa ten przystojniejszy i głupszy to Dante - Powiedział wskazując na brata.
- Ok.. a więc mamy Nero, mądrego i w miarę przystojnego brata i mamy Dantego, mega debila, uważającego się za bóstwo. Założę się że lubi siedzieć w różnorodnych gospodach... - Zająkałam się bo zaczęli się na mnie patrzeć - Przepraszam, przepraszam! Klubach! I Wraca do domu całkiem pijany, dobrze mówię? - Chciałam się upewnić. Nero kiwał głową.
- COooo? Kiedy mnie widziałeś pijanego? No? No słucham? - Dante udawał cwaniaczka.
- A więc... wczoraj - Nero specjalnie przeciągną słowo "więc"
- CO? nie byłem taki pijany! - Prychnął Dante.
- Stary! Wlazłeś do szafy i pytałeś Gdzie jest Narnia? - Chyba polubię tego całego Nero.
- A więc chłopaki! Kto mnie przenocuje? - Przerwała temat Kris.
- Chwila, chwila! Co? Jesteś bezdomna? - Zapytałam.
- No cóż.. już od godziny. Przeciwstawiłam się ojcu.. a on jest despotą.. i źle znosi pyskowanie.. - Opowiedział tak jakby rozbrajała słowną bombę.
- Oł - Powiedziałam - Normalnie to bym cię przenocowała w zamku Arendelle, ale że portal jest zamknięty... - Jąkałam się. Przytuliłam ją. Kris. CHyba to będzie moja pierwsza przyjaciółka. Ma ciemne włosy a oczy koloru soczystej zieleni.Po jej stylu, zrozumiałam że nie przepada za "grzecznymi dziewczynkami" a po tym że się przyjaźni z Dente i Nero jestem już tego całkowicie pewna. Kris nie wiedziała jak zareagować. Wtedy, poczułam kujący ból w piersi.
- O STWÓRCO! Elsa co ci się dzieje? - Krzyknęła i przykucnęła przy mnie.
- Arendelle! Coś się dzieje z Arendelle! Coś złego! - Powiedziałam ledwo oddychając. Łzy pociekły mi z twarzy. Nie wiedziałam co robić. Jak mnie tam nie ma.
- Przystojniejszy!- Wtrąciła Kris.
- Taaa ten przystojniejszy i głupszy to Dante - Powiedział wskazując na brata.
- Ok.. a więc mamy Nero, mądrego i w miarę przystojnego brata i mamy Dantego, mega debila, uważającego się za bóstwo. Założę się że lubi siedzieć w różnorodnych gospodach... - Zająkałam się bo zaczęli się na mnie patrzeć - Przepraszam, przepraszam! Klubach! I Wraca do domu całkiem pijany, dobrze mówię? - Chciałam się upewnić. Nero kiwał głową.
- COooo? Kiedy mnie widziałeś pijanego? No? No słucham? - Dante udawał cwaniaczka.
- A więc... wczoraj - Nero specjalnie przeciągną słowo "więc"
- CO? nie byłem taki pijany! - Prychnął Dante.
- Stary! Wlazłeś do szafy i pytałeś Gdzie jest Narnia? - Chyba polubię tego całego Nero.
- A więc chłopaki! Kto mnie przenocuje? - Przerwała temat Kris.
- Chwila, chwila! Co? Jesteś bezdomna? - Zapytałam.
- No cóż.. już od godziny. Przeciwstawiłam się ojcu.. a on jest despotą.. i źle znosi pyskowanie.. - Opowiedział tak jakby rozbrajała słowną bombę.
- Oł - Powiedziałam - Normalnie to bym cię przenocowała w zamku Arendelle, ale że portal jest zamknięty... - Jąkałam się. Przytuliłam ją. Kris. CHyba to będzie moja pierwsza przyjaciółka. Ma ciemne włosy a oczy koloru soczystej zieleni.Po jej stylu, zrozumiałam że nie przepada za "grzecznymi dziewczynkami" a po tym że się przyjaźni z Dente i Nero jestem już tego całkowicie pewna. Kris nie wiedziała jak zareagować. Wtedy, poczułam kujący ból w piersi.
- O STWÓRCO! Elsa co ci się dzieje? - Krzyknęła i przykucnęła przy mnie.
- Arendelle! Coś się dzieje z Arendelle! Coś złego! - Powiedziałam ledwo oddychając. Łzy pociekły mi z twarzy. Nie wiedziałam co robić. Jak mnie tam nie ma.
Anna
Chodziłam po mieście. Dzień był słoneczny. Ale brakowało mi Elsy, co się z nią dzieje? Obiecałam sobie, że znajdę sposób by wróciła do Arendelle. Wtedy niebo pokryła czerwień. Chmury stały się czarne.
- O nie.... - Powiedziałam sama do siebie. Z ciemności wylewały się demony i różnorodne potwory. Wtedy poczułam że ktoś mnie bierze za rękę.
- Nie martw się! Nic ci nie zrobię! - Spojrzałam. To był Hans. Miałam ochotę znów go walnąć w twarz, ale byłam zbyt przerażona. Wtedy dostrzegłam mroczną postać. Dobrze zbudowany mężczyzna, ubrany na czarne, z maską na twarzy. Spod maski widziałam jego oczy. Jego lśniące, czerwone oczy wpatrywały się we mnie.
- HANS! Czekaj! Gdzieś tam jest Kristoff! - Krzyknęłam i wyrwałam swoją rękę z kleszczowego uścisku. Pobiegłam w stronę straganu Kristoffa, to znaczy jego ukochanego straganu, z marchwiami. Widziałam go. Był nieprzytomny. Hans trzymał w rękach karabin i strzelał w demony. Podbiegł do Kristoffa, przewiesił go sobie przez ramię.
- Hans! Co ty wyprawiasz? - Zapytałam zszokowana tym co widzę.
- Ratuję wam życie - Rzucił. Biegłam za nim. - A teraz wskakuj! - Krzyknął wskazując na tajemny tunel. Coś czuję, że Arendelle przepadło. A to sprawka tylko jednego mężczyzny. Tego mrocznego faceta. Przed wejściem ostatni raz spojrzałam w kierunku miasta. Aredelle było w ogniu. Łzy napłynęły mi do oczy. Hans popchnął mnie w kierunku przejścia po czym zamkną bramy.
CDN

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz