Część 2 Rozdział 2 "Demony Tez płaczą"
Elsa
- Chwila! Chwila! - Krzyknęła Kris gdy opowiadałam jej o życiu w Arendelle. O Annie, o zamku, O Kristoffie, Svenie Olafie i o tym idiocie Hansie. - Chcesz powiedzieć, że jesteś królową Jakiegoś magicznego czegoś i masz magiczne moce, tworzenia zimy, lodu śniegu i takich innych? - Przytaknęłam - A Potrafisz zrobić żywego bałwana? - Zapytała. Zaśmiałam się.
- Olaf jest bałwanem. Zrobiłam go uciekając z Zamku, po tym jak ujawniłam swoją moc ale teraz.... teraz jestem martwa -powiedziałam.
- Nie jesteś martwa. - Wyjaśniła - Twoje ciało nadal żyje, odbiera rzeczywistość, ale żyjesz w innym wymiarze niż ten, w którym żyją przeciętni ludzie. Co prawda stąpasz po tej samej ziemi co my, oddychasz tym samym powietrzem, ale oni nie widzą cię, ponieważ ich mózg nie działa na tyle sprawnie żeby przejść do innego wymiaru, tego, w którym ty żyjesz - Wyjaśniła, ale ja nadal nic nie rozumiałam.
- To dlaczego ty... mnie widzisz? - Zapytałam.
- Bo ja nie jestem z tego świata - Prychnęła - Jestem z Fire Panic - Powiedziała z uśmiechem - Ale ojciec zniszczył ten świat, szukając mojej mamy - Mruknęła pod nosem. - I teraz niszczy kolejne, zawsze się przeprowadzamy, przez jego uczuciowe upośledzenie - Walnęła. - I obsesję na punkcie mojej mamy. - Podciągnęła kolana pod brodę - Tak właściwie, w poszukiwaniu szczęśliwej rodziny, sprawił że cała rodzina cierpi, i nic nie da z tym zrobić. Nawet o tym zapomnieć, ani wyłączyć tego co się czuje - Wzruszyła ramionami. W sercu nadal mnie bolało, po tym ataku. Przeczuwam że coś się dzieje w Arendelle, I to coś nie jest dobre.
- Kris... - Zaczęłam - Skoro się tak często przeprowadzacie jak mówisz.. tak się poruszacie między światami.... czy to znaczy...- Spojrzała się na mnie - Czy to znaczy że macie jakieś przejście? Prywatny portal? - Zapytałam. Prychnęła.
- Prawie. Prawie - wyciągnęła z tuby rulon papieru i jakiś sprej z kieszeni. Rozłożyła papier. Były w nim wycięte jakieś wzory, chyba runy. - Okey... to jest portal do Arendelle... - Powiedziała rozkładając papier i wyrównując rogi - I teraz zrobimy tak.... - Mruknęła pod nosem. Wtedy chłopacy weszli do pałacu. Trzymali w rękach jakieś zioła czy coś.
- ELSA! - Krzyknął Dante - Już dobrze? nic się nie stało? Nadal cię boli?- Wypytywał. Jego brązowe oczy lśniły.
- Nie martw się Dante - Zapewniałam - Nic mi nie jest. - Wstałam i podeszłam do Kris. - I? jak ci idzie? - Zapytałam. Ona precyzyjnie pokrywała wzory substancją z puszki.
- Szłoby lepiej, gdybyście się zamknęli - Warknęła. Rozumiałam ją, sama nienawidzę, jak ktoś mi przeszkadza w czasie roboty.
- Chwila... co wy wyprawiacie? CO? - Zaczął krzyczeć Nero.
- Robimy portal do Arendelle żeby Elsa mogła spotkać się z siostrą - Powiedziała Kris obojętnie. Wstała - Już. Gotowe. - Odwróciła się w moją stronę - Teraz stajesz tutaj, najlepiej się nie ruszając, wtedy możesz wyjść do Arendelle z tylko jedną nogą - Spojrzałam na nią. Prychnęła - Nie martw się, będę tam z tobą. - Spojrzała na Dantego i Nero - A wy? moje drogie wyrzutki społeczeństwa? Też idziecie?
- No cóż... nie mam innych planów życiowych.. ale jeżeli moje życie się skończy przez jedną głupia wycieczkę, do tego przeklętego miejsca, to ostrzegam, wyrwę ci nogi i ręce, przeżyję, a potem wyrzygam na twoje żałosne ścierwo! - Zagroził jej Dante. Przeraził mnie. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym, ale na Kris to nie zrobiło żadnego wrażenia. Ona tylko się uśmiechała, a jej oczy były puste. Stanęliśmy w portalu. To było jakieś takie... dziwne. Nigdy nie przechodziłam tak przez portal. Dostałam zawrotów głowy. Wtedy poczułam że ktoś podtrzymuje mnie za ramiona. To był Dante.
- Nie chcę żeby cokolwiek ci się stało. - Powiedział z powagą. Jego oczy... ciemne, brązowe oczy wpatrywały się we mnie. - Wszystko dobrze? - NIe brzmiało to na pytanie retoryczne. A nie dał?Wpatrywał się we mnie tymi swoimi zniewalającymi oczami.
- Nic mi nie jest - Powiedziałam. Odwróciłam głowę. Wtedy zobaczyłam. Arendelle zamienione zostało w popiół. Jedyne co pozostało, to księżyc i gwiazdy. Łzy napłynęły mi do oczu.
- A oto i twoje Arendelle - Powiedziała Kris.
- Co... Ale jak? Co się z nim stało? - Wypytywałam.
- Strzelając... Powódź, pożar, pożar w powodzi, albo mój ojciec - Powiedziała.
- Twój ojciec? Twój ojciec to zrobił?
- Już mówiłam, on jest despotą zdolnym do wszystkiego. Najwyraźniej chciał mnie zmusić do powrotu do domu i odgrywania idealnej córeczki - Wzruszyła ramionami.
- Jak on to zrobił.? - Zapytałam ledwo oddychając. Wzruszyła ramionami - KRIS! Pytam się ciebie po ludzku jak on to zrobił, a ty jak zwykle wzruszyłaś ramionami! Co ty z tym masz? - Wzruszyła ramionami, chyba tylko po to, żeby mnie wkurzyć. Warknęłam. Zamknęłam oczy by powstrzymać upływ łez. Zacisnęłam ręce w pięści - Anna - Powiedziałam - Anna musi gdzieś tu być. Muszę ją znaleźć - Jedna łza upadła na ziemię i rozprysła się na miliardy małych kropelek.
- Wiesz ze nie dasz rady - Powiedziała Kris z żalem w głosie.
- Naprawdę? nie ma jakiegoś sposobu? jakiegoś zaklęcia wykrywającego życie?- Zapytałam.
- No cóż.... Jest ale tutaj by nie zadziałało.. to miejsce jest martwe.. powietrze przesiąknięte śmiercią.... - Powiedziała.
- CO? Ale.. Jak to wyczuwasz? - Zapytałam.
- Demoniczne geny... Demony wyczuwają śmierć i życie. Ojciec mnie tego nauczył. Dzięki temu wiem czy ktoś jest w pobliżu - Powiedziała obojętnie.
- A.... mogłabyś wyczuć Annę? - Zapytałam. Skrzywiła się - Proszę Kris! Proszę! Jesteś moją nadzieją! Proszę - Błagałam
- A niech ci będzie. Ale niczego nie obiecuję, jeżeli nie znajdziemy Anny, miej pretensję do samej siebie - Powiedziała po czym zamknęła oczy. - Jak już mówiłam nic nie ma -Powiedziała - Ale... kilkanaście metrów stąd jest jakieś życie. NIe mam pewności czy to Anna, ale warto sprawdzić - Dodała po chwili. Poczułam nagły przypływ radości i odwagi.
- Gdzie? - Zapytałam - W która stronę? - Podeszłam do niej.
- Na wschód. Ale tych aur jest więcej niż jedna. Z czego jedna osoba jest nie przytomna.... - Otworzyła oczy - Wiem już gdzie iść - Pobiegła na wschód. W stronę piekarni.
- Jesteś pewna że dobrze idziemy? - Chciałam się upewnić.
- Tak szczerze? To nie. Ale instynkt mi mówi że tam, a on mnie nigdy nie zawodzi - Przyśpieszyła.
Anna
- Hans! Hans! Gdzie mnie prowadzisz? - Wypytywałam. On tylko szedł i milczał. Zatrzymał się - CO robisz? Gdzie teraz?
- Anno, proszę, mogłabyś się na chwilę przymknąć? Przeszkadza mi to twoje ciągłe trajkotanie - Powiedział z powagą. Sprawdził ziemię. Nie kumałam go. Książę, i takie rzeczy robi? Dziwne - Dobrze.. nikogo tu nie było już od pięciu godzin więc jesteśmy tutaj bezpieczni. - Powiedział po czym wyjął zza skały jakiś plecak. - Jesteś głodna? - Zapytał z przymusu.
- A co masz?
- Chleb.. mięso... wszystko co ważne żeby przetrwać - Wzruszył ramionami.
- Zaraz.... od kiedy tu siedzisz? - Powtórzył gest. Jego rozczochrane włosy bezwładnie opadały na oczy. Nawet ich nie odgarniał, podsumowując miał gdzieś jak wygląda.
- No tak jakoś.. z rok? Co jakiś czas wychodziłem uzupełnić zapasy... - Wskazał na Kristoffa - A on często mdleje?
- Rzadko... własnie to mnie zdziwiło - Przykucnęłam przy nieprzytomnym Kristoffie. Hans wyjął z plecaka jakiś tonik.
- To jest coś co go natychmiast postawi na nogi - Spojrzałam na niego podejrzliwie - Nie martw się - Zaśmiał się - To nie jest trucizna - Powiedział z delikatnym uśmiechem - Gdyby mi nie zależało na tym, żebyście żyli, już dawno by was tu nie było. - Wyjął bułkę i przekroił ją na dwie połowy scyzorykiem. Podał mi jedną - Głodna? - Niepewnie wzięłam pieczywo i ugryzłam kawałek. Było świeże. - Chcesz jakiegoś mięsa do tego? mam wędzony schab.... nie pytaj skąd.. szynkę... kiełbasę suszoną.... no to co chcesz? - Zapytał.
- ymm... szynkę - Pogrzebał trochę w plecaku i ukroił mi idealnie równy plaster szynki. Przyjrzałam się fiolce. Jej zawartość była fioletowa - A co mam z tym zrobić? - Spytałam.
- A więc.. - Podniósł głowę Kristoffa - Przykładasz mu to tak mniej więcej centymetr od nosa.. i odkręcasz - Powiedział. Zrobiłam co kazał. Kristoff po chwili się obudził. Przytuliłam go. - O Boże! Kristoff! Już się o ciebie martwiłam - Odwróciłam się w stronę Hansa. Uśmiechał się. Coś czułam że się zmienił.
- Chwila... Co ten patafian tu robi? - Zapytał Kristoff. Był poddenerwowany.
- Uratował nam życie - Mój głos był spokojny. Hans się śmiał.
- Że co? - Jego ton był piskilwy.
- Hans.. moglibyśmy pogadać z Kristoffem... sam na sam? - Zapytałam. Skinął głowa i poszedł w dal.
Kris
Czułam że jednak jest jeszcze nadzieja. Im bliżej byłam miejsca pobytu Anny tym mocniej czułam zapach jej życia. Tym bardziej wierzyłam, że ona żyje, że Elsa jednak nie jest sama.
Ale zawsze jak widziałam to, jak mój ojciec zniszczył Arendelle, serce mi krwawiło. Wyrżnął tyle ludzi, miał tyle krwi na rękach.... A on to lubi. To sprawia mu przyjemność, widzieć jak inni cierpią. Widzieć jak ja cierpię.
- Kris..... - Nero pojawił się u mego boku.
- O co chodzi? - Zapytałam.
- Wiesz o co chodzi - Spojrzałam na niego -Chodzi o to, co do ciebie czuję - Powiedział. Zatrzymałam się.
- KRIS! Co się stało? Dlaczego się zatrzymałaś? - Elsa wpadła w panikę.
- Nie martw się. Anna jest tam - Wskazałam na piekarnię - Tam jest przejście. Dacie sobie radę? - Zapytałam ich żeby się upewnić.
- Jasne - Powiedział Dante i pociągnął za sobą Elsę.
- Nero... - Powiedziałam.
- Co? Nie mów że zerwałaś z Dexterem tylko żeby dokopać swojemu ojcu! - W oczach Nero błysnęła nadzieja.
- Nie - Zaprzeczyłam - Oczywiście że nie. Ale wiesz.... nie chcę żeby cokolwiek ci zrobił. Widzisz co zrobił Arendelle! Boję się... że może zrobić ci coś złego.... - Zaczęłam. Nero ujął moją twarz w dłonie i mnie pocałował.
- Kris.. Twój ojciec nic mi nie zrobi... twoja obecność napełnia mnie siłą.... - Oparliśmy nasze czoła o siebie i patrzyliśmy sobie w oczy - Kocham cię, Kris. - Powiedział cicho. Uśmiechnęłam się.
Elsa
- Dante - Próbowałam zacząć rozmowę.- Tak?
- Czy kiedykolwiek jesteś... smutny. No wiesz...... czy kiedykolwiek płakałeś? Cierpiałeś? - Zapytałam.
- Tak szczerze... to nie. Jestem demonem, To chyba jasne, że nie płacze, i nie czuję, nic.
- Demony też płaczą - Powiedziałam. Spojrzał na mnie. Uśmiechnął się pod nosem.
- Słyszysz w ogóle co mówisz? - Zapytał retorycznie.
- Jeżeli chcesz wiedzieć słuch mam dobry, a ty powinieneś w końcu nauczyć się okazywać uczucia, a nie zgrywać twardziela - Powiedziałam.
- Chcesz żebym okazywał uczucia? - Przytaknęłam. Prychnął - Naprawdę? - Skinęłam głową - Prawda jest taka, ze strasznie mi się podobasz! Próbowałem się pohamować, bo widziałem że ty i Jack coś do siebie czujecie! Ale prawda jest taka, że to jest już silniejsze ode mnie! - Krzyknął - Prawda, znamy się tylko jeden dzień, ale jak z tobą rozmawiam.. mam ochotę cię zabić - Powiedział a wściekłość w jego oczach lśniła. Zdziwiłam się.
- Oł.... - Zdołałam tyle z siebie wykrztusić. - Ty.. naprawdę myślisz że kocham Jacka? - Zapytałam.
- To gołym okiem widać. To jak na ciebie patrzy i w ogóle.... - Przeczesał włosy palcami.
- To cię zaskoczę, nic mnie nie łączy z Jackiem. Za to raczej ciebie i Kris - Prychnął.
- Ja? Ja i Kris? - Zaczął się śmiać. Skinęłam głową. Zrozumiał że mówię poważnie - Aaaa na serio? Powiem ci tak, kiedyś w dzieciństwie Kris na mnie leciała - Mówił swobodnie - Ale... no cóż.. gdy mieliśmy po szesnaście lat..... to znaczy.. ja miałem siedemnaście, ona szesnaście.. ona mi powiedziała że.... mnie kocha - Jego głos spoważniał. Był pełen napięcia - A ja jej powiedziałem że ja ją kocham, ale jak młodszą siostrę... i ona wtedy.... no cóż. Straciła wiarę w dobro - Wydusił w końcu - Po prostu, powiedziałem jej, że jest dla mnie jak siostra, a ona.... po prostu, Nero i Dexter się o nią kłócili, a mnie tak szczerze nie interesowała. Wolę kogo szczerego, pewnego siebie - Spojrzał mi w oczy. Znieruchomiałam - Jak ty - Świat mi się zawala. Serce mi bije tysiące razy.. aż w końcu, staje.
- Dante.... - Zaczęłam. Co prawda, zależało mi na Jacku, ale nie tak bardzo jak kiedyś. A teraz.... jeszcze mam uraz pourazowy, po tym, jak Jack mnie zawiódł. - Nie zrozum mnie źle ale... ja jeszcze cierpię po tym, jak Jack złamał mi serce...
- Nadal go kochasz - Stwierdził, błędnie z resztą.
- CO? Nie! - Zaprzeczyłam - Nie! Nie! Nie! To nie tak - Łzy mi napłynęły do oczy - Chodzi o to że...... Jack.. jack to już przeszłość! Złamał mi serce, nie chcę więcej o tym rozmawiać! - Krzyknęłam.
- CO się tutaj dzieje? - Wrzasnęła Kris podchodząc do nas. U jej boku Nero. Trzymali się za ręce.
- Raczej co się działo z wami? - Zapytał Dante.
- no cóż...... - Nero spojrzał na niego z wyższością. - Nie twoja sprawa - Uśmiechnął się promiennie do Kris. Wchodząc do piekarni dałam Dantemu kuksańca.
- Widziałeś to?- Szepnęłam do niego wskazując na Kris i Nero, idących przed nami.
- To że są nie rozłączni? Już dawno - Wzruszył ramionami. Walnęłam go.
- NIE! - Powiedziałam - Widziałeś jak na nią patrzył? - Zapytałam. Po chwili przypomniało mi się, jak Jack patrzył na mnie - Jack patrzył na mnie tak samo - Powiedziałam żałośnie. Dante przygarnął mnie ramieniem.
- Nie martw się. Ja też tak na ciebie patrzę - Spojrzałam na niego. Starał się omijać mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się. Czy on sobie żarty stroi. - Jak ja dawno z nikim nie byłem szczery - Westchnął.
Zaczęłam się śmiać. Wtedy, zobaczyłam księżyc. Przyglądałam mu się przez okno. Ale nie był taki sam jak kiedyś. Był czerwony, tak jakby... przesiąkła go krew, ofiar, na których śmierć musiał spoglądać.
- To moja wina -Powiedziałam po chwili spoglądając na martwe ciała. Widziałam nóż wbity w jego już dawno nieżyjące serce. Upadłam. To był doradca. Zaczęłam płakać.
- Elso co jest? - Zapytał mnie Dante.
- Nie martwcie się mną. W tej chwili potrzebuję samotności. Idźcie, znajdźcie Annę. Sprowadźcie ją tu. Ja musze chwile pobyć sama. Wszystko przemyśleć - Jedna łza, druga, spływały mi po policzkach i kapały na podłogę. Kap. Kap. Kap. Szło im to z taką łatwością, z taką niebywałą łatwością... chciałabym żeby moje życie było takie łatwe. Żeby skończyło się tym, że rozprysnę sie na miliardy małych kropelek, które być może, przyniosą lepsze jutro. Dante przy mnie kucnął - Dante! Idź! Nie musisz tu by - Położył mi rękę na ramieniu.
- Wiem.. Ale nie chcę, żebyś cierpiała samotnie - Powiedział kojącym tonem. Gładził mnie po ręce. Zwrócił moją twarz ku sobie - Wiedz, że ja nigdy cię nie zawiodę. Zawsze tu będę, gdy będziesz mnie potrzebować. - Przytuliłam się do niego.. Moje łzy spokojnie spływały na jego tors, co mu nie przeszkadzało.
- Nie martwcie się mną. W tej chwili potrzebuję samotności. Idźcie, znajdźcie Annę. Sprowadźcie ją tu. Ja musze chwile pobyć sama. Wszystko przemyśleć - Jedna łza, druga, spływały mi po policzkach i kapały na podłogę. Kap. Kap. Kap. Szło im to z taką łatwością, z taką niebywałą łatwością... chciałabym żeby moje życie było takie łatwe. Żeby skończyło się tym, że rozprysnę sie na miliardy małych kropelek, które być może, przyniosą lepsze jutro. Dante przy mnie kucnął - Dante! Idź! Nie musisz tu by - Położył mi rękę na ramieniu.
- Wiem.. Ale nie chcę, żebyś cierpiała samotnie - Powiedział kojącym tonem. Gładził mnie po ręce. Zwrócił moją twarz ku sobie - Wiedz, że ja nigdy cię nie zawiodę. Zawsze tu będę, gdy będziesz mnie potrzebować. - Przytuliłam się do niego.. Moje łzy spokojnie spływały na jego tors, co mu nie przeszkadzało.
- Srebrne gwiazdy w mojej czarnej nocy
Zimne jak lód, lecz piękne
Spacerując przez rozbite cienie
Rzeka życia cała jest wypełniona grzechami
Woda którą piję jest krwią na moich dłoniach
Nikt nie widzi jak płonę
Nikt nie czuje tego cierpienia
Przybądź i zakosztuj tej czarnej trucizny - nigdy nie dostaniesz tego serca
I wybacz moim obsesjom - rozdziera mnie coś
Od środka
Srebrne gwiazdy w mojej czarnej nocy
Zimne jak lód, lecz piękne
Spacerując przez rozbite cienie
Rzeka życia cała jest wypełniona grzechami
Woda którą piję jest krwią na moich dłoniach
Oczekując na moje potępienie - twój oskarżyciel jest tutaj
W własnym oskarżeniu - nie możesz uciec od siebie
Oh w tych kłamstwach żyjemy zupełnie sami
Więc przyjdź i rzuć kamień
Srebrne gwiazdy w mojej czarnej nocy
Zimne jak lód,lecz piękne
Spacerując przez rozbite cienie
Rzeka życia cała jest wypełniona grzechami
Woda którą piję jest krwią na moich dłoniach
Módl się do bogów których sprzedałam
w tej grze o życie i pozwoliłam umrzeć
Módl się za moją duszę na tym świecie,
aby zbawić mnie z moich grzechów
Módl się...
Wszystko, co było i wszystko co widzę teraz
To tylko duch co nazwałam ...
Srebrne gwiazdy w mojej czarnej nocy
Zimne jak lód,lecz piękne
Spacerując przez rozbite cienie
Rzeka życia jest cała wypełniona grzechami
Woda którą piję jest krwią na moich dłoniach - Zaśpiewałam do księżyca.
- Masz piękny głos - Powiedział. Jack nigdy mi tego nie mówił. Tak właściwie... to mało z nim rozmawiałam. MOŻE to co mi się wydawało miłością to było tylko to że spodobał mi się, i to było połączone z bardzo głęboką sympatią?
-Dziękuję - Starałam się zatuszować emocje. Otarłam łzy. - To jak? Idziemy? - Zapytałam.
-Dziękuję - Starałam się zatuszować emocje. Otarłam łzy. - To jak? Idziemy? - Zapytałam.
Anna
- No i co? Mam mu tak teraz zaufać? - Zapytał Kristoff z pretensją.
- HANS URATOWAŁ NAM ŻYCIE! MÓGŁBYŚ TO USZANOWAĆ? -Wrzasnęłam.
- Posłuchaj, wiem że nas uratował, ale to nie znaczy, że się zmienił! Może to po prostu część jego planu, dorwania się do korny Arendelle! -Wrzasnął. W dali usłyszałam odgłosy walki.
- O nie.... - Powiedziałam - Musieli nas znaleźć! - Krzyknęłam i pobiegłam tam gdzie walczyli. Zobaczyłam tam ciemnowłosą dziewczynę w czarnej bluzie z kapturem. dżinsach i najzwyklejszych trampkach. Z początku nie za bardzo wiedziałam jak je nazwać, ale później się dowiedziałam, jak i co.
- Ty jesteś Anna? - Zapytał jasnowłosy chłopak, w czarnym płaszczu i czerwonej bluzie pod nim.
- Taak - Powiedziałam z zastanowieniem.
- Elsa cię szuka - Powiedział przyciskając twarz Hansa do ścianki tunelu.
- Elsa? To.... to ona żyje? -Spytałam.
- Żyje, ale jest niewidzialna dla tych, którzy w nią nie wierzą - Podsumowała dziewczyna. Jej ton był jakiś dziwnie spokojny. - Idziesz z nami? Elsa czeka w piekarni - Powiedziała.
- Ja? - Byłam zdziwiona - Jak mogłabym nie pójść?! - Ucieszyłam się. myślałam że nigdy więcej już nie zobaczę Elsy.
- To jak? Idziesz? - Zapytała wskazując kciukiem teren za sobą.
- Idę - Powiedziałam i sprawnie wyminęłam Hansa - Dzięki za wszystko - Szepnęłam mu na pożegnanie. Szliśmy tunelami. Mało ładnymi. Wśród nas panowała cisza. - A więc Elsa... chce mnie widzieć tak? - Przerwałam panującą ciszę.
- Tak. Chce cię widzieć. Ale czy ty ją zobaczysz... to zalezy od ciebie - Wzruszyła ramionami dziewczyna.
- Chwila! Ale jak... zależy? To znaczy że jej nie zobaczę? - Mój głos był wysoki, wręcz piskliwy.
- Tego nie powiedziałam. A teraz idź a nie gadasz - Ona nawet na mnie nie patrzyła. Przyśpieszyła kroku.
- O nie.... - Powiedziałam - Musieli nas znaleźć! - Krzyknęłam i pobiegłam tam gdzie walczyli. Zobaczyłam tam ciemnowłosą dziewczynę w czarnej bluzie z kapturem. dżinsach i najzwyklejszych trampkach. Z początku nie za bardzo wiedziałam jak je nazwać, ale później się dowiedziałam, jak i co.
- Ty jesteś Anna? - Zapytał jasnowłosy chłopak, w czarnym płaszczu i czerwonej bluzie pod nim.
- Taak - Powiedziałam z zastanowieniem.
- Elsa cię szuka - Powiedział przyciskając twarz Hansa do ścianki tunelu.
- Elsa? To.... to ona żyje? -Spytałam.
- Żyje, ale jest niewidzialna dla tych, którzy w nią nie wierzą - Podsumowała dziewczyna. Jej ton był jakiś dziwnie spokojny. - Idziesz z nami? Elsa czeka w piekarni - Powiedziała.
- Ja? - Byłam zdziwiona - Jak mogłabym nie pójść?! - Ucieszyłam się. myślałam że nigdy więcej już nie zobaczę Elsy.
- To jak? Idziesz? - Zapytała wskazując kciukiem teren za sobą.
- Idę - Powiedziałam i sprawnie wyminęłam Hansa - Dzięki za wszystko - Szepnęłam mu na pożegnanie. Szliśmy tunelami. Mało ładnymi. Wśród nas panowała cisza. - A więc Elsa... chce mnie widzieć tak? - Przerwałam panującą ciszę.
- Tak. Chce cię widzieć. Ale czy ty ją zobaczysz... to zalezy od ciebie - Wzruszyła ramionami dziewczyna.
- Chwila! Ale jak... zależy? To znaczy że jej nie zobaczę? - Mój głos był wysoki, wręcz piskliwy.
- Tego nie powiedziałam. A teraz idź a nie gadasz - Ona nawet na mnie nie patrzyła. Przyśpieszyła kroku.
Jack
- JACK! Ale jak to możliwe? Znalazłeś Elsę, i co? Nie przyprowadziłeś jej do nas? - North był zdenerwowany. Skinąłem głową.
- Normalnie - Powiedziałem.
- Nie ma takiej odpowiedzi - Warknął - Nie rozumiesz? Zło jest coraz bliżej, możliwe że ten koles już ją dopadł, a ty nawet nie wiesz co zrobić? - Zapytał.
- Nie no! Dobijasz mnie- Westchnął.
- Ja? Ja cię dobijam? Chyba raczej Elsa, bo ona teraz zadaje się z jakimś gachem, tylko dlatego bo już jest wolna! - Byłem zdenerwowany.
- Nadal. Ją. Lubisz - Powiedział . - Ja ją tutaj przyprowadzę - Powiedział. - Piasek! Zając! Idziemy po Elsę! - Zawołał ich. Po chwili już zniknęli. Ja spojrzałem w lustro.
- Jestem żałosny - Powiedziałem patrząc z pogardą na swoje odbicie - To co robię jest żałosne - Warknąłem sam do siebie. Zbiłem lustro. W moich oczach pojawiły się łzy. "Nigdy nie trać nadziei" przypomniały mi się słowa ojca. Nie poddam się, nie dam za wygraną. Poszedłem do swojego pokoju. To jedyne miejsce gdzie mogę się wyciszyć, uspokoić. Uznałem że North i reszta świetnie dadzą sobie radę z opanowaniem Elsy. Namówią ją, byłem tego pewien.
Elsa
Siedziałam. Wpatrywałam się w swoje ręce. U mego boku Dante, przyglądał mi się.
- Dlaczego jesteś smutna? - Zapytał - Niedługo zobaczysz swoją siostrę... wszystko się ułoży - Starał się mnie pocieszyć.
- Moje życie się nigdy nie ułoży. Ono jest jeden wielki bajzel, którego nie da się posprzątać - Powiedziałam pod nosem. Wtedy w przejściu pojawiła się Anna.
- Elsa? - Uśmiechnęła się na mój widok.
- Anna! - Wstałam i pobiegłam ją przytulić. - Nawet nie wiesz jak się martwiłam!
- No cóż..... było o co. Taki mroczny facet... zniszczył całe Arendelle... - Starała się nie płakać.
- COś ci się stało? Zranił cię? - Wypytywałam.
- Nie martw się, nic mi i Kristoffowi się nie stało - Zapewniała - To dzięki Hansowi. Uratował nas.
- Hans cię uratował? Ten sam Hans który chciał nas zabić? - Byłam w szoku.
- Taak ale nie martw się! On się zmienił, naprawdę! Nawet byś go nie poznała, gdybyś go teraz widziała! Takie potargane kudły.... brudne spodnie.. Kompletnie inny facet! - Zachwycała się tym jak Hans się zmienił.
- Dobrze... pomińmy to. teraz się przenosimy na Ziemię, razem z Kristoffem i.... - Powstrzymałam odruch wymiotny - i... Hansem - Westchnęłam ciężko.
- Jak cudownie! - Zaczęła skakać z radości. Spojrzała na Dantego. -Elsa.... - Podeszła do mnie - To twój chłopak? - Zapytała cicho.
- Chwila chwila.. Że co? Ja i Dante? Naprawdę? - Zapytałam.
- Nie... nie.. tym masz jacka. A poza tym, jack też jest niczego sobie. Jest... w porządku... można by powiedzieć. - Przeczesałam swoje włosy palcami.
- Kris... ten portal którym się tu dostaliśmy działa tez w druga stronę? - Zapytałam.
- Tak.. Tak jasne - Powiedziała. Poszliśmy do portalu. Anna opowiadała mi o tym, jakie cuda ją spotkały, co się działo gdy nas tu nie było. Kristoff nie tracił Hansa z oczu. A Dante cały czas trzymał się u mego boku, odwracając wzrok gdy na niego patrzyłam.
- To... to tutaj? - Zapytała Anna - To ten cały portal?
- Tak. To właśnie on - Powiedziałam stając w portalu - Idziesz z nami? - Podbiegła do mnie. Podróż powrotna wyrządziła mi dużo mniejsza krzywdę. Na miejscu zastaliśmy Świętego Mikołaja, Zająca Wielkanocnego i Piaskowego Ludka.
- Oooo witajcie - Pomachałam do nich.
- Idziesz z nami - Powiedział North. Zając tylko kręcił z niedowierzaniem głową.
- Pójdę, ale oni ze mną - Postanowiłam. - Anna, Hans i Kristoff właśnie tutaj przybyli z Arnedelle, a Kris pokłóciła się z ojcem, a Nero i Dante..... Oni po prostu chcą być blisko. - Powiedziałam.
- Wtedy z nami pójdziesz? - Upewniał się.
- Takie są moje warunki - Moja twarz pozostawała kamienna.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz