Muzyka

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Część 2 Rozdział 1

Epilog

Elsa i Jack. Tak podobni, lecz aż tyle ich dzieli. Przez chwilę, ale krótką chwilę, wydawało się, że są sobie bliscy.Że to co ich łączy, że ta miłość jest możliwa. Że odległość która ich dzieliła to tylko złudzenie. Lecz, niestety, to wszystko co ich łączyło, zostało zniszczone. Nie wiemy jak, nie wiemy dlaczego. Nikt tego nie wie. Wiadomo tylko że Elsa stała się taka jak Jack. Umarła, została wskrzeszona przez księżyc. Ale opisać to jest trudniej niż wszystko co się działo do tej pory. Mogło wam się wydawać ze ich historia się skończyła. Ale to był tylko początek.




Jack.

Święty Mikołaj był od jakiegoś czasu niespokojny. Zwołał zebranie Strażników. CO prawda, mieszkałem u niego, więc wystarczyło że mnie zawołał. Ale i tak najgorsze było to że ja tez miałem złe przeczucia.
- O! Jest pan księżyc! - Powiedział na widok księżyca. 
Wyświetliła się na podłodze postać. Nieznana postać.
- Kto to? - Zapytał Mikołaj. Skoro on nawet go nie znał, to znaczy że szykuje się niezła bitwa. Wtedy wysunął się z podłogi kryształ.
- Ooo Wiecie co to znaczy - Stwierdził.
-Wybierze kolejnego frajera, który będzie musiał nam pomóc? jakbyśmy sami nie dali rady! - Byłem strasznie zdenerwowany. 
-Ksieżyc widocznie myśli inaczej... - Powiedział.
- Eee tam! Mam to w głębokim poważaniu kto zostanie nowym Strażnikiem! Powiedzcie mi jak to się skończy! - Usiadłem na podłodze tłem do kryształu. Najprawdopodobniej wtedy się pojawiło to kto jest strażnikiem. Usłyszałem jak Zębuszka głośno westchnęła. 
- NO NIE! - Krzyknął zając. - Dlaczego? Dlaczego właśnie ona? Nie było lepszych kandydatów?  Naprawdę? Nie było? Nawet świstak by się nadał! Nawet on! 
- CO jest? - Zapytałem.
- Elsa...- Wydukała wróżka.
- Proszę, nie wymawiaj tego imienia! - Powiedziałem surowo.
- Ale zobacz..- Powiedział Zając. Podniosłem się i odwróciłem. Naprawdę. W krysztale była Elsa. Prawie dostałem zawału. Jak księżyc mógł ją wybrać? 

Elsa

Szłam sobie ulicą. Ziemia była fantastyczna. Wiatr rozwiewał mi włosy. Czułam się wolna. Jedyny minus to Jack. Musze się ukrywać. On nawet nie wie o tym, że jestem na ziemi. Że za rogiem może mnie spotkać.
Dostrzegłam jak chłopcy, mniej więcej trzynaście czternaście lat obrzucali małą , chyba sześcioletnią dziewczynkę. Podeszłam do niej. Przykucnęłam.
- Hej! Mała! Chcesz pokazać że dziewczyny też są twarde? - Zapytałam. Ale mała się tylko patrzyła i oglądała za siebie. Ona mnie nie widziała. Kolejny rok na ziemi i nadal nikt mnie nie widzi. Przeszła przeze mnie. Przeszedł mnie zimny i nieprzyjemny dreszcz. Zrobiłam śnieżkę i rzuciła w stronę chłopców. 
- CO! Kto to zrobił? - Zaczęli się denerwować.
- Na pewno nie ja...- Zaczęłam podśpiewywać.
Śnieg zaczął padać. Wiedziała co to oznacza. Jack się zbliża.
- No pięknie! - Powiedziałam sama do siebie. nastolatka wychodząca z papierniczego pobiegła w stronę autobusu, widać nie chciała się spóźnić. Coś jej upadło. Podeszłam. To był dziennik. Kto go dotknęłam cały pokrył się szronem. Nie dostrzegłam gdy przede mną pojawił się Jack.
- No proszę, proszę! Ktoś sobie przywłaszczył moją Ziemię - Powiedział. 
- To nie moja wina. Portal do Arendelle się zamkną i nie mogę wrócić! - Wstałam i otrzepałam kolana, poprawiając przy okazji swoją sukienkę do kolan, błękitną z białym ombre.
Zaśmiał się. 
- No cóż.... Nie wydaje mi się... Podoba ci się tu.. Albo podobam ci się ja - Powiedział przy czym zrobił minę cwaniaczka. 

- Nigdy w życiu.. CO prawda, ziemia jest świetna, ale nie siedzę tu z twojego powodu - Powiedziałam ostro.
- Ale kiedyś na mnie leciałaś. I to dość mocno - Podszedł bliżej mnie, Nie wiedziałam co zrobić. Przytulić go, powiedzieć że mi go brakowało, czy po prostu,  odejść, byle dalej od niego.
- To było kiedyś! Ale wszystko się zmieniło! Wszystko zniszczyłeś, gdy dałeś mi moc! - Krzyczałam.
- A ty nadal myślisz że to było specjalnie? - Uśmiechnął się.
- Sorry, ale umówiłam się z Czkawką. Nara. - Starałam się odejść, zakończyć ten temat.
- Jeszcze nie skończyłem - CHwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. - Co ty? Myślisz że jestem tu dla przyjemności? Sorry, ale ja tutaj jestem w sprawach służbowych. Ważnych nie tylko dla mnie, Strażników, ale też dla ciebie.
- Sorry, ale powinieneś już wiedzieć, że mnie nie obchodzą twoje sprawy. I staram się do nich wtrącać, najmniej, jak to możliwe. - Zapewniłam. Wziął mnie za rękę. Natychmiast mu ją zabrałam. Zaczął się śmiać - Nie dotykaj mnie! - Krzyknęłam. - I radzę ci się nie zbliżać. Wiesz do czego jestem zdolna -Powiedziałam zimnym tonem i odeszłam. 
- Ale Elsa! Zrozum! To sprawa życia i śmierci!
- Daj mi spokój - Powiedziałam.
- Ty się tego boisz? Boisz się tego kim jesteś? - Naciskał.
- Boję się tego, żeby znów cię pokochać - Powiedziałam.
- Elsa! ELSA! Masz się zatrzymać! 
- Powiedziałam DAJ MI SPOKÓJ! - Wrzasnęłam. Machnęłam ręką tak że powstał lodowy murek. 
- NIe kontrolujesz się! Możemy ci pomóc! Ja ci mogę pomóc! - Dalej mówił. 
- Proszę! Najlepiej trzymaj się ode mnie z daleka! Proszę! - Powiedziałam.
- Nie dajesz mi wyboru - Powiedział twardo - Chłopcy! Pola na plan B. - Yeti wrzuciły mnie do worka i przez jeszcze coś. Nie rozumiałam nic a nic. 


Jack



Wrzuciliśmy Elsę  przez magiczny portal na Biegun Północny. 
- No dalej! Ja wchodzę po was! - Wskoczyli, a ja po nich. Pojawiliśmy się po chwili na Biegunie Północnym. Worek, czerwony, w którym była Elsa powoli się otworzył, chyba, był jeszcze po mnie. 
- Co jest do... - nie dokończyła zdania. Zobaczyła Mikołaja.
- Jest! Królowa Elsa! Podobało ci się przejście?
- Ależ oczywiście. Uwielbiam być wsadzana do wora! A przez magiczne portale, po prostu kocham być wyrzucana! - Powiedziała sarkazmem.
- Wspaniale! A coś ci się nie podobało? - Zapytał sztucznym, królewskim tonem.
- Eeee Tak! - Powiedziała - Worek zasługuje na przepierkę, śmierdzi tam jakby Yeti zmywał nim swoje siki. - To ja zmywałem te siki. Specjalnie. - I do tego, wystarczyło mi powiedzieć, że to ty mnie wezwałeś, a nie że to kolejne, głupie wygłupy Jacka. - Wzruszyła ramionami. Podeszłą do stołu - CO tym razem? Narozrabiałam? - Wzruszyła ramionami.
- No cóż.... Narozrabiałam to słabe słowo na to co ty... robisz - Powiedział Zając. Uśmiechnąłem się pod nosem, Czyli że Elsa jednak nie była świętoszką.
- Oj Kangurku, kangurku - Powiedziała - Nadal masz mi za złe? To była tylko jedna, jedyna w moim życiu taka zamieć. Kto by wiedział że akurat jest Wielkanoc? Ja tego w Arendelle nie obchodziłam, zrozum. Ja nawet nie wiedziałam że takie lipne święto istnieje - Powiedziała z taką obojętnością, że chyba zacząłem ją lubić.
- Nie no! Zatłukę tą.... - Zaczął Zając, ale mikołaj zakrył mu twarz ręką.
- Bo wpiszę cię na listę niegrzecznych! - Powiedział Święty. 
Zając się uspokoił. 
- Ale zrozum! Ona nie będzie dobrym Strażnikiem! Zobacz ją tylko! Ona jest nieokrzesana! Nikomu nie udało się jej opanować! Tylko Mrok dał radę, ale on użył ciemnych gierek i nie była świadoma tego co robi!- Krzyczał Zając. 
- Ją trzeba zrozumieć! Trzeba z nią rozmawiać! Dowiedzieć się kim jest! Dopiero później możemy ją z tego wykluczyć! - Krzyczał Mikołaj.
- Ale zrozum! DLA NIEJ JUŻ NIE MA NADZIEI! ONA JEST BEZNADZIEJNA! Nie można, z nią już zrobić nic, poza zakłuciem jej w kajdany i zamknięciem w żelaznej celi, na dziesięć spustów - Warknął zając.   
Dostrzegłem Strach w oczach Elsy już wcześniej. Teraz, stała pod drzwiami i szukała klamki nawet nie tracąc kontaktu wzrokowego z tą sytuacją. W końcu znalazła gałkę od drzwi i uciekła. Pobiegłem za nią.
- Elsa! - Zawołałem. Odwróciła się powoli w moją stronę.   
 - Czego chcesz? - Zapytała głosem wypranym z emocji. 
- No cóż... chcę wiele rzeczy..... na przykład helikopter.... Smoka.... BUDYŃ! - Wymieniałem. Nagle, zaczęła się śmiać. 
- Elsa ty... ty się śmiejesz - Powiedziałem.
- CO za spostrzeżenie - Powiedziała żartobliwie. 
- Nie myślałem, że kiedykolwiek usłyszę twój śmiech - Powiedziałem.  
Śmiała się. Elsa naprawdę się śmiała. Nie mogłem w to uwierzyć. 

Elsa

Śmiałam się. Wtedy dostrzegłam, że podłoga zaczęło pokrywać się delikatnym szronem. Nie robiłam sobie z tego nic. Podszedł do mnie. Przytulił mocno. Wtedy.... Wtedy wszystko wróciło. Odsunęłam go od siebie.
 -Jack.. ja... ja nie mogę - Powiedziałam. 
- Ale czego nie możesz? - Zapytał lekko zdziwiony.
- No tego! Nie mogę! Nie mogę cię skrzywdzić - Nie mogę cię znów pokochać.
- Ale Elsa.... Nie skrzywdzisz.....
- Nie mogę! Jestem potworem! Nie mogę, po prostu nie mogę! Nie potrafię, nie mogę, nie umiem nad tym zapanować! Proszę cię! Daj mi odejść! To.... to nie dla mnie.... - łzy lały się ze mnie, niczym deszcz. Nie mogłam ich powstrzymać. Nie mogłam. 
- żartujesz? Kiedy znów zacząłem myśleć że to jest możliwe, że jest dla nas minimalna szansa.. Ty mnie odrzucasz? - Powiedział pod nosem. Spojrzał na mnie tymi swoimi zniewalającymi, niebieskimi oczami.  Szłam szybkim tępem w stronę wyjścia.
- Elsa, ale powiedz mi, bo tego nie rozumiem. Co robię nie tak?Co ja ci takiego zrobiłem? Dlaczego przed wszystkim uciekasz?  Dlaczego jesteś taka zimna? Czego ty się tak strasznie boisz? - Naciskał. Ja nie zwalniałam.
- Przepraszam - Tyle zdołałam powiedzieć. Jedno słowo, jedno proste słowo, a przyszło mi z taką trudnością. Otworzyłam drzwi. Wysłam. W końcu mogłam przestać panować nad uczuciami. Zaczęłam płakać. I biec. Biec jak najdalej. Moja moc, z coraz większa ilością uczuć, była silniejsza, bardziej nieokrzesana. Znalazłam zamarznięte jezioro. Usiadłam na nim, i czekałam aż spadnie spustoszenie z nieba. Nie wiedziałam co zrobić. Nie wiedziałam jak się pozbyć tej burzy w sercu. 

-  Zawsze odkąd pamiętam,

wszystko co jest wewnątrz mnie

chciało się dostosować do innych

Nigdy nie byłam jednym z pretendentów

Wszystko, czym próbowałam być

po prostu nie pasowało.


Gdybym powiedziała ci czym byłam

czy odwróciłbyś się ode mnie?

Jeśli nawet wydawałabym się niebezpieczna

czy bałbyś się?

Odnoszę takie wrażenie, bo

wszystko czego dotknę jest za mało ciemne.

Czy ten problem tkwi we mnie?


Jestem tylko człowiekiem ze świecą, 

która do mnie prowadzi,

Staję do ucieczki przed tym, co jest we mnie.

Potwór, Potwór

Stałam się potworem

Potwór, potwór 

i to uczucie robi się silniejsze.


Czy mogę oczyścić swoje sumienie

jeśli jestem inna od reszty ,

Czy muszę biec i ukrywać się?

Nigdy nie mówiłam, że tego chcę

To brzemię przyszło do mnie

i jest skończone,

 zadomowiło się we mnie. 


Gdybym powiedziała ci czym byłem

czy odwróciłbyś się ode mnie?

Jeśli nawet wydawałabym się niebezpieczna

czy bałbyś się?

Odnoszę takie wrażenie, bo

wszystko czego dotknę jest za mało ciemne.

Czy ten problem tkwi we mnie?


Jestem tylko człowiekiem ze świecą, 

która do mnie prowadzi,

Staję do ucieczki przed tym, 

co jest we mnie.

Potwór, Potwór

Stałem się Potworem

Potwór, potwór

i to uczucie robi się coraz silniejsze

- Zaśpiewałam. Wtedy, na niebie pojawił się księżyc. Jego blask... on sprawił że odzyskałam kontrolę. Nie czułam już strachu, ani żalu. Tylko ulgę. Wtedy zauważyłam, moje włosy, i tak jasne, stały się śnieżnobiałe a skóra idealnie blada.  Nie wierzyłam. to się naprawdę stało. Przeszłam transformację, dokładnie tak jak Jack.


Kris

- No i to się nazywa dobre zabójstwo - Powiedział do mnie ojciec gdy wchodziłam do domu. 
- Daj mi spokój - Miałam już dość wiecznego zabijania, wypełniania poleceń i ukrywania się. Nie chciałam. Nie chciałam tego robić.- Ido pokoju - powiadomiłam go. Zatrzasnęłam sob drzwi.  mieszkaliśmy w jednych z tych odnowionych ulic Londynu.   Wyszłąm na balkon. Księżyc był w pełni. Taki idealny, taki... lśniący. 

Eleka nahmen nahmen

Ah tum ah tum eleka nahmen

Eleka nahmen nahmen

Ah tum ah tum eleka nahmen


Niech nie pali dusza
Niech nie płynie krew z ran
Niech nie cierpi
Gdy go będą bić
Niech pozwolą mu żyć
Niech zabraknie im sił by go zabić
Niech nie podda się
Przezwycięży śmierć


Eleka nahmen nahmen
Ah tum ah tum eleka nahmen
Eleka nahmen nahmen
Ah tum ah tum eleka nahmen


Kurde! Jak szła w końcu ta klątwa! Nawet nie wiem co czytam! 

Która z tych klątw
ma zadziałać żebyś żył
Nero gdzie jesteś!?
Ranny, czy już nie żywy
Czy kolejną katastrofę
Mogę dodać do mej skromnej listy?



Dobrą być nie potrafię
Karą za to będzie ich pogarda
Dobrą być nie potrafię  
TERAZ JUŻ WIEM!
Ślepy zaułek!
Zawiodła mnie dobra droga
DOBRĄ BYĆ....
NIE POTRAFIĘ!
Nessa Salve! Non perdidit

Fiyero Fiyero!!




Jedno pytanie prześladuje mnie i boli

Zbyt wiele, zbyt wiele by wspominać o tym:

Czy na prawdę szukałam dobra

Czy tylko uwagi?

Czy tylko tym są dobre uczynki

Gdy spojrzeć na nie chłodnym okiem?

Jeśli tylko tym są dobre uczynki

Więc może to jest powodem




Myślami sięgam wstecz
I dziś już sama nie wiem
czy chciała dobra być
Dla innych
czy dla siebie
Czego nie zrobię
Jestem w tym już coraz gorsza
ZMIENIA SIĘ W KRZYWDĘ!
Wszystko to czego próbuję
WIEM!




Żaden dobry uczynek nie uniknie kary
Wszystkie dobre odruchy powinny zostać odepchnięte
Żaden dobry uczynek nie uniknie kary
Prawda, chciałam dobrze -
Więc, zobacz co moje chcenie dobrze uczyniło:
No dobrze, wystarczy - niech tak będzie
Niech tak będzie, więc;
Niech cały świat będzie zgodny
I nazwie mnie posłańcem zła
I WIEDŹMĄ!
Skoro nie nie może mi się udać
uratowanie Ciebie Nero
Obiecuję

nie uczynię  już nic dobrego
Dobroć ta
Krzywdzi Świat

I MNIE! - Zaśpiewałam. 
- Kay, coś się stało - Zapytała mnie siostra. Jak zwykle niewinna. Taka okropnie niewinna. Odwróciłam się w jej stronę.

- Nic się nie stało -Powiedziałam suchym tonem - tylko odkryłam, że moje życie to ciemna, pusta czarna dziura! Nic tylko zabijam i uciekam! Nic lepszego mnie nie czeka! - Wykrzyknęłam. Wyciągnęła swój pamiętnik i zaczęła w nim coś pisać. Drżała - Po co ty to piszesz? I tak nie masz o czym pisać! - Krzyknęłam. Ojciec pojawił się w drzwiach. Wiedział że to jedna z moich kolejnych awantur o byle co. Ale ja tak nie uważałam. To on był przyczyną tych awantur, tych wrzasków. To że nie miałąm przez niego normalnego dzieciństwa, tylko stałam za nim, ze sztyletem w ręce, czekając, aż wyda rozkaz. Jedyne co mogłam robić, to je wykonywać. Nic nie czując, nawet lekkiego żalu, tylko wielką chęć wbicia ten sztylet w krtań ojca. Ale tego nie zrobiłam. Byłam na tyle głupia, że tego nie zrobiłam. Zawsze byłam ta zła. Teraz, gdy próbowałam to zmienić, gdy poznałam kogoś, kto jako jedyny widział dla mnie nadzieję, zawiodłam. 
- Kalayni radzę ci uspokoić - powiedział ociec. 
- Nie! Nie uspokoję się! Kazałeś mi zostawić Nero! Samego! Na pastwę tych bestii! - Krzyknęłam. Żyję już ponad pięćset lat. Wiem, trochę dużo, ale jako nieśmiertelna, córka Anioła i Demona Ciemności, zostałą na mnie przelana ta nieśmiertelność, choć tego nie chciałam, ponieważ gdy spotkam kogoś kogo polubię, kto mnie zrozumie, on się zestarzeje, i umrze.. A ja co? Nie można mnie zabić, nawet drasnąć, a śmierć naturalna, nawet nie wchodzi w grę. Co innego Nero. On może i jest Nefilimem, jak ja, ale niższym rangą. Jego Ojciec, owszem był jednym z najpotężniejszych demonów które kiedykolwiek istniały, ale jego Matka, była aniołem, a tak konkretniej, anielskim markizem. Czyli nie na tyle potężnym, by być nieśmiertelnym. Mój ojciec należy do najpotężniejszych Demonów świata, Matka do szlachetnie urodzonych aniołów o wielkich umiejętnościach. Wiadomo więc chyba, że to na mnie wszystko przelali, a nie na moją siostrę, która nigdy w życiu nie czuła broni w dłoni. Ona nie jest moją siostrą. Została znaleziona pod drzwiami, i się nad nią zlitowaliśmy. Tylko tyle. To cała historia.
- Nie przejmuj się nim! On nie jest tak potężny ja my! - Krzyczał.
- Skąd wiesz? Może jeszcze po prostu nie pokazał co potrafi? Jak wielka moc  w nim drzemie! - Krzyknęłam na niego, aż Akaaly się przewróciła. Wiedziałam od dawna, miałam dość potężny i donośny głos, minusy bycia córką demona i anioła, nie wiadomo co tak naprawdę czujesz wewnątrz. Czy wielki strach, czy smutek czy raczej gniew i chęć mordu. Po chwili w drzwiach pojawił się Nero. Krwawiła mu głowa. - O Stwórco! Nero! - Krzyknęłam. Podbiegłam  do niego. Ledwo stał.
- Kris... nic mi nie jest.....
- Kay... Dlaczego on mówi do ciebie "Kris"? - Zapytała Akaaly.
- Bo może - Powiedziałam i pomagając Nero usiąść na łóżko otarłam mu ranę. Krwawiła. Okropnie krwawiła.  - CO jest? Co ci zrobili? Trzeba wezwać lekarza? A może wiedźmę? Poczekaj! Znam zaklęcie które może zadziałać - Z moich ust popłynął potok słów.
- Ale nic mi nie jest - Zapewniał. - Nic mnie nie boli.
- Zalety bycia Nefilimem - Powiedziałam - Albo kumplowania się ze mną - Powiedziałam pod nosem.
- Że co? CO? - uniósł się.
- No jest możliwość że tak minimalnie.. ale tak tylko troszeczkę... osłabiłam ich - Powiedziałam.
- CO? Znów odprawiałaś te swoje egzorcyzmy? Rzucałaś klątwy? Jak możesz to robić? - Powiedział. Był zdenerwowany. A kto by nie był? Podeszłam do niego. Położyłam mu głowę na ramieniu -Nie wierzysz we mnie - Powiedział takim tonem, którego nigdy nie słyszałam.
- Wierzę - Powiedziałam. - Ale jesteś moim jedynym przyjacielem, nie chcę cię stracić - Kątem oka widziałam jak Akaaly karze Ojcu wyjść z mojego pokoju i zamyka za nim drzwi. 
- A ja miałem nadzieję że kimś więcej - Powiedział pod nosem, ale i tak to słyszałam.
- Nero, wiesz że mi na tobie zależy, ale wiesz chyba też, że jestem z Dexterem - Powiedziałam.
- A czy go kochasz? - Spojrzał mi w oczy. - Czy chodzisz z nim tylko dlatego, bo ojciec ci kazał, bo on jest ode mnie silniejszy? - Zapytał. Miał rację. Nie kochałam Dextera, ale ojciec kazał mi z nim być, ze względu na to, że Dante się wyrzekł tego, kim był jego ojciec, a gdyby nawet się nie wyrzekł, to ojciec pewnie by mnie pchał w objęcia Dantego, który i tak nie jest mną zainteresowany. On by zrobił wszystko, byle żebym nie była z Nero. 
- Nie mogę powiedzieć - Powiedziałam cichym tonem. 
- Bo? Posłuchaj! Czekam już dość długo! Kocham cię! Zrozum, wiem że nie kochasz mojego brata! Widzę że patrzysz na niego z odrazą! 
- Zależy na którego brata, Dantego lubię - Wzruszyłam ramionami.
- Powiem ci to wprost. Odkąd zrozumiałem że czuję do ciebie coś więcej, ci to pokazuję, ale nie wiem, czy ty do mnie czujesz to samo.
- Jak to? Nie widać - Zapytałam.
- Nie! Nic a nic! Świetnie tuszujesz emocje - Powiedział. Zaśmiałam się. Podeszłam do niego. Pocałowałam go. Nigdy nie czułam że aż tego pragnę. Już wcześniej miałam kilka impulsów, żeby to zrobić, ale musiałam się pohamować.
- Taki dowód wystarczy - Zapytałam. - Przepraszam że dzisiaj nic nie mówiłam, przeżyłam szok. - Powiedziałam - Ludzie to potwory, ale największym jestem ja. -Przeczesałam swoje włosy palcami.
- Nie jesteś człowiekiem.Pamiętasz? Jesteś Nefilimem. Dlatego jesteś  taka ładna - Zaśmiał się. Uśmiechnęłam się. Nero. Prawdziwy przyjaciel. Zawsze przy mnie, poradzi, nawrzeszczy, powie do słuchu. 
- No cóż, ale przyznam, że ten dziad zasłużył na śmierć - Powiedziałam.
- Oj! Nie dobra Kris! Ty nie lubisz zabijać!Jesteś temu przeciwna, pamiętasz? Wolisz rozmawiać o uczuciach, o tęczach! 
- Jeżeli już coś wolę to ostro w ścianę przywalić , wybić okno, nowe wstawić - Powiedziałam. Zaśmiał się.-NO CZO! MISZCZ Tymów jestem - Powiedziałam a końcówki "cz" i "szcz" były specjalnie.Tak dla beki. Zaczęliśmy się śmiać. Nie wiedziałam o burzy, która właśnie nadchodzi.


Elsa

Siedziałam skulona na wielkim zamrożonym jeziorze. Nie płakałam, nie bałam się, tylko myślałam.
- Elsa? - Usłyszałam za sobą głos Jacka. Podszedł do mnie. - Elsa, co się stało? Dlaczego uciekłaś? - Pytał. Jednak nie odpowiedziałam. Milczałam. Zapanowała niestosowna cisza.
- Myślisz że będę dobrym Strażnikiem? - Zapytałam przerywając panującą ciszę.
- Pytasz się na poważnie, czy chcesz żebym cię chwalił? - Zapytał.
- Pytam się, bo chcę wiedzieć, czy będzie sens, martwić się o to, czy uda mi się zapanować nad mocą - Schowałam twarz w dłoniach. Były zimne.
- Jeżeli mam być szczery, to nie, nie będziesz dobrym strażnikiem - Powiedział obojętnie. Spojrzałam na swoje dłonie. Były pokryte szronem -  Elso... proszę. Spójrz na mnie - Nie mogłam patrzeć w te oczy. NIE PATRZ! NIE PATRZ! NIE PATRZ!!! Mówiłam sobie w myślach. Spojrzałam na niego. Jak to ja siebie słucham. Zaśmiałam się w duchu - Uważam, że będziesz świetnym Strażnikiem - Powiedział. - Ale najpierw nauczymy cię kontrolować moc. Wiesz ze jesteś potężna, trzeba teraz nauczyć cię tym władać. - Spojrzał mi w oczy - Pamiętaj, zawsze będę przy tobie. Nie masz się o co martwić. - Uśmiechnął się serdecznie.
Wtedy przed moimi oczami pojawił się straszny obraz.  
Pamiętam. Byłam bestią. I nadal nią jestem.
- Nie - Powiedziałam - Nie zapanuję nad tym. - Łzy mi napłynęły do oczu.
- Ale...- Jack chyba czuł się zakłopotany.
- Nie! Jack, nie ma żadnego "ale" nie pamiętasz? Prawie zabiłam Annę, nie chcę, by tobie stało się coś złego - Powiedziałam przez łzy które płynęły strumieniami z moich oczu.
- Ale Anna żyje - Pocieszał mnie.
- Tak! Żyje. Bo ty ją uratowałeś. Pomogłeś jej z tego wyjść - Odeszłam od niego kilka kroków - Nie rozumiesz? To silniejsze ode mnie. - Jack chwycił mnie za rękę. Natychmiast mu ją zabrałam.
- Nie! Jack. Daj mi spokój. Pozwól mi odejść. Byle dalej, żebym nie krzywdziła nikogo - Żebym nie krzywdziła ciebie, powiedziałam w duchu .
- Nie skrzywdzisz nikogo, mnie nie skrzywdzisz innych też nie. Nie jesteś bestią. Po prostu, jesteś silniejsza, niż się wydaje. Ale nad tym zapanujesz- Uspokajał.
- Nie! Jack. Proszę cię, daj mi odejść, żebym cię nie skrzywdziła - Czu ja powiedziałam to na głos? Chyba tak.
- NIE! Nie pozwolę. Nie rozumiem cię ELsa. Dlaczego nie chcesz chociaż raz, szczerze porozmawiać. Dlaczego przede mną uciekasz? Dlaczego się tego wszystkiego boisz?
- Nie rozumiesz? To mnie przerasta. Proszę cię, przestań - Ostatnia łza poleciała z moich oczu.
- Nie! Nie przestanę! Powiedz mi, dlaczego mi nie ufasz? Co ja takiego zrobiłem? Dlaczego się mnie tak bardzo boisz? - Krzyczał.
- PRZESTAŃ! - Wrzasnęłam. Zaczęliśmy walczyć. Uderzyłam w niego lodowym pociskiem, zrobił unik. 
-Elsa! Musisz z tym walczyć! Opanuj to - Krzyczał.
- Odejdź! Proszę! - Mówiłam. Trafiłam w Jacka. Ledwo się trzymał - Przepraszam - Powiedziałam. Stanęłam na wielkim jeziorze, które zaczęło się roztapiać. 
Gdy postawiłam na nim stopę, pokryło się grubą warstwą lodu. Odwróciłam się na chwile, by zobaczyć co jest z Jackiem. Zaczął się budzić. Pobiegłam szybko. Opanuję potwora, Opanuję potwora, dam sobie z tym radę, opanuję potwora. Mówiłam sama do siebie. Sama w to nie wierzyłam. 

Kris

Torba na ramię, skórzana kurtka, czarne trapery, portfel w kieszeni, śniadanie zjedzone, brak zleceń. Tak właśnie powinno wyglądać moje życie. 
- Gdzie idziesz? - Zapytał mnie ojciec.
- Na spacer, a co? Nie mogę wychodzić do świata? Mam tylko przed nim uciekać? - Zapytałam.
- Masz przy sobie broń? 
- Nie. Po co? Przecież i tak nie idę mordować. Sorry ale mam jakieś życie towarzyskie, w przeciwieństwie do ciebie - Powiedziałam przez zęby.
- Ładnie się wyrażasz do własnego ojca - Usłyszałam głos Dextera. Stał za mną. Szczerzył nieskazitelnie białe zęby, od których mnie mdliło, że aż miałam ochotę go kopnąć i z masakrować mu tą piękną buźkę. 
- Dexter - Powiedziałam z powagą. Nienawidziłam go.
- Cześć skarbie - Powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Odepchnęłam go.
- Posłuchaj, musimy pogadać - Powiedziałam - Na osobności.
- No cóż... ufam twojemu ojcu więc możesz mówić przy nim, mi to nie przeszkadza....
- DObra -Wzruszyłam ramionami - Zrywam.
- Ale co zrywasz? - Zapytał.
- No wszystko. Nasz związek, zaręczyny. To już koniec. Powód: nie kocham cię, kocham kogoś innego - Powiedziałam powoli, żeby zrozumiał. Patrzył się na mnie, jak na szaleńca.
- Kay... - U mego boku pojawiła się Akaaly - Naprawdę z nim zrywasz? Ale dlaczego? - Wypytywała.
- Już mówiłam. Kocham kogoś innego - Powiedziałam. Przytuliła mnie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! - Krzyknęła, ale chyba zobaczyła niezadowoloną minę ojca -  A można się zapytać kto to? - Powiedziała ciszej. Uśmiechnęłam się.
- Jasne. Powiem ci jak wrócę. - Wyminęłam Dextera i wyszłam. Śmiałam się sama z siebie.
 - Zrobiłam to - Mówiłam - Ja to zrobiłam - Uśmiechałam się sama do siebie - Ja naprawdę to zrobiłam!! - Krzyknęłam.   
Wtedy dostrzegłam że w górach coś się dzieje. Pobiegłam zobaczyć co. Lśniła tam niebieska moc. Tak jakby magia.... Na miejscu zastałam chłopaka. Jasnowłosego chłopaka w niebieskiej bluzie. Czy on żyje? A może jest martwy? Rozmyślałam. Ne słyszałam pulsu.
- Ok... NIe dobrze... - Wyciągnęłam ręce przed siebie. -
 Eläköön.
Hän ei voi kuolla.
Tämä ei ollut Luojan tahdon
Hänellä on kokemusta
elää - Wyrecytowałam. To jedno z nielicznych zaklęć leczących które znałam. Nagle chłopak zaczął otwierać oczy. Poczułam wielką ulgę. - Jumalan tahto - Powiedziałam.
- CO..? Kim jesteś? Gdzie jest Elsa? - Zaczął mnie wypytywać.
- Jestem Kaylani Isengard, dla przyjaciół Kris. Nie wiem nawet kim jest Elsa, a co się stało też nie wiem, po prostu zastałam cię nie przytomnego i starałam się pomóc - Powiedziałam obojętnie.
- Dzięki - Powiedział - I chyba sobie przypominam. Spojrzał w stronę jeziora. Było zamarznięte. - I chyba już wiem co z Elsą. - Stwierdził i pobiegł w stronę Gardła Artemidy. Pobiegłam za nim.
- Chwila! Kim ty jesteś? - Krzyknęłam.
- Jack Frost i teraz sorry, ale muszę iść uratować swoją jedyną miłość - Powiedział nadal biegnąc. 
- Poczekaj! - Krzyknęłam. Zatrzymał się.
- co znowu? 
- Wiem jak pomóc - Rozwinęłam skrzydła. Zawsze je chowałam. Za pomocą magii sprawiałam że znikały. - SPrawdzę czy tma jest - Wzniosłam się w powietrze. Widziałam dokładnie, jak pewna dziewczyna, w moim wieku, tworzyła lodowy pałac. Widziałam dokładnie każdy szczegół. Przyznaję, to było mocarne.
- Jest tam - Krzyknęłam do Jacka.
- Dzięki! - Odpowiedział i z pierwszym powiewem wiatru poleciał w stronę pałacu. Poleciałam na swoich skrzydłach w stronę lodowego zamku. Byłam tam szybciej niż on. Dziewczyna siedziała skulona. 
- Hej -Powiedziałam cicho.
- Kim jesteś? - Podniosła głowę.
- Jestem Kris, przyszłam ci pomóc - Powiedziałam spokojnie. 
- Zabijesz mnie? Proszę cię! Zabij mnie! Nie chcę dłużej żyć! Chcę odejść! Chcę mieć spokój! Nie krzywdzić nikogo! - Łkała.
- Nie zabiję cię, ponieważ uważam że powinnaś żyć. CHociaż mój ojciec zrobiłby to bez wahania, ja chcę ci pomóc, w czymkolwiek trzeba, ja pomogę - Powiedziałam. Postarałam się o delikatny uśmiech. Podeszłam do niej kilka kroków.
- Nie! - Natychmiast się podniosła. - Nie zbliżaj się! Nie chcę cię skrzywdzić! - Krzyknęła. Jej oczy, w jej oczach było tyle strachu. Nigdy nie widziałam aż tak zrozpaczonych oczu. 
- Nie martw się, nie skrzywdzisz. - Powiedziałąm - Jestem nieśmiertelna, żadna broń mnie nie zrani, żadna magia nie osłabi, a czas nic nie zmieni - Zaśmiałam się.
- Ale.. Jak to? - Zapytała.
- No cóż... moja matka była Aniołem dość wysoko postawionym, czyli najpotężniejszym aniołem wszechświata, ale została zabita przez mojego własnego wujka, który później chciał zabić mojego ojca, ale udało nam się uciec. A moja matka była nieśmiertelna, ale Anioła, tak potężnego, może zabić tylko równie potężny demon. Jakieś pytania?-Wzruszyłam ramionami. 
- ALe jak... jak to możliwe? 
- No cóż, moja mamusia i tatuś bardzo się kochali.... - Cisnęłam z niej bekę.
- Nie o to chodzi! Jak możesz być nieśmiertelna? Niezniszczalna? 
- No cóż... anioła może pokonać tylko potężny demon, a ja jestem Nefilimem, czyli dzieckiem anioła i demona, posiadające cechy obu ras, potrzeba tylko potężnej mocy, czytaj drugiego Nefilima, potężniejszego ode mnie, który mógłby mnie zabić.
- Elsa! Co się dzieje? Elsa!- Jack wbiegł do sali.
- Jack! Proszę odejdź!- Krzyczała Elsa.
- No właśnie Jack! Przerwałeś nam rozmowę- Powiedziałam żartobliwie, ale chyba nie złapał żartu. Złapałam za komórkę i wysłałam sms'a do Dantego i Nero. 
- Elsa! Co jest? Dlaczego płaczesz? - Wypytywał ją Jack. Chyba naprawdę ją kochał. A widać było po niej, że ona czuła do niego to samo, i nie chciała go stracić z własnej winy. Ale ona chyba nie rozumie. On został wskrzeszony przez księżyc, jest nieśmiertelny, tak samo jak ja, tylko nie posiada potężnych mocy, księżyc może dać mu tylko jedną. To znaczy, tak mówił mi ojciec, a wiem, że on lubi czasem nagiąć prawdę.
- Nie! Odejdź! Nie chcę cię skrzywdzić! - Powiedziała. Wstała i wyszła na balkon. Patrzyła na góry. A tak konkretniej na wodospad. Jakby próbowała coś w nim dostrzec.
- Piękny wodospad. - Powiedziałam.
- To nie jest tylko wodospad. To Portal do Arendelle - Powiedziała.
- Arendelle? - Zdziwiłam się. Ledwo z tamtego przeklętego miejsca wyjechaliśmy - Chyba... coś o tym wiem... - Prychnęła. 
- A kto by nie wiedział o Arendelle? - Zapytała retorycznie - To najbardziej rozbudowana stolica handlu - Uśmiechała się sama do siebie. - Nawet nie wiem, dlaczego przyszłam na ziemie! - Zaśmiała się. Ja to wiedziałam. Kiedy tylko ją zobaczyłam. 
- Ja.... chyba wiem - Powiedziałam. Spojrzała na mnie jak na szaleńca - Szukałaś tu odpowiedzi na niektóre pytania. Dlaczego ty.... Dlaczego właśnie teraz a nie wcześniej..... Dlaczego właśnie w taki sposób..... - Wymieniałam. Spojrzała się na mnie, jak na szaleńca.  - Nie. NIe jestem szaleńce, ani wiedźmą, chociaż z tym bym polemizowała, bo potężne anioły nieraz zajumją się takimi sprawami a'la wiedźmy - Uśmiechnęłam się. Spojrzałam w stronę chłopaka - A ty... - Podeszłam do niego - Radzę ci powiedzieć w końcu co do niej czujesz - Pokazałam na blondynkę, która się śmiała -bo inaczej przyjdzie Wiedźmin i ją wychędoży!- Powiedziałam. Wtedy do zamku wbiegli Nero i Dante.
- O cho..... - Zaczął Dante na widok Elsy. Ale Nero szybko walną go w ramię. 
- Dante! - Powiedział Nero. Jak zwykle z resztą gdy był w pobliżu, hamował słownictwo Dantego. Nie rozumiałam ich. Jak większości świata. Bo przez ponad pięćset lat żyłam w ukryciu, jedyne co robiłam to mordowałam. 


Elsa

Stałam na balkonie wpatrzona w portal. "OTWÓRZ SIĘ! OTWÓRZ SIĘ! OTWÓRZ SIĘ!" myślałam. 
-Chwila! - Krzyknął brunet. O ile dobrze się orientuję, miał na imię Dante - Czyli że zerwałaś z Dexterem, tak totalnie bez powodu? Tylko żeby wkopać swojemu ojcu? - Wypytywał.
- No tak - Kris wzruszyła ramionami.
- Piona! - Powiedział Dante. - Ale żeby było jasne, nie zerwałaś z nim, bo jestem taki nieziemsko boski - Prychnęłam. - Co cię tak bawi? - Zapytał. Odwróciłam się. Przyznaję, nie był brzydki, jeżeli by spojrzeć na niego, jakby patrzyła Anna, to "PRZYSTOJNE CIASTECZKO JAKIEGO ŚWIAT NIE WIDZIAŁ!" czy jakoś tak. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie jej głupawych tekstów. 
- Ok... a więc kim jesteś? - Zapytał mnie Nero o ile dobrze pamiętam.
- Nero? Tak? - Chciałam się upewnić
- Tak. Ja Nero, ten drugi....
- Przystojniejszy!- Wtrąciła Kris.
- Taaa ten przystojniejszy i głupszy to Dante - Powiedział wskazując na brata.
- Ok.. a więc mamy Nero, mądrego i w miarę przystojnego brata  i mamy Dantego, mega debila, uważającego się za bóstwo. Założę się że lubi siedzieć w różnorodnych gospodach... - Zająkałam się bo zaczęli się na mnie patrzeć - Przepraszam, przepraszam! Klubach! I Wraca do domu całkiem pijany, dobrze mówię? - Chciałam się upewnić.  Nero kiwał głową.
- COooo? Kiedy mnie widziałeś pijanego? No? No słucham? - Dante udawał cwaniaczka. 
- A więc... wczoraj - Nero specjalnie przeciągną słowo "więc"
- CO? nie byłem taki pijany! - Prychnął Dante.
- Stary! Wlazłeś do szafy i pytałeś Gdzie jest Narnia? - Chyba polubię tego całego Nero. 
- A więc chłopaki! Kto mnie przenocuje? - Przerwała temat Kris.
- Chwila, chwila! Co? Jesteś bezdomna? -  Zapytałam.
- No cóż.. już od godziny. Przeciwstawiłam  się ojcu.. a on jest despotą.. i źle znosi pyskowanie.. - Opowiedział tak jakby rozbrajała słowną bombę. 
- Oł - Powiedziałam - Normalnie to bym cię przenocowała w zamku Arendelle, ale że portal jest zamknięty... - Jąkałam się. Przytuliłam ją. Kris. CHyba to będzie moja pierwsza przyjaciółka. Ma ciemne włosy a oczy koloru soczystej zieleni.Po jej stylu, zrozumiałam że nie przepada za "grzecznymi dziewczynkami" a po tym że się przyjaźni z Dente i Nero jestem już tego całkowicie pewna. Kris nie wiedziała jak zareagować. Wtedy, poczułam kujący ból w piersi. 
- O STWÓRCO! Elsa co ci się dzieje? - Krzyknęła i przykucnęła przy mnie.
- Arendelle! Coś się dzieje z Arendelle! Coś złego! - Powiedziałam ledwo oddychając. Łzy pociekły mi z twarzy. Nie wiedziałam co robić. Jak mnie tam nie ma. 


Anna

Chodziłam po mieście. Dzień był słoneczny. Ale brakowało mi Elsy, co się z nią dzieje? Obiecałam sobie, że znajdę sposób by wróciła do Arendelle. Wtedy niebo pokryła czerwień. Chmury stały się czarne. 
- O nie.... - Powiedziałam sama do siebie. Z ciemności wylewały się demony i różnorodne potwory. Wtedy poczułam że ktoś mnie bierze za rękę.
- Nie martw się! Nic ci nie zrobię! - Spojrzałam. To był Hans. Miałam ochotę znów go walnąć w twarz, ale byłam zbyt przerażona. Wtedy dostrzegłam mroczną postać. Dobrze zbudowany mężczyzna, ubrany na czarne, z maską na twarzy. Spod maski widziałam jego oczy. Jego lśniące, czerwone oczy wpatrywały się we mnie. 
- HANS! Czekaj! Gdzieś tam jest Kristoff! - Krzyknęłam i wyrwałam swoją rękę z kleszczowego uścisku. Pobiegłam w stronę straganu Kristoffa, to znaczy jego ukochanego straganu, z marchwiami. Widziałam go. Był nieprzytomny. Hans trzymał w rękach karabin i strzelał w demony. Podbiegł do Kristoffa, przewiesił go sobie przez ramię. 
- Hans! Co ty wyprawiasz? - Zapytałam zszokowana tym co widzę. 
- Ratuję wam życie - Rzucił. Biegłam za nim. - A teraz wskakuj! - Krzyknął wskazując na tajemny tunel. Coś czuję, że Arendelle przepadło. A to sprawka tylko jednego mężczyzny. Tego mrocznego faceta. Przed wejściem ostatni raz spojrzałam w kierunku miasta. Aredelle było w ogniu. Łzy napłynęły mi do oczy. Hans popchnął mnie w kierunku przejścia po czym zamkną bramy. 

CDN 



niedziela, 28 grudnia 2014

Część 1 Epilog

Elsa uciekła. Jack tylko się jej przyglądał. Czuł, jak jego serce pokrywa się lodem.
- Co ja zrobiłem? - Zapytał sam siebie - Co ja zrobiłem? - Upadł na kolana. Walił w lód. Chciał by pękł. Chciał go zniszczyć. Ale nie mógł. Te moce to klątwa. Te moce go niszczą.
"Mój dotyk zabija - myślał - mój dotyk zamraża!". Pozwolił sobie na uronienie łzy, tylko jednej. Tylko na tyle było go stać, tylko na tyle było godne to, że Elsa źle go osądziła.

 W TYM SAMYM CZASIE...

- Szybciej Kaylayni! - Wołał wysoki mężczyzna do nastoletniej dziewczyny. Miała najprawdopodobniej dwadzieścia dwa lata.
- Tak ojcze - Powiedziała. U jej boku pojawił się chłopak. Wsadził jej coś do kieszeni i pobiegł do dwóch innych chłopaków. To byli rówieśnicy. Najprawdopodobniej chłopcy byli braćmi, ale dziewczyna nie wyglądała na ich siostrę. Była zbyt niska, a jej włosy miały kolor kruczej czerni a skóra była niesamowicie blada.
- Kris - Powiedział chłopak o niesamowicie białych włosach podbiegając do niej. To nie był Jack, to był ktoś inny. Ktoś... zwykły. Ale być może nie przeciętny jak większość świata - Nie martw się. Na ziemi na pewno wszystko się zmieni. - Poprawiał jej humor. Uśmiechnęła się pod nosem i wsadziła ręce do kieszeni.
- Nero, już nic się nie zmieni. Pogódźmy się z tym. Cały świat jest do kitu, nie warto nawet niczego zmieniać, nikogo poznawać bo wiadomo że ojciec i tak zaraz będzie chciał uciekać.
- Taa - Przytakną -Całe szczęście to nie mój ojciec - Skrzyżował ręce na karku.
- Ale cię wychowywał - Głos Kris był spokojny i opanowany. Wyjęła kawałek papieru z tuby i sprej z kieszeni.  Jeden z braci do niej podbiegł. - Tu będzie dobry portal. - Podsumowała.
- Kris, pomóc ci? - Zapytał.
- Nie dzięki Dante, sama sobie poradzę - mruknęła pod nosem. Chłopak wziął na palce trochę tajemniczej substancji i ją powąchał.
- Nie pachnie zbyt ładnie - Stwierdził - co to jest? - Przykucnął przy niej.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - Spytała.
- yep - Potwierdził.
- To nic niezwykłego. Oparte o starą Orleisjańską recepturę. Składa się z dość fajnych rzeczy a mianowicie wilczej sierści, krwi demona, sproszkowanej anielskiej skóry, suszonego nasienia wiewiórki, moczu anioła ciemności, i krwi dziewicy.... - Wymieniała.
- Nie muszę już wiedzieć - Powiedział. Stali w wielkim okręgu ze znaków starożytnych elfów. Kris wiedziała że to nie będzie przyjemna odmiana, zwłaszcza ze tutaj miała przyjaciół, znajomych, swoje życie. A teraz? Teraz musiała to wszystko zostawić, bo jej ojciec, król demonów, zniszczył jej całe życie za jednym pstryknięciem palcem.

Elsa, Jack i reszta bohaterów powróci w Części 2 "Demon nigdy nie płacze" z udziałem nowych postaci



Rozdział 6

Od Autorki

Większość się pewnie zastanawia dlaczego Elsa znów stała się taka zimna, oziębła. Wytłumaczę, żebyście nie łamali sobie głowy. Chodzi głównie o to, że ona uważa w tej chwili, że lepiej być zamkniętą w sobie, niż cierpieć i sprawiać żeby najbliżsi też cierpieli. Przez cały czas, ukrywała co czuje, ale przez Jacka już nie może tego robić i on sprawia że jej uczucia stają się silniejsze niż były wcześniej, przez co ma jeszcze większy problem z opanowaniem mocy. Niestety ona nie rozumie, że Jack skoro też ma moc, nie może mu zamrozić serca ani zrobić mu krzywdy. I na tym koniec tłumaczenia! Miłej lektury :) 

Elsa & Jack

9 lat temu......

Mała Elsa spała. To znaczy, wcale nie taka mała, miała już 12 lat. Był środek nocy. Jack nad nią czuwał. Wtedy do pokoju wbiegła mała siostrzyczka Elsy, Anna.
- Elsa! Elsa! Wstawaj! - Mówiła.
- Ania! ja chcę spać! - Mówiła Elsa. Jack zaśmiał się na ten widok. - Tobie tez radzę - Wtuliła się jeszcze bardziej w poduszkę. 
- Elsa! No weź! Ja się nudzę, a księżyc jest w pełni! 
- Co ty? Jesteś Wilkołakiem? - Zapytała ELsa przez sen.
- No co? nie wierzysz w moc księżyca? A poza tym! Musze ci coś pokazać! - Anna była podekscytowana. Elsa lekko otworzyła oczy.
Anna swoimi małymi rączkami stworzyła płomyczek który rozświetlił pewną część pomieszczenia.
- O.. Nie - Powiedział Jack sam do siebie. Elsa była na tyle śpiąca, że tego nie usłyszała. Wtedy jeszcze go widziała. 
- Aniu! Lepiej zgaś ten płomyczek! Bo rodzice się obudzą! - Elsa panikowała. Bała się, nie o to że rodzice się obudzą, ale o samą siebie. Odkąd dostała moc, nie czułą zimna ale jej podatność na ogień, znacznie się zwiększyła. 
- Ale nie martw się! Nic się nie stanie! - Zapewniała Anna. 
- Radzę ci to zgasić...... - Powiedział Jack ale Anna go nie widziała tylko dalej bawiła się mocą, robiąc małe ogniste burze. 
- Aniu! Radzę ci się uspokoić! Natychmiast -Prosiła Elsa. 
- Ale nic nam nie będzie....
- Anno! Proszę! Zostaw to w spokoju! 
- Ale Elso... - Annie zbierały się łzy do oczu - Przynajmniej spójrz.... - Podeszła do Elsy z płomieniem.
- Nie... Tak się nie robi..... - Jack się martwił o Elsę. Dziewczynka nie wiedziała co zrobić. Wziął ją na ręce i wylecieli na dwór.To był chłodny, zimowy wieczór.
- Jack! Co ty zrobiłeś! - Dziewczynka usiadła na dachu.
- Nie mogłem pozwolić jej cię skrzywdzić - Jego oczy wypełniły się żalem. Spojrzał na nią. Elsa miała raptem trzynaście lat.  - Jesteś dla mnie naprawdę ważna Elso. Nie wiem co będzie... Kiedy będę musiał odlecieć.... Odejść..... - Przytuliła go. 
- Nie martw się, potrafię o siebie zadbać - Powiedziała uśmiechając się lekko. 
- Wiem - Odwzajemnił. Nie wierzył, że ta dziewczynka, ta dwunastoletnia dziewczynka, rozumiała go. Rozumiała go, jak nikt inny na świecie, chociaż znali się już całe lata, potrafiła go zaskoczyć.
- Ale nie odchodź szybko - Dodała.
- Nie mam takiego zamiaru - zaśmiał się lekko. 

Jack

Chwila dzisiejsza....


Siedziałem na lodowym łóżku. Miałem pustkę w głowie. Gdy Elsa, gdzieś tam była, nie mogłem usiedzieć w miejscu. 
Wtedy, poczułem nagłe ukłucie w sercu. Ktoś przestał wierzyć. Ktoś o mnie zapomniał.
- Elsa - Powiedziałem usiłując wstać.
- O mój Biegunie! Jack! Co się stało?! - Powiedział Mikołaj gdy popierając się jedną ręką o ścianę i z pomocą kija, starałem się przejść te kilka pięter, żeby coś im powiedzieć.
- Ktoś... Ktoś przestał wierzyć - Powiedziałem resztkami sił - Elsa, nie wierzy...-Wtedy upadłem.  Wtedy pojawiła się ciemność. Zobaczyłem kogoś. To był..... mój ojciec. O dziwo, wciąż go pamiętałem.
- Jack, nie przestawaj wierzyć - Powiedział. Wtedy zniknął. Dokładnie tak, jak wszystko dokoła. 

Elsa

Dookoła mnie ciemność. W tej chwili nie istnieje nic, poza mną, dziennikiem i słowami umieszczonymi na kartkach. Moje pióro sunęło po kartkach, jak liść po rzece. Pisałam to co czułam. Okazało się że jest tego nie wiele. Nic tylko puste kartki. Tak samo jak w moim umyśle. Pustka. jak  w moim sercu. Jak w moich uczuciach. Zeszłam z łóżka i poprawiłam swoją czarną sukienkę. Włosy miałam spięte w kok,  sukienka była długa, ciągnąca się jeszcze po podłodze. Otworzyłam drzwi. Naprzeciw pokoju czekał Fenris strugając coś w kawałku drewna.
- Witaj - Powiedział.
- Witaj - Odeszłam. Zeszłam na dół. Tam czekała Anna. Ćwiczyła moc. Uśmiechnęła się do mnie i pomachała w moim kierunku lecz, przez przypadek machając  w moją stronę wystrzeliła ognisty pocisk. Całe szczęście zdążyłam zrobić lodowy murek, by mnie nie trafił. - No cóż Anno.. Idzie ci coraz lepiej... Jeszce kilka prób, i już po mnie - Zaśmiałam się. 
- Wiesz że to nie specjalnie - Powiedziała - Mogłabyś nie być złośliwa - Zrobiła nadąsaną minę. Nie mogłam wytrzymać. Jej nadąsana minka jest taka śmieszna. Poszłam do kuchni. Tam czekała Merill.
- Panienko - Powiedziała Dalijska Elfka z lekkim dygnięciem. 
- Merill - Uśmiechnęłam się do niej - Dlaczego wiecznie do mnie mówisz "Panienko" - Zaśmiałam się - Jestem Elsa - Chwyciłam za naczynia i zaczęłam je porządkować.
- Dziękuję Pa... - Zająknęła się - Elso -Uśmiechnęła się w moim kierunku, widziałam że czuła się z tym nieswojo. Wtedy poczułam kujący ból w piersi. Upadłam, podtrzymując się resztkami sił. - CO się dzieje Elso? - Przyjrzała mi się. Natychmiast przybiegła cała służba.
- Proszę! Trzymajcie się z daleka! - Powiedziałam. Cała podłoga zaczęła pokrywać się lodem. Cudem się utrzymałam.
- O kurde! Elsa! Nic ci nie jest? - Anna podbiegła do mnie. Starała się mnie podtrzymać. 
- Zostaw mnie w spokoju. - Wstałam i poszłam do siebie.
Fenris nadal stał przed moim pokojem. Zamknęłam drzwi. Usiadłam pod nimi i skuliłam nogi pod siebie. Zaczęłam płakać. A to co się działo dookoła mnie, było jak wybuch lodu. Płakałam przez to jeszcze bardziej. Nie wiedziałam co począć. Bałam się. Bałam się jak nigdy. Czułam że czegoś brakowało w moim życiu. Martwiłam się o to. 


Anna

Elsa odeszła. Była zimna. Zimna jak lód. Poszłam pod jej pokój. Pukałam w drzwi.
- Elso..  Ja wiem, że tam cię znajdę. Nie wiem co się z tobą dzieje, ale mam nadzieję że mi powiesz! Proszę otwórz te drzwi... -Powiedziałam błagalnie - ALbo.... - Zastanowiłam się - Albo je wypalę! WIem że tego nie lubisz! Ale nie dajesz mi wyboru! ALbo je otworzysz, albo będę zmuszona użyć siły!
- Ona nie otworzy - Usłyszałam. Za mną stał Fenris. Dłubał coś w drewnie.
- A skąd wiesz? Znasz się na kobietach? Muszę się dowiedzieć co z nią jest, bo nie wiem co ten Mrok jej zrobił....
- Zamroził jej serce i usnął jej wspomnienia o Jacku. Jakieś pytania? - NIe zwracał na mnie uwagi.
- Jak to?? To znaczy że... jej serce już jest bryłą lodu? - Zapytałam. 
- Nie. Za kilka dni, być może, w ciągu tygodnia, na pewno. - Spojrzał na mnie - Musisz znaleźć Jacka. - Stwierdził.
- Że.. że co? Ona go przecież nie cierpi! 
- To Mrok jej przestawił łepetynkę! Ja wiem co zrobić, żeby wrócić jej wspomnienia...
- Skąd? - Przerwałam mu.
- Mój "Właściciel", użyłem tego słowa bo nie wiem jak to nazwać, często to robił i podpatrzyłem jak się to robi i co nieco zapamiętałem. - Wzruszył ramionami.
- Ok! Ale po co, sprowadzać tu Jacka?
- Bo ten rytuał, tylko przywraca wspomnienia, ale nie odmrozi serca. To może zrobić tylko ktoś, kto ją szczerze kocha. A tak się zdaje, że tą osobą jest właśnie Jack. WIęc nie dyskutuj, jedź po Czkawkę i szukajcie Jackusia! No dalej! - Popchnął mnie w stronę wyjścia. Wtedy Elsa otworzyła. 
- Stój! - Powiedziała. Ledwo stała na własnych nogach. Mówiła ledwo słyszalnie. Było mi jej żal. Kto by pomyślał, że Mrok, potrafi być taki okrutny, nawet dla własnej siostrzenicy. Łzy napłynęły mi do oczu, na ten widok - Chcę lecieć z tobą. - Powiedziała.
- Nie możesz! Jesteś zbyt słaba.... NIe dasz rady na zimnie.... - Próbowałam ją wykręcić. Nie chciałam żeby leciała. Chciałam żeby była bezpieczna. Tutaj. 
- Jest odporna na zimno - Chrząknął Fenris.
- Chcę lecieć z tobą. Może i wyglądam źle, ale jeżeli jest tak jak mówi Fenris, a wątpię by miał rację, ale warto spróbować, kiedyś, zanim poddałam się temu całemu rytuałowi, to kochałam Jacka i to chyba do przesady, ale jeżeli to prawda.... - Łza ściekła po jej twarzy. - Jadę z tobą. Postanowione. - Wyszła na balkon.
- Jej nie powstrzymasz - zaśmiał się Fenris.
- Skąd ta pewność? - Zapytałam.
- Bo ją znam. Odkąd tylko tu przybyła, pilnie ją obserwowałem. 
To zdanie zabrzmiało dziwnie. Ale nie dziwnie, jak zazwyczaj, tylko dziwnie dziwnie. 

Czkawka

Elsa nagle do mnie przyszła. 
- Czkawka - Powiedziała. Było słaba. Ledwo stała.  Podbiegłem do niej by ją podtrzymać.
- Co tutaj robisz? - Zapytałem.
- Musimy znaleźć Jacka - Odpowiedziała za nią Anna.
- Elsa powinna zostać w domu. Widzicie w jakim ona jest stanie? A tak w ogóle co z nią jest? CO się jej stało? 
- Mrok się jej stał - Powiedział ktoś zza moich pleców. STał tam zając wielkanocny.
Spojrzał Elsie w oczy. - Kiedy to się stało? - Zapytał ją.
- Nie wiem.. Ja.. ja nie wiem... - Oczy Elsy wypełniły się łzami. Żal było patrzeć. - Wiesz gdzie jest Jack? - Zapytała nagle.
- WIem gdzie jest. Ale nie jestem pewien, jak tam możesz dotrzeć. - Powiedział. 
- A gdzie jest? - Zapytała Anna.
- Na Ziemi, a nie wiem jak stąd dotrzeć do Arendelle, teleportujące jajka mi się skończyły i zostały tylko te przenoszące do domu. przykro mi. - Powiedział z żalem a uszy mu oklapły. 
Elsa wtedy upadła. Zaczęła jęczeć. Trzymała rękę tam, gdzie biło jej serce.
- Elsa! Co jest? - Przykucnąłem przy niej.
- Ni.... nic mi nie jest - Ledwo oddychała.
- Mrok zamraża jej serce. Ona.. umiera.. umiera wewnątrz.... - Powiedział Fenris który nagle pojawił się za mną. Skąd go znam? A więc Elsa mi o nim opowiadała, dość sporo i po prostu, skojarzyłem. Wtedy znów spojrzałem na Elsę. Pukiel jej i tak jasnych włosów stał się śnieżnobiały. 
- Czyli że... -Anna zaczęła.
- Czyli że zostało mało czasu. - Powiedział Fenris i wziął Elsę na ręce. Ona ledwo co żyła. Martwiłem się o nią. 

Jack

Obudziłem się. Leżałem w swoim pokoju. Mikołaj stał nade mną, a Wróżka Zębowa latała w kółko.
- Co się stało do.... - Zacząłem rozmasowywać czoło. Spojrzeli na mnie.
- Jack, wszystko w porządku?   - Zapytał Mikołaj.
- Tak.. to znaczy... chyba tak.... - Powiedziałem. 
- CO się stało? - Wróżka od razu się domyśliła.
- Widziałem mojego ojca. Mówił żebym się nie poddawał. Sądzę że chodzi tutaj o Elsę. - Wzruszyłem ramionami. 
- Zaraz... Elsa przecież nie wierzy.... chyba że.... - Wróżka chyba zaczęła coś kminić. - No jasne! To oczywiste! 
- CO? Co jest oczywiste? - Niecierpliwiłem się.
- A więc, Elsie coś się dzieje i ty to odczuwasz. To pewien rodzaj więzi, między jedną osobą  a drugą, ale jest możliwa tylko wśród istot magicznych, to znaczy.... no takich jak my! No wiesz... my czerpiemy siłę z wiary w nas, ale jak ty to możesz odczuwać.... chyba że..... No jasne! To jest możliwe, gdy jedną osobę z drugą łączy pewna więź! To znaczy że ty ją... - Przełknęła ślinę - Ty ją...
- TAK! Wiem, wiem! Ja ją kocham! I to mnie mega wnerwia! - Krzyknąłem. Wróżka cofnęła się trochę. To był właśnie mój cel, żeby wszyscy w tej chwili dali mi spokój, potrzebowałem spokoju, i potrzebowałem Elsy. - Jeszcze dzisiaj ją wyciągnę z tego... z tego koszmaru! - Powiedziałem po czym wyszedłem. 


Elsa

Ledwo trzymałam się o własnych siłach. Czkawka i Fenris starali się mi pomóc ale im nie pozwalałam. Mogłam ich skrzywdzić. Wtedy usłyszałam głos Mroka.
- Oj, proszę, proszę.... Kogo ja tu widzę? - Powiedział.
- Mrok! Radzę ci zdjąć czar! Jak możesz być tak okrutny? - Krzyczała Anna. Usłyszałam cichy śmiech Fenrisa. Wyjął miecz.
- Takie sprawy załatwia się inaczej - Powiedział po czym zaczął szarżować na Mroka. 
- Koszmary, zabierzcie stąd Elsę, resztę zabić! Albo może raczej : Buuu - Powiedział. Wystrzelił we wszystkich czarną energią i ich osłabił. Nie mogli stać, nie mogli się ruszyć.

- Mrok - Powiedziałam starając się wstać. - Dlaczego zamroziłeś mi serce? 
- Nie pamiętasz? Sama tego chciałaś. - Powiedział pewny siebie - Sama mnie o to prosiłaś. Więc masz co chciałaś. 
- Chciałam stracić wspomnienia o Jacku! Nie żebyś zamroził mi serc....
- Oj nie. Nie nie nie! Powiedziałaś "Nie chcę już cierpieć" więc skoro zamroziłem ci serce, nie masz już jak odczuwać - Jego głos był taki obojętny. Taki nienaturalnie obojętny - Ale jeżeli chcesz... - Strzelił we mnie czarnym promieniem - To cierp! - Powiedział. 


- Nie zawsze byłeś zły! Nie pamiętasz Asha? - Zapytałam.
- Asha już dawno nie ma! Zapomnij o nim! - Krzyknął a pocisk ciemności sprawił że upadłam.
- Nie pamiętasz Valerii? - Powiedziałam podpierając się ręką - Nie pamiętasz jej? Nie pamiętasz jak ją kochałeś? Uratowałeś ją. Byłeś bohaterem! Co się stało z tym chłopakiem, który zrobiłby wszystko żeby być kochanym? - Wypytywałam.
- Zginął z pojawieniem się mnie - Głos Mrocznego Pana był wyprany z emocji.
- Nie! To nie prawda! Ja wierzę że on wciąż tam jest! Ale bardzo głęboko! Proszę cię Mrok! Pozwól mu się uwolnić! - Mówiłam. Ale na próżno.  On tylko się śmiał. Śmiał i kazał Koszmarom mnie zabrać.


Jack

- Słuchajcie! - Krzyknął Mikołaj. - Dostałem sygnał od Zająca! Mrok ich zaatakował! - Zwrócił się w moim kierunku - Elsa tam jest.
- Chwila! Ale gdzie jest? - Zapytałem.
- A więc wysłaliśmy Zająca na przeszpiegi do Mrocznego Królestwa. Sam się zgłosił, wiedział że będzie tam nie bezpiecznie. Elsa do niego poszła, Mrok ją znalazł.  Jakieś jeszcze pytania?
- Mogę lecieć z wami? - Spytałem.
- No cóż, mógłbyś, ale pewnie byś wszystkich zmiótł z powierzchni ziemi, jakbyś zobaczył Elsę w opłakanym stanie.... - Zaczął.
- Nie martw się. Postaram się opanować emocje - Powiedziałem i poszedłem do sań. Polecieliśmy. Żałowałem że nie było zająca, zawsze mogłem się z niego pośmiać. Odwróciłem się - A dla twojej wiadomości, ja tam jadę dla Elsy, i żeby ostro przywalić Mroku. To jak? Jedziemy? - Zapytałem. Wsiadłem do sań. North zaraz za mną i ruszyliśmy. Wyjąłem kulkę teleportującą i wyrzuciłem w powietrze. Wtedy to zobaczyłem. Królestwo Pana ciemności. Wszędzie była pustka i czerń. Czerń i pustka, i tak na zamianę. Lecz, wtedy pojawiła się przede mną postać. Nie wiedziałem dokładnie kto to jest. Nawet nie mogłem się jej dokładnie przyjrzeć. Nie wiedziałem nic, poza tym, że była dziewczyną. 
- Jeżeli szukacie Zająca, za mną - Powiedziała krótko po czym pobiegła. NIe kumałem jej. Była jakaś taka dziwna. Pobiegłem za nią kilkanaście metrów. Wtedy zatrzymała się, niedaleko wrót do zamku Mrocznego Pana. Podbiegła do studni - tam jest tunel prowadzący tam gdzie jest Zając. Życzę wam powodzenia - Powiedziała.
- To.. nie idziesz z nami? - Zapytała Zebuszka.
- Nie. Ja mam swoje sprawy do załatwienia. - Widziałem przez chwilę kawałek jej twarzy spod czarnego szala. - Żegnajcie - I zniknęła w ciemnościach. Wzruszyłem ramionami. Wskoczyłem do studni. Śmierdziało tam zgnilizną i starymi  skarpetami, które już zajęły się rozkładem. Wiem co pomyślicie, jak mogłem wiedzieć jak pachną skarpetki w czasie rozkładu, a więc, robię Northowi pranie, i on niezbyt dba o higienę więc, wiem. Mikołaj skoczył za mną. 
- O FUJ! Jak tu śmierdzi - Komentował niepotrzebnie.
- North, jeżeli masz zamiar wrogowi zdradzić naszą pozycję, to radzę ci krzyczeć głośniej, bo nikt cię nie usłyszy - Powiedziałem sarkastycznie.
Zębuszka się zaśmiała. Piaskowy Ludek... on zazwyczaj nie gada, więc tym razem też się nie odezwał. 

Elsa


Mrok. Jak zwykle nie ugięty. Nawet jak mu starałam się przypomnieć o Ashu, o Valeri, o całym jego poprzednim życiu.... nie udało się. Wtedy.. wtedy sobie przypomniałam Jacka. Wiem, to żałosne, ale z chwilą gdy go zobaczyła, cały strach znikną, i wróciły mi siły. Serce już nie zamarzało. Wszystko było dobrze. Dookoła mnie pojawił się okrąg lodowej mocy. Zaczęłam śpiewać.

Zostałam uwięziona 

jak przeklęty przestępca, 

Modliłam się o pomoc, 

bo nie mogłam tego znieść 

Nie skończyłam, 

To nie koniec. 

Teraz walczę w tej wojnie 

od dnia upadku 

I desperacko dźwigam 

to wszystko, 

Lecz jestem zagubiona, 

Jestem tak bardzo zagubiona. 


Och, chciałabym, 

by to był koniec, 

I chciałabym, 

abyś tu był, 

Wciąż mam jakąś nadzieję.

 
Ponieważ Twoja dusza jest w ogniu, 

Strzał w ciemności, 

W cóż celowali, 

jeśli nie trafili w Twoje serce? 


Oddycham pod wodą, 

Wszystko jest w moich rękach, 

lecz cóż mogę zrobić? 

Nie pozwolę temu się rozsypać. 

Strzał w ciemności... 


W mgnieniu oka 

Mogę widzieć przez twoje oczy 

Gdy leżę rozbudzona, 

wciąż słyszę płaczących 

I to rani, 

Tak bardzo mnie to boli.

 I zastanawiam się, 

dlaczego wciąż walczę w tym życiu, 

Bo straciłam całą 

wiarę w tym przeklętym zaciętym sporze, 

I to przykre, 

Tak bardzo przykre. 

Och, chciałabym, 

by to był koniec, 

I chciałabym, 

abyś tu był, 

Wciąż mam jakąś nadzieję.


 Ponieważ Twoja dusza jest w ogniu, 

Strzał w ciemności, 

W cóż celowali, 

jeśli nie trafili w Twoje serce? 

Oddycham pod wodą, 

Wszystko jest w moich rękach, 

lecz cóż mogę zrobić?

 Nie pozwolę temu się rozsypać.


 Strzał w ciemności, 


Strzał w ciemności, 




Strzał w ciemności,




 Strzał w ciemności, 




Strzał w ciemności... 



Czuję, jak gaśniesz


 Czuję, jak gaśniesz 


Czuję, jak gaśniesz 


Czuję, jak gaśniesz...


 Ponieważ Twoja dusza jest w ogniu, 

Strzał w ciemności, 

W cóż celowali, j

eśli nie trafili w Twoje serce? 

Oddycham pod wodą, 

Wszystko jest w moich rękach, 

lecz cóż mogę zrobić? 

Nie pozwolę temu się rozsypać. 

Och, twoja dusza jest w ogniu, 

Strzał w ciemności, 

W cóż celowali, jeśli nie trafili w Twoje serce? Oddycham pod wodą, 

Wszystko jest w moich rękach, 

Lecz cóż mogę zrobić?

 Nie pozwolę temu się rozsypać. 

Strzał w ciemności 




Strzał w ciemności 




Strzał w ciemności 




Strzał w ciemności! 



Strzał w ciemności... - Na koniec  zaatakowałam go odłamkami lodu. Nareszcie. Nareszcie się go nie bałam. Ale wtedy.. zaatakował mnie swoją mroczną mocą. Zemdlałam. Ostatni promień lodowej mocy trafił Annę która zadrżała i jakby... straciła kontrolę nad swoim ciałem. Jej głowa, ręce.. bezwładnie opadały na podłogę. Po chwili cała podłoga zaczęła się pokrywać szronem. To przeze mnie. To wszystko moja wina. 


Jack

Doszliśmy do kryjówki Zająca, niestety zbyt późno. Widziałem jak Elsa mdleje.
- Elsa - Powiedziałem bez tchu - NIE! - wrzasnąłem.  Zaatakowąłem Mrok. Dość agresywnie zacząłem. Walnąłem mu falą lodu prosto w twarz. Wiem, jestem straszny. Ale... widok Elsy, w takim stanie... to mnie zdenerwowało i tyle.  Debil nawet nie wiedział kiedy dostał. Zniszczyłem go. Dosłownie, zniszczyłem go. Pozostał po nim tylko czarny piach. Wtedy dostrzegłem że Elsa się budzi. 
- Jack.. - Mówi słabo.
- Jestem. Jestem z tobą kochana. Jestem tutaj - Mówiłem. Gdy była na tyle przytomna by wstać pobiegła do Anny. Uklękła przy niej. Ruda była nie przytomna.
- Anna! Anna! Wstawaj. To koniec walki. Wstań no! WSTAŃ! - Mówiła ze łzami w oczach. - Aniu? - Próbowała ją obudzić. Bezskutecznie. Przytuliłem ją. Płakała. 
- Elso... Anna chyba.... no.. masz w sobie naprawdę potężną moc.. a z tego co wiem, ona ma moc ognia, więc jest wrażliwa na zimno, bardziej niż normalni ludzie. A skoro ty ją trafiłaś mocą.. to są naprawdę małe szanse... na to że przeżyje.. - Powiedziałem. Zamknij mordę idioto! Zamknij pysk i nic jej nie mów - To chyba koniec - Powiedziałem. - Elsa zaczęła się wyrywać. Starałem się ją uspokoić. Nie udało mi się. Wyrwała się i uciekła cała we łzach. Przykucnąłem przy Annie. Nie wiem dlaczego powiedziałem Elsie, że nie ma dla Anny już szans. Ja miałem nadzieję. Wyciągnąłem przed nią ręce i się skupiłem. Myślałem tylko o tym, żeby przeżyła, by Elsa nie była samotna.  Z czasem, zacząłem się poddawać.
- Jack... - Zaczął North - Nie możesz się już męczyć. Zrozum, Anna już nie żyje.
- NIE! Ona musi żyć! Elsa się bez niej załamie! Bez niej będzie sama na świecie! - Krzyknąłem. Wtedy Anna się obudziła. Nie mogłem uwierzyć. Wstałem i pobiegłem za Elsą. 

Elsa

Anna nie żyje. Nie mogłam w to uwierzyć. Moja siostra, moja jedyna rodzina, wszystko co miałam, w jednej chwili zniknęło. Poszłam na łyżwy. To zawsze mnie uspokaja. 
- ELSA! - Krzyknął Jack gdy mnie znalazł. Szedł w moją stronę. 
- NIE! - Wrzasnęłam - Nie podchodź! Nie chcę się skrzywdzić! Zrozum! - Krzyczałam. Wtedy, lód pode mną zaczął pękać. Wpadłam. Jedyne co widziałam to ciemność. Ciemność dookoła mnie.  Byłam nieprzytomna. Nie wiedziałam co robić. Czułam jak dusza ze mnie ucieka. Jak umieram. Już nic nie czułam. Absolutnie nic. Ostatnie co słyszałam to głos Jacka. Jack wołający mnie po imieniu. Wtedy zamknęłam oczy. Przede mną pojawiła się nicość. Widziałam ją, Widziałam ja i cierpiałam. Ostatnie co z siebie wydałam to lekki jęk bólu. Mój płacz. To ostatnie co z siebie wydałam. 

Jack

Widziałem jak Elsa wpada pod lód. Zobaczenie tego, usłyszenie pękającego lodu.. powróciły wspomnienia. Pobiegłem w stronę przerębla. Wskoczyłem do wody. Całe szczęście już nie czułem zimna. Wyłowiłem ja. Była cała zimna.
- Dlaczego ona - Płakałem. - Dlaczego to właśnie Elsa. To powinienem być ja! Ona nic tu nie zawinęła -  Krzyczałem - Księżycu! Słyniesz ze swojej sprawiedliwości! Ale ja tu nie widzę nic sprawiedliwego! -Krzyczałem. Wtedy przyjrzałem się Elsie. Jej skóra stała się idealnie blada, a włosy i tak jasne stały się równie białe jak moje. Była jak ja. Elsa nareszcie była moja. Po chwili otworzyła oczy.
- Jack! Nie zbliżaj się do mnie! - Krzyknęła i wyrwała się z moich objęć.
- Ale.. o co chodzi? - Zapytałem. 
- Nie chcę cię skrzywdzić! Jack! Ja zabiłam Annę! Jestem niebezpieczna! Mogłeś mnie zostawić, żeby zjadły mnie ryby! Chciałam zginąć! Zrozum! - Krzyknęła. Poczułem jak moje serce zamarza. 
- Ale jej nie zabiłaś!- Krzyknąłem. Odwróciła się w moją stronę.
- Jak to? - Zapytała. Nie wierzyła mi.
- Uratowałem ją. Usunąłem z niej całą zimną magię. Nie musisz się obwiniać, przeżyła! - Powiedziałem.
- Sam w to nie wierzysz. - Prychnęła. 

CDN



niedziela, 7 grudnia 2014

Rozdział 5

Elsa

Mądrzy Ludzie, twierdzą że w sercu każdego kryje się szlachetna istota. Czasami łatwo jest ją dostrzec, a czasami ukryta jest głęboko, głęboko wewnątrz nas. Tyle że na początku jest się dzieckiem. Dziewczynką. Zgodnie z planami rodziców poczętą z miłości i wychowane na dobrego, szlachetnego człowieka. Ale są też inne dzieci. Które poczęto w mroku najciemniejszych zaklęć, te które w łonie matki były karmione złością i nienawiścią. To nie są szlachetne istoty tylko bestie żądne krwi. Gardzą wszystkimi w okół, tak bardzo jak świat gardzi nimi. Ne dlatego że mają taką zachciankę.... Nie! po prostu gdy szukały wsparcia, ludzie pokazywali im tylko wrogość, okrucieństwo i podłość. Tego właśnie nauczyło ich życie. Nie znają niczego innego. Tylko tego nauczyło życie które ich nienawidzi, tylko tego nauczył ich los który nimi gardzi. 
Są tacy jak wszystko co ich otacza.
Na dobre
Złe
i na najgorsze.
Skąd o tym wiem? jestem najprawdopodobniej jedną z nich. Tylko walczę z tą ciemnością która jest wewnątrz i tą bestią która chce się uwolnić.
Ubolewałam nad swoim życiem. Płakałam. Bałam się. Bałam się o to czy Mrok dotrzyma obietnicy i nie skrzywdzi Jacka. 
Drzwi skrzypnęły.
- mam nadzieję że dobrze cię traktowano - Powiedział Mrok wchodząc do środka. 
- Zostaw mnie w spokoju - Warknęłam. Postąpił kilka kroków w moim kierunku - nie rozumiesz? Chcę być sama! - Krzyknęłam.
- Elso..... -Zaśmiał się - Zrozum nikt nie chce być sam.... Anna czeka na dole.... - Wyszedł.
- Czekaj! - Krzyknęłam. Otworzył drzwi na chwilę.
- To Anna też tu jest? - Zapytałam.
- Tak i czuje się nieźle, zwłaszcza że dowiedziała się o czymś co było przed nią ukryte przez tyle lat.... - Wydawał się zadowolony.
- Ona wie że mam moc już od roku! - Powiedziałam.
- Ale tu nie chodzi o ciebie. Niedługo wyjawię jej wszystko. Wszystko! 
- Nie wiem o czym ty mówisz!- Krzyknęłam.
- No cóż... Pamiętasz jak dostała mocą w głowę hmm? A trolle? Urocze stworzenia! Powiedzieli że....
- Usuną z niej całą magię... -Dokończyłam za niego. - To znaczy że...
- Dopiero się domyśliłaś? Co ty? myślałaś ze jesteś jakimś felernym egzemplarzem? że zostałaś podmieniona po narodzinach?  Nie! A co? Mamusia wam nic nie wyjawiła? - Byłam przerażona. Co ten wariat wygadywał. - Wasza kochana mamusia, to była - zaśmiał się - to była moja siostra -I wyszedł. 
Położyłam się. Próbowałam sobie przypomnieć momenty dzieciństwa. Spojrzałam pod łóżko. Były tam wszystkie rzeczy z mojego dzieciństwa. Ale skąd on je miał? Skąd wiedział gdzie je trzymali? Ja ich szukałam przez kilkanaście lat i nic a nic nie znalazłam! Było wszystko! Albumy, zdjęcia, obrazki!   WSZYSTKO! 
- Zaraz, to... Jack? - Spojrzałam na jeden obrazek. Przyjrzałam się bliżej. Widniał na nim wysoki chłopiec o bardzo jasnych włosach, wyglądał jak Jack.
Wtedy wszystko wróciło. 

Elsa & Jack

Mała Elsa siedziała przy oknie wpatrując się w śnieg i przyciskając swój mały nosek do szyby. 


- O! Spadająca gwiazdka! - Krzyknęła gdy zobaczyła gwiazdę prująca przez nocne niebo. - Co by sobie zażyczyć.... Co sobie życzyć... WIEM! Chciałabym żeby zima była przez caaały rok! Proszę cię gwiazdko, proszę! - Wymarzyła.
Wtedy zawiał wiatr. Chłodny powiew muskał jej twarz jak najdelikatniejszy jedwab.
- Czy ktoś mówił coś o zimie? -Usłyszała głos. Odwróciła się. Nikogo nie widziała.
- Kto tam jest? - Zapytała z przerażeniem w głosie.
- Jam jest! Jack Mróz! Nie wiesz? - Usłyszała.
- Ale gdzie ty jesteś?! - Zapytała po raz kolejny.
- Tu! - Rzucił w nią śnieżką. Odwróciła się po raz kolejny. Zobaczyła go. Jack Mróz był wysokim, przystojnym chłopakiem o niesamowicie jasnych włosach, białych prawie jak śnieg.
- Ty... To ty jesteś Jack Mróz! -Elsa była podekscytowana.
- No tak....... - Przeczesał włosy palcami.
- Ten co z książki.....? - Wyciągnęła książkę z baśniami.
- Eeeeee Nie. Tam Jack Mróz jest paskudnym i wrednym trollem który był...... strasznym idiotą! - Lekko się przejął.
- A ty nie jesteś? - Elsa była zmieszana.
- Dzięki! Bardzo podniosłaś mnie na duchu! - Jack się zaśmiał.
- Skoro jesteś Jack Mróz to udowodnij! - Powiedziała odkładając książkę na półkę. Jack rzucił minę mówiącą " WTF?!" - Zrób śnieg!
- Ale po co? Na dworze jest go pełno! - Jack wskazał okno.
- Bo jestem księżniczką i..... - Zamyśliła się - i... cię o to proszę.
- Tak lepiej - Jack uśmiechnął się i swoim zagiętym kijem dotknął sufitu. W pokoju zaczął padać śnieg. Mała Elsa wskoczyła na łóżko.
- Więcej! Więcej! - Skakała po łóżku. Jack zrobił zaspę i po chwili zaczęli rzucać w siebie śnieżkami. Podbiegła do niego i przytuliła go.
- Kocham cię Jack - Powiedziała. Jack nie wiedział co zrobić. Uściskał ją.
- Ja ciebie też maleńka. - Powiedział i uśmiechnął się. Podszedł do okna.
- Jack! - Zawołała za nim. Odwrócił się - Jeszcze wrócisz? Prawda?
- Nie ma mowy żebym cię znów nie odwiedził. - Wyszedł przez okno. Elsa spojrzała z podziwem na to jak unosił się na wietrze.


* - Jack.... - trzynastoletnia Elsa usiadła przy nim na łóżku.
- tak maleńka? - Zapytał.
- Po pierwsze, Nie mów do mnie maleńka! Mam już trzynaście lat, a po drugie, nudzę się - jęknęła i położyła się na łóżku.
- Doobra, to... co chcesz robić? - Zapytał. Sam miał pustkę w głowie chociaż miał już ponad 300 lat więc to on powinien cokolwiek wiedzieć.
- Może.... wojnę na śnieżki? - Zaproponowała.
- W środku wiosny - Zaczął klaskać - Gratuluję geniuszu - powiedział sarkastycznie.
- To może zrobimy zimę w sali balowej? - Na jej twarzy nagle pojawił się entuzjazm.
- Podoba mi się ten plan. - Powiedział Jack i pobiegli do sali balowej. Znali się już 6 lat ale ona wciąż go zaskakiwała.
- Wyżej! Wyżej! - Krzyczała Elsa. Jack nie nadążał z robieniem zasp. Ona skakała z górki na górkę.
- Elsa stój! ELsa! - Wołał. Els ago nei słuchała. Gdy skoczyła myśląc ze zdąży zrobić kolejną zaspę on nie dał rady. Wyciągną rękę w jej stronę. Trafił w nią Mocą. Upadła. Podbiegł do niej.
- Elsa! Nie! Nie! Boże! Co ja zrobiłem! - Jego głos był pełen rozpaczy.
- Jack - powiedziała ELsa słabo - zimno....
- Wiem! Wiem maleńka! Poczekaj! Zaraz ci coś przyniosę! Poczekaj....
- Nie o to chodzi Jack... Ja nie..... Nie czuję zimna..... - Powiedziała. W jej oczach pojawiła się rozpacz.
Wstała. Wtedy cała sala balowa pokryła się lodem. Bałwan którego razem zbudowali rozsypał się. Zaczęła płakać.
- Ciii - Przytulił ja do siebie Jack - Nie martw się.... Już.... już spokojnie..... wszystko będzie dobrze...... - Spojrzał jej w oczy - Posłuchaj. Nauczę cię jak nad tym panować - Uśmiechnął się. Chociaż cały był zimny, jego oczu zawsze pozostawały ciepłe.
- Naprawdę? - Elsa otarła łzy.
- Tak. Nie masz się czego bać! Damy radę, tak? - Zapytał na co Elsa tylko skinęła głową i go mocno przytuliła.*
- I teraz robimy..... tak - Jack pokazywał Elsie owalne ruchy które miała wykonać by zrobić kulę śniegu. Doskonale to powtórzyła i później wyrzuciła magiczną śnieżkę w górę, a ta rozprysłą się na miliardy małych kryształków. Jack ja przytulił mocno i unieśli się w górę.


- Widzisz! Mówiłem ci! Dałaś radę! Od początku wiedziałem!! - Powiedział uśmiechając cię do niej szeroko.
- Teraz jestem taka jak ty! - Krzyknęła radośnie.
- Tak Malutka, taka jak ja - uśmiechnął się.
- Muszę to powiedzieć mamie! - Elsa radosna pobiegła do pokoju swojej mamy.
*
- DOŚĆ Elsa! Dość! - Powiedziała królowa do córeczki.
- Ale mamo to prawda! Wyczarowałam lód w sali balowej! Chodź zobaczyć - Powiedziała błagalnym tonem.
- Elso - Kobieta spojrzała w wielkie oczka córki, które w tym momencie wypełnione były łzami. Z łagodniała - Kochanie... Wiesz że masz bujną wyobraźnię, ale masz już trzynaście lat... zrozum żaden Jack Mróz nie istnieje...... - Powiedziała patrząc córce prosto w oczy.
- Ale on istnieje! Ja go widzę! Naprawdę
- Elso Dość! Te książki i opowiastki napełniają ci głowę bzdurami! Nie ma, nie będzie i nigdy nie było żadnego Jacka Mroza! - Oczy królowej były zimne. Elsa z płaczem pobiegła do pokoju.
Jeszcze tego samego dnia królowa ze swoim mężem weszli bez pukania do pokoju córki.
Zaczęli zrywać jej obrazki ze ścian. Do tej pory śmiali się widząc na ścianach maleńkiej Elsy malunki wysokiego, młodego chłopaka trzymającego w dłoni stary, oszroniony powyginany kij. Teraz jednak, uważali to za niebezpieczeństwo. Że ich dziecko, napełnione baśniami staje się niezrównoważone psychiczne.
Zaczęli zrywać jej obrazki ze ścian i mebli.
- Hej! Co robicie! - Krzyczała Elsa ze łzami w oczach.
- To dla twojego dobra córeczko! - Powiedział ojciec. Spakował do skrzyń wszystko co miało związek z Jackiem. Książki, malunki.... wszystko. W jej pokoju pozostała pustka.
- Jack! Oni cię nie widzą! Zrób coś! - Powiedziała ze łzami w oczach ELsa.
- Niestety nie mogę....- Spuścił głowę - Oni są dorośli, nie mogę nic zrobić..... Oni.... po prostu nie wierzą...... - W jego głosie było tyle żal.
- Nie chcę już tej mocy! Dlaczego mi ją dałeś?! Zabierz ją! - Krzyknęła na niego.
- Ale Elsa.... To nie było specjalnie.... ty był wypadek! - Tłumaczył.
- Sam mówiłeś że chcesz spotkać kogoś takiego jak ty! To twoja wina! To wszystko twoja wina!
- Ale Elsa! Zrozum ! To nie było specjalnie!
- Odejdź! Jack! Odejdź! - Rozkazała - Nie chcę cię znać! Nienawidzę cię Jacku Mrozie! - Wycedziła przez zęby. Jack czuł jak jego serce pokrywa się lodem. Te słowa sprawiły mu ból.
- Dobrze a więc..... Odejdę. Nie musisz już mnie więcej oglądać - Warknął. Wyszedł przez okno.
Ona nie wiedziała że to tak się potoczy. Ze Jack Tak zareaguje.
Królewska para postanowiła ukryć Elsę. Uznali że brak kontaktu z rówieśnikami sprawi że wróci do norm. Że brak kontaktu z bajkami, kreatywnością sprawi że znów będzie "normalna". Niestety na próżno.
- Kochanie.... - Królowa podeszła do swojego męża. - Elsa wciąż mówi coś o jakimś Jack Mrozie.... Może po prosimy kogoś no nie wiem.... żeby usunęli z niej tą głupotę....
- Masz na myśli.....- Zaczął król.
- Trolle - Rzekła z powagą. Oczy króla prawie wyskoczyły z orbit. - Zrozum! Tylko one mogą jej teraz pomóc! To szaleństwo zaszło już za daleko! - Mówiła.
- A więc dobrze...... Skoro tak twierdzisz.... - Powiedział chłodnym tonem. Nie rozumiał swojej żony. Poszedł po Elsę. Wsiedli na koń i pojechali na polanę.
- Proszę! Pomóżcie! Tu chodzi o moją córkę! - Powiedział król. Wtedy kamienie się poruszyły.
- Co się dzieje? -Jack latał na wysokości kilku metrów. Zobaczył Elsę. Schował się za drzewami. Bał się że go dostrzeże.
- A więc o co chodzi.... - Najstarszy troll podszedł do nich.
- Tu chodzi o moją córkę - Rzekła królowa i Elsa podeszła do Trolla - Ona... W kółko mówi coś o jakimś Jacku Mrozie! To niezrozumiałe! - Mówiła z paniką - Czy mógłbyś usunąć jej pamięć? Ostatnie kilka lat, bez tego całego Jacka Mroza.... Żeby..... Znów była normalna......
- Niestety nie posiadam tak potężnej mocy - Troll chwycił Elsę za rękę. Spojrzał w jej kryształowo niebieskie oczy. Była niebywale urodziwą, młodą dziewczyną. - Ale postaram się.... Proszę odejść - Poprosił króla i królową.
- A więc Elsa twój dar to Moc wrodzona czy klątwa? - Zapytał jej otwarcie. Nie wiedziała co powiedzieć. Skąd on mógł to wiedzieć?
- To.... Jack Mróz.... To on mi to zrobił...... - Powiedziała.
- Hmm postaram się coś zrobić - Dotknął jej czoła. Mamrotał coś pod nosem.
- A więc Elso kim jest Jack Mróz? - Zapytał.
- A ktoś taki istnieje? - Zapytała zdziwiona.
Jack upadł. Poczuł kujący ból w piersi. Jeszcze tej samej nocy księżyc usunął jego wspomnienia o Elsie. Nie wiedział kim ona jest, że w ogóle ją zna.



Jack

Nie rozumiałem jednej rzeczy. Dlaczego Elsa była mi tak bliska. I czemu mnie widziała. Kristoffa rozumiem, on wierzy w bajki. Ta... Nawet raz mu się objawił Święty Mikołaj. dziwny koleś, ale da się z nim pracować, nie powiem że nie.
Siedziałem na drzewie pokrywając jego korę szronem.
- Jack, co się z tobą dzieje? Ostatnio taki byłeś.... - Przyszedł Mikołaj.
- Wczoraj? - Zgadywałem.
- Nie... emm...
- Przedwczoraj?
- Nie....  chodzi o to że....
- Przed przedwczoraj? - Dalej zgadywałem.
- Weź się w końcu opanuj! Skupić się niemożna! - Krzyknął - Chodzi o to że nigdy cię takiego nie widziałem! Twoja dziewczyna została porwana przez Mroka ale to nie powód żebyś się załamywał! 
- A co jest powodem? - Mruknąłem.
- Na pewno nie to. Uratujemy ją - Postanowił Mikołaj.
- Ale jak? - jęknąłem
 - Nie wiem, ale jakoś damy radę! - Zapewnił.
- Daj spokój - Zeskoczyłem z drzewa - Mrok już wygrał - Powiedziałem stanowczo.
- I co? Nie możesz się tak poddać! 
- Ale tu nadal nie rozumiesz! to koniec! Nie damy mu rady! - Krzyknąłem - Jak mamy dać mu radę? Ja jestem załamany i osłabiony! Zębuszka ma od pewnego czasu depresje bo dzieci przestały myć zęby! A do tego Królik ma te swoje fochy i zachowuje się jak kobieta w ciąży! - Wykrzyknąłem - Nie damy mu rady.
 - A ja? A Piasek? Zrozum...
- Nie! Ty zrozum!!  Nie damy mu rady! WY robicie za dużo zamieszania! - Krzyknąłem - Ale ja sam ją uratuję. Jeżeli dalej chcesz się kłócić to idź!
- Jakby co to przyszedłem tylko po to, żeby dać ci to. Znalazłem to niedawno. Uznałem że powinieneś to mieć.  - Podał mi obrazek. Był na nim chłopak, podobny do mnie, a przy nim mała dziewczynka przypominająca Elsę. Uśmiechnąłem się. I wtedy to zobaczyłem.
Mała Elsa skakała, ja przez przypadek trafiłem ją mocą i.... przeżyła. Dostała wtedy moc. To nie była moc wrodzona! To przeze mnie! To moja wina! 

Elsa 


Zeszłam na kolację. Anna siedziała przy stole. Uśmiechnęła się na mój widok. Starałam się odwzajemnić uśmiech, ale chyba wyszedł z niego grymas.
- Wujku.... - Zaczęła Anna mówić do Mroku.
- Tak Anno? - Powiedział.
- Elsa może nam coś zaśpiewać? Ma prawdziwy talent! - Mówiła z pełnym entuzjazmem.
-Nie.... Nie Anno... Wiesz że.... ja nie lubię śpiewać - Zaprzeczyłam.
- Ta jasne! Ale przez kilka ostatnich dni w kółko śpiewałaś. O czym to było? O cierpieniu? - Anna przewróciła oczami. Mrok się uśmiechnął.
- No proszę Elso... Tylko raz.... Dla młodszej siostry.... - Wiedział jak mnie przekonać. Mrok był wpływowy. 

-  Patrzę w swej szklanki 

Puste dno

I czekam aż marzenie się spełni

Niestety

marzenia spełniają się


Zbyt wolno a znikają szybko
Gdy zamykasz oczy
Widzisz ją
I myślisz że może pewnego dnia
Zrozumiesz dlaczego 
wszystko czego dotkniesz
Umiera 

Nie mogą wejść
Nie mogą zobaczyć
Bądź grzeczną dziewczynką
Którą miałaś być
Już wcześniej
Bez strachu
Bez łez
Nie możesz nic czuć 
No cóż to i tak już nic nie da

Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Potrzebujesz światła
Gdy zapada Mrok
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Tęsknisz za słońcem
Gdy zaczyna padać śnieg
Tutaj stoję
I tu zostanę
Rozumiesz że ją kochasz
Dopiero gdy odejdzie

 zawsze potrzebujesz światła,
 kiedy zapada Mrok
tęsknisz za słońcem,
 kiedy pada śnieg

dowiadujesz się, 
że ją kochasz, kiedy ona już odeszła
dowiadujesz się, że byłeś wysoko,
 
gdy upadasz
gdy znienawidzisz drogę,
 
zaczynasz tęsknić za domem
dowiadujesz się, że ją kochasz, 
kiedy już odejdzie
 
I żałujesz 
że pozwoliłeś jej odejść.

Patrzysz na sufit
Gdy spowija go ciemność

Uczucie pustki w Twoim sercu
ponieważ miłość przychodzi powoli, Lecz 
odchodzi szybko
Widzisz ją gdy zasypiasz
Ale nigdy nie dotykasz jej nie możesz jej
 zatrzymać
ponieważ kochałeś ją zbyt mocno 
zanurkowałeś zbyt głęboko

Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Potrzebujesz światła
Gdy zapada Mrok
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Tęsknisz za słońcem
Gdy zaczyna padać śnieg
Tutaj stojęI tu zostanę
Rozumiesz że ją kochasz
Dopiero gdy odejdzie

Moja nadzieja płonie
A marzenia są na sprzedaż
Tańczę na cienkiej linii
Nie chcę nikogo zawieść
Idę strumieniem pod prąd
Daleko od tego w co wierzę
Biegnę w kierunku końca
Starając się nie poddawać
By móc dotknąć księżyc

Zagubiona w ciemności
Nie wiem już gdzie stoję
Lecz Wciąż tu jestem 
wykrzykując twoje imię
Próbując przetrwać
 
nienawidzę już świata moich snów
Kiedy moje serce jest zimne tracę zmysły

Tracę kontrolę nad samą sobą
Muszę zapomnieć

Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Potrzebujesz światła
Gdy zapada Mrok
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Tęsknisz za słońcem
Gdy zaczyna padać śnieg
Tutaj stoję
I tu zostanę
Rozumiesz że ją kochasz
Dopiero gdy odejdzie
Chciałam uratować to, 
co już dawno zniknęło
Myślą, że jestem dziwakiem, 
który nic nie pojmuje
Nadzieja z umysłem
 
bawi się w złośliwą grę
Gdyż myślałam,

 że miłość potrafiła nas łączyć
Nie potrafię uratować tego, 
co już zniknęło
Ona już tu nie powróci
Bo już cię przy mnie niema

Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść

Potrzebujesz światła
Gdy zapada Mrok
Pozwól temu odejść
Pozwól temu odejść
Tęsknisz za słońcem
Gdy zaczyna padać śnieg
Tutaj stoję
I tu zostanę
Rozumiesz że ją kochasz
Dopiero gdy odejdzie "


 

- Elsa! - Anna powiedziała bezgłośnie. Nie rozumiałam o co jej chodzi. Sama mi kazała a teraz narzekała. Wskazała w kierunku drzwi. Pojawił się w nich wysoki, wytatuowany chłopak w czarnej zbroi. Jego demoniczne oczy były skupione na mnie. Podszedł do Mroku.
- Witaj Fenris - Powiedział Mrok.
- Witaj. - Powiedział. Dostrzegłam wtedy że jego tatuaże są jakieś dziwne, jakby magiczne. - Sprawdziłem najbliższe lasy krainy, nigdzie ani śladu Jacka Frosta -Powiedział głosem wypranym z uczuć.
- Widzisz Elso? - Mrok zwrócił się do mnie - Twój ukochany Jack Frost nie pędzi ci na ratunek! Jest się czym martwić, nieprawdaż?
- Zostaw mnie w spokoju - Powiedziałam. Odsunęłam się i odeszłam od stołu. - A jeżeli pozwolisz pójdę do swojego pokoju - Mrok skinął głową.Pobiegłam po schodach i położyłam się na łóżku. Wtulałam twarz w kołdrę łkając w poduszkę. Wszystko dookoła mnie zaczęło pokrywać się szronem. 
- O Stwórco! - Usłyszałam. W drzwiach stał Fenris. - Co ty tu.... to znaczy.... jak ty to....
- Normalnie! I radzę ci iść! -Rozkazałam -Chcę być sama! - Krzyknęłam. nadal stał wpatrując się we mnie.- Nie zrozumiałeś? Idź sobie! Chcę być sama! Zrozum to w końcu! - Syknęłam w jego stronę.
- Jak sobie panienka życzy - skinął i odszedł. Nie protestował. Położyłam się. Wyobraziłam sobie Jacka. Spojrzałam na niego. Uśmiechał się pod nosem lekko.

Jeśli nie możesz mówić

To nie odważysz się wrócić

Czemu nadal chcesz się kryć

To nigdy cię już nie znajdę

Miłość zła

I wciąż nie wiem

dokąd gnać

Wróć i obejmij mnie ten ostatni raz


Mów jeśli możesz

Powiedz co czujesz

Powiedz 

Kto sprawia 

że możesz latać


Jeśli nie chcesz słuchać

Nawet jeśli będę mówić

Jeśli możesz spójrz na mnie

Może poprzez spojrzenie

Poczujemy więź

Miłość ta

Nie wie kogo wybiera

Pragnę cię przytulić jeszcze jeden raz


Mów jeśli możesz

Wykrzycz co czujesz

Powiedz mi Kto sprawia 

że możesz latać


Mów jeśli możesz

Wykrzycz co czujesz

Powiedz mi Kto sprawia 

że możesz latać


Chodź przytul mnie


Bo chcę się obudzić i to zrozumieć!


Mów jeśli możesz

Krzycz gdy się boisz

Powiedz mi Kto sprawia że możesz latać

Mów jeśli możesz

Wykrzycz co czujesz

Powiedz mi 

Kto sprawia że możesz latać

Kogo naprawdę kochasz


 - A ty nadal wzdychasz do Frosta - Zabrał  mi obrazek.

- Nie! Stój! To moje!- Krzyczałam.
- Nie chcę ci niczego zabierać! Tylko nie chcę żebyś cierpiała! - Powiedział i wyrzucił obrazek do ognia. Poczułam wielki żal i nienawiść. Lodem przyszpiliłam go do ściany. Widziałam przerażenie w jego oczach.
- Elso... Proszę - Powiedział. Ledwo mógł.
- Dobrze, ale w zamian spełnisz jedną moją prośbę - Powiedziałam.
- Nie wypuszczę cię. Nie mogę. To był warunek Anny - Powiedział.
- Nie chcę stąd uciekać. Wtedy będziesz mógł złamać obietnicę - Uspokoiłam się a lodowe kolce schowały się - Ale kiedy będę wiedziała o co prosić radzę ci,  dotrzymać słowa, bo inaczej odejdę, a Anna razem ze mną - Warknęłam.
- Własnego wujka byś zostawiła...... - Zaczął
- Nie jesteś moim wujkiem! Wszystko mi się przypomniało! To nie jest wrodzona moc! To Jack mi ją dał! -Powiedziałam.
- Jack - Zaczął się śmiać - Jack co najwyżej mógł ją obudzić! Aktywować! Ty tego nie rozumiesz - Zaczął się denerwować.
- Radzę ci odejść - Usłyszałam. Za nim pojawił się Fenris. - Ta młoda dama chce samotności - Powiedział. Mrok miał zamiar coś zaczęć krzyczeć ale wyszedł warcząc pod nosem coś co było niezrozumiałe.- Przepraszam cię za niego - wskazał w stronę Mroka - Normalnie zachowuje się - zająknął się - normalnie...- przeczesał włosy palcami - Normalnie zachowuje się tak samo - uśmiechnął się słabo. 
- Ta.... Zauważyłam. - Mruknęłam. Fenris wyszedł. To chyba będzie jedyna pozytywnie nastawiona co do mnie osoba w Zamku.- Czekaj - Powiedziałam gdy już zamykał drzwi. Stanął.
- Tak? - Zapytał przez ramię.
- Dlaczego mu tak zależy żebym tu została i żebym nienawidziła Jacka? Dlaczego? - Zaśmiał się.
- Ty nie wiesz? - Zamknął drzwi. Skinęłam głową. - Chyba nie znasz tej długiej historii - Uśmiechnął się pod nosem. - Mrok kiedyś był mniej więcej taki jak ty, albo jak Anna i na pewno jak Jack. Ale to się zmieniło. A to było tak...

* Młody chłopak szedł lasem. Nie wiedział kim jest i co ma robić. Jego włosy były rozwiewane przez wiatr. Ash, miał na imię Ash. jego włosy, czarne, niczym noc a skóra biała jak śnieg. Biegł. Biegł by spotkać ją. Tą jedną jedyną, która akceptowała go takim jaki był.

- Valeria! - Krzyknął na jej widok, Dziewczyna bawiła się ogniem. - Odwróciła się i uśmiechnęła, zapominając o gałęzi niedaleko niej która zajęła się ogniem. Po chwili cała gałąź zaczęła płonąć - Nie! - Krzyknął. Podbiegł do niej i pchnął w stronę przeciwną do strony ognia. Zaczął go ogarniać gęsty i ciemny dym. Tracił oddech. To był już koniec. Przed jego oczyma pojawiła się ciemność. Jego włosy i tak ciemne, stały się czystą esencją mroku a skóra zazwyczaj idealnie blada, stała się szara jak popiół. Już nie było Ash'a. Niestety. Jego serce zostało zastąpione przez serce ciemności a dusza zamieniona w popiół. To był już koniec. Skoro światło go zabiło, teraz chciał z nim walczyć.  Musiał z nim walczyć. 

- Teraz już rozumiesz?- Zapytał mnie Fenris. Widać było że miał głęboko gdzieś to co odpowiem. Mogę odpowiedzieć równie dobrze "Mówi się pomarańcz czy pomarańcza?" i tak by pewnie nie zareagował.
- Tak właściwie to... Nadal nie wiem dlaczego mu tak zależy na tym żebym nienawidziła Jacka - Uśmiechnęłam się słabo.
- A więc chodzi o to że Jack radzi sobie lepiej niż on. A ty... Jackowi na tobie podobno zależy. I on chce zgnębić Jacka i to dość konkretnie - Uśmiechnął się pod nosem - Ale to się mu chyba nie uda. Za bardzo ci na Jacku zależy, prędzej już ty będziesz cierpieć - Zaśmiał się - No.. jack może cierpieć, ale daleko stąd. A  Mrok na pewno zrozumie jaką dziurę ma jego chytry plan - Otworzył drzwi - Dobranoc. - Wyszedł. Zostałam sama. Sama ze sobą, z moimi myślami. Moje oczy, puste, jak dwa rozbite okna. Nie rozumiałam już nic. Czy Fenris odpowiedział mi na pytanie, czy może sprawił że jest ich jest ich jeszcze więcej. Tego nie mogłam zrozumieć. Położyłam. się. Wtedy przypomniała mi się Legenda. Legenda o Bohaterze. A tak dokładniej o SMoczym Dziecięciu. Mówiono jej też, że ostatnie Smocze Dziecię, zniknęło gdzieś za horyzontem. Miało wrócić, gdy na świat spadnie ciemność. 

- Bohater, bohater nasz serce ma wojownikaPowiadam, powiadam ja wam, Smocze Dziecię nadchodziMoc głosu starożytna Nordów dusze przenikaWierzajcie, wierzajcie, Smocze Dziecię nadchodziKoniec nastał zła, wróg nasz przegrywaBiada wam, biada, oto Smocze Dziecię nadchodziAlbowiem mrok minął, a legenda wciąż żywaPoznacie, poznacie wnet, że Smocze Dziecię nadchodzi
Aaach...
Smocze Dziecię! Smocze Dziecię!Ręcząc honorem swymprzysięgło złu samo stawiać czoła,wrogowie źli pierzchają w mig,gdy słyszą twój triumfalny krzyk.Smocze Dziecię, błogosławićchciej nam!

Dovahkiin! Dovahkiin! Naal ok zin los vahriin wah dein vokul mahfaeraak ahst vaal, ahrk fin norok paal graan Fod nust hon zindro zaan. Dovahkiin, fah hin kogaan mu draal.- Nadal nie rozumiem, skąd znałam ten tekst. Nie słyszałam tej pieśni już ponad dziesięć lat. A tych ostatnich słów nie rozumiałam, nic a nic. Obejrzałam się.
- no! Elsa! Przypomniała ci się stara rodzinna legenda? - Zapytała Anna w przejściu. 
- A kto mówił że ją zapomniałam? - Mój ton był cichy, prawie nie słyszalny.
- Heh - Zaśmiała się - No racja. Ale skąd znasz ten teks? te słowa... Widać, że czujesz tą piosenkę - Uśmiechnęła się - jak ja, pewną inną piosenkę - Odpowiedziała.
- Doprawdy? - Uśmiechnęłam się.
- taa Ale później ci ją zaśpiewam - Machnęła do mnie ręką - Mrok nas woła na dół. Chodź!

Jack 

Nadal myślałem, nad tym jak wyciągnąć Elsę z łapsk Mroku. Nie miałem planu, nie miałem nic. Wiedziałem tylko to, że na pewno długo bez niej nie wytrzymam. 
- Co ty taki nerwowy? - Zapytał Mikołaj.
- Ja? Ja nerwowy? Ciebie chyba powaliło! - Zaprzeczałem. Prawda, byłem zdenerwowany. 
Mikołaj tylko kiwał głową. - Sorry! ALe ja przynajmniej mam jakieś sprawy a nie tylko cały czas wymyślam sposoby jak przekupić dzieci - Warknąłem. - Ja muszę ją uratować. I zrobię to jeszcze tej nocy. Pobiegłem. Usiadłem na brzegu rzeki. Maczałem kij w wodzie, przy czym ta, zamarzała.

- Śnieg skrzy się 

jasno pośród w świetle 

księżyca

Nie dostrzegłem żadnego śladu stopy

Królestwo Izolacji

A królem jestem ja


Uczucia walczą we mnie

jak na zewnątrz wiatr

Chciałem go powstrzymać

Ale nie wiem jak


Nie wpuszczaj ich

Nie pozwól im ujrzeć

Bądź grzecznym chłopakiem, 

którym musiałaś być

Ukrywaj, nie przeżywaj

Niech się nie dowiedzą.

Cóż, teraz już wiedzą


Wolnym być

Wolnym być

Muszę to uwolnić dziś

wolnym być

Wolnym być

Odwróć się i zatrzaśnij drzwi

Tutaj stoję i Tu zostanę

Niech burza szaleje

I tak nikt mnie teraz nie widzi


To zabawne jak odległość

Sprawia, że wszystko tak maleje

Ten strach już mnie nie kontroluje

I odzyskałem głos

Pokażę dziś

Na co mnie stać

By przekroczyć granice

I je przełamać

Nie ma"dobrze",Ani "źle"

Żadnych zasad dla mnie

Jestem wolny!


Wolnym być

Wolnym być

Jestem jednością z niebem i wiatrem

Wolnym być

Wolnym być

Już nigdy nie zobaczycie jak płaczę

Tu jestem i tu zostanę

Niech burza szaleje


Moja moc miesza w powietrzu i na ziemi

Moja dusza wiruje wszędzie wokół w lodowych odłamkach

Moja jedna myśl krystalizuje się na kształt lodowatego podmuchu


Nigdy już nie wrócę

Przeszłość jest przeszłością


Wolnym być

Wolnym być

A ja powstanę niby pierwszy brzask

Wolnym być

Wolnym być

Idealny chłopak zniknął 

Oto stoję tutaj w świetle dnia

Niech burza szaleje

I tak nikt mnie teraz nie widzi - Zaśpiewałem. I tak jakoś nagle,  cały stres, cała złość, odeszły. 

Usłyszałem śmiech Mikołaja.
- Zakochałeś się - Powiedział. 
- radzę ci zostawić mnie w spokoju - Mój ton był chłodny. Nawet ja to zauważyłem.
- Nie - Zaśmiał się. - Jackuś się zakochał! Jackuś się zakochał! - Podśpiewywał. Miałem go dość.
- Mam dla ciebie pewną informację... - Zacząłem - Wiem gdzie trzymasz ciastka i dla twojej wiadomości, każde, dokładnie oblizałem - Powiedziałem i uśmiechnąłem się pod nosem.
- Powiedział Jack a jego ton aż ociekał sarkazmem - Zaczął mnie parodiować.
- Nienawidzę gdy to robisz - Powiedziałem.
- Warknął Jack gniewnie do Mikołaja.
- Wiesz do czego jestem zdolny - Stwierdziłem. Jego oczy nadal się śmiały. Wycelowałem  w niego laską i trafiłem jednym z pocisków. Ale on nadal się śmiał. Pewnie nawet nie wiedział z czego. 

Elsa

-Wujku - Powiedziałam w przejściu - Dlaczego nas zawołałeś? - Zapytałam.
- Anna chce ci coś pokazać - Rzekł a Anna stanęła na środku pokoju. Pstryknęła palcami. Na jej rękach pojawił się płomień który później, z pomocą jednej ręki zwiększyła. Jej oczy się śmiał, a ja, ja miałam ochotę płakać.  Zakryłam usta ręką. Nie ukrywałam zdziwienia. Podeszłą do mnie.
- Proszę cię! Trzymaj się z dala ode mnie gdy używasz mocy. - Odsunęłam się - Boję się. - Powiedziałam pod nosem.
- Ale nie martw się Elso! Ja nad tym zupełnie panuję - Zapewniała, przy czym machała rękami. Iskra zapaliła książki, które natychmiast zajęły się ogniem. - No prawie. - Zgasiła płomień - Ale nie ma się co martwić ja.... ja to wszystko opanuję. - Obiecywała.
- Sama w to nie wierzysz - Powiedziałam oschle.
- Ty też nie panujesz nad swoją mocą! - Krzyknęła. Spojrzałam na swoje ręce. To prawda. Nie panowałam. 
-Ty nie rozumiesz? Ja się boję!- Powiedziałam. Łzy napłynęły mi do oczu.  Weszłam na jeden stopień schodów. 
- Elsa! Nie rozumiesz? Ja nie chcę tak żyć! Nie miałam mocy, było źle, a teraz jak ją mam ty nie chcesz mnie znać! Proszę cię! - Słyszałam żal w jej głosie. 
- Więc daj mi odejść - Warknęłam. 
- To wina Jacka! - Krzyknęła za mną. 
- Jack nic to nie zawinił - Powiedziałam.
- Ależ tak! Odkąd go znasz tylko w kółko ten Jack! To przez niego uciekłaś! To przez niego.... - Słyszałam jak głośno wdycha powietrze - Może to on dał ci moc - Zaczęła o tym myśleć.
 - Nie! To nie on, a poza tym, to co powiedziałaś, nie ma żadnego sensu - Powiedziałam chłodnym tonem. Przegryzłam wargę.
- Ależ ma! - Zaczęła naciskać - Gdy nagle jak byłaś mała zaczęłaś gadać o tym całym Jacku Mrozie, wtedy... to właśnie wtedy zaczęłaś czarować! To właśnie wtedy! - Była podekscytowana.
- Nie! to nie było wtedy - Powiedziałam. - I radzę ci dać sobie spokój. 
- Ale Elsa! Zrozum! To nawet ma sens! - Nie zważała na moją prośbę.
- Anna dosyć - Powiedziałam ostro.
- Ale to na pewno on to wszystko zrobił! To on dał ci moc. Zrozum to w końcu - Naciskała.
- Powiedziałam DOSYĆ! - Wrzasnęłam przy czym zrobiłam ręką lodowy mur. 
Przeraziłam się. Dalej nie kontrolowałam mocy. Pobiegłam do pokoju. Położyłam się na łóżku, wycierając łzy o poduszkę. 

Czy chcesz, czy chcesz

Pod drzewem ukryć się? - Usłyszałam głos Anny. Stała w drzwiach i śpiewała starą piosenkę. Pokazała ręce. Zgasiła płomień - Gdzie zawisł ten

Który zabił trzechDziwnie już tutaj bywało,Nie dziwniej więc by się stałoGdybyśmy spotkali się o północy

-Usiadła przy mnie i głaskała mnie po głowie, przytulając do siebie. -Pod wisielców drzewem 

Czy chcesz, czy chceszPod drzewem ukryć się?Gdzie martwy mężczyzna wzywa
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się?
Gdzie kazałem ci biec
By oboje nas wybawić
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się?
Załóż naszyjnik z nadziei
I już mnie nie zostawisz
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się?
Gdzie kazałem ci biec
By oboje nas wybawić
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się?
Gdzie zawisł ten
Który zabił trzech
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem
Czy chcesz, czy chcesz
Pod drzewem ukryć się?
Gdzie martwy mężczyzna wzywa
By miłość swą odprawić
Dziwnie już tutaj bywało,
Nie dziwniej więc by się stało
Gdybyśmy spotkali się o północy
Pod wisielców drzewem - Łkałam. Kołdra pokrywała się szronem a zaraz po niej podłoga. 

By miłość swą odprawić

Dziwnie już tutaj bywało,

Nie dziwniej więc by się stało

Gdybyśmy spotkali się o północy

Pod wisielców drzewem

- Elso... Ale zrozum, Jack na pewno maczał w tym palce - Wskazała na szron.
- A ty znowu o tym! Zrozum, to nie jego wina! - Wstałam. Dookoła mnie powstał lodowy wir. 

 - NIE zaprzeczaj! Przecież dobrze wiesz! To jego wina! - Naciskała.
- Wcale nie! Ty nic nie wiesz! Zrozum, że to nie jego wina! - Zaczęłam krzyczeć, burza gęstniała. 

- Nie zaprzeczysz prawdzie! - Szła w moją stronę.
- Odejdź! - Krzyknęłam - Zostaw mnie w spokoju! 
- Nie! Nie zostawię cię! Trzeba coś wyjaśnić! Musimy porozmawiać, zrozum to wreszcie! - Krzyczała, ale ledwo ją słyszałam przez zamieć. 
- Zostaw mnie w spokoju! - Wrzasnęłam. Burza ucichła a z mojego serca wydobyły się odłamki lodu. Anna nagle zamilkła - NIE udowodnisz mi nic, zrozum. Ja w to nie wierzę, To moc wrodzona. A teraz zostaw mnie w spokoju - Powiedziałam i podeszłam do okna - Odejdź - Powiedziałam tonem tak zimnym, że sama w to nie wierzyłam. 
- Ale Elsa -Próbowała mnie namówić.
- Odejdź - Rozkazałam - Zanim stracę kontrolę - Usłyszałam jak drzwi się zatrzaskują. Znów byłam sama, i było mi z tym dobrze, Zsunęłam się na podłogę, i zaczęłam płakać. Oskarżała Jacka, to tak jakby oskarżała mnie. Nie mogłam w to uwierzyć. Do mojego pokoju wszedł Fenris.
- Fenris Mogę mieć prośbę? - Zapytałam przez łzy.
- O ile nie będę musiał założyć kiecki i tańczyć na stole kankana, to jasne - Oparł się o ścianę.
- Zawołaj Mrok. Muszę z nim pogadać -Widziałam na jego twarzy zmieszanie żalu ze śmiechem, ale wyszedł i zawołał Mrok.


Czkawka

Szedłem sobie polaną.
- Ciekawe co jest z Elsą... - Zacząłem rozmyślać - Co nie Szczerbek? - Szczebatek tylko wystawił język. - Fajnie wiedzieć - Mruknąłem pod nosem. Nie mogłem znaleźć Elsy. Nie wiedziałem co zrobić. Usiadłem na kamieniu. Starałem się myśleć. 
- Elsa? - Zapytałem. Zobaczyłem zamek i ją w oknie. Chyba mnie nie dostrzegła. 
- Szczerbatek. Pora kogoś odwiedzić - Wsiadłem na Szczerbatka i poleciałem w stronę mrocznego, czarnego zamku. Wylądowaliśmy na balkonie.
- Czkawka? - Zapytała Elsa.
- no.... No tak... - Elsa była jakaś inna. Nie cieszyła się na mój widok. 
- Radzę ci odejść! - Powiedziała.
- Co.. Ale... Dlaczego?  CO się stało? - Nie wiedziałem o co chodzi.
- Po prostu, odejdź! Nie chcę cię skrzywdzić - Powiedziała ozięble.
- I nie skrzywdzisz - Wziąłem ją za rękę ale ona natychmiast ją zabrała.  

- Czkawka, odejdź! Najlepiej natychmiast -  Widziałem jak z jej oczu popłynęły łzy. Chciałem je otrzeć, ale ona natychmiast ukryła twarz - Odejdź, Czkawka. Odejdź - Odeszła. Jej pokój. Taki mroźny, smutny, zamrożony. Nie mogłem na to patrzeć. Jej oczy, mimo tego że była cała zimna, jej oczy pozostawały ciepłe. 
- Dobrze - Powiedziałem cicho - Ale wiedz że tu wrócę. - Podszedłem do niej i pocałowałem w policzek. Był zimny. Ale Widziałem że pojawił się lekki uśmiech na jej warzy.Wsiadłem znów na Szczerbatka i polecieliśmy. 

Elsa

- Elso, ale na pewno? - Zapytała mnie Anna gdy obwieściłam co mam zamiar zrobić. 
- Tak Anno - Skinęłam głową - ja muszę to zrobić, inaczej będę cierpiała, a Jack.... On i tak nie przyjdzie.... - Odwróciłam głowę w stronę Mroku - Kiedy, zaczniemy?
- Teraz - Powiedział. Anna nic nie mówiła. Tylko patrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi, smutnymi oczami. Fenris stał w koncie, w ciemnościach i tylko kiwał z politowaniem głową. 
Mrok położył mi ręce na głowie idealnie zasłaniając uszy. Mówił coś pod nosem, co dla mnie było tylko trochę zrozumiałe. Nagle przed moimi oczami pojawiła się ciemność.  I pustka.

Fenris

Patrzyłem jak Elsa się poddaje. Gdyby chciała, potrafiła by walczyć, ale widać nie chce. Nie chce chyba wiedzieć o tym jak Jack był jej bliski, a ja nie będę naciskał. To jest jej wybór, nie mogę nic zrobić poza przyglądaniem się temu w bezpiecznej odległości. Ale i tak jak zapomni, to wszystko jej przypomnę. Żeby Mrok trochę podręczyć, a co? 
Wtedy w jej oczach pojawiło się światło. Traciła panowanie nad swoim ciałem. Jakby umierała i narodziła się na nowo. Nie mogłem na to patrzeć, ale tym bardziej nie mogłem patrzeć na Młodą.
Ta Anna tylko się przyglądała i łkała. Nie rozumiała, to wybór Elsy, a nie jej. Trzeba tylko to ogarnąć. Normalnie po tym jak człowiek traci kontrolę to już koniec, i po rytuale, ale Mrok robił coś jeszcze. Przyglądałem się temu z zaciekawieniem. Położył jej rękę na czole i mówił coś pod nosem. Ale dobrze znałem ten rytuał. Nie mogłem uwierzyć, że ten dziad zrobi jej coś takiego. naprawdę, nie myślałem, że aż tak brak mu godności. 

Elsa

- A więc Elso, kim jest jack Frost? - Zapytał mnie Mrok.
- Jack Frost, to potwór, który niszczy wszystko na swojej drodze. - Mój głos przepełniony pogardą i nienawiścią wymówił te słowa. Nie był przepełniony pogardą do Mroku tylko do Jacka.
- A co ci zrobił? - Zapytał znów. Milczałam. - CO ci zrobił Elso? - Powtórzył. Zaczął naciskać.
- Zamroził mi serce. - Powiedziałam, ledwo słyszalnie. Żal wypełniał moją duszę. Patrzyłam na Annę. Ona patrzyła na to wszystko. Jej wielkie, puste oczy wpatrywały się we mnie a usta powiedziały bezgłośne "nie". Odeszłam. Spojrzałam przez okno. Wielka pustka. Dookoła tylko ciemność. 
- hej - Za mną pojawił się Fenris.
- Proszę cię, zostaw mnie samą. Chce trochę pomyśleć. 
- ok. Jak sobie chcesz - Poszedł. Typowy facet. Pomyślałam.  W mojej głowie pozostała pustka, co do wszystkiego związanego z Jackiem Frostem i tego że go kochałam. Zamiast tego, wiedziałam tylko, że to on zamroził mi serce i że go szczerze nienawidzę. 


CDN