Wiele z was zaznaczyło że ten blog jest nudny i żałosny w ankiecie... więc postanowiłam, go nie usuwać (chociaż zdrowo myśląca osoba by tak zrobiła) ale coś zmienić. Zmieniłam nazwę, teksturę, szablon i czcionkę (wiele narzekało że rozdziały są nieprzejrzyste. A MACIE NOWĄ!) no i postanowiłam trochę bardziej rozbudować wątek fantasy i wojny, bo romans Jelsy musi być dla was nudny i w ogóle...Więc, będzie troszkę zmienione w opowiadaniach :) No i zmienię w trzeciej części duuużo rzeczy. Ja nie chcę i nie mam zamiaru wzorować się na popularnych i uwielbianych blogach, ale w historii Jelsy dużo się zmieni od nexta xD Szykujcie się na mordor :P
Powstanie Mroźnych Strażników
Powstanie Mroźnych Strażników Potrzebujesz światła Gdy zapada ciemność
Muzyka
niedziela, 25 stycznia 2015
Część 2 Rozdział 3 "Rytuał Dołączenia"
Jack
Do Sfery Snów wbiegłem w samą porę. Elsa akurat składała przysięgę. Wróżki Zębowe położyły jej na głowę kwiatowy wianek.
- Ymmm... przepraszam że kwiatowy... nie wiedziałam że będziesz.... władała lodem..... - Powiedziała Zębuszka. Elsa się uśmiechnęła.
- No no! Strażniczka....... czego? - Zapytał dość głośno.
- Strażniczka nadziei - Kris powiedziała pod nosem. Stała niedaleko mnie. - Już wyzdrowiałeś? Wszystko dobrze? - Zwróciła się do mnie.
- Taak.... - Kłamałem. Nadal bolało mnie w piersi.
- Oj! Jack! - Elsa do mnie podbiegła -Przepraszam za to co ci zrobiłam! Spanikowałam. To się już więcej nie powtórzy! Obiecuję! - Powiedziała.
- No cóż.... lubię dostawać od ciebie lanie.... - Zająknąłem się - A poza tym, mógłbym cierpieć dla ciebie wiecznie - Powiedziałem dużo, DUUUUŻO ciszej.
- Aha... to.... fajnie - Przytuliła mnie. Moje serce się topi, kolna załamują. NIE PUSZCZAJ MNIE! NIE PUSZCZAJ MNIE! Odsunęła mnie. - Przepraszam za moje zachowanie... chodzi o to że... bardzo mi cię brakowało. Cieszę się że znów jest jak dawniej - Uśmiechnęła się. Poczułem czyjąś rękę na ramieniu.
- O co chodzi? - Zapytałem.
- O co chodzi? O co chodz? - Powtarzał za mną z pretensją - Chodzi o to, że znów się zakochujesz - Powiedział.
- Ja się w niej nie zakochuje! - Wrzasnąłem. North tylko kiwał głową.
Kris
Ten dziwny brodacz zabrał Jacka od Elsy. Podeszła do mnie.
- Czy ty... miałaś kiedyś problemy sercowe? - Zapytała mnie.
- Ja? niee - Zaprzeczyłam.
- Bo chodzi o to że.... Już nie wiem... co czuję do Jacka. Czy jest to dla mnie tylko przyjaźń, czy może...
- Nie wiesz, czy go kochasz? - Moje pytanie było bezpośrednie.
- Co? Nie! - Widziałam w jej oczach panikę -Taak -Jęknęła z cierpieniem. - CO mam zrobić? Bo wiesz.... podoba mi się Dante, jestem z nim bezpieczna, a Jack.... jest w nim coś... coś co mnie przyciąga. Wiesz o co chodzi? - Nawet nie wiesz jak... Pomyślałam. Spojrzałam na Nero rozmawiającego z Zającem. Uśmiechnęłam się.
- Tak. Wiem o co ci chodzi - Powiedziałam. - To miłość. To ona łączy ludzi, nawet gdy jest trudna.
- Czyli że chcesz powiedzieć że ja... kocham Jacka? - Zapiszczała
- Tak. Jego oczy cię hipnotyzują, i nawet nie masz pojęcia, jak i gdzie jesteś. Cały twój świat zaczyna być ciepły, taki... pełen barw... bezpieczny.. Gdy przy nim jesteś, możesz się oderwać od przykrej rzeczywistości - Wzruszyłam ramionami.
- Skąd tyle o tym wiesz? - Zdziwiło mnie to pytanie.
- Bo - Prychnęłam - Chyba własnie tak się teraz czuję. - Zaśmiałam się pod nosem.
- Ale potrafimy znaleźć czas na miłość, co nie? Jesteśmy w środku wojny z ciemnością, a do tego ty się pokłóciłaś z ojcem, który chyba jest strasznym idiotą...... - Zaczęła nawijać.
- NIe był zły - sama sobie zaprzeczyłam - po prostu był tak przejęty zniknięciem matki, że nie zauważył no cóż..... kiedy dorosłam. Kiedy przestałam być tą małą dziewczynką.... Co prawda, wychowywał mnie z dala od świata, odizolował mnie od rówieśników... ale... rozumiem to. - Wzruszyłam ramionami- On po prostu chciał odzyskać matkę. Nie dziwię mu się. Naprawdę j kochał ale.... No cóż, ona zginęła bo robiła to co ja robię teraz.
- Czyli że co? Zakochała się w Nero? - Zaśmiała się.
- Czyli już wiesz o kogo mi chodziło z tym zakochaniem?
- Trudno się nie domyślić - Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Wtedy, zawiał wiatr. Światła zgasły. W Sferze Snów pojawił się mój ojciec. Zając zaczął go atakować.
- Przyszedłem po córkę - Powiedział.
- Zaraz... po córkę? - Zapytał Zając.
- Nie mam zamiaru nigdzie wracać! Nie będziesz mi już narzucał swojej woli! - Wrzasnęłam.
- Po co się drzesz? - Wzruszył ramionami - Zrozum. Jeżeli stracisz nad tym kontrolę, zamienisz się w potwora. Takiego, jak Mrok - Jego głos brzmiał tak swobodnie.
- Mrok? Ash? Ale jak..... - Elsa zaczęła się denerwować.
- To ja go zmieniłem.
- ZNISZCZYŁEŚ CZŁOWIEKA! - Krzyknęła Elsa.
- Człowieka, może zniszczyłem, ale nie pozwoliłem mu umrzeć. Ash, uratował ukochaną, stał się bohaterem, a Mrok? On był moim Strażnikiem - Rozłożył ręce w geście bezradności - Mroczny Strażnik nie może mieć ludzkich odruchów. - Zobaczyłam jak Dante złowrogo patrzy na mojego ojca. Z obrzydzeniem. Sama nie kryję, zazdroszczę mu, że stoi za moim ojcem, a nie przed nim. Bo może wtedy nawet kopnąć go w tyłek, a on nie zauważy.
- A ty? Nie jesteś Mrocznym Strażnikiem, i też ich nie masz - Dante podszedł do niego pewnym krokiem.
- Bo po co mi? - Ojciec się odwrócił w kierunku Dantego.
- A po to, Varienie, żeby być zrównoważonym psychicznie - Dante jak zwykle, na luzie, mając wszystko głęboko gdzieś, wyraził swoje zdanie.
- Eris kuoleme miene! - Krzyknęłam.
- Sorry, Kris, ale tym swoim staroelfickim jazgotem mnie nie przestraszysz. - Wzruszył ramionami.
- Kaylayni, idziesz ze mną - Powiedział.
- Nigdzie nie idę - Mój głos był poważny.
- Chyba nie wyraziłem się jasno - Uśmiechnął się - Idziesz ze mną, albo zabiję wszystkich znajdujących się w tym pomieszczeniu - Zamknęłam oczy. Zacisnęłam ręce w pięści. Spojrzałam na niego. Spojrzałam na Nero. Jego pierś unosiła się i opadała. Spojrzał na mnie, tym nieporadnym spojrzeniem.
- Uciekajcie -Powiedziałam cicho. - Uciekajcie, ja go zatrzymam - Powiedziałam. Nie przyjmowałam sprzeciwu. Nero i Dante, przypilnowali żeby Anna i Elsa bezpiecznie dotarły do wyjścia. Zaczął śpiewać. Wiedział że tego nienawidzę.
- Czyż nie zbudowałem domu? Czyż nie?
- Ale potrafimy znaleźć czas na miłość, co nie? Jesteśmy w środku wojny z ciemnością, a do tego ty się pokłóciłaś z ojcem, który chyba jest strasznym idiotą...... - Zaczęła nawijać.
- NIe był zły - sama sobie zaprzeczyłam - po prostu był tak przejęty zniknięciem matki, że nie zauważył no cóż..... kiedy dorosłam. Kiedy przestałam być tą małą dziewczynką.... Co prawda, wychowywał mnie z dala od świata, odizolował mnie od rówieśników... ale... rozumiem to. - Wzruszyłam ramionami- On po prostu chciał odzyskać matkę. Nie dziwię mu się. Naprawdę j kochał ale.... No cóż, ona zginęła bo robiła to co ja robię teraz.
- Czyli że co? Zakochała się w Nero? - Zaśmiała się.
- Czyli już wiesz o kogo mi chodziło z tym zakochaniem?
- Trudno się nie domyślić - Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Wtedy, zawiał wiatr. Światła zgasły. W Sferze Snów pojawił się mój ojciec. Zając zaczął go atakować.
- Przyszedłem po córkę - Powiedział.
- Zaraz... po córkę? - Zapytał Zając.
- Nie mam zamiaru nigdzie wracać! Nie będziesz mi już narzucał swojej woli! - Wrzasnęłam.
- Po co się drzesz? - Wzruszył ramionami - Zrozum. Jeżeli stracisz nad tym kontrolę, zamienisz się w potwora. Takiego, jak Mrok - Jego głos brzmiał tak swobodnie.
- Mrok? Ash? Ale jak..... - Elsa zaczęła się denerwować.
- ZNISZCZYŁEŚ CZŁOWIEKA! - Krzyknęła Elsa.
- Człowieka, może zniszczyłem, ale nie pozwoliłem mu umrzeć. Ash, uratował ukochaną, stał się bohaterem, a Mrok? On był moim Strażnikiem - Rozłożył ręce w geście bezradności - Mroczny Strażnik nie może mieć ludzkich odruchów. - Zobaczyłam jak Dante złowrogo patrzy na mojego ojca. Z obrzydzeniem. Sama nie kryję, zazdroszczę mu, że stoi za moim ojcem, a nie przed nim. Bo może wtedy nawet kopnąć go w tyłek, a on nie zauważy.
- Bo po co mi? - Ojciec się odwrócił w kierunku Dantego.
- A po to, Varienie, żeby być zrównoważonym psychicznie - Dante jak zwykle, na luzie, mając wszystko głęboko gdzieś, wyraził swoje zdanie.
- Eris kuoleme miene! - Krzyknęłam.
- Sorry, Kris, ale tym swoim staroelfickim jazgotem mnie nie przestraszysz. - Wzruszył ramionami.
- Kaylayni, idziesz ze mną - Powiedział.
- Nigdzie nie idę - Mój głos był poważny.
- Chyba nie wyraziłem się jasno - Uśmiechnął się - Idziesz ze mną, albo zabiję wszystkich znajdujących się w tym pomieszczeniu - Zamknęłam oczy. Zacisnęłam ręce w pięści. Spojrzałam na niego. Spojrzałam na Nero. Jego pierś unosiła się i opadała. Spojrzał na mnie, tym nieporadnym spojrzeniem.
- Uciekajcie -Powiedziałam cicho. - Uciekajcie, ja go zatrzymam - Powiedziałam. Nie przyjmowałam sprzeciwu. Nero i Dante, przypilnowali żeby Anna i Elsa bezpiecznie dotarły do wyjścia. Zaczął śpiewać. Wiedział że tego nienawidzę.
-Czy nie mówiłem, że masz nie wychodzić? Czyż nie?
- Mówiłeś Mówiłeś
- Czy nie mówiłem, że świat jest okrutny? Czyż nie?
-Mówiłeś Mówiłeś
- Więc powiedz mi jak to się stało? Co zrobiłem źle? Powiedz czemu? Czy możemy, po prostu, Kay, iść do domu i zapomnieć tę straszną noc?
- Czy nie mówiłeś, że jesteś inny? Czyż nie?
- Jestem
Jestem
- Powiedz, że nie jesteś nim. Powiedz to.
- Jestem
Jestem
- Więc powiedz mi jak mam się zachować, tato? Co powiedzieć, tato?
Powiedz mi czemu... Wszystko co mi kiedykolwiek mówiłeś, każde słowo
Było kłamstwem!
Czy nie mówiłeś, że będziesz mnie chronił? Czyż nie?
- Próbowałem
Próbowałem
- Czy to jest sposób,w jaki chciałeś mi pomóc? Czy jest?
- Próbowałem
Próbowałem
- Nie pomagaj mi więcej, tato
Jesteś martwy,
tato, w moich oczach
Ktoś Cię zastąpił
Tato, nienawidzę cię
Idź i zgiń!
- Czyż nie zbudowałem domu? Czyż nie?
Czy nie wychowałem jej samotnie? Czyż nie?
Teraz Nero odebrał moją Kaylay
To jego wina
Czy już straciłem córkę?
Więc pozwól ojcu zginąć!I pozwól potworowi ożyć! - Zaśpiewał.
- Ten potwór już żyje -Warknęłam - Ty nim jesteś. - Zaśmiał się. - Obiecuję ci, że kiedy tylko będę miała szansę, zrobię to, co mogłam zrobić już dawno temu. - Wyjęłam sztylet z pochwy - Wbiją ci ten sztylet prosto w oko, jeżeli w jakikolwiek sposób, skrzywdzisz moich przyjaciół, ostrzegam, zapomnę o tym że jesteś moim ojcem, i nie będę obiektywna w stosunku do ciebie! - Wycedziłam przez zęby.
- Nie zabiłabyś mnie. Zrozum. Nie jesteś na tyle potężna. Jesteś na wpół upieczonym Nefilimem - Mówił spokojnie gdy odchodziłam. Odwróciłam się i rzuciłam sztyletem mu między oczy. Podbiegłam do niego. Skoczyłam mu na głowę, wbiłam mu sztylet w oko.
- Nadal uważasz, że jestem na wpół upieczona? - Krzyknęłam. Zeskoczyłam, przykucnęłam i zrobiłam "młynek" (czyli podstawiłam mu haka, pod obie nogi gdy stał, wiem trochę dziwne) i się przewrócił.
- Ke loketse ho loantša - Powiedziałam. Ostatni raz, mu wbiłam sztylet w przed ramię i odeszłam. Wiedziałam, że Nero będzie zawiedziony. On wie, że nienawidzę zabijać. - Nie będziesz już mną rządził - Warknęłam wychodząc.
- Ty nie rozumiesz? - Powiedział - Twoje życie, twój los, są ode mnie zależne! Beze mnie NIC nie znaczysz! - Krzyknął. Odwróciłam się. Wyciągnęłam ręce i zaczęłam nią robić różne gesty. Skorzystałam z Magii Krwi.
- Nikt nie będzie władał moim losem. Czy to jasne? - Wrzasnęłam. Rzuciłam nim o ścianę. Wtedy się opanowałam. Spojrzałam na swoje dłonie. Zakrwawione. Spojrzałam na ojca. Nie przytomny. Przestraszyłam się. Demon zaczął przejmować kontrolę. Rozpruwacz, zaczął być ode mnie silniejszy. Odwróciłam się w stronę drzwi z paniką i wyszłam ze łzami w oczach. Wpadłam na Nero.
- Kris... co się stało? - Zapytał mnie.
- Nie chcesz wiedzieć. - Powiedziałam i go wyminęłam. Weszłam do najbliższego pokoju. Usiadłam na łóżku. Zerknęłam na swoje ręce. Rana szybko się goiła. Ale zbyt wolno, by ukryć to przed Nero. Przed resztą świata.Ukryłam twarz w dłoniach i pozwoliłam łzom opadać. na moje ręce, na ramę łóżka, na rękaw mojej kurtki.
- Nadal uważasz, że jestem na wpół upieczona? - Krzyknęłam. Zeskoczyłam, przykucnęłam i zrobiłam "młynek" (czyli podstawiłam mu haka, pod obie nogi gdy stał, wiem trochę dziwne) i się przewrócił.
- Ke loketse ho loantša - Powiedziałam. Ostatni raz, mu wbiłam sztylet w przed ramię i odeszłam. Wiedziałam, że Nero będzie zawiedziony. On wie, że nienawidzę zabijać. - Nie będziesz już mną rządził - Warknęłam wychodząc.
- Ty nie rozumiesz? - Powiedział - Twoje życie, twój los, są ode mnie zależne! Beze mnie NIC nie znaczysz! - Krzyknął. Odwróciłam się. Wyciągnęłam ręce i zaczęłam nią robić różne gesty. Skorzystałam z Magii Krwi.
- Nikt nie będzie władał moim losem. Czy to jasne? - Wrzasnęłam. Rzuciłam nim o ścianę. Wtedy się opanowałam. Spojrzałam na swoje dłonie. Zakrwawione. Spojrzałam na ojca. Nie przytomny. Przestraszyłam się. Demon zaczął przejmować kontrolę. Rozpruwacz, zaczął być ode mnie silniejszy. Odwróciłam się w stronę drzwi z paniką i wyszłam ze łzami w oczach. Wpadłam na Nero.
- Kris... co się stało? - Zapytał mnie.
- Nie chcesz wiedzieć. - Powiedziałam i go wyminęłam. Weszłam do najbliższego pokoju. Usiadłam na łóżku. Zerknęłam na swoje ręce. Rana szybko się goiła. Ale zbyt wolno, by ukryć to przed Nero. Przed resztą świata.Ukryłam twarz w dłoniach i pozwoliłam łzom opadać. na moje ręce, na ramę łóżka, na rękaw mojej kurtki.
Elsa
Kris została by powstrzymać swojego ojca. Bałam się o nią. Dante wziął mnie za rękę. Ciągnął mnie za sobą.
- DANTE! Co robisz?- Zapytałam.
- Ratuję ci życie! - Powiedział i ruszył dalej. Przyśpieszył kroku.
- Ale Dante! DANTE! DANTE STÓJ! - Krzyknęłam. Odwrócił się na chwilę.
- Co? - Jego głos był poważny i głęboki.
- Dlaczego znów musimy uciekać? Jakbyś tam został i jej pomógł.... jakbyście wy z Nero, tam byli i jej pomogli..... nie martwiłabym się tak! - Wykrzyczałam.
- Ale ja martwiłbym się o ciebie - Powiedział i znów ruszyliśmy. Stanęłam.
- Jack - Powiedziałam cicho - GDZIE JEST JACK! - Krzyknęłam.
- Elso, spokojnie... nie wolno ci się denerwować, wiesz o tym. Musisz zapanować nad uczuciami... - Mówił, ale nie słuchałam. Podłoga zaczęła pokrywać się grubą warstwą szronu. - Jack jest bezpieczny. Wyszedł przed przybyciem Variena. Na pewno, jest teraz w innym pomieszczeniu, a skoro Varien, wie o twojej obecności tutaj, musimy uciekać....
- NIE! Nie zostawię ich samych! - Krzyknęłam i odwróciłam się. Pobiegłam do Sfery Snów. Varien był nieprzytomny. Szłam za plamami krwi. Były świeże. Prowadziły do pokoju Jacka. Zapukałam.
- Dlaczego znów musimy uciekać? Jakbyś tam został i jej pomógł.... jakbyście wy z Nero, tam byli i jej pomogli..... nie martwiłabym się tak! - Wykrzyczałam.
- Ale ja martwiłbym się o ciebie - Powiedział i znów ruszyliśmy. Stanęłam.
- Jack - Powiedziałam cicho - GDZIE JEST JACK! - Krzyknęłam.
- Elso, spokojnie... nie wolno ci się denerwować, wiesz o tym. Musisz zapanować nad uczuciami... - Mówił, ale nie słuchałam. Podłoga zaczęła pokrywać się grubą warstwą szronu. - Jack jest bezpieczny. Wyszedł przed przybyciem Variena. Na pewno, jest teraz w innym pomieszczeniu, a skoro Varien, wie o twojej obecności tutaj, musimy uciekać....
- NIE! Nie zostawię ich samych! - Krzyknęłam i odwróciłam się. Pobiegłam do Sfery Snów. Varien był nieprzytomny. Szłam za plamami krwi. Były świeże. Prowadziły do pokoju Jacka. Zapukałam.
- Kris...
Ja wiem że ty tam jesteś!
Chcę się dowiedzieć co i jak...
Proszę cię, uspokój się,
Chcę tam z tobą być
Proszę o znak...
Chcę się dowiedzieć o co chodzi
Co się stało tam..
Wiem, nie chcesz tak dalej żyć..
Czy powiesz, mi co się działo?
- Nie chcesz wiedzieć! - Krzyknęła przez drzwi.
- Właśnie, że chcę! Kris! Jesteś moją jedyną przyjaciółką, najprawdopodobniej jedyną jaką będę miała w życiu, przez to, że nikt mnie nie widzi! Musimy pogadać! Chcę wiedzieć co się stało! Wszyscy chcemy! - Mówiłam. Starałam się ciągnąć. Usłyszałam czyjeś kroki.
- Co jest z Kris? - Zapytał Jackowym głosem.
- Nie wiem, Jack. Proszę, daj mi spokój. Chcę z nią pogadać w cztery oczy.... -Wtedy poczułam że coś trafia mnie w nogę i upadłam na ziemię.
- O STWÓRCO! - Kris wyszła z pokoju - CO JEJ ZROBIŁEŚ! CO TY JEJ DO JASNEJ CHOLERY ZROBIŁEŚ! - Krzyczała. Nie panowała nad sobą.
- Nic jej nie zrobiłem. - Powiedział swoim normalnym głosem. To był Varien. Po raz pierwszy spojrzałam na jego twarz. Misterne rysy twarzy, jakby wyrzeźbione, umięśniony,idealnie proporcjonalny. Podsumowując - był po prostu przystojny! Wstałam. Ledwo trzymając się na nogach.
- Nie skrzywdzisz nikogo... - Powiedziałam słabym tonem. Podniosłam głowę. Postąpiłam krok do przodu. Kris patrzyła na mnie, jak na coś niemożliwego. Nie mogłam pozwolić Varienowi wygrać. Nie tym razem. Nie teraz, gdy byliśmy tak blisko wygranej. Coś napełniło mnie siłą. coś niemożliwego. Nie wiedziałam co, i nie chciałam wiedzieć. Chciałam tylko oderwać mu głowę.
Kris
Elsa wstała. Nikt nigdy nie wstał, po demonicznym paraliżu, a tym bardziej, po demonicznym paraliżu mojego ojca. Nad nią pojawił się Anioł. Na jego twarzy, dostrzegłam znajome rysy. Była to piękna, szczupła, kobieca twarz. Przypominała mi kogoś, ale nie byłam pewna.
- Nie pozwolę ci już nikogo skrzywdzić - Powiedziała. Anioł poleciał w stronę ojca i uniósł go w powietrze, po czym nim rzucił o ścianę, i to dość potężnie. Elsa podeszła resztkami sił. Podniosła go do góry za szyję i spojrzała mu w oczy. - Jeżeli kiedykolwiek cię zobaczę, to ostrzegam, nie będzie litości... - Wysyczała przez żeby.Jej ręka zaczęła od spodu lśnić. Jej oczy błyszczały światłem słońca. Ojciec zaczął krzyczeć. Wtedy Elsa upadła na podłogę. Varien ciężko dysząc uciekł. Ledwo się trzymał. Podbiegłam do Elsy. Nie mogłam nic zrobić. Byłam sparaliżowana, czułam jak gaśnie.
- O CHOLERA! - Usłyszałam zza pleców głos Dantego - Co ona zrobiła?! - Krzyknął i usiadł przy Elsie. Ułożył ją sobie na rękach. - Co się stało? Kris! Powiedz mi, co się stało? - Wypytywał. Milczałam. Nie mogłam nic z siebie wydusić. - O nie... Ona nie oddycha! Nie wyczuwam pulsu! - Krzyknął z paniką w głosie. Wydałam z siebie zduszony jęk cierpienia. Zamknęłam oczy. Zaczęłam czuć coś mokrego pod powiekami. Łzy. To były łzy. Ukryłam twarz w dłonie. Łkałam.
- Nie pozwolę ci już nikogo skrzywdzić - Powiedziała. Anioł poleciał w stronę ojca i uniósł go w powietrze, po czym nim rzucił o ścianę, i to dość potężnie. Elsa podeszła resztkami sił. Podniosła go do góry za szyję i spojrzała mu w oczy. - Jeżeli kiedykolwiek cię zobaczę, to ostrzegam, nie będzie litości... - Wysyczała przez żeby.Jej ręka zaczęła od spodu lśnić. Jej oczy błyszczały światłem słońca. Ojciec zaczął krzyczeć. Wtedy Elsa upadła na podłogę. Varien ciężko dysząc uciekł. Ledwo się trzymał. Podbiegłam do Elsy. Nie mogłam nic zrobić. Byłam sparaliżowana, czułam jak gaśnie.
- O CHOLERA! - Usłyszałam zza pleców głos Dantego - Co ona zrobiła?! - Krzyknął i usiadł przy Elsie. Ułożył ją sobie na rękach. - Co się stało? Kris! Powiedz mi, co się stało? - Wypytywał. Milczałam. Nie mogłam nic z siebie wydusić. - O nie... Ona nie oddycha! Nie wyczuwam pulsu! - Krzyknął z paniką w głosie. Wydałam z siebie zduszony jęk cierpienia. Zamknęłam oczy. Zaczęłam czuć coś mokrego pod powiekami. Łzy. To były łzy. Ukryłam twarz w dłonie. Łkałam.
Elsa
Nagle, pojawiła się ciemność. Nic nie było. Nic nie czułam, nic nie widziałam. Tylko ciemność. Wtedy, pojawiła się kobieta. Miała brązowe włosy do ramion, jasną skórę i równie jasną sukienkę.
- Elsa, miło mi wreszcie cię poznać. - Powiedziała. Jej głos był bardzo przyjemny i ciepły - Chciałabym cię o coś poprosić...
- O co chodzi? - Zapytałam. Uśmiechnęła się.
- Znasz moją córkę, Kris? - Skinęłam głową. - A więc chciałabym żebyś przekazała jej wiadomość, możesz to zrobić? Jesteś moją nadzieją...
- Dobrze... Kris jest moją przyjaciółką... - Jąkałam się.
- Kris, chciałabym cię przeprosić za wszystko co zaszło, za wszystko przez co nie masz życia, na jakie zasługujesz... Ale zrozum... ja i twój ojciec byliśmy młodzi, zbuntowani. Kochaliśmy się i podjęliśmy decyzję, nie dając wyboru tobie. Teraz na twoich barkach pozostają dalsze losy rodziny. Przepraszam cię, za to, że nie byłam matką, na jaką zasługujesz. Zasługujesz na szczęście, nie pozwól by twój ojciec to zniszczył. Pamiętaj, kocham cię córeczko... - Powiedziała. Uśmiechnęła się.
- To... To wszystko?? - Zapytałam.
- Tak. Naprawdę dziękuję za to, że się zgodziłaś...
- ALE KIM TY JESTEŚ?! - Zapytałam - Skąd masz dostęp do mojej głowy? Skąd znasz moje imię..
- Jestem twoim Aniołem - Powiedziała. - Obserwowałam cię, gdy dorastałaś, także w chwilach cierpienia. Bolało mnie to, że musiałam na to patrzeć, a nie mogłam nic zrobić. W pewnym sensie ty... przypominałaś mi Kris.... Nie wiem jak.. nie wiem w jaki sposób, ale tak było i nadal tak jest. Łączy was coś nie widocznego. - I wtedy urwał mi się film.
Jack
Usłyszałem odgłosy walki.
- O NIE! Elsa! - Krzyknąłem i wybiegłem na korytarz. Niestety przybiegłem za późno. Zastałem Elsę nieprzytomną, w ramionach Dantego.
- CO SIĘ STAŁO? Co ona zrobiła?! - Słyszałem jego krzyk. Pełen cierpienia - NIE WYCZUWAM PULSU! - Upadłem. Czułem jak serce mi krwawi. Jak to? Czyli że to już koniec? kiedy ją odzyskałem... miałem ją stracić?
- JACK! - Zawołała mnie Kris - Nie chowaj się, wiem że tam jesteś! - Krzyknęła. Wstałem i podszedłem do Elsy. Starałem się zachować spokój, starałem się nie uronić ani jednej łzy.
- Elso.... - Wziąłem ją za rękę - Proszę... nie opuszczaj mnie... Nie opuszczaj... - łzy jednak poleciały. Wiem, jestem żałosnym frajerem o miękkim serduchu. To coś złego? -Elso.... - Łza pociekła po mojej twarzy i upadła na podłogę Dokładnie słyszałem gdy się rozprysła na podłodze. Miałem nadzieję, że to sen i zaraz się obudzę... Nie no! To zdanie brzmiało gejosko! Ale żeby było jasne - JESTEM HETERO! I jeszcze Homosapiens czy jakoś tak, nie wiem jak to się nazywa, ale na nasz to będzie "Człowiek rozumny" ale jestem debilem, więc mam prawo nie kumać jak się to pisze.
- To twoja wina! - Dante warknął na mnie - To przez ciebie! - Wstał, ja zaraz po nim.
-Ale co.. Jak...
- Nie udawaj idioty! - Popchnął mnie.
- Ale naprawdę nie wiem, co i jak! - Krzyknąłem.
- Elsa wróciła żeby cię znaleźć! Martwiła się o ciebie! A teraz - Wskazał na nią - Zobacz co się stało! TO TWOJA WINA! - Podniósł mnie za bluzę. - Jeżeli ona się zaraz nie obudzi, ostrzegam, że skończysz bez zębów a twoja śliczna buźka straci na wyglądzie! - Wycedził przez zęby. Jeżeli myślał że mnie przestraszy, miał rację. Prawie się zlałem, Przełknąłem głośno ślinę.
- Dante, to nie wina Jacka, tylko moja - Powiedziała spokojnie Kris - Gdybym jej otworzyła, gdyby nie stała na korytarzu... Varien by jej nie dorwał! - Schowała twarz w dłoniach - Ona... ona uznała że to ona musi to zakończyć, że to ona musi nas obronić.... - Zaczęła płakać - To moja wina! Gdybym nie walczyła z Varienem, gdybym była mu posłuszna.....
- Prawdopodobnie w tej chwili byłbym martwy, a to i tak by nastąpiło, prędzej czy później - Powiedziałem, cały czas mówiąc sobie w duchu "TO TYLKO ZŁY SEN! OBUDŹ SIĘ!", lecz to nie nastąpiło. Czułem się jak w tanim dramacie, gdzie główny bohater zawsze dostaje po dupie. To traci dziewczynę, to ona ginie. PIEPRZYĆ TAKIE ŻYCIE! Podszedłem do okna. Uchyliłem je. Wyszedłem, Siedziałem na dachu. Był zimny, zimowy wieczór. następnym razem, zapamiętam żeby nie szaleć aż tak wieczorami. Ukryłem twarz w dłoniach. Pozwoliłem sobie na łzy (ŻAL!)...
- JACK! - Zawołała mnie Kris - Nie chowaj się, wiem że tam jesteś! - Krzyknęła. Wstałem i podszedłem do Elsy. Starałem się zachować spokój, starałem się nie uronić ani jednej łzy.
- Elso.... - Wziąłem ją za rękę - Proszę... nie opuszczaj mnie... Nie opuszczaj... - łzy jednak poleciały. Wiem, jestem żałosnym frajerem o miękkim serduchu. To coś złego? -Elso.... - Łza pociekła po mojej twarzy i upadła na podłogę Dokładnie słyszałem gdy się rozprysła na podłodze. Miałem nadzieję, że to sen i zaraz się obudzę... Nie no! To zdanie brzmiało gejosko! Ale żeby było jasne - JESTEM HETERO! I jeszcze Homosapiens czy jakoś tak, nie wiem jak to się nazywa, ale na nasz to będzie "Człowiek rozumny" ale jestem debilem, więc mam prawo nie kumać jak się to pisze.
- To twoja wina! - Dante warknął na mnie - To przez ciebie! - Wstał, ja zaraz po nim.
-Ale co.. Jak...
- Nie udawaj idioty! - Popchnął mnie.
- Ale naprawdę nie wiem, co i jak! - Krzyknąłem.
- Elsa wróciła żeby cię znaleźć! Martwiła się o ciebie! A teraz - Wskazał na nią - Zobacz co się stało! TO TWOJA WINA! - Podniósł mnie za bluzę. - Jeżeli ona się zaraz nie obudzi, ostrzegam, że skończysz bez zębów a twoja śliczna buźka straci na wyglądzie! - Wycedził przez zęby. Jeżeli myślał że mnie przestraszy, miał rację. Prawie się zlałem, Przełknąłem głośno ślinę.
- Dante, to nie wina Jacka, tylko moja - Powiedziała spokojnie Kris - Gdybym jej otworzyła, gdyby nie stała na korytarzu... Varien by jej nie dorwał! - Schowała twarz w dłoniach - Ona... ona uznała że to ona musi to zakończyć, że to ona musi nas obronić.... - Zaczęła płakać - To moja wina! Gdybym nie walczyła z Varienem, gdybym była mu posłuszna.....
- Prawdopodobnie w tej chwili byłbym martwy, a to i tak by nastąpiło, prędzej czy później - Powiedziałem, cały czas mówiąc sobie w duchu "TO TYLKO ZŁY SEN! OBUDŹ SIĘ!", lecz to nie nastąpiło. Czułem się jak w tanim dramacie, gdzie główny bohater zawsze dostaje po dupie. To traci dziewczynę, to ona ginie. PIEPRZYĆ TAKIE ŻYCIE! Podszedłem do okna. Uchyliłem je. Wyszedłem, Siedziałem na dachu. Był zimny, zimowy wieczór. następnym razem, zapamiętam żeby nie szaleć aż tak wieczorami. Ukryłem twarz w dłoniach. Pozwoliłem sobie na łzy (ŻAL!)...
Nero
Kris gdzieś tuj. Kris gdzieś tu jest. KRIS MUSI ŻYĆ!
Mówiłem sobie w duchu. Wtedy wbiegłem do sali, gdzie usłyszałem odgłosy walki. Kris klęczała, Dante walił pięściami w ścianę przeklinając pod nosem a Elsa leżała jak martwa.
- Kris... - Powiedziałem. Ona wstała. Płakała. łatwo to po niej poznać. Podbiegła do mnie i chwyciła się mojego płaszcza. Przytuliłem ją i przycisnąłem do siebie. Płakała. Jej łzy spływały na moje ramię. - NIe płacz.. dobrze już... dobrze... - Pocieszałem ją.
- Jesteście żałośni - Odezwał się Dante - Zajmujecie się sobą, gdy Elsa odchodzi do innego świata... to żałosne! - Krzyknął. Wtedy podbiegł do Elsy. Spojrzałem na białowłosą. Otwierała powoli oczy.
- Gdzie Kris...? - Zapytała ledwo przytomna.
Jack
Siedziałem wpatrując się w księżyc.
- Dlaczego mi to robisz...? Najpierw, przenosisz mnie do Arendelle, pojawia się Elsa... A teraz? Teraz mi ją odbierzesz? Dopiero gdy ją odzyskałem? - Pytałem Pana Nocy. Na balkon wybiegła Kris.
-JACK! - Zawołała.
- Co?- Zapytałem od niechcenia.
- ELSA SIĘ BUDZI! - Krzyknęła i wróciła do środka. Poleciałem do pokoju, nie wierząc że to prawda. Elsa tam leżała, głową opierając się o kolana Dantego.
- KRIS! - Próbowała wstać.
- Nie... Elsa... musisz się oszczędzać... Nic nie mów... - Pouczał ją brunet.
- ALE DANTE! Mam dla niej wiadomość! - Odwróciła głowę w stronę Kris - Kris, twoja mama ze mną rozmawiała. Powiedziała że to przez nią jesteś tym kim jesteś. Że to przez nią tak cierpisz... Żebyś się nie obwiniała, to nie twoja wina - Tłumaczyła. Jej głos się łamał. Była słaba - Jestem jakaś... zmęczona.... - Zamknęła oczy. Podbiegłem do niej
- Musimy znaleźć jakieś miejsce gdzie Elsa będzie mogła spokojnie wrócić do siebie..-Powiedziałem.
- Ja znam takie miejsce! Dajcie mi minutkę - Kris zaczęła grzebać w swoich papierach i robić portal. Nie wiedziałem co zamierza, ale jeżeli to miałoby uratować życie Elsy, jestem gotów na wszystko.
CDN
wtorek, 13 stycznia 2015
Od autorki - LBA
Cześć! Dziś mam dla was MEGA WAŻNĄ WIADOMOŚĆ! Ten blog został nominowany do LBA (Liebster Blog Awards) Co to jest? Jest to "nagroda" otrzymywana od innego blogera, bądź blogerki za dobrze wykonaną robotę i uznanie w pracy. Każda osoba nominująca kogoś musi dać tej osobie o tym znać np. w komie. Zadaje ci 11 pytań na które musisz odpowiedzieć, ty nominujesz 11 blogów, no i zadajesz im 11 pytań. Proste? PROSTE! Niestety niemożna nominować bloga który ciebie nominował (a ja miałam na to wieelką ochotę ) Dziękuję za nominację i za to że jesteście!
Odpowiedzi na pytania:
Zuzia Majonez zapytała:
1) Co dla was w życiu jest najważniejsze?
2)Co jest waszym celem, co chcecie uczynić dla świata.
3) W przyszłości widzicie się jako...
4) Najtrudniejszy okres w waszym życiu, co się stało że upadliscie
5) Motywacją w życiu jest dla was...
1) Dla mnie najważniejsza jest wolność i przyjaciele.
2) No cóż... chcę zmienić literaturę piękną. Żeby lektury nie były aż tak nudno, ponieważ każą nam czytać jakieś stare książki, pisane w języku w którym raczej nikt już nie mówi a przynajmniej prawie nikt. Jakbyśmy my nie mogli sobie lektur wybierać!
3) Pisarkę i dziennikarkę gdyż kocham pisać i jestem w tym chyba dobra (chociaż nie wiem do końca)
4) No cóż... w V klasie. Do klasy doszła nowa dziewczyna i moje "przyjaciółki" już ją pokochały. Z początku też ją lubiłam dopóki nie odkryłam kim jest. Później moja najlepsza przyjaciółka mnie odrzuciła jak śmiecia i dziewczyny przestały mnie akceptować. Wtedy przestałam być Asią - mega kujonką, ale stałam się tym kim teraz jestem. Czytajcie - artystką. Wtedy zaczęłam wyrażać siebie poprzez muzykę, książki, piosenki, wiersze! Ze smutku napisałam piosenkę, przy której jak teraz ją czytam to płaczę. A ja prawie nigdy nie płaczę, za dużo łez wylałam w tamtym roku i więcej się to już nie powtórzy.
5) To że chociaż przeszłość była bolesna, teraz przy mnie są ludzie tacy jak wy, którzy mnie wspierają, i doceniają to co robię, a nie krytykują to kim jestem.
Teraz odpowiem na pytania które zadała mi Carmelowa Karola :
1.Dlaczego zaczęłaś/eś pisać bloga?
2.Podaj 5 ulubionych filmów.
3.Jaką postać, ze swojego opowiadania lubisz najbardziej?
4.Którym żywiołem chciałbyś/chciałabyś być?
5.Ulubiona postać z Frozen?:3
6.Ulubiona postać z Strażnicy Marzeń?:3
7.Czy ktoś z Twoich znajomych, czyta Twojego bloga?
8.Ile masz lat?:3
9.Ulubiona książka?
10.Jaki wybrałabyś/wybrałbyś inny parring poza Jelsą?
11.Możesz zostać postacią z swojego opowiadania, kto to by był?
1. Z początku - z nudów. Nie miałam co robić, ale to mi się naprawdę wkręciło! Teraz nie mogę spędzić dnia bez napisania przynajmniej kilku zdań do postu. No i poza tym, potrzebowałam czegoś, gdzie bym mogła zamieszczać uczucia, to czego nie mogłam wykrzyczeć, zapisywałam na blogu. Pewnie stąd się wzięła postać Kris.
2. Droga bez powrotu, REPO! The genetic opera, Sekta, Venom, Dziewczyna w czerwonej pelerynce.
3. Pewnie myślicie że najbardziej lubię Elsę albo Jacka.... Ale tak naprawdę najbardziej lubię Kris. Jestem naprawdę dumna ze stworzenia tej postaci, kogoś kto by łączył dobro ze złem. Ona tak naprawdę nie jest ani złą postacią, ani dobrą. Po prostu, jest bo jest, taki los przyniosło jej życie, sama go nie wybierała.
4. Lodem albo ogniem xD Wiem, jestem pełna sprzeczności.
5. Elsa i Olafek :D
6. No jasne że Jack!
7. Tak, koleżanka z klasy. Chociaż przeczytała tylko początek i ona jest jedną z nielicznych dziewczyn z którymi mogę rozmawiać.
10. hmm Mericcup, Kristianna, tylko takie, są w miarę zrównoważone. Bo słyszałam o Hijack (Czkawka i Jack) miałam ochotę wyrzucić kompa przez okno.
11. Kris. Mamy wspólne cechy, i - ludzie! Ona jest nieśmiertelna! Ile książek zdołałabym przeczytać!
1.Co jest twoją weną?
2.Znasz chłopaka, który interesowałby się Jelsą?
3.Dlaczego założyłaś bloga o tej tematyce?
4.Twoje pierwsze wrażenie o Jelsie?
5.Kiedy najczęściej piszesz opowiadanie na
bloga?
6.Czytasz inne blogi o podobnej tematyce?
7.Co jest dla ciebie najtrudniejsze w pisaniu
bloga?
8.Styl muzyki której słuchach?
9.Ulubiony zespół muzyczny?
10.Ulubione zwierzę?
11.Ulubiona książka?
1. Moja wena? Bierze się dosłownie znikąd!
Piszę bo piszę. Nawet nie wiem skąd się wziął
dany pomysł. Po prostu, wena pojawia się
znienacka. Może się pojawić w szkole, w domu,
przy komputerze czy gdziekolwiek indziej.
Zazwyczaj po prostu zaczynam myśleć jak
dany bohater, na przykład jak Jack czy Elsa,
czy nawet Kris. Wtedy wszystko się pisze
łatwiej i jest przy tym duzo śmiechu. No i
sporo musze się hamować, żeby nie było zbyt
agresywnie i krwawo xD
2. Nie, ale jeżeli spotkam - wyjdę za niego na
miejscu! xD
3. Nie wiem dlaczego zaczęłam pisać tego
bloga... może opisuję na nim historię miłosną
która sama chciałabym przeżyć? xD A tak na
powaznie, to nie wiem. Pisze na nim co mi się
żywnie podoba, i to jest tutaj fajne. Ludzi nie
obchodzi tutaj kim jestem czy... jak wyglądam. Chodzi im tylko o moje opowiadania, o treść
bloga.
4. Pierwsze wrażenie? "K***A KIM JEST
JACK FROST?!" to było 2 miesiące temu, i
dopiero wtedy zaczęłam mieć fazę na Jacka i
Elsę. Obejrzałam z 10 razy Strażników Marzeń
i szczerze to pokochałam! Krainę Lodu z 20 :)
5. Pisze o każdej porze dnia i nocy, kiedy tylko
mogę. Myślę sobie wtedy "NIE MOGĘ
NIKOGO ZAWIEŚĆ!" i staram się napisać jak
najpiękniejszy, najlepszy rozdział jaki
potrafię,
ale nie wiem czy wychodzi.
6. Czytam wiele blogów o Jelsie. Niestety nie
wszystkie nominowałam, ale gdybym mogła,
nominowałabym wszystkie!
7. Najtrudniejsze jest dla mnie to że jest
możliwość tego że się komuś nie spodoba. Co
prawda, gdy pisze nie istnieje nic poza mną i
blogiem i tym co jest w mojej głowie, ale gdy
już wstawiam posta.... rodzi się niepewność. No
wiecie pytania typu "Czy im się spodoba? A
może po tym pojadą?" więc u mnie
najtrudniejsze jest wyczekiwanie na pierwsze
komentarze.
8. Słucham metalu, rocka i punku i ogółem
ciężkich muzyczek (wiem, przerażające)
9. COmbichrist, Amaranthe, Imagine Dragons,
Hunter i The Bill
10. Pies i Kot
11. Calutka seria Darów Anioła, Trylogia Julii,
Trylogia Trylle, i Hoppelos <3
1. Moja wena? Bierze się dosłownie znikąd!
Piszę bo piszę. Nawet nie wiem skąd się wziął
dany pomysł. Po prostu, wena pojawia się
znienacka. Może się pojawić w szkole, w domu,
przy komputerze czy gdziekolwiek indziej.
Zazwyczaj po prostu zaczynam myśleć jak
dany bohater, na przykład jak Jack czy Elsa,
czy nawet Kris. Wtedy wszystko się pisze
łatwiej i jest przy tym duzo śmiechu. No i
sporo musze się hamować, żeby nie było zbyt
agresywnie i krwawo xD
2. Nie, ale jeżeli spotkam - wyjdę za niego na
miejscu! xD
3. Nie wiem dlaczego zaczęłam pisać tego
bloga... może opisuję na nim historię miłosną
która sama chciałabym przeżyć? xD A tak na
powaznie, to nie wiem. Pisze na nim co mi się
żywnie podoba, i to jest tutaj fajne. Ludzi nie
obchodzi tutaj kim jestem czy... jak wyglądam. Chodzi im tylko o moje opowiadania, o treść
bloga.
4. Pierwsze wrażenie? "K***A KIM JEST
JACK FROST?!" to było 2 miesiące temu, i
dopiero wtedy zaczęłam mieć fazę na Jacka i
Elsę. Obejrzałam z 10 razy Strażników Marzeń
i szczerze to pokochałam! Krainę Lodu z 20 :)
5. Pisze o każdej porze dnia i nocy, kiedy tylko
mogę. Myślę sobie wtedy "NIE MOGĘ
NIKOGO ZAWIEŚĆ!" i staram się napisać jak
najpiękniejszy, najlepszy rozdział jaki
potrafię,
ale nie wiem czy wychodzi.
6. Czytam wiele blogów o Jelsie. Niestety nie
wszystkie nominowałam, ale gdybym mogła,
nominowałabym wszystkie!
7. Najtrudniejsze jest dla mnie to że jest
możliwość tego że się komuś nie spodoba. Co
prawda, gdy pisze nie istnieje nic poza mną i
blogiem i tym co jest w mojej głowie, ale gdy
już wstawiam posta.... rodzi się niepewność. No
wiecie pytania typu "Czy im się spodoba? A
może po tym pojadą?" więc u mnie
najtrudniejsze jest wyczekiwanie na pierwsze
komentarze.
8. Słucham metalu, rocka i punku i ogółem
ciężkich muzyczek (wiem, przerażające)
9. COmbichrist, Amaranthe, Imagine Dragons,
Hunter i The Bill
10. Pies i Kot
11. Calutka seria Darów Anioła, Trylogia Julii,
Trylogia Trylle, i Hoppelos <3
Nominuję blogi:
http://marzenia2.blogspot.com/
http://jelsa-kristanna.blogspot.com/
http://jelsa-zp.blogspot.com/
http://d-dw-h.blogspot.com/
http://jack-and-elsa-love.blogspot.com/
http://jelsa-jackandelsa.blogspot.com/
http://jack-i-elsa.blogspot.com/
http://elsaijackfrost.blogspot.com/
http://jackxelsa.blogspot.com/
http://cold-luv.blogspot.com/
http://believeinjelsa.blogspot.com/
Moje pytania :
1. Czy ktoś wie o waszych blogach?
2. Z którego rozdziału jesteście najbardziej dumni?
3. Dlaczego zaczęliście pisać?
4. Dlaczego właśnie piszecie o Jelsie? Dlaczego nie o jakiejkolwiek parze?
5. Ulubiona postać z bloga?
6. Lubicie czytać? Którą książkę lubicie najbardziej?
7. Czekacie na film z Jelsą? Staracie się coś zrobić żeby powstał?
8. Chcielibyście żeby powstał film na podstawie waszych blogów? jakbyście go zatytułowali?
9. Ulubiony zespół?
10. Czy jesteście dumni z tego, że piszecie?
11. Jakie jeszcze inne pary shippujecie?
Jeszcze raz, bardzo dziękuję za nominację! Uwielbiam was! ( 1800 coś wejść! Aaaa!! )
sobota, 3 stycznia 2015
Część 2 Rozdział 2
Część 2 Rozdział 2 "Demony Tez płaczą"
Elsa
- Chwila! Chwila! - Krzyknęła Kris gdy opowiadałam jej o życiu w Arendelle. O Annie, o zamku, O Kristoffie, Svenie Olafie i o tym idiocie Hansie. - Chcesz powiedzieć, że jesteś królową Jakiegoś magicznego czegoś i masz magiczne moce, tworzenia zimy, lodu śniegu i takich innych? - Przytaknęłam - A Potrafisz zrobić żywego bałwana? - Zapytała. Zaśmiałam się.
- Olaf jest bałwanem. Zrobiłam go uciekając z Zamku, po tym jak ujawniłam swoją moc ale teraz.... teraz jestem martwa -powiedziałam.
- Nie jesteś martwa. - Wyjaśniła - Twoje ciało nadal żyje, odbiera rzeczywistość, ale żyjesz w innym wymiarze niż ten, w którym żyją przeciętni ludzie. Co prawda stąpasz po tej samej ziemi co my, oddychasz tym samym powietrzem, ale oni nie widzą cię, ponieważ ich mózg nie działa na tyle sprawnie żeby przejść do innego wymiaru, tego, w którym ty żyjesz - Wyjaśniła, ale ja nadal nic nie rozumiałam.
- To dlaczego ty... mnie widzisz? - Zapytałam.
- Bo ja nie jestem z tego świata - Prychnęła - Jestem z Fire Panic - Powiedziała z uśmiechem - Ale ojciec zniszczył ten świat, szukając mojej mamy - Mruknęła pod nosem. - I teraz niszczy kolejne, zawsze się przeprowadzamy, przez jego uczuciowe upośledzenie - Walnęła. - I obsesję na punkcie mojej mamy. - Podciągnęła kolana pod brodę - Tak właściwie, w poszukiwaniu szczęśliwej rodziny, sprawił że cała rodzina cierpi, i nic nie da z tym zrobić. Nawet o tym zapomnieć, ani wyłączyć tego co się czuje - Wzruszyła ramionami. W sercu nadal mnie bolało, po tym ataku. Przeczuwam że coś się dzieje w Arendelle, I to coś nie jest dobre.
- Kris... - Zaczęłam - Skoro się tak często przeprowadzacie jak mówisz.. tak się poruszacie między światami.... czy to znaczy...- Spojrzała się na mnie - Czy to znaczy że macie jakieś przejście? Prywatny portal? - Zapytałam. Prychnęła.
- Prawie. Prawie - wyciągnęła z tuby rulon papieru i jakiś sprej z kieszeni. Rozłożyła papier. Były w nim wycięte jakieś wzory, chyba runy. - Okey... to jest portal do Arendelle... - Powiedziała rozkładając papier i wyrównując rogi - I teraz zrobimy tak.... - Mruknęła pod nosem. Wtedy chłopacy weszli do pałacu. Trzymali w rękach jakieś zioła czy coś.
- ELSA! - Krzyknął Dante - Już dobrze? nic się nie stało? Nadal cię boli?- Wypytywał. Jego brązowe oczy lśniły.
- Nie martw się Dante - Zapewniałam - Nic mi nie jest. - Wstałam i podeszłam do Kris. - I? jak ci idzie? - Zapytałam. Ona precyzyjnie pokrywała wzory substancją z puszki.
- Szłoby lepiej, gdybyście się zamknęli - Warknęła. Rozumiałam ją, sama nienawidzę, jak ktoś mi przeszkadza w czasie roboty.
- Chwila... co wy wyprawiacie? CO? - Zaczął krzyczeć Nero.
- Robimy portal do Arendelle żeby Elsa mogła spotkać się z siostrą - Powiedziała Kris obojętnie. Wstała - Już. Gotowe. - Odwróciła się w moją stronę - Teraz stajesz tutaj, najlepiej się nie ruszając, wtedy możesz wyjść do Arendelle z tylko jedną nogą - Spojrzałam na nią. Prychnęła - Nie martw się, będę tam z tobą. - Spojrzała na Dantego i Nero - A wy? moje drogie wyrzutki społeczeństwa? Też idziecie?
- No cóż... nie mam innych planów życiowych.. ale jeżeli moje życie się skończy przez jedną głupia wycieczkę, do tego przeklętego miejsca, to ostrzegam, wyrwę ci nogi i ręce, przeżyję, a potem wyrzygam na twoje żałosne ścierwo! - Zagroził jej Dante. Przeraził mnie. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym, ale na Kris to nie zrobiło żadnego wrażenia. Ona tylko się uśmiechała, a jej oczy były puste. Stanęliśmy w portalu. To było jakieś takie... dziwne. Nigdy nie przechodziłam tak przez portal. Dostałam zawrotów głowy. Wtedy poczułam że ktoś podtrzymuje mnie za ramiona. To był Dante.
- Nie chcę żeby cokolwiek ci się stało. - Powiedział z powagą. Jego oczy... ciemne, brązowe oczy wpatrywały się we mnie. - Wszystko dobrze? - NIe brzmiało to na pytanie retoryczne. A nie dał?Wpatrywał się we mnie tymi swoimi zniewalającymi oczami.
- Nic mi nie jest - Powiedziałam. Odwróciłam głowę. Wtedy zobaczyłam. Arendelle zamienione zostało w popiół. Jedyne co pozostało, to księżyc i gwiazdy. Łzy napłynęły mi do oczu.
- A oto i twoje Arendelle - Powiedziała Kris.
- Co... Ale jak? Co się z nim stało? - Wypytywałam.
- Strzelając... Powódź, pożar, pożar w powodzi, albo mój ojciec - Powiedziała.
- Twój ojciec? Twój ojciec to zrobił?
- Już mówiłam, on jest despotą zdolnym do wszystkiego. Najwyraźniej chciał mnie zmusić do powrotu do domu i odgrywania idealnej córeczki - Wzruszyła ramionami.
- Jak on to zrobił.? - Zapytałam ledwo oddychając. Wzruszyła ramionami - KRIS! Pytam się ciebie po ludzku jak on to zrobił, a ty jak zwykle wzruszyłaś ramionami! Co ty z tym masz? - Wzruszyła ramionami, chyba tylko po to, żeby mnie wkurzyć. Warknęłam. Zamknęłam oczy by powstrzymać upływ łez. Zacisnęłam ręce w pięści - Anna - Powiedziałam - Anna musi gdzieś tu być. Muszę ją znaleźć - Jedna łza upadła na ziemię i rozprysła się na miliardy małych kropelek.
- Wiesz ze nie dasz rady - Powiedziała Kris z żalem w głosie.
- Naprawdę? nie ma jakiegoś sposobu? jakiegoś zaklęcia wykrywającego życie?- Zapytałam.
- No cóż.... Jest ale tutaj by nie zadziałało.. to miejsce jest martwe.. powietrze przesiąknięte śmiercią.... - Powiedziała.
- CO? Ale.. Jak to wyczuwasz? - Zapytałam.
- Demoniczne geny... Demony wyczuwają śmierć i życie. Ojciec mnie tego nauczył. Dzięki temu wiem czy ktoś jest w pobliżu - Powiedziała obojętnie.
- A.... mogłabyś wyczuć Annę? - Zapytałam. Skrzywiła się - Proszę Kris! Proszę! Jesteś moją nadzieją! Proszę - Błagałam
- A niech ci będzie. Ale niczego nie obiecuję, jeżeli nie znajdziemy Anny, miej pretensję do samej siebie - Powiedziała po czym zamknęła oczy. - Jak już mówiłam nic nie ma -Powiedziała - Ale... kilkanaście metrów stąd jest jakieś życie. NIe mam pewności czy to Anna, ale warto sprawdzić - Dodała po chwili. Poczułam nagły przypływ radości i odwagi.
- Gdzie? - Zapytałam - W która stronę? - Podeszłam do niej.
- Na wschód. Ale tych aur jest więcej niż jedna. Z czego jedna osoba jest nie przytomna.... - Otworzyła oczy - Wiem już gdzie iść - Pobiegła na wschód. W stronę piekarni.
- Jesteś pewna że dobrze idziemy? - Chciałam się upewnić.
- Tak szczerze? To nie. Ale instynkt mi mówi że tam, a on mnie nigdy nie zawodzi - Przyśpieszyła.
Anna
- Hans! Hans! Gdzie mnie prowadzisz? - Wypytywałam. On tylko szedł i milczał. Zatrzymał się - CO robisz? Gdzie teraz?
- Anno, proszę, mogłabyś się na chwilę przymknąć? Przeszkadza mi to twoje ciągłe trajkotanie - Powiedział z powagą. Sprawdził ziemię. Nie kumałam go. Książę, i takie rzeczy robi? Dziwne - Dobrze.. nikogo tu nie było już od pięciu godzin więc jesteśmy tutaj bezpieczni. - Powiedział po czym wyjął zza skały jakiś plecak. - Jesteś głodna? - Zapytał z przymusu.
- A co masz?
- Chleb.. mięso... wszystko co ważne żeby przetrwać - Wzruszył ramionami.
- Zaraz.... od kiedy tu siedzisz? - Powtórzył gest. Jego rozczochrane włosy bezwładnie opadały na oczy. Nawet ich nie odgarniał, podsumowując miał gdzieś jak wygląda.
- No tak jakoś.. z rok? Co jakiś czas wychodziłem uzupełnić zapasy... - Wskazał na Kristoffa - A on często mdleje?
- Rzadko... własnie to mnie zdziwiło - Przykucnęłam przy nieprzytomnym Kristoffie. Hans wyjął z plecaka jakiś tonik.
- To jest coś co go natychmiast postawi na nogi - Spojrzałam na niego podejrzliwie - Nie martw się - Zaśmiał się - To nie jest trucizna - Powiedział z delikatnym uśmiechem - Gdyby mi nie zależało na tym, żebyście żyli, już dawno by was tu nie było. - Wyjął bułkę i przekroił ją na dwie połowy scyzorykiem. Podał mi jedną - Głodna? - Niepewnie wzięłam pieczywo i ugryzłam kawałek. Było świeże. - Chcesz jakiegoś mięsa do tego? mam wędzony schab.... nie pytaj skąd.. szynkę... kiełbasę suszoną.... no to co chcesz? - Zapytał.
- ymm... szynkę - Pogrzebał trochę w plecaku i ukroił mi idealnie równy plaster szynki. Przyjrzałam się fiolce. Jej zawartość była fioletowa - A co mam z tym zrobić? - Spytałam.
- A więc.. - Podniósł głowę Kristoffa - Przykładasz mu to tak mniej więcej centymetr od nosa.. i odkręcasz - Powiedział. Zrobiłam co kazał. Kristoff po chwili się obudził. Przytuliłam go. - O Boże! Kristoff! Już się o ciebie martwiłam - Odwróciłam się w stronę Hansa. Uśmiechał się. Coś czułam że się zmienił.
- Chwila... Co ten patafian tu robi? - Zapytał Kristoff. Był poddenerwowany.
- Uratował nam życie - Mój głos był spokojny. Hans się śmiał.
- Że co? - Jego ton był piskilwy.
- Hans.. moglibyśmy pogadać z Kristoffem... sam na sam? - Zapytałam. Skinął głowa i poszedł w dal.
Kris
Czułam że jednak jest jeszcze nadzieja. Im bliżej byłam miejsca pobytu Anny tym mocniej czułam zapach jej życia. Tym bardziej wierzyłam, że ona żyje, że Elsa jednak nie jest sama.
Ale zawsze jak widziałam to, jak mój ojciec zniszczył Arendelle, serce mi krwawiło. Wyrżnął tyle ludzi, miał tyle krwi na rękach.... A on to lubi. To sprawia mu przyjemność, widzieć jak inni cierpią. Widzieć jak ja cierpię.
- Kris..... - Nero pojawił się u mego boku.
- O co chodzi? - Zapytałam.
- Wiesz o co chodzi - Spojrzałam na niego -Chodzi o to, co do ciebie czuję - Powiedział. Zatrzymałam się.
- KRIS! Co się stało? Dlaczego się zatrzymałaś? - Elsa wpadła w panikę.
- Nie martw się. Anna jest tam - Wskazałam na piekarnię - Tam jest przejście. Dacie sobie radę? - Zapytałam ich żeby się upewnić.
- Jasne - Powiedział Dante i pociągnął za sobą Elsę.
- Nero... - Powiedziałam.
- Co? Nie mów że zerwałaś z Dexterem tylko żeby dokopać swojemu ojcu! - W oczach Nero błysnęła nadzieja.
- Nie - Zaprzeczyłam - Oczywiście że nie. Ale wiesz.... nie chcę żeby cokolwiek ci zrobił. Widzisz co zrobił Arendelle! Boję się... że może zrobić ci coś złego.... - Zaczęłam. Nero ujął moją twarz w dłonie i mnie pocałował.
- Kris.. Twój ojciec nic mi nie zrobi... twoja obecność napełnia mnie siłą.... - Oparliśmy nasze czoła o siebie i patrzyliśmy sobie w oczy - Kocham cię, Kris. - Powiedział cicho. Uśmiechnęłam się.
Elsa
- Dante - Próbowałam zacząć rozmowę.- Tak?
- Czy kiedykolwiek jesteś... smutny. No wiesz...... czy kiedykolwiek płakałeś? Cierpiałeś? - Zapytałam.
- Tak szczerze... to nie. Jestem demonem, To chyba jasne, że nie płacze, i nie czuję, nic.
- Demony też płaczą - Powiedziałam. Spojrzał na mnie. Uśmiechnął się pod nosem.
- Słyszysz w ogóle co mówisz? - Zapytał retorycznie.
- Jeżeli chcesz wiedzieć słuch mam dobry, a ty powinieneś w końcu nauczyć się okazywać uczucia, a nie zgrywać twardziela - Powiedziałam.
- Chcesz żebym okazywał uczucia? - Przytaknęłam. Prychnął - Naprawdę? - Skinęłam głową - Prawda jest taka, ze strasznie mi się podobasz! Próbowałem się pohamować, bo widziałem że ty i Jack coś do siebie czujecie! Ale prawda jest taka, że to jest już silniejsze ode mnie! - Krzyknął - Prawda, znamy się tylko jeden dzień, ale jak z tobą rozmawiam.. mam ochotę cię zabić - Powiedział a wściekłość w jego oczach lśniła. Zdziwiłam się.
- Oł.... - Zdołałam tyle z siebie wykrztusić. - Ty.. naprawdę myślisz że kocham Jacka? - Zapytałam.
- To gołym okiem widać. To jak na ciebie patrzy i w ogóle.... - Przeczesał włosy palcami.
- To cię zaskoczę, nic mnie nie łączy z Jackiem. Za to raczej ciebie i Kris - Prychnął.
- Ja? Ja i Kris? - Zaczął się śmiać. Skinęłam głową. Zrozumiał że mówię poważnie - Aaaa na serio? Powiem ci tak, kiedyś w dzieciństwie Kris na mnie leciała - Mówił swobodnie - Ale... no cóż.. gdy mieliśmy po szesnaście lat..... to znaczy.. ja miałem siedemnaście, ona szesnaście.. ona mi powiedziała że.... mnie kocha - Jego głos spoważniał. Był pełen napięcia - A ja jej powiedziałem że ja ją kocham, ale jak młodszą siostrę... i ona wtedy.... no cóż. Straciła wiarę w dobro - Wydusił w końcu - Po prostu, powiedziałem jej, że jest dla mnie jak siostra, a ona.... po prostu, Nero i Dexter się o nią kłócili, a mnie tak szczerze nie interesowała. Wolę kogo szczerego, pewnego siebie - Spojrzał mi w oczy. Znieruchomiałam - Jak ty - Świat mi się zawala. Serce mi bije tysiące razy.. aż w końcu, staje.
- Dante.... - Zaczęłam. Co prawda, zależało mi na Jacku, ale nie tak bardzo jak kiedyś. A teraz.... jeszcze mam uraz pourazowy, po tym, jak Jack mnie zawiódł. - Nie zrozum mnie źle ale... ja jeszcze cierpię po tym, jak Jack złamał mi serce...
- Nadal go kochasz - Stwierdził, błędnie z resztą.
- CO? Nie! - Zaprzeczyłam - Nie! Nie! Nie! To nie tak - Łzy mi napłynęły do oczy - Chodzi o to że...... Jack.. jack to już przeszłość! Złamał mi serce, nie chcę więcej o tym rozmawiać! - Krzyknęłam.
- CO się tutaj dzieje? - Wrzasnęła Kris podchodząc do nas. U jej boku Nero. Trzymali się za ręce.
- Raczej co się działo z wami? - Zapytał Dante.
- no cóż...... - Nero spojrzał na niego z wyższością. - Nie twoja sprawa - Uśmiechnął się promiennie do Kris. Wchodząc do piekarni dałam Dantemu kuksańca.
- Widziałeś to?- Szepnęłam do niego wskazując na Kris i Nero, idących przed nami.
- To że są nie rozłączni? Już dawno - Wzruszył ramionami. Walnęłam go.
- NIE! - Powiedziałam - Widziałeś jak na nią patrzył? - Zapytałam. Po chwili przypomniało mi się, jak Jack patrzył na mnie - Jack patrzył na mnie tak samo - Powiedziałam żałośnie. Dante przygarnął mnie ramieniem.
- Nie martw się. Ja też tak na ciebie patrzę - Spojrzałam na niego. Starał się omijać mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się. Czy on sobie żarty stroi. - Jak ja dawno z nikim nie byłem szczery - Westchnął.
Zaczęłam się śmiać. Wtedy, zobaczyłam księżyc. Przyglądałam mu się przez okno. Ale nie był taki sam jak kiedyś. Był czerwony, tak jakby... przesiąkła go krew, ofiar, na których śmierć musiał spoglądać.
- To moja wina -Powiedziałam po chwili spoglądając na martwe ciała. Widziałam nóż wbity w jego już dawno nieżyjące serce. Upadłam. To był doradca. Zaczęłam płakać.
- Elso co jest? - Zapytał mnie Dante.
- Nie martwcie się mną. W tej chwili potrzebuję samotności. Idźcie, znajdźcie Annę. Sprowadźcie ją tu. Ja musze chwile pobyć sama. Wszystko przemyśleć - Jedna łza, druga, spływały mi po policzkach i kapały na podłogę. Kap. Kap. Kap. Szło im to z taką łatwością, z taką niebywałą łatwością... chciałabym żeby moje życie było takie łatwe. Żeby skończyło się tym, że rozprysnę sie na miliardy małych kropelek, które być może, przyniosą lepsze jutro. Dante przy mnie kucnął - Dante! Idź! Nie musisz tu by - Położył mi rękę na ramieniu.
- Wiem.. Ale nie chcę, żebyś cierpiała samotnie - Powiedział kojącym tonem. Gładził mnie po ręce. Zwrócił moją twarz ku sobie - Wiedz, że ja nigdy cię nie zawiodę. Zawsze tu będę, gdy będziesz mnie potrzebować. - Przytuliłam się do niego.. Moje łzy spokojnie spływały na jego tors, co mu nie przeszkadzało.
- Nie martwcie się mną. W tej chwili potrzebuję samotności. Idźcie, znajdźcie Annę. Sprowadźcie ją tu. Ja musze chwile pobyć sama. Wszystko przemyśleć - Jedna łza, druga, spływały mi po policzkach i kapały na podłogę. Kap. Kap. Kap. Szło im to z taką łatwością, z taką niebywałą łatwością... chciałabym żeby moje życie było takie łatwe. Żeby skończyło się tym, że rozprysnę sie na miliardy małych kropelek, które być może, przyniosą lepsze jutro. Dante przy mnie kucnął - Dante! Idź! Nie musisz tu by - Położył mi rękę na ramieniu.
- Wiem.. Ale nie chcę, żebyś cierpiała samotnie - Powiedział kojącym tonem. Gładził mnie po ręce. Zwrócił moją twarz ku sobie - Wiedz, że ja nigdy cię nie zawiodę. Zawsze tu będę, gdy będziesz mnie potrzebować. - Przytuliłam się do niego.. Moje łzy spokojnie spływały na jego tors, co mu nie przeszkadzało.
- Srebrne gwiazdy w mojej czarnej nocy
Zimne jak lód, lecz piękne
Spacerując przez rozbite cienie
Rzeka życia cała jest wypełniona grzechami
Woda którą piję jest krwią na moich dłoniach
Nikt nie widzi jak płonę
Nikt nie czuje tego cierpienia
Przybądź i zakosztuj tej czarnej trucizny - nigdy nie dostaniesz tego serca
I wybacz moim obsesjom - rozdziera mnie coś
Od środka
Srebrne gwiazdy w mojej czarnej nocy
Zimne jak lód, lecz piękne
Spacerując przez rozbite cienie
Rzeka życia cała jest wypełniona grzechami
Woda którą piję jest krwią na moich dłoniach
Oczekując na moje potępienie - twój oskarżyciel jest tutaj
W własnym oskarżeniu - nie możesz uciec od siebie
Oh w tych kłamstwach żyjemy zupełnie sami
Więc przyjdź i rzuć kamień
Srebrne gwiazdy w mojej czarnej nocy
Zimne jak lód,lecz piękne
Spacerując przez rozbite cienie
Rzeka życia cała jest wypełniona grzechami
Woda którą piję jest krwią na moich dłoniach
Módl się do bogów których sprzedałam
w tej grze o życie i pozwoliłam umrzeć
Módl się za moją duszę na tym świecie,
aby zbawić mnie z moich grzechów
Módl się...
Wszystko, co było i wszystko co widzę teraz
To tylko duch co nazwałam ...
Srebrne gwiazdy w mojej czarnej nocy
Zimne jak lód,lecz piękne
Spacerując przez rozbite cienie
Rzeka życia jest cała wypełniona grzechami
Woda którą piję jest krwią na moich dłoniach - Zaśpiewałam do księżyca.
- Masz piękny głos - Powiedział. Jack nigdy mi tego nie mówił. Tak właściwie... to mało z nim rozmawiałam. MOŻE to co mi się wydawało miłością to było tylko to że spodobał mi się, i to było połączone z bardzo głęboką sympatią?
-Dziękuję - Starałam się zatuszować emocje. Otarłam łzy. - To jak? Idziemy? - Zapytałam.
-Dziękuję - Starałam się zatuszować emocje. Otarłam łzy. - To jak? Idziemy? - Zapytałam.
Anna
- No i co? Mam mu tak teraz zaufać? - Zapytał Kristoff z pretensją.
- HANS URATOWAŁ NAM ŻYCIE! MÓGŁBYŚ TO USZANOWAĆ? -Wrzasnęłam.
- Posłuchaj, wiem że nas uratował, ale to nie znaczy, że się zmienił! Może to po prostu część jego planu, dorwania się do korny Arendelle! -Wrzasnął. W dali usłyszałam odgłosy walki.
- O nie.... - Powiedziałam - Musieli nas znaleźć! - Krzyknęłam i pobiegłam tam gdzie walczyli. Zobaczyłam tam ciemnowłosą dziewczynę w czarnej bluzie z kapturem. dżinsach i najzwyklejszych trampkach. Z początku nie za bardzo wiedziałam jak je nazwać, ale później się dowiedziałam, jak i co.
- Ty jesteś Anna? - Zapytał jasnowłosy chłopak, w czarnym płaszczu i czerwonej bluzie pod nim.
- Taak - Powiedziałam z zastanowieniem.
- Elsa cię szuka - Powiedział przyciskając twarz Hansa do ścianki tunelu.
- Elsa? To.... to ona żyje? -Spytałam.
- Żyje, ale jest niewidzialna dla tych, którzy w nią nie wierzą - Podsumowała dziewczyna. Jej ton był jakiś dziwnie spokojny. - Idziesz z nami? Elsa czeka w piekarni - Powiedziała.
- Ja? - Byłam zdziwiona - Jak mogłabym nie pójść?! - Ucieszyłam się. myślałam że nigdy więcej już nie zobaczę Elsy.
- To jak? Idziesz? - Zapytała wskazując kciukiem teren za sobą.
- Idę - Powiedziałam i sprawnie wyminęłam Hansa - Dzięki za wszystko - Szepnęłam mu na pożegnanie. Szliśmy tunelami. Mało ładnymi. Wśród nas panowała cisza. - A więc Elsa... chce mnie widzieć tak? - Przerwałam panującą ciszę.
- Tak. Chce cię widzieć. Ale czy ty ją zobaczysz... to zalezy od ciebie - Wzruszyła ramionami dziewczyna.
- Chwila! Ale jak... zależy? To znaczy że jej nie zobaczę? - Mój głos był wysoki, wręcz piskliwy.
- Tego nie powiedziałam. A teraz idź a nie gadasz - Ona nawet na mnie nie patrzyła. Przyśpieszyła kroku.
- O nie.... - Powiedziałam - Musieli nas znaleźć! - Krzyknęłam i pobiegłam tam gdzie walczyli. Zobaczyłam tam ciemnowłosą dziewczynę w czarnej bluzie z kapturem. dżinsach i najzwyklejszych trampkach. Z początku nie za bardzo wiedziałam jak je nazwać, ale później się dowiedziałam, jak i co.
- Ty jesteś Anna? - Zapytał jasnowłosy chłopak, w czarnym płaszczu i czerwonej bluzie pod nim.
- Taak - Powiedziałam z zastanowieniem.
- Elsa cię szuka - Powiedział przyciskając twarz Hansa do ścianki tunelu.
- Elsa? To.... to ona żyje? -Spytałam.
- Żyje, ale jest niewidzialna dla tych, którzy w nią nie wierzą - Podsumowała dziewczyna. Jej ton był jakiś dziwnie spokojny. - Idziesz z nami? Elsa czeka w piekarni - Powiedziała.
- Ja? - Byłam zdziwiona - Jak mogłabym nie pójść?! - Ucieszyłam się. myślałam że nigdy więcej już nie zobaczę Elsy.
- To jak? Idziesz? - Zapytała wskazując kciukiem teren za sobą.
- Idę - Powiedziałam i sprawnie wyminęłam Hansa - Dzięki za wszystko - Szepnęłam mu na pożegnanie. Szliśmy tunelami. Mało ładnymi. Wśród nas panowała cisza. - A więc Elsa... chce mnie widzieć tak? - Przerwałam panującą ciszę.
- Tak. Chce cię widzieć. Ale czy ty ją zobaczysz... to zalezy od ciebie - Wzruszyła ramionami dziewczyna.
- Chwila! Ale jak... zależy? To znaczy że jej nie zobaczę? - Mój głos był wysoki, wręcz piskliwy.
- Tego nie powiedziałam. A teraz idź a nie gadasz - Ona nawet na mnie nie patrzyła. Przyśpieszyła kroku.
Jack
- JACK! Ale jak to możliwe? Znalazłeś Elsę, i co? Nie przyprowadziłeś jej do nas? - North był zdenerwowany. Skinąłem głową.
- Normalnie - Powiedziałem.
- Nie ma takiej odpowiedzi - Warknął - Nie rozumiesz? Zło jest coraz bliżej, możliwe że ten koles już ją dopadł, a ty nawet nie wiesz co zrobić? - Zapytał.
- Nie no! Dobijasz mnie- Westchnął.
- Ja? Ja cię dobijam? Chyba raczej Elsa, bo ona teraz zadaje się z jakimś gachem, tylko dlatego bo już jest wolna! - Byłem zdenerwowany.
- Nadal. Ją. Lubisz - Powiedział . - Ja ją tutaj przyprowadzę - Powiedział. - Piasek! Zając! Idziemy po Elsę! - Zawołał ich. Po chwili już zniknęli. Ja spojrzałem w lustro.
- Jestem żałosny - Powiedziałem patrząc z pogardą na swoje odbicie - To co robię jest żałosne - Warknąłem sam do siebie. Zbiłem lustro. W moich oczach pojawiły się łzy. "Nigdy nie trać nadziei" przypomniały mi się słowa ojca. Nie poddam się, nie dam za wygraną. Poszedłem do swojego pokoju. To jedyne miejsce gdzie mogę się wyciszyć, uspokoić. Uznałem że North i reszta świetnie dadzą sobie radę z opanowaniem Elsy. Namówią ją, byłem tego pewien.
Elsa
Siedziałam. Wpatrywałam się w swoje ręce. U mego boku Dante, przyglądał mi się.
- Dlaczego jesteś smutna? - Zapytał - Niedługo zobaczysz swoją siostrę... wszystko się ułoży - Starał się mnie pocieszyć.
- Moje życie się nigdy nie ułoży. Ono jest jeden wielki bajzel, którego nie da się posprzątać - Powiedziałam pod nosem. Wtedy w przejściu pojawiła się Anna.
- Elsa? - Uśmiechnęła się na mój widok.
- Anna! - Wstałam i pobiegłam ją przytulić. - Nawet nie wiesz jak się martwiłam!
- No cóż..... było o co. Taki mroczny facet... zniszczył całe Arendelle... - Starała się nie płakać.
- COś ci się stało? Zranił cię? - Wypytywałam.
- Nie martw się, nic mi i Kristoffowi się nie stało - Zapewniała - To dzięki Hansowi. Uratował nas.
- Hans cię uratował? Ten sam Hans który chciał nas zabić? - Byłam w szoku.
- Taak ale nie martw się! On się zmienił, naprawdę! Nawet byś go nie poznała, gdybyś go teraz widziała! Takie potargane kudły.... brudne spodnie.. Kompletnie inny facet! - Zachwycała się tym jak Hans się zmienił.
- Dobrze... pomińmy to. teraz się przenosimy na Ziemię, razem z Kristoffem i.... - Powstrzymałam odruch wymiotny - i... Hansem - Westchnęłam ciężko.
- Jak cudownie! - Zaczęła skakać z radości. Spojrzała na Dantego. -Elsa.... - Podeszła do mnie - To twój chłopak? - Zapytała cicho.
- Chwila chwila.. Że co? Ja i Dante? Naprawdę? - Zapytałam.
- Nie... nie.. tym masz jacka. A poza tym, jack też jest niczego sobie. Jest... w porządku... można by powiedzieć. - Przeczesałam swoje włosy palcami.
- Kris... ten portal którym się tu dostaliśmy działa tez w druga stronę? - Zapytałam.
- Tak.. Tak jasne - Powiedziała. Poszliśmy do portalu. Anna opowiadała mi o tym, jakie cuda ją spotkały, co się działo gdy nas tu nie było. Kristoff nie tracił Hansa z oczu. A Dante cały czas trzymał się u mego boku, odwracając wzrok gdy na niego patrzyłam.
- To... to tutaj? - Zapytała Anna - To ten cały portal?
- Tak. To właśnie on - Powiedziałam stając w portalu - Idziesz z nami? - Podbiegła do mnie. Podróż powrotna wyrządziła mi dużo mniejsza krzywdę. Na miejscu zastaliśmy Świętego Mikołaja, Zająca Wielkanocnego i Piaskowego Ludka.
- Oooo witajcie - Pomachałam do nich.
- Idziesz z nami - Powiedział North. Zając tylko kręcił z niedowierzaniem głową.
- Pójdę, ale oni ze mną - Postanowiłam. - Anna, Hans i Kristoff właśnie tutaj przybyli z Arnedelle, a Kris pokłóciła się z ojcem, a Nero i Dante..... Oni po prostu chcą być blisko. - Powiedziałam.
- Wtedy z nami pójdziesz? - Upewniał się.
- Takie są moje warunki - Moja twarz pozostawała kamienna.
Jack
- Czasami wydaje mi się
Że jestem niewidzialny
Stoję obok ciebie
Ale mnie nie widzisz
Szturcham cię w ramię
Ale ty nie reagujesz
Mówię do ciebie
Lecz nie odpowiadasz
Inni ludzie mnie nie widzą
Chociaż stoją naprzeciw
Proszę cię
Zobacz mnie
Jestem niewidzialny
Przynajmniej dziś zauważ mnie
jestem niewidzialny
Czuję sie nieważny
Jestem niewidzialny
Już nic z tym nie zrobię
Porozmawiajmy ten jeden raz
Ja Cię widzę, ale ty mnie nie
W tej historii wszystko jest na odwrót
Nie obchodzi mnie już nic tym razem
Jestem przy tobie i będę
Porozmawiajmy ten jeden raz
Zawsze będę przy tobie
Mimo że mnie nie dostrzegasz, spójrz na mnie
Nie obchodzi mnie już nic tym razem
Nieodparcie blisko Ciebie
Nieprawdopodobne do wykonania
Ale nie widzisz moich starań
Jestem niewidzialny
Przynajmniej dziś zauważ mnie
jestem niewidzialny
Czuję sie nieważny
Jestem niewidzialny
Już nic z tym nie zrobię
Są takie momenty
kiedy wydaje się możliwe
Jedno spojrzenie, nieodparty gest
Spójrz na mnie, i powiedz czy mnie widzisz
Nie zdajesz sobie sprawy,
jeszcze się nie zgadzasz
Zdejmij klapki ze swoich oczu,
które Ci nie pozwalają
Spójrz na mnie, i powiedz że mnie widzisz
Jestem niewidzialny
Przynajmniej dziś zauważ mnie
jestem niewidzialny
Czuję sie nieważny
Jestem niewidzialny
Już nic z tym nie zrobię - Zaśpiewałem.
- Jack? - W drzwiach pojawiła się Elsa. Wyglądała pięknie, jak zwykle.- Cześć - Powiedziałem. Naprawdę cieszyłem się na jej widok.- PATRZ KOGO ZNALEŹLIŚMY! - North był widocznie szczęśliwy, że m już jeden etap z głosy. - Teraz sobie pogadajcie - Specjalnie przedłużał słowa. Elsa weszła do mojego pokoju. Przybliżając się o kilka metrów.
- Hej - Powiedziała uśmiechając się.
- A więc będziesz strażniczką? - Wzruszyła ramionami. - Ale nadal myślę że Mrok... miał rację - Dodała.- Jack? - W drzwiach pojawiła się Elsa. Wyglądała pięknie, jak zwykle.
- Cześć - Powiedziałem. Naprawdę cieszyłem się na jej widok.- A więc będziesz strażniczką?
- Na to wygląda - Wzruszyła ramionami. - Ale nadal myślę że Mrok... miał rację - Dodała.
- Rację co do czego? - Spojrzałem na nią. - No.. co do mnie. Jestem z nim spokrewniona, więc to dziwne, że Księżyc mnie wskrzesił... a do tego jak uciekałam stało się coś... dziwnego... - Co się stało? - Zapytałem. Pokazała mi swoje włosy. Były o wiele, wiele jaśniejsze. Prawie tak jak moje. - Czyli że....- Tak - Powiedziała. W jej oczach pojawiły się łzy - Przeszłam przemianę - Przytuliła mnie. - No to świetnie - Powiedziałem. Nie wiedziałem co zrobić. Odsunąłem ją. Spojrzałem jej w oczy. - Tęskniłem za tobą - Powiedziałem. - Ja też - Jej łzy spływały na moje ramię. - Jesteś moim najlepszym przyjacielem.- Jak na razie mi wystarczy - Wzruszyłem ramionami. - Idź już. Musisz złożyć Przysięgę Strażników - Powiedziałem. Ona skinęła głową i odeszła.- A nie będziesz tam ze mną? - Zapytała.- Będę... ale przyjdę później. - Uśmiechnęła się. Starałem się zrobić to samo, nieudolnie. Wyszła.- GŁUPEK! GŁUPEK! IDIOTA! DEBIL! - Krzyczałem sam na siebie. Wszystko dookoła pokrył gruby szron. Usiadłem na łóżku. Zakryłem swoja twarz poduszką -Ty debilu - Powiedziałem do samego siebie. Ale... ona będzie teraz mieszkała tutaj z Northem. I z przyjaciółmi. I co najważniejsze, ze mną. Usłyszałem pierwsze słowa przysięgi. Wstałem i pobiegłem żeby dotrzymać jej towarzystwa w tej ważnej chwili. CDN
piątek, 2 stycznia 2015
OD AUTORKI Podziękowania
Jest nas już ponad tysiąc, w ciągu tych dwóch krótkich miesięcy. Jesteście cudowni :) Nie wiem nawet jak możecie czytać te moje wypociny xD Wiecie.. Jestem no lifem xD Cały czas na FB i Twitterze xD Nie licząc oczywiście chwil na blogu, który szczerze mówiąc jest dla mnie taką ucieczką od rzeczywistości. Tu nie muszę udawać kim jestem, zazwyczaj muszę się hamować, być kimś innym (bo jakbym była sobą wlepiono by mi miliardy uwag) :) Dzięki wam, mam jakiekolwiek szanse na zostanie pisarką, co jest moim celem w życiu. Dziękuję wam, za swój czas, poświęcony na czytanie tych rozdziałów. Dziękuję, za to że ze mną jesteście.
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Część 2 Rozdział 1
Epilog
Elsa i Jack. Tak podobni, lecz aż tyle ich dzieli. Przez chwilę, ale krótką chwilę, wydawało się, że są sobie bliscy.Że to co ich łączy, że ta miłość jest możliwa. Że odległość która ich dzieliła to tylko złudzenie. Lecz, niestety, to wszystko co ich łączyło, zostało zniszczone. Nie wiemy jak, nie wiemy dlaczego. Nikt tego nie wie. Wiadomo tylko że Elsa stała się taka jak Jack. Umarła, została wskrzeszona przez księżyc. Ale opisać to jest trudniej niż wszystko co się działo do tej pory. Mogło wam się wydawać ze ich historia się skończyła. Ale to był tylko początek.
Jack.
Święty Mikołaj był od jakiegoś czasu niespokojny. Zwołał zebranie Strażników. CO prawda, mieszkałem u niego, więc wystarczyło że mnie zawołał. Ale i tak najgorsze było to że ja tez miałem złe przeczucia.- O! Jest pan księżyc! - Powiedział na widok księżyca.
Wyświetliła się na podłodze postać. Nieznana postać.
- Kto to? - Zapytał Mikołaj. Skoro on nawet go nie znał, to znaczy że szykuje się niezła bitwa. Wtedy wysunął się z podłogi kryształ.
- Ooo Wiecie co to znaczy - Stwierdził.
-Wybierze kolejnego frajera, który będzie musiał nam pomóc? jakbyśmy sami nie dali rady! - Byłem strasznie zdenerwowany.
-Ksieżyc widocznie myśli inaczej... - Powiedział.
- Eee tam! Mam to w głębokim poważaniu kto zostanie nowym Strażnikiem! Powiedzcie mi jak to się skończy! - Usiadłem na podłodze tłem do kryształu. Najprawdopodobniej wtedy się pojawiło to kto jest strażnikiem. Usłyszałem jak Zębuszka głośno westchnęła.
- NO NIE! - Krzyknął zając. - Dlaczego? Dlaczego właśnie ona? Nie było lepszych kandydatów? Naprawdę? Nie było? Nawet świstak by się nadał! Nawet on!
- CO jest? - Zapytałem.
- Elsa...- Wydukała wróżka.
- Proszę, nie wymawiaj tego imienia! - Powiedziałem surowo.
- Ale zobacz..- Powiedział Zając. Podniosłem się i odwróciłem. Naprawdę. W krysztale była Elsa. Prawie dostałem zawału. Jak księżyc mógł ją wybrać?
- Ooo Wiecie co to znaczy - Stwierdził.
-Wybierze kolejnego frajera, który będzie musiał nam pomóc? jakbyśmy sami nie dali rady! - Byłem strasznie zdenerwowany.
-Ksieżyc widocznie myśli inaczej... - Powiedział.
- Eee tam! Mam to w głębokim poważaniu kto zostanie nowym Strażnikiem! Powiedzcie mi jak to się skończy! - Usiadłem na podłodze tłem do kryształu. Najprawdopodobniej wtedy się pojawiło to kto jest strażnikiem. Usłyszałem jak Zębuszka głośno westchnęła.
- NO NIE! - Krzyknął zając. - Dlaczego? Dlaczego właśnie ona? Nie było lepszych kandydatów? Naprawdę? Nie było? Nawet świstak by się nadał! Nawet on!
- CO jest? - Zapytałem.
- Elsa...- Wydukała wróżka.
- Proszę, nie wymawiaj tego imienia! - Powiedziałem surowo.
- Ale zobacz..- Powiedział Zając. Podniosłem się i odwróciłem. Naprawdę. W krysztale była Elsa. Prawie dostałem zawału. Jak księżyc mógł ją wybrać?
Elsa
Szłam sobie ulicą. Ziemia była fantastyczna. Wiatr rozwiewał mi włosy. Czułam się wolna. Jedyny minus to Jack. Musze się ukrywać. On nawet nie wie o tym, że jestem na ziemi. Że za rogiem może mnie spotkać.
Dostrzegłam jak chłopcy, mniej więcej trzynaście czternaście lat obrzucali małą , chyba sześcioletnią dziewczynkę. Podeszłam do niej. Przykucnęłam.
- Hej! Mała! Chcesz pokazać że dziewczyny też są twarde? - Zapytałam. Ale mała się tylko patrzyła i oglądała za siebie. Ona mnie nie widziała. Kolejny rok na ziemi i nadal nikt mnie nie widzi. Przeszła przeze mnie. Przeszedł mnie zimny i nieprzyjemny dreszcz. Zrobiłam śnieżkę i rzuciła w stronę chłopców.
- CO! Kto to zrobił? - Zaczęli się denerwować.
- Na pewno nie ja...- Zaczęłam podśpiewywać.
Śnieg zaczął padać. Wiedziała co to oznacza. Jack się zbliża.
- Hej! Mała! Chcesz pokazać że dziewczyny też są twarde? - Zapytałam. Ale mała się tylko patrzyła i oglądała za siebie. Ona mnie nie widziała. Kolejny rok na ziemi i nadal nikt mnie nie widzi. Przeszła przeze mnie. Przeszedł mnie zimny i nieprzyjemny dreszcz. Zrobiłam śnieżkę i rzuciła w stronę chłopców.
- CO! Kto to zrobił? - Zaczęli się denerwować.
- Na pewno nie ja...- Zaczęłam podśpiewywać.
Śnieg zaczął padać. Wiedziała co to oznacza. Jack się zbliża.
- No pięknie! - Powiedziałam sama do siebie. nastolatka wychodząca z papierniczego pobiegła w stronę autobusu, widać nie chciała się spóźnić. Coś jej upadło. Podeszłam. To był dziennik. Kto go dotknęłam cały pokrył się szronem. Nie dostrzegłam gdy przede mną pojawił się Jack.
- No proszę, proszę! Ktoś sobie przywłaszczył moją Ziemię - Powiedział.
- To nie moja wina. Portal do Arendelle się zamkną i nie mogę wrócić! - Wstałam i otrzepałam kolana, poprawiając przy okazji swoją sukienkę do kolan, błękitną z białym ombre.
Zaśmiał się.
- No cóż.... Nie wydaje mi się... Podoba ci się tu.. Albo podobam ci się ja - Powiedział przy czym zrobił minę cwaniaczka.

- Nigdy w życiu.. CO prawda, ziemia jest świetna, ale nie siedzę tu z twojego powodu - Powiedziałam ostro.
- Ale kiedyś na mnie leciałaś. I to dość mocno - Podszedł bliżej mnie, Nie wiedziałam co zrobić. Przytulić go, powiedzieć że mi go brakowało, czy po prostu, odejść, byle dalej od niego.
- To było kiedyś! Ale wszystko się zmieniło! Wszystko zniszczyłeś, gdy dałeś mi moc! - Krzyczałam.
- A ty nadal myślisz że to było specjalnie? - Uśmiechnął się.
- Sorry, ale umówiłam się z Czkawką. Nara. - Starałam się odejść, zakończyć ten temat.
- Jeszcze nie skończyłem - CHwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. - Co ty? Myślisz że jestem tu dla przyjemności? Sorry, ale ja tutaj jestem w sprawach służbowych. Ważnych nie tylko dla mnie, Strażników, ale też dla ciebie.
- Sorry, ale powinieneś już wiedzieć, że mnie nie obchodzą twoje sprawy. I staram się do nich wtrącać, najmniej, jak to możliwe. - Zapewniłam. Wziął mnie za rękę. Natychmiast mu ją zabrałam. Zaczął się śmiać - Nie dotykaj mnie! - Krzyknęłam. - I radzę ci się nie zbliżać. Wiesz do czego jestem zdolna -Powiedziałam zimnym tonem i odeszłam.
- Ale Elsa! Zrozum! To sprawa życia i śmierci!
- Daj mi spokój - Powiedziałam.
- Ty się tego boisz? Boisz się tego kim jesteś? - Naciskał.
- Boję się tego, żeby znów cię pokochać - Powiedziałam.
- Elsa! ELSA! Masz się zatrzymać!
- Powiedziałam DAJ MI SPOKÓJ! - Wrzasnęłam. Machnęłam ręką tak że powstał lodowy murek.
- No proszę, proszę! Ktoś sobie przywłaszczył moją Ziemię - Powiedział.
- To nie moja wina. Portal do Arendelle się zamkną i nie mogę wrócić! - Wstałam i otrzepałam kolana, poprawiając przy okazji swoją sukienkę do kolan, błękitną z białym ombre.
Zaśmiał się.
- No cóż.... Nie wydaje mi się... Podoba ci się tu.. Albo podobam ci się ja - Powiedział przy czym zrobił minę cwaniaczka.
- Nigdy w życiu.. CO prawda, ziemia jest świetna, ale nie siedzę tu z twojego powodu - Powiedziałam ostro.
- Ale kiedyś na mnie leciałaś. I to dość mocno - Podszedł bliżej mnie, Nie wiedziałam co zrobić. Przytulić go, powiedzieć że mi go brakowało, czy po prostu, odejść, byle dalej od niego.
- To było kiedyś! Ale wszystko się zmieniło! Wszystko zniszczyłeś, gdy dałeś mi moc! - Krzyczałam.
- A ty nadal myślisz że to było specjalnie? - Uśmiechnął się.
- Sorry, ale umówiłam się z Czkawką. Nara. - Starałam się odejść, zakończyć ten temat.
- Jeszcze nie skończyłem - CHwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. - Co ty? Myślisz że jestem tu dla przyjemności? Sorry, ale ja tutaj jestem w sprawach służbowych. Ważnych nie tylko dla mnie, Strażników, ale też dla ciebie.
- Sorry, ale powinieneś już wiedzieć, że mnie nie obchodzą twoje sprawy. I staram się do nich wtrącać, najmniej, jak to możliwe. - Zapewniłam. Wziął mnie za rękę. Natychmiast mu ją zabrałam. Zaczął się śmiać - Nie dotykaj mnie! - Krzyknęłam. - I radzę ci się nie zbliżać. Wiesz do czego jestem zdolna -Powiedziałam zimnym tonem i odeszłam.
- Ale Elsa! Zrozum! To sprawa życia i śmierci!
- Daj mi spokój - Powiedziałam.
- Ty się tego boisz? Boisz się tego kim jesteś? - Naciskał.
- Boję się tego, żeby znów cię pokochać - Powiedziałam.
- Powiedziałam DAJ MI SPOKÓJ! - Wrzasnęłam. Machnęłam ręką tak że powstał lodowy murek.
- NIe kontrolujesz się! Możemy ci pomóc! Ja ci mogę pomóc! - Dalej mówił.
- Proszę! Najlepiej trzymaj się ode mnie z daleka! Proszę! - Powiedziałam.
- Nie dajesz mi wyboru - Powiedział twardo - Chłopcy! Pola na plan B. - Yeti wrzuciły mnie do worka i przez jeszcze coś. Nie rozumiałam nic a nic.
Wrzuciliśmy Elsę przez magiczny portal na Biegun Północny.
- No dalej! Ja wchodzę po was! - Wskoczyli, a ja po nich. Pojawiliśmy się po chwili na Biegunie Północnym. Worek, czerwony, w którym była Elsa powoli się otworzył, chyba, był jeszcze po mnie.
- Co jest do... - nie dokończyła zdania. Zobaczyła Mikołaja.
- Jest! Królowa Elsa! Podobało ci się przejście?
- Ależ oczywiście. Uwielbiam być wsadzana do wora! A przez magiczne portale, po prostu kocham być wyrzucana! - Powiedziała sarkazmem.
- Wspaniale! A coś ci się nie podobało? - Zapytał sztucznym, królewskim tonem.
- Eeee Tak! - Powiedziała - Worek zasługuje na przepierkę, śmierdzi tam jakby Yeti zmywał nim swoje siki. - To ja zmywałem te siki. Specjalnie. - I do tego, wystarczyło mi powiedzieć, że to ty mnie wezwałeś, a nie że to kolejne, głupie wygłupy Jacka. - Wzruszyła ramionami. Podeszłą do stołu - CO tym razem? Narozrabiałam? - Wzruszyła ramionami.
- No cóż.... Narozrabiałam to słabe słowo na to co ty... robisz - Powiedział Zając. Uśmiechnąłem się pod nosem, Czyli że Elsa jednak nie była świętoszką.
- Oj Kangurku, kangurku - Powiedziała - Nadal masz mi za złe? To była tylko jedna, jedyna w moim życiu taka zamieć. Kto by wiedział że akurat jest Wielkanoc? Ja tego w Arendelle nie obchodziłam, zrozum. Ja nawet nie wiedziałam że takie lipne święto istnieje - Powiedziała z taką obojętnością, że chyba zacząłem ją lubić.
- Nie no! Zatłukę tą.... - Zaczął Zając, ale mikołaj zakrył mu twarz ręką.
- Bo wpiszę cię na listę niegrzecznych! - Powiedział Święty.
Zając się uspokoił.
- Ale zrozum! Ona nie będzie dobrym Strażnikiem! Zobacz ją tylko! Ona jest nieokrzesana! Nikomu nie udało się jej opanować! Tylko Mrok dał radę, ale on użył ciemnych gierek i nie była świadoma tego co robi!- Krzyczał Zając.
- Ją trzeba zrozumieć! Trzeba z nią rozmawiać! Dowiedzieć się kim jest! Dopiero później możemy ją z tego wykluczyć! - Krzyczał Mikołaj.
- Ale zrozum! DLA NIEJ JUŻ NIE MA NADZIEI! ONA JEST BEZNADZIEJNA! Nie można, z nią już zrobić nic, poza zakłuciem jej w kajdany i zamknięciem w żelaznej celi, na dziesięć spustów - Warknął zając.
Dostrzegłem Strach w oczach Elsy już wcześniej. Teraz, stała pod drzwiami i szukała klamki nawet nie tracąc kontaktu wzrokowego z tą sytuacją. W końcu znalazła gałkę od drzwi i uciekła. Pobiegłem za nią.
- Elsa! - Zawołałem. Odwróciła się powoli w moją stronę.
- Czego chcesz? - Zapytała głosem wypranym z emocji.
- No cóż... chcę wiele rzeczy..... na przykład helikopter.... Smoka.... BUDYŃ! - Wymieniałem. Nagle, zaczęła się śmiać.
- Elsa ty... ty się śmiejesz - Powiedziałem.
- CO za spostrzeżenie - Powiedziała żartobliwie.
- Nie myślałem, że kiedykolwiek usłyszę twój śmiech - Powiedziałem.
- Proszę! Najlepiej trzymaj się ode mnie z daleka! Proszę! - Powiedziałam.
- Nie dajesz mi wyboru - Powiedział twardo - Chłopcy! Pola na plan B. - Yeti wrzuciły mnie do worka i przez jeszcze coś. Nie rozumiałam nic a nic.
Jack
Wrzuciliśmy Elsę przez magiczny portal na Biegun Północny.
- No dalej! Ja wchodzę po was! - Wskoczyli, a ja po nich. Pojawiliśmy się po chwili na Biegunie Północnym. Worek, czerwony, w którym była Elsa powoli się otworzył, chyba, był jeszcze po mnie.
- Co jest do... - nie dokończyła zdania. Zobaczyła Mikołaja.
- Jest! Królowa Elsa! Podobało ci się przejście?
- Ależ oczywiście. Uwielbiam być wsadzana do wora! A przez magiczne portale, po prostu kocham być wyrzucana! - Powiedziała sarkazmem.
- Wspaniale! A coś ci się nie podobało? - Zapytał sztucznym, królewskim tonem.
- Eeee Tak! - Powiedziała - Worek zasługuje na przepierkę, śmierdzi tam jakby Yeti zmywał nim swoje siki. - To ja zmywałem te siki. Specjalnie. - I do tego, wystarczyło mi powiedzieć, że to ty mnie wezwałeś, a nie że to kolejne, głupie wygłupy Jacka. - Wzruszyła ramionami. Podeszłą do stołu - CO tym razem? Narozrabiałam? - Wzruszyła ramionami.
- No cóż.... Narozrabiałam to słabe słowo na to co ty... robisz - Powiedział Zając. Uśmiechnąłem się pod nosem, Czyli że Elsa jednak nie była świętoszką.
- Oj Kangurku, kangurku - Powiedziała - Nadal masz mi za złe? To była tylko jedna, jedyna w moim życiu taka zamieć. Kto by wiedział że akurat jest Wielkanoc? Ja tego w Arendelle nie obchodziłam, zrozum. Ja nawet nie wiedziałam że takie lipne święto istnieje - Powiedziała z taką obojętnością, że chyba zacząłem ją lubić.
- Nie no! Zatłukę tą.... - Zaczął Zając, ale mikołaj zakrył mu twarz ręką.
- Bo wpiszę cię na listę niegrzecznych! - Powiedział Święty.
Zając się uspokoił.
- Ale zrozum! Ona nie będzie dobrym Strażnikiem! Zobacz ją tylko! Ona jest nieokrzesana! Nikomu nie udało się jej opanować! Tylko Mrok dał radę, ale on użył ciemnych gierek i nie była świadoma tego co robi!- Krzyczał Zając.
- Ją trzeba zrozumieć! Trzeba z nią rozmawiać! Dowiedzieć się kim jest! Dopiero później możemy ją z tego wykluczyć! - Krzyczał Mikołaj.
- Ale zrozum! DLA NIEJ JUŻ NIE MA NADZIEI! ONA JEST BEZNADZIEJNA! Nie można, z nią już zrobić nic, poza zakłuciem jej w kajdany i zamknięciem w żelaznej celi, na dziesięć spustów - Warknął zając.
Dostrzegłem Strach w oczach Elsy już wcześniej. Teraz, stała pod drzwiami i szukała klamki nawet nie tracąc kontaktu wzrokowego z tą sytuacją. W końcu znalazła gałkę od drzwi i uciekła. Pobiegłem za nią.- Elsa! - Zawołałem. Odwróciła się powoli w moją stronę.
- Czego chcesz? - Zapytała głosem wypranym z emocji.
- No cóż... chcę wiele rzeczy..... na przykład helikopter.... Smoka.... BUDYŃ! - Wymieniałem. Nagle, zaczęła się śmiać.
- Elsa ty... ty się śmiejesz - Powiedziałem.
- CO za spostrzeżenie - Powiedziała żartobliwie.
- Nie myślałem, że kiedykolwiek usłyszę twój śmiech - Powiedziałem.
Śmiała się. Elsa naprawdę się śmiała. Nie mogłem w to uwierzyć.
Elsa
Śmiałam się. Wtedy dostrzegłam, że podłoga zaczęło pokrywać się delikatnym szronem. Nie robiłam sobie z tego nic. Podszedł do mnie. Przytulił mocno. Wtedy.... Wtedy wszystko wróciło. Odsunęłam go od siebie.
-Jack.. ja... ja nie mogę - Powiedziałam.
- Ale czego nie możesz? - Zapytał lekko zdziwiony.
- No tego! Nie mogę! Nie mogę cię skrzywdzić - Nie mogę cię znów pokochać.
- Ale Elsa.... Nie skrzywdzisz.....
- Nie mogę! Jestem potworem! Nie mogę, po prostu nie mogę! Nie potrafię, nie mogę, nie umiem nad tym zapanować! Proszę cię! Daj mi odejść! To.... to nie dla mnie.... - łzy lały się ze mnie, niczym deszcz. Nie mogłam ich powstrzymać. Nie mogłam.
- żartujesz? Kiedy znów zacząłem myśleć że to jest możliwe, że jest dla nas minimalna szansa.. Ty mnie odrzucasz? - Powiedział pod nosem. Spojrzał na mnie tymi swoimi zniewalającymi, niebieskimi oczami. Szłam szybkim tępem w stronę wyjścia.
- Elsa, ale powiedz mi, bo tego nie rozumiem. Co robię nie tak?Co ja ci takiego zrobiłem? Dlaczego przed wszystkim uciekasz? Dlaczego jesteś taka zimna? Czego ty się tak strasznie boisz? - Naciskał. Ja nie zwalniałam.
- Przepraszam - Tyle zdołałam powiedzieć. Jedno słowo, jedno proste słowo, a przyszło mi z taką trudnością. Otworzyłam drzwi. Wysłam. W końcu mogłam przestać panować nad uczuciami. Zaczęłam płakać. I biec. Biec jak najdalej. Moja moc, z coraz większa ilością uczuć, była silniejsza, bardziej nieokrzesana. Znalazłam zamarznięte jezioro. Usiadłam na nim, i czekałam aż spadnie spustoszenie z nieba. Nie wiedziałam co zrobić. Nie wiedziałam jak się pozbyć tej burzy w sercu.
Niech nie pali dusza
Która z tych klątw
Dobrą być nie potrafię
Myślami sięgam wstecz
Żaden dobry uczynek nie uniknie kary
nie uczynię już nic dobrego
I MNIE! - Zaśpiewałam.
-Jack.. ja... ja nie mogę - Powiedziałam.
- Ale czego nie możesz? - Zapytał lekko zdziwiony.
- No tego! Nie mogę! Nie mogę cię skrzywdzić - Nie mogę cię znów pokochać.
- Ale Elsa.... Nie skrzywdzisz.....
- Nie mogę! Jestem potworem! Nie mogę, po prostu nie mogę! Nie potrafię, nie mogę, nie umiem nad tym zapanować! Proszę cię! Daj mi odejść! To.... to nie dla mnie.... - łzy lały się ze mnie, niczym deszcz. Nie mogłam ich powstrzymać. Nie mogłam.
- Elsa, ale powiedz mi, bo tego nie rozumiem. Co robię nie tak?Co ja ci takiego zrobiłem? Dlaczego przed wszystkim uciekasz? Dlaczego jesteś taka zimna? Czego ty się tak strasznie boisz? - Naciskał. Ja nie zwalniałam.
- Przepraszam - Tyle zdołałam powiedzieć. Jedno słowo, jedno proste słowo, a przyszło mi z taką trudnością. Otworzyłam drzwi. Wysłam. W końcu mogłam przestać panować nad uczuciami. Zaczęłam płakać. I biec. Biec jak najdalej. Moja moc, z coraz większa ilością uczuć, była silniejsza, bardziej nieokrzesana. Znalazłam zamarznięte jezioro. Usiadłam na nim, i czekałam aż spadnie spustoszenie z nieba. Nie wiedziałam co zrobić. Nie wiedziałam jak się pozbyć tej burzy w sercu.
- Zawsze odkąd pamiętam,
wszystko co jest wewnątrz mnie
chciało się dostosować do innych
Nigdy nie byłam jednym z pretendentów
Wszystko, czym próbowałam być
po prostu nie pasowało.
Gdybym powiedziała ci czym byłam
czy odwróciłbyś się ode mnie?
Jeśli nawet wydawałabym się niebezpieczna
czy bałbyś się?
Odnoszę takie wrażenie, bo
wszystko czego dotknę jest za mało ciemne.
Czy ten problem tkwi we mnie?
Jestem tylko człowiekiem ze świecą,
która do mnie prowadzi,
Staję do ucieczki przed tym, co jest we mnie.
Potwór, Potwór
Stałam się potworem
Potwór, potwór
i to uczucie robi się silniejsze.
Czy mogę oczyścić swoje sumienie
jeśli jestem inna od reszty ,
Czy muszę biec i ukrywać się?
Nigdy nie mówiłam, że tego chcę
To brzemię przyszło do mnie
i jest skończone,
zadomowiło się we mnie.
Gdybym powiedziała ci czym byłem
czy odwróciłbyś się ode mnie?
Jeśli nawet wydawałabym się niebezpieczna
czy bałbyś się?
Odnoszę takie wrażenie, bo
wszystko czego dotknę jest za mało ciemne.
Czy ten problem tkwi we mnie?
Jestem tylko człowiekiem ze świecą,
która do mnie prowadzi,
Staję do ucieczki przed tym,
co jest we mnie.
Potwór, Potwór
Stałem się Potworem
Potwór, potwór
i to uczucie robi się coraz silniejsze
- Zaśpiewałam. Wtedy, na niebie pojawił się księżyc. Jego blask... on sprawił że odzyskałam kontrolę. Nie czułam już strachu, ani żalu. Tylko ulgę. Wtedy zauważyłam, moje włosy, i tak jasne, stały się śnieżnobiałe a skóra idealnie blada. Nie wierzyłam. to się naprawdę stało. Przeszłam transformację, dokładnie tak jak Jack.Kris
- No i to się nazywa dobre zabójstwo - Powiedział do mnie ojciec gdy wchodziłam do domu.
- Daj mi spokój - Miałam już dość wiecznego zabijania, wypełniania poleceń i ukrywania się. Nie chciałam. Nie chciałam tego robić.- Ido pokoju - powiadomiłam go. Zatrzasnęłam sob drzwi. mieszkaliśmy w jednych z tych odnowionych ulic Londynu. Wyszłąm na balkon. Księżyc był w pełni. Taki idealny, taki... lśniący.
- Eleka nahmen nahmen
Ah tum ah tum eleka nahmen
Eleka nahmen nahmen
Ah tum ah tum eleka nahmen
Niech nie pali dusza
Niech nie płynie krew z ran
Niech nie cierpi
Gdy go będą bić
Niech pozwolą mu żyć
Niech zabraknie im sił by go zabić
Niech nie podda się
Przezwycięży śmierć
Eleka nahmen nahmen
Ah tum ah tum eleka nahmen
Eleka nahmen nahmen
Ah tum ah tum eleka nahmen
Kurde! Jak szła w końcu ta klątwa! Nawet nie wiem co czytam!
Która z tych klątw
ma zadziałać żebyś żył
Nero gdzie jesteś!?
Ranny, czy już nie żywy
Czy kolejną katastrofę
Mogę dodać do mej skromnej listy?
Dobrą być nie potrafię
Karą za to będzie ich pogarda
Dobrą być nie potrafię
TERAZ JUŻ WIEM!
Ślepy zaułek!
Zawiodła mnie dobra droga
DOBRĄ BYĆ....
NIE POTRAFIĘ!
Nessa Salve! Non perdidit
Fiyero Fiyero!!
Jedno pytanie prześladuje mnie i boli
Zbyt wiele, zbyt wiele by wspominać o tym:
Czy na prawdę szukałam dobra
Czy tylko uwagi?
Czy tylko tym są dobre uczynki
Gdy spojrzeć na nie chłodnym okiem?
Jeśli tylko tym są dobre uczynki
Więc może to jest powodem
Myślami sięgam wstecz
I dziś już sama nie wiem
czy chciała dobra być
Dla innych
czy dla siebie
Czego nie zrobię
Jestem w tym już coraz gorsza
ZMIENIA SIĘ W KRZYWDĘ!
Wszystko to czego próbuję
WIEM!
Żaden dobry uczynek nie uniknie kary
Wszystkie dobre odruchy powinny zostać odepchnięte
Żaden dobry uczynek nie uniknie kary
Prawda, chciałam dobrze -
Więc, zobacz co moje chcenie dobrze uczyniło:
No dobrze, wystarczy - niech tak będzie
Niech tak będzie, więc;
Niech cały świat będzie zgodny
I nazwie mnie posłańcem zła
I WIEDŹMĄ!
Skoro nie nie może mi się udać
uratowanie Ciebie Nero
Obiecuję
nie uczynię już nic dobrego
Dobroć ta
Krzywdzi Świat
I MNIE! - Zaśpiewałam.
- Kay, coś się stało - Zapytała mnie siostra. Jak zwykle niewinna. Taka okropnie niewinna. Odwróciłam się w jej stronę.
- Nic się nie stało -Powiedziałam suchym tonem - tylko odkryłam, że moje życie to ciemna, pusta czarna dziura! Nic tylko zabijam i uciekam! Nic lepszego mnie nie czeka! - Wykrzyknęłam. Wyciągnęła swój pamiętnik i zaczęła w nim coś pisać. Drżała - Po co ty to piszesz? I tak nie masz o czym pisać! - Krzyknęłam. Ojciec pojawił się w drzwiach. Wiedział że to jedna z moich kolejnych awantur o byle co. Ale ja tak nie uważałam. To on był przyczyną tych awantur, tych wrzasków. To że nie miałąm przez niego normalnego dzieciństwa, tylko stałam za nim, ze sztyletem w ręce, czekając, aż wyda rozkaz. Jedyne co mogłam robić, to je wykonywać. Nic nie czując, nawet lekkiego żalu, tylko wielką chęć wbicia ten sztylet w krtań ojca. Ale tego nie zrobiłam. Byłam na tyle głupia, że tego nie zrobiłam. Zawsze byłam ta zła. Teraz, gdy próbowałam to zmienić, gdy poznałam kogoś, kto jako jedyny widział dla mnie nadzieję, zawiodłam.
- Kalayni radzę ci uspokoić - powiedział ociec.
- Nie! Nie uspokoję się! Kazałeś mi zostawić Nero! Samego! Na pastwę tych bestii! - Krzyknęłam. Żyję już ponad pięćset lat. Wiem, trochę dużo, ale jako nieśmiertelna, córka Anioła i Demona Ciemności, zostałą na mnie przelana ta nieśmiertelność, choć tego nie chciałam, ponieważ gdy spotkam kogoś kogo polubię, kto mnie zrozumie, on się zestarzeje, i umrze.. A ja co? Nie można mnie zabić, nawet drasnąć, a śmierć naturalna, nawet nie wchodzi w grę. Co innego Nero. On może i jest Nefilimem, jak ja, ale niższym rangą. Jego Ojciec, owszem był jednym z najpotężniejszych demonów które kiedykolwiek istniały, ale jego Matka, była aniołem, a tak konkretniej, anielskim markizem. Czyli nie na tyle potężnym, by być nieśmiertelnym. Mój ojciec należy do najpotężniejszych Demonów świata, Matka do szlachetnie urodzonych aniołów o wielkich umiejętnościach. Wiadomo więc chyba, że to na mnie wszystko przelali, a nie na moją siostrę, która nigdy w życiu nie czuła broni w dłoni. Ona nie jest moją siostrą. Została znaleziona pod drzwiami, i się nad nią zlitowaliśmy. Tylko tyle. To cała historia.
- Nie przejmuj się nim! On nie jest tak potężny ja my! - Krzyczał.
- Skąd wiesz? Może jeszcze po prostu nie pokazał co potrafi? Jak wielka moc w nim drzemie! - Krzyknęłam na niego, aż Akaaly się przewróciła. Wiedziałam od dawna, miałam dość potężny i donośny głos, minusy bycia córką demona i anioła, nie wiadomo co tak naprawdę czujesz wewnątrz. Czy wielki strach, czy smutek czy raczej gniew i chęć mordu. Po chwili w drzwiach pojawił się Nero. Krwawiła mu głowa. - O Stwórco! Nero! - Krzyknęłam. Podbiegłam do niego. Ledwo stał.
- Kris... nic mi nie jest.....
- Kay... Dlaczego on mówi do ciebie "Kris"? - Zapytała Akaaly.
- Bo może - Powiedziałam i pomagając Nero usiąść na łóżko otarłam mu ranę. Krwawiła. Okropnie krwawiła. - CO jest? Co ci zrobili? Trzeba wezwać lekarza? A może wiedźmę? Poczekaj! Znam zaklęcie które może zadziałać - Z moich ust popłynął potok słów.
- Ale nic mi nie jest - Zapewniał. - Nic mnie nie boli.
- Zalety bycia Nefilimem - Powiedziałam - Albo kumplowania się ze mną - Powiedziałam pod nosem.
- Że co? CO? - uniósł się.
- No jest możliwość że tak minimalnie.. ale tak tylko troszeczkę... osłabiłam ich - Powiedziałam.
- CO? Znów odprawiałaś te swoje egzorcyzmy? Rzucałaś klątwy? Jak możesz to robić? - Powiedział. Był zdenerwowany. A kto by nie był? Podeszłam do niego. Położyłam mu głowę na ramieniu -Nie wierzysz we mnie - Powiedział takim tonem, którego nigdy nie słyszałam.
- Wierzę - Powiedziałam. - Ale jesteś moim jedynym przyjacielem, nie chcę cię stracić - Kątem oka widziałam jak Akaaly karze Ojcu wyjść z mojego pokoju i zamyka za nim drzwi.
- A ja miałem nadzieję że kimś więcej - Powiedział pod nosem, ale i tak to słyszałam.
- Nero, wiesz że mi na tobie zależy, ale wiesz chyba też, że jestem z Dexterem - Powiedziałam.
- A czy go kochasz? - Spojrzał mi w oczy. - Czy chodzisz z nim tylko dlatego, bo ojciec ci kazał, bo on jest ode mnie silniejszy? - Zapytał. Miał rację. Nie kochałam Dextera, ale ojciec kazał mi z nim być, ze względu na to, że Dante się wyrzekł tego, kim był jego ojciec, a gdyby nawet się nie wyrzekł, to ojciec pewnie by mnie pchał w objęcia Dantego, który i tak nie jest mną zainteresowany. On by zrobił wszystko, byle żebym nie była z Nero.
- Nie mogę powiedzieć - Powiedziałam cichym tonem.
- Bo? Posłuchaj! Czekam już dość długo! Kocham cię! Zrozum, wiem że nie kochasz mojego brata! Widzę że patrzysz na niego z odrazą!
- Zależy na którego brata, Dantego lubię - Wzruszyłam ramionami.
- Powiem ci to wprost. Odkąd zrozumiałem że czuję do ciebie coś więcej, ci to pokazuję, ale nie wiem, czy ty do mnie czujesz to samo.
- Jak to? Nie widać - Zapytałam.
- Nie! Nic a nic! Świetnie tuszujesz emocje - Powiedział. Zaśmiałam się. Podeszłam do niego. Pocałowałam go. Nigdy nie czułam że aż tego pragnę. Już wcześniej miałam kilka impulsów, żeby to zrobić, ale musiałam się pohamować.
- Taki dowód wystarczy - Zapytałam. - Przepraszam że dzisiaj nic nie mówiłam, przeżyłam szok. - Powiedziałam - Ludzie to potwory, ale największym jestem ja. -Przeczesałam swoje włosy palcami.
- Nie jesteś człowiekiem.Pamiętasz? Jesteś Nefilimem. Dlatego jesteś taka ładna - Zaśmiał się. Uśmiechnęłam się. Nero. Prawdziwy przyjaciel. Zawsze przy mnie, poradzi, nawrzeszczy, powie do słuchu.
- No cóż, ale przyznam, że ten dziad zasłużył na śmierć - Powiedziałam.
- Oj! Nie dobra Kris! Ty nie lubisz zabijać!Jesteś temu przeciwna, pamiętasz? Wolisz rozmawiać o uczuciach, o tęczach!
- Jeżeli już coś wolę to ostro w ścianę przywalić , wybić okno, nowe wstawić - Powiedziałam. Zaśmiał się.-NO CZO! MISZCZ Tymów jestem - Powiedziałam a końcówki "cz" i "szcz" były specjalnie.Tak dla beki. Zaczęliśmy się śmiać. Nie wiedziałam o burzy, która właśnie nadchodzi.
- Elsa? - Usłyszałam za sobą głos Jacka. Podszedł do mnie. - Elsa, co się stało? Dlaczego uciekłaś? - Pytał. Jednak nie odpowiedziałam. Milczałam. Zapanowała niestosowna cisza.
- Myślisz że będę dobrym Strażnikiem? - Zapytałam przerywając panującą ciszę.
- Pytasz się na poważnie, czy chcesz żebym cię chwalił? - Zapytał.
- Pytam się, bo chcę wiedzieć, czy będzie sens, martwić się o to, czy uda mi się zapanować nad mocą - Schowałam twarz w dłoniach. Były zimne.
- Jeżeli mam być szczery, to nie, nie będziesz dobrym strażnikiem - Powiedział obojętnie. Spojrzałam na swoje dłonie. Były pokryte szronem - Elso... proszę. Spójrz na mnie - Nie mogłam patrzeć w te oczy. NIE PATRZ! NIE PATRZ! NIE PATRZ!!! Mówiłam sobie w myślach. Spojrzałam na niego. Jak to ja siebie słucham. Zaśmiałam się w duchu - Uważam, że będziesz świetnym Strażnikiem - Powiedział. - Ale najpierw nauczymy cię kontrolować moc. Wiesz ze jesteś potężna, trzeba teraz nauczyć cię tym władać. - Spojrzał mi w oczy - Pamiętaj, zawsze będę przy tobie. Nie masz się o co martwić. - Uśmiechnął się serdecznie.
Wtedy przed moimi oczami pojawił się straszny obraz.
Pamiętam. Byłam bestią. I nadal nią jestem.
- Nie - Powiedziałam - Nie zapanuję nad tym. - Łzy mi napłynęły do oczu.
- Ale...- Jack chyba czuł się zakłopotany.
- Nie! Jack, nie ma żadnego "ale" nie pamiętasz? Prawie zabiłam Annę, nie chcę, by tobie stało się coś złego - Powiedziałam przez łzy które płynęły strumieniami z moich oczu.
- Ale Anna żyje - Pocieszał mnie.
- Tak! Żyje. Bo ty ją uratowałeś. Pomogłeś jej z tego wyjść - Odeszłam od niego kilka kroków - Nie rozumiesz? To silniejsze ode mnie. - Jack chwycił mnie za rękę. Natychmiast mu ją zabrałam.
- Nie! Jack. Daj mi spokój. Pozwól mi odejść. Byle dalej, żebym nie krzywdziła nikogo - Żebym nie krzywdziła ciebie, powiedziałam w duchu .
- Nie skrzywdzisz nikogo, mnie nie skrzywdzisz innych też nie. Nie jesteś bestią. Po prostu, jesteś silniejsza, niż się wydaje. Ale nad tym zapanujesz- Uspokajał.
- Nie! Jack. Proszę cię, daj mi odejść, żebym cię nie skrzywdziła - Czu ja powiedziałam to na głos? Chyba tak.
- NIE! Nie pozwolę. Nie rozumiem cię ELsa. Dlaczego nie chcesz chociaż raz, szczerze porozmawiać. Dlaczego przede mną uciekasz? Dlaczego się tego wszystkiego boisz?
- Nie rozumiesz? To mnie przerasta. Proszę cię, przestań - Ostatnia łza poleciała z moich oczu.
- Nie! Nie przestanę! Powiedz mi, dlaczego mi nie ufasz? Co ja takiego zrobiłem? Dlaczego się mnie tak bardzo boisz? - Krzyczał.
- PRZESTAŃ! - Wrzasnęłam. Zaczęliśmy walczyć. Uderzyłam w niego lodowym pociskiem, zrobił unik.
-Elsa! Musisz z tym walczyć! Opanuj to - Krzyczał.
- Odejdź! Proszę! - Mówiłam. Trafiłam w Jacka. Ledwo się trzymał - Przepraszam - Powiedziałam. Stanęłam na wielkim jeziorze, które zaczęło się roztapiać.
Gdy postawiłam na nim stopę, pokryło się grubą warstwą lodu. Odwróciłam się na chwile, by zobaczyć co jest z Jackiem. Zaczął się budzić. Pobiegłam szybko. Opanuję potwora, Opanuję potwora, dam sobie z tym radę, opanuję potwora. Mówiłam sama do siebie. Sama w to nie wierzyłam.
- Nie! - Natychmiast się podniosła. - Nie zbliżaj się! Nie chcę cię skrzywdzić! - Krzyknęła. Jej oczy, w jej oczach było tyle strachu. Nigdy nie widziałam aż tak zrozpaczonych oczu.
- Ratuję wam życie - Rzucił. Biegłam za nim. - A teraz wskakuj! - Krzyknął wskazując na tajemny tunel. Coś czuję, że Arendelle przepadło. A to sprawka tylko jednego mężczyzny. Tego mrocznego faceta. Przed wejściem ostatni raz spojrzałam w kierunku miasta. Aredelle było w ogniu. Łzy napłynęły mi do oczy. Hans popchnął mnie w kierunku przejścia po czym zamkną bramy.
- Nie! Nie uspokoję się! Kazałeś mi zostawić Nero! Samego! Na pastwę tych bestii! - Krzyknęłam. Żyję już ponad pięćset lat. Wiem, trochę dużo, ale jako nieśmiertelna, córka Anioła i Demona Ciemności, zostałą na mnie przelana ta nieśmiertelność, choć tego nie chciałam, ponieważ gdy spotkam kogoś kogo polubię, kto mnie zrozumie, on się zestarzeje, i umrze.. A ja co? Nie można mnie zabić, nawet drasnąć, a śmierć naturalna, nawet nie wchodzi w grę. Co innego Nero. On może i jest Nefilimem, jak ja, ale niższym rangą. Jego Ojciec, owszem był jednym z najpotężniejszych demonów które kiedykolwiek istniały, ale jego Matka, była aniołem, a tak konkretniej, anielskim markizem. Czyli nie na tyle potężnym, by być nieśmiertelnym. Mój ojciec należy do najpotężniejszych Demonów świata, Matka do szlachetnie urodzonych aniołów o wielkich umiejętnościach. Wiadomo więc chyba, że to na mnie wszystko przelali, a nie na moją siostrę, która nigdy w życiu nie czuła broni w dłoni. Ona nie jest moją siostrą. Została znaleziona pod drzwiami, i się nad nią zlitowaliśmy. Tylko tyle. To cała historia.
- Nie przejmuj się nim! On nie jest tak potężny ja my! - Krzyczał.
- Skąd wiesz? Może jeszcze po prostu nie pokazał co potrafi? Jak wielka moc w nim drzemie! - Krzyknęłam na niego, aż Akaaly się przewróciła. Wiedziałam od dawna, miałam dość potężny i donośny głos, minusy bycia córką demona i anioła, nie wiadomo co tak naprawdę czujesz wewnątrz. Czy wielki strach, czy smutek czy raczej gniew i chęć mordu. Po chwili w drzwiach pojawił się Nero. Krwawiła mu głowa. - O Stwórco! Nero! - Krzyknęłam. Podbiegłam do niego. Ledwo stał.
- Kris... nic mi nie jest.....
- Kay... Dlaczego on mówi do ciebie "Kris"? - Zapytała Akaaly.
- Bo może - Powiedziałam i pomagając Nero usiąść na łóżko otarłam mu ranę. Krwawiła. Okropnie krwawiła. - CO jest? Co ci zrobili? Trzeba wezwać lekarza? A może wiedźmę? Poczekaj! Znam zaklęcie które może zadziałać - Z moich ust popłynął potok słów.
- Ale nic mi nie jest - Zapewniał. - Nic mnie nie boli.
- Zalety bycia Nefilimem - Powiedziałam - Albo kumplowania się ze mną - Powiedziałam pod nosem.
- Że co? CO? - uniósł się.
- No jest możliwość że tak minimalnie.. ale tak tylko troszeczkę... osłabiłam ich - Powiedziałam.
- CO? Znów odprawiałaś te swoje egzorcyzmy? Rzucałaś klątwy? Jak możesz to robić? - Powiedział. Był zdenerwowany. A kto by nie był? Podeszłam do niego. Położyłam mu głowę na ramieniu -Nie wierzysz we mnie - Powiedział takim tonem, którego nigdy nie słyszałam.
- Wierzę - Powiedziałam. - Ale jesteś moim jedynym przyjacielem, nie chcę cię stracić - Kątem oka widziałam jak Akaaly karze Ojcu wyjść z mojego pokoju i zamyka za nim drzwi.
- A ja miałem nadzieję że kimś więcej - Powiedział pod nosem, ale i tak to słyszałam.
- Nero, wiesz że mi na tobie zależy, ale wiesz chyba też, że jestem z Dexterem - Powiedziałam.
- A czy go kochasz? - Spojrzał mi w oczy. - Czy chodzisz z nim tylko dlatego, bo ojciec ci kazał, bo on jest ode mnie silniejszy? - Zapytał. Miał rację. Nie kochałam Dextera, ale ojciec kazał mi z nim być, ze względu na to, że Dante się wyrzekł tego, kim był jego ojciec, a gdyby nawet się nie wyrzekł, to ojciec pewnie by mnie pchał w objęcia Dantego, który i tak nie jest mną zainteresowany. On by zrobił wszystko, byle żebym nie była z Nero.
- Nie mogę powiedzieć - Powiedziałam cichym tonem.
- Bo? Posłuchaj! Czekam już dość długo! Kocham cię! Zrozum, wiem że nie kochasz mojego brata! Widzę że patrzysz na niego z odrazą!
- Zależy na którego brata, Dantego lubię - Wzruszyłam ramionami.
- Powiem ci to wprost. Odkąd zrozumiałem że czuję do ciebie coś więcej, ci to pokazuję, ale nie wiem, czy ty do mnie czujesz to samo.
- Jak to? Nie widać - Zapytałam.
- Nie! Nic a nic! Świetnie tuszujesz emocje - Powiedział. Zaśmiałam się. Podeszłam do niego. Pocałowałam go. Nigdy nie czułam że aż tego pragnę. Już wcześniej miałam kilka impulsów, żeby to zrobić, ale musiałam się pohamować.
- Taki dowód wystarczy - Zapytałam. - Przepraszam że dzisiaj nic nie mówiłam, przeżyłam szok. - Powiedziałam - Ludzie to potwory, ale największym jestem ja. -Przeczesałam swoje włosy palcami.
- Nie jesteś człowiekiem.Pamiętasz? Jesteś Nefilimem. Dlatego jesteś taka ładna - Zaśmiał się. Uśmiechnęłam się. Nero. Prawdziwy przyjaciel. Zawsze przy mnie, poradzi, nawrzeszczy, powie do słuchu.
- No cóż, ale przyznam, że ten dziad zasłużył na śmierć - Powiedziałam.
- Oj! Nie dobra Kris! Ty nie lubisz zabijać!Jesteś temu przeciwna, pamiętasz? Wolisz rozmawiać o uczuciach, o tęczach!
- Jeżeli już coś wolę to ostro w ścianę przywalić , wybić okno, nowe wstawić - Powiedziałam. Zaśmiał się.-NO CZO! MISZCZ Tymów jestem - Powiedziałam a końcówki "cz" i "szcz" były specjalnie.Tak dla beki. Zaczęliśmy się śmiać. Nie wiedziałam o burzy, która właśnie nadchodzi.
Elsa
Siedziałam skulona na wielkim zamrożonym jeziorze. Nie płakałam, nie bałam się, tylko myślałam.- Elsa? - Usłyszałam za sobą głos Jacka. Podszedł do mnie. - Elsa, co się stało? Dlaczego uciekłaś? - Pytał. Jednak nie odpowiedziałam. Milczałam. Zapanowała niestosowna cisza.
- Myślisz że będę dobrym Strażnikiem? - Zapytałam przerywając panującą ciszę.
- Pytasz się na poważnie, czy chcesz żebym cię chwalił? - Zapytał.
- Pytam się, bo chcę wiedzieć, czy będzie sens, martwić się o to, czy uda mi się zapanować nad mocą - Schowałam twarz w dłoniach. Były zimne.
- Jeżeli mam być szczery, to nie, nie będziesz dobrym strażnikiem - Powiedział obojętnie. Spojrzałam na swoje dłonie. Były pokryte szronem - Elso... proszę. Spójrz na mnie - Nie mogłam patrzeć w te oczy. NIE PATRZ! NIE PATRZ! NIE PATRZ!!! Mówiłam sobie w myślach. Spojrzałam na niego. Jak to ja siebie słucham. Zaśmiałam się w duchu - Uważam, że będziesz świetnym Strażnikiem - Powiedział. - Ale najpierw nauczymy cię kontrolować moc. Wiesz ze jesteś potężna, trzeba teraz nauczyć cię tym władać. - Spojrzał mi w oczy - Pamiętaj, zawsze będę przy tobie. Nie masz się o co martwić. - Uśmiechnął się serdecznie.
Wtedy przed moimi oczami pojawił się straszny obraz.
- Nie - Powiedziałam - Nie zapanuję nad tym. - Łzy mi napłynęły do oczu.
- Ale...- Jack chyba czuł się zakłopotany.
- Nie! Jack, nie ma żadnego "ale" nie pamiętasz? Prawie zabiłam Annę, nie chcę, by tobie stało się coś złego - Powiedziałam przez łzy które płynęły strumieniami z moich oczu.
- Ale Anna żyje - Pocieszał mnie.
- Tak! Żyje. Bo ty ją uratowałeś. Pomogłeś jej z tego wyjść - Odeszłam od niego kilka kroków - Nie rozumiesz? To silniejsze ode mnie. - Jack chwycił mnie za rękę. Natychmiast mu ją zabrałam.
- Nie! Jack. Daj mi spokój. Pozwól mi odejść. Byle dalej, żebym nie krzywdziła nikogo - Żebym nie krzywdziła ciebie, powiedziałam w duchu .
- Nie skrzywdzisz nikogo, mnie nie skrzywdzisz innych też nie. Nie jesteś bestią. Po prostu, jesteś silniejsza, niż się wydaje. Ale nad tym zapanujesz- Uspokajał.
- Nie! Jack. Proszę cię, daj mi odejść, żebym cię nie skrzywdziła - Czu ja powiedziałam to na głos? Chyba tak.
- NIE! Nie pozwolę. Nie rozumiem cię ELsa. Dlaczego nie chcesz chociaż raz, szczerze porozmawiać. Dlaczego przede mną uciekasz? Dlaczego się tego wszystkiego boisz?
- Nie rozumiesz? To mnie przerasta. Proszę cię, przestań - Ostatnia łza poleciała z moich oczu.
- PRZESTAŃ! - Wrzasnęłam. Zaczęliśmy walczyć. Uderzyłam w niego lodowym pociskiem, zrobił unik.
Gdy postawiłam na nim stopę, pokryło się grubą warstwą lodu. Odwróciłam się na chwile, by zobaczyć co jest z Jackiem. Zaczął się budzić. Pobiegłam szybko. Opanuję potwora, Opanuję potwora, dam sobie z tym radę, opanuję potwora. Mówiłam sama do siebie. Sama w to nie wierzyłam.
Kris
Torba na ramię, skórzana kurtka, czarne trapery, portfel w kieszeni, śniadanie zjedzone, brak zleceń. Tak właśnie powinno wyglądać moje życie.
- Gdzie idziesz? - Zapytał mnie ojciec.
- Na spacer, a co? Nie mogę wychodzić do świata? Mam tylko przed nim uciekać? - Zapytałam.
- Masz przy sobie broń?
- Nie. Po co? Przecież i tak nie idę mordować. Sorry ale mam jakieś życie towarzyskie, w przeciwieństwie do ciebie - Powiedziałam przez zęby.
- Ładnie się wyrażasz do własnego ojca - Usłyszałam głos Dextera. Stał za mną. Szczerzył nieskazitelnie białe zęby, od których mnie mdliło, że aż miałam ochotę go kopnąć i z masakrować mu tą piękną buźkę.
- Dexter - Powiedziałam z powagą. Nienawidziłam go.
- Cześć skarbie - Powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Odepchnęłam go.
- Posłuchaj, musimy pogadać - Powiedziałam - Na osobności.
- No cóż... ufam twojemu ojcu więc możesz mówić przy nim, mi to nie przeszkadza....
- DObra -Wzruszyłam ramionami - Zrywam.
- Ale co zrywasz? - Zapytał.
- No wszystko. Nasz związek, zaręczyny. To już koniec. Powód: nie kocham cię, kocham kogoś innego - Powiedziałam powoli, żeby zrozumiał. Patrzył się na mnie, jak na szaleńca.
- Kay... - U mego boku pojawiła się Akaaly - Naprawdę z nim zrywasz? Ale dlaczego? - Wypytywała.
- Już mówiłam. Kocham kogoś innego - Powiedziałam. Przytuliła mnie.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę! - Krzyknęła, ale chyba zobaczyła niezadowoloną minę ojca - A można się zapytać kto to? - Powiedziała ciszej. Uśmiechnęłam się.
- Jasne. Powiem ci jak wrócę. - Wyminęłam Dextera i wyszłam. Śmiałam się sama z siebie.
- Zrobiłam to - Mówiłam - Ja to zrobiłam - Uśmiechałam się sama do siebie - Ja naprawdę to zrobiłam!! - Krzyknęłam.
Wtedy dostrzegłam że w górach coś się dzieje. Pobiegłam zobaczyć co. Lśniła tam niebieska moc. Tak jakby magia.... Na miejscu zastałam chłopaka. Jasnowłosego chłopaka w niebieskiej bluzie. Czy on żyje? A może jest martwy? Rozmyślałam. Ne słyszałam pulsu.
- Ok... NIe dobrze... - Wyciągnęłam ręce przed siebie. -
Eläköön.
Hän ei voi kuolla.
Tämä ei ollut Luojan tahdon
Hänellä on kokemusta
elää - Wyrecytowałam. To jedno z nielicznych zaklęć leczących które znałam. Nagle chłopak zaczął otwierać oczy. Poczułam wielką ulgę. - Jumalan tahto - Powiedziałam.
- CO..? Kim jesteś? Gdzie jest Elsa? - Zaczął mnie wypytywać.
- Jestem Kaylani Isengard, dla przyjaciół Kris. Nie wiem nawet kim jest Elsa, a co się stało też nie wiem, po prostu zastałam cię nie przytomnego i starałam się pomóc - Powiedziałam obojętnie.
- Dzięki - Powiedział - I chyba sobie przypominam. Spojrzał w stronę jeziora. Było zamarznięte. - I chyba już wiem co z Elsą. - Stwierdził i pobiegł w stronę Gardła Artemidy. Pobiegłam za nim.
- Chwila! Kim ty jesteś? - Krzyknęłam.
- Jack Frost i teraz sorry, ale muszę iść uratować swoją jedyną miłość - Powiedział nadal biegnąc.
- Poczekaj! - Krzyknęłam. Zatrzymał się.
- co znowu?
- Wiem jak pomóc - Rozwinęłam skrzydła. Zawsze je chowałam. Za pomocą magii sprawiałam że znikały. - SPrawdzę czy tma jest - Wzniosłam się w powietrze. Widziałam dokładnie, jak pewna dziewczyna, w moim wieku, tworzyła lodowy pałac. Widziałam dokładnie każdy szczegół. Przyznaję, to było mocarne.
- Jest tam - Krzyknęłam do Jacka.
- Dzięki! - Odpowiedział i z pierwszym powiewem wiatru poleciał w stronę pałacu. Poleciałam na swoich skrzydłach w stronę lodowego zamku. Byłam tam szybciej niż on. Dziewczyna siedziała skulona.
- Hej -Powiedziałam cicho.
- Kim jesteś? - Podniosła głowę.
- Jestem Kris, przyszłam ci pomóc - Powiedziałam spokojnie.
- Zabijesz mnie? Proszę cię! Zabij mnie! Nie chcę dłużej żyć! Chcę odejść! Chcę mieć spokój! Nie krzywdzić nikogo! - Łkała.
- Nie zabiję cię, ponieważ uważam że powinnaś żyć. CHociaż mój ojciec zrobiłby to bez wahania, ja chcę ci pomóc, w czymkolwiek trzeba, ja pomogę - Powiedziałam. Postarałam się o delikatny uśmiech. Podeszłam do niej kilka kroków.
- Nie martw się, nie skrzywdzisz. - Powiedziałąm - Jestem nieśmiertelna, żadna broń mnie nie zrani, żadna magia nie osłabi, a czas nic nie zmieni - Zaśmiałam się.
- Ale.. Jak to? - Zapytała.
- No cóż... moja matka była Aniołem dość wysoko postawionym, czyli najpotężniejszym aniołem wszechświata, ale została zabita przez mojego własnego wujka, który później chciał zabić mojego ojca, ale udało nam się uciec. A moja matka była nieśmiertelna, ale Anioła, tak potężnego, może zabić tylko równie potężny demon. Jakieś pytania?-Wzruszyłam ramionami.
- ALe jak... jak to możliwe?
- No cóż, moja mamusia i tatuś bardzo się kochali.... - Cisnęłam z niej bekę.
- Nie o to chodzi! Jak możesz być nieśmiertelna? Niezniszczalna?
- No cóż... anioła może pokonać tylko potężny demon, a ja jestem Nefilimem, czyli dzieckiem anioła i demona, posiadające cechy obu ras, potrzeba tylko potężnej mocy, czytaj drugiego Nefilima, potężniejszego ode mnie, który mógłby mnie zabić.
- Elsa! Co się dzieje? Elsa!- Jack wbiegł do sali.
- Jack! Proszę odejdź!- Krzyczała Elsa.
- No właśnie Jack! Przerwałeś nam rozmowę- Powiedziałam żartobliwie, ale chyba nie złapał żartu. Złapałam za komórkę i wysłałam sms'a do Dantego i Nero.
- Elsa! Co jest? Dlaczego płaczesz? - Wypytywał ją Jack. Chyba naprawdę ją kochał. A widać było po niej, że ona czuła do niego to samo, i nie chciała go stracić z własnej winy. Ale ona chyba nie rozumie. On został wskrzeszony przez księżyc, jest nieśmiertelny, tak samo jak ja, tylko nie posiada potężnych mocy, księżyc może dać mu tylko jedną. To znaczy, tak mówił mi ojciec, a wiem, że on lubi czasem nagiąć prawdę.
- Nie! Odejdź! Nie chcę cię skrzywdzić! - Powiedziała. Wstała i wyszła na balkon. Patrzyła na góry. A tak konkretniej na wodospad. Jakby próbowała coś w nim dostrzec.
- Piękny wodospad. - Powiedziałam.
- To nie jest tylko wodospad. To Portal do Arendelle - Powiedziała.
- Arendelle? - Zdziwiłam się. Ledwo z tamtego przeklętego miejsca wyjechaliśmy - Chyba... coś o tym wiem... - Prychnęła.
- A kto by nie wiedział o Arendelle? - Zapytała retorycznie - To najbardziej rozbudowana stolica handlu - Uśmiechała się sama do siebie. - Nawet nie wiem, dlaczego przyszłam na ziemie! - Zaśmiała się. Ja to wiedziałam. Kiedy tylko ją zobaczyłam.
- Ja.... chyba wiem - Powiedziałam. Spojrzała na mnie jak na szaleńca - Szukałaś tu odpowiedzi na niektóre pytania. Dlaczego ty.... Dlaczego właśnie teraz a nie wcześniej..... Dlaczego właśnie w taki sposób..... - Wymieniałam. Spojrzała się na mnie, jak na szaleńca. - Nie. NIe jestem szaleńce, ani wiedźmą, chociaż z tym bym polemizowała, bo potężne anioły nieraz zajumją się takimi sprawami a'la wiedźmy - Uśmiechnęłam się. Spojrzałam w stronę chłopaka - A ty... - Podeszłam do niego - Radzę ci powiedzieć w końcu co do niej czujesz - Pokazałam na blondynkę, która się śmiała -bo inaczej przyjdzie Wiedźmin i ją wychędoży!- Powiedziałam. Wtedy do zamku wbiegli Nero i Dante.
- O cho..... - Zaczął Dante na widok Elsy. Ale Nero szybko walną go w ramię.
- Dante! - Powiedział Nero. Jak zwykle z resztą gdy był w pobliżu, hamował słownictwo Dantego. Nie rozumiałam ich. Jak większości świata. Bo przez ponad pięćset lat żyłam w ukryciu, jedyne co robiłam to mordowałam.
- Nie! Odejdź! Nie chcę cię skrzywdzić! - Powiedziała. Wstała i wyszła na balkon. Patrzyła na góry. A tak konkretniej na wodospad. Jakby próbowała coś w nim dostrzec.
- Piękny wodospad. - Powiedziałam.
- To nie jest tylko wodospad. To Portal do Arendelle - Powiedziała.
- Arendelle? - Zdziwiłam się. Ledwo z tamtego przeklętego miejsca wyjechaliśmy - Chyba... coś o tym wiem... - Prychnęła.
- A kto by nie wiedział o Arendelle? - Zapytała retorycznie - To najbardziej rozbudowana stolica handlu - Uśmiechała się sama do siebie. - Nawet nie wiem, dlaczego przyszłam na ziemie! - Zaśmiała się. Ja to wiedziałam. Kiedy tylko ją zobaczyłam.
- Ja.... chyba wiem - Powiedziałam. Spojrzała na mnie jak na szaleńca - Szukałaś tu odpowiedzi na niektóre pytania. Dlaczego ty.... Dlaczego właśnie teraz a nie wcześniej..... Dlaczego właśnie w taki sposób..... - Wymieniałam. Spojrzała się na mnie, jak na szaleńca. - Nie. NIe jestem szaleńce, ani wiedźmą, chociaż z tym bym polemizowała, bo potężne anioły nieraz zajumją się takimi sprawami a'la wiedźmy - Uśmiechnęłam się. Spojrzałam w stronę chłopaka - A ty... - Podeszłam do niego - Radzę ci powiedzieć w końcu co do niej czujesz - Pokazałam na blondynkę, która się śmiała -bo inaczej przyjdzie Wiedźmin i ją wychędoży!- Powiedziałam. Wtedy do zamku wbiegli Nero i Dante.
- O cho..... - Zaczął Dante na widok Elsy. Ale Nero szybko walną go w ramię.
- Dante! - Powiedział Nero. Jak zwykle z resztą gdy był w pobliżu, hamował słownictwo Dantego. Nie rozumiałam ich. Jak większości świata. Bo przez ponad pięćset lat żyłam w ukryciu, jedyne co robiłam to mordowałam.
Elsa
Stałam na balkonie wpatrzona w portal. "OTWÓRZ SIĘ! OTWÓRZ SIĘ! OTWÓRZ SIĘ!" myślałam.
-Chwila! - Krzyknął brunet. O ile dobrze się orientuję, miał na imię Dante - Czyli że zerwałaś z Dexterem, tak totalnie bez powodu? Tylko żeby wkopać swojemu ojcu? - Wypytywał.
- No tak - Kris wzruszyła ramionami.
- Piona! - Powiedział Dante. - Ale żeby było jasne, nie zerwałaś z nim, bo jestem taki nieziemsko boski - Prychnęłam. - Co cię tak bawi? - Zapytał. Odwróciłam się. Przyznaję, nie był brzydki, jeżeli by spojrzeć na niego, jakby patrzyła Anna, to "PRZYSTOJNE CIASTECZKO JAKIEGO ŚWIAT NIE WIDZIAŁ!" czy jakoś tak. Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie jej głupawych tekstów.
- Ok... a więc kim jesteś? - Zapytał mnie Nero o ile dobrze pamiętam.
- Nero? Tak? - Chciałam się upewnić
- Tak. Ja Nero, ten drugi....
- Przystojniejszy!- Wtrąciła Kris.
- Taaa ten przystojniejszy i głupszy to Dante - Powiedział wskazując na brata.
- Ok.. a więc mamy Nero, mądrego i w miarę przystojnego brata i mamy Dantego, mega debila, uważającego się za bóstwo. Założę się że lubi siedzieć w różnorodnych gospodach... - Zająkałam się bo zaczęli się na mnie patrzeć - Przepraszam, przepraszam! Klubach! I Wraca do domu całkiem pijany, dobrze mówię? - Chciałam się upewnić. Nero kiwał głową.
- COooo? Kiedy mnie widziałeś pijanego? No? No słucham? - Dante udawał cwaniaczka.
- A więc... wczoraj - Nero specjalnie przeciągną słowo "więc"
- CO? nie byłem taki pijany! - Prychnął Dante.
- Stary! Wlazłeś do szafy i pytałeś Gdzie jest Narnia? - Chyba polubię tego całego Nero.
- A więc chłopaki! Kto mnie przenocuje? - Przerwała temat Kris.
- Chwila, chwila! Co? Jesteś bezdomna? - Zapytałam.
- No cóż.. już od godziny. Przeciwstawiłam się ojcu.. a on jest despotą.. i źle znosi pyskowanie.. - Opowiedział tak jakby rozbrajała słowną bombę.
- Oł - Powiedziałam - Normalnie to bym cię przenocowała w zamku Arendelle, ale że portal jest zamknięty... - Jąkałam się. Przytuliłam ją. Kris. CHyba to będzie moja pierwsza przyjaciółka. Ma ciemne włosy a oczy koloru soczystej zieleni.Po jej stylu, zrozumiałam że nie przepada za "grzecznymi dziewczynkami" a po tym że się przyjaźni z Dente i Nero jestem już tego całkowicie pewna. Kris nie wiedziała jak zareagować. Wtedy, poczułam kujący ból w piersi.
- O STWÓRCO! Elsa co ci się dzieje? - Krzyknęła i przykucnęła przy mnie.
- Arendelle! Coś się dzieje z Arendelle! Coś złego! - Powiedziałam ledwo oddychając. Łzy pociekły mi z twarzy. Nie wiedziałam co robić. Jak mnie tam nie ma.
- Przystojniejszy!- Wtrąciła Kris.
- Taaa ten przystojniejszy i głupszy to Dante - Powiedział wskazując na brata.
- Ok.. a więc mamy Nero, mądrego i w miarę przystojnego brata i mamy Dantego, mega debila, uważającego się za bóstwo. Założę się że lubi siedzieć w różnorodnych gospodach... - Zająkałam się bo zaczęli się na mnie patrzeć - Przepraszam, przepraszam! Klubach! I Wraca do domu całkiem pijany, dobrze mówię? - Chciałam się upewnić. Nero kiwał głową.
- COooo? Kiedy mnie widziałeś pijanego? No? No słucham? - Dante udawał cwaniaczka.
- A więc... wczoraj - Nero specjalnie przeciągną słowo "więc"
- CO? nie byłem taki pijany! - Prychnął Dante.
- Stary! Wlazłeś do szafy i pytałeś Gdzie jest Narnia? - Chyba polubię tego całego Nero.
- A więc chłopaki! Kto mnie przenocuje? - Przerwała temat Kris.
- Chwila, chwila! Co? Jesteś bezdomna? - Zapytałam.
- No cóż.. już od godziny. Przeciwstawiłam się ojcu.. a on jest despotą.. i źle znosi pyskowanie.. - Opowiedział tak jakby rozbrajała słowną bombę.
- Oł - Powiedziałam - Normalnie to bym cię przenocowała w zamku Arendelle, ale że portal jest zamknięty... - Jąkałam się. Przytuliłam ją. Kris. CHyba to będzie moja pierwsza przyjaciółka. Ma ciemne włosy a oczy koloru soczystej zieleni.Po jej stylu, zrozumiałam że nie przepada za "grzecznymi dziewczynkami" a po tym że się przyjaźni z Dente i Nero jestem już tego całkowicie pewna. Kris nie wiedziała jak zareagować. Wtedy, poczułam kujący ból w piersi.
- O STWÓRCO! Elsa co ci się dzieje? - Krzyknęła i przykucnęła przy mnie.
- Arendelle! Coś się dzieje z Arendelle! Coś złego! - Powiedziałam ledwo oddychając. Łzy pociekły mi z twarzy. Nie wiedziałam co robić. Jak mnie tam nie ma.
Anna
Chodziłam po mieście. Dzień był słoneczny. Ale brakowało mi Elsy, co się z nią dzieje? Obiecałam sobie, że znajdę sposób by wróciła do Arendelle. Wtedy niebo pokryła czerwień. Chmury stały się czarne.
- O nie.... - Powiedziałam sama do siebie. Z ciemności wylewały się demony i różnorodne potwory. Wtedy poczułam że ktoś mnie bierze za rękę.
- Nie martw się! Nic ci nie zrobię! - Spojrzałam. To był Hans. Miałam ochotę znów go walnąć w twarz, ale byłam zbyt przerażona. Wtedy dostrzegłam mroczną postać. Dobrze zbudowany mężczyzna, ubrany na czarne, z maską na twarzy. Spod maski widziałam jego oczy. Jego lśniące, czerwone oczy wpatrywały się we mnie.
- HANS! Czekaj! Gdzieś tam jest Kristoff! - Krzyknęłam i wyrwałam swoją rękę z kleszczowego uścisku. Pobiegłam w stronę straganu Kristoffa, to znaczy jego ukochanego straganu, z marchwiami. Widziałam go. Był nieprzytomny. Hans trzymał w rękach karabin i strzelał w demony. Podbiegł do Kristoffa, przewiesił go sobie przez ramię.
- Hans! Co ty wyprawiasz? - Zapytałam zszokowana tym co widzę.
- Ratuję wam życie - Rzucił. Biegłam za nim. - A teraz wskakuj! - Krzyknął wskazując na tajemny tunel. Coś czuję, że Arendelle przepadło. A to sprawka tylko jednego mężczyzny. Tego mrocznego faceta. Przed wejściem ostatni raz spojrzałam w kierunku miasta. Aredelle było w ogniu. Łzy napłynęły mi do oczy. Hans popchnął mnie w kierunku przejścia po czym zamkną bramy.
CDN
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


