Muzyka

niedziela, 25 stycznia 2015

Część 2 Rozdział 3 "Rytuał Dołączenia"

Jack

Do Sfery Snów wbiegłem w samą porę. Elsa akurat składała przysięgę. Wróżki Zębowe położyły jej na głowę kwiatowy wianek.
- Ymmm... przepraszam że kwiatowy... nie wiedziałam że będziesz.... władała lodem..... - Powiedziała Zębuszka. Elsa się uśmiechnęła.
- Nic nie szkodzi. - Powiedziała ze śmiechem - Czy... mogę coś zrobić? - Zapytała po czym dotknęła wianka palcem, a on natychmiast pokrył się lodem i szronem. Odwróciłam się w moją stronę. Uśmiechnęła się. Wtedy jeden z chłopaków (ten z ciemnymi włosami) zgarną ją ramieniem.
- No no! Strażniczka....... czego? - Zapytał dość głośno.
- Strażniczka nadziei - Kris powiedziała pod nosem. Stała niedaleko mnie. - Już wyzdrowiałeś? Wszystko dobrze? - Zwróciła się do mnie.
- Taak.... - Kłamałem. Nadal bolało mnie w piersi. 
- Oj! Jack! - Elsa do mnie podbiegła -Przepraszam za to co ci zrobiłam! Spanikowałam. To się już więcej nie powtórzy! Obiecuję! - Powiedziała. 
- No cóż.... lubię dostawać od ciebie lanie.... - Zająknąłem się - A poza tym, mógłbym cierpieć dla ciebie wiecznie - Powiedziałem dużo, DUUUUŻO ciszej.
- Aha... to.... fajnie - Przytuliła mnie. Moje serce się topi, kolna załamują. NIE PUSZCZAJ MNIE! NIE PUSZCZAJ MNIE! Odsunęła mnie. - Przepraszam za moje zachowanie... chodzi o to że... bardzo mi cię brakowało. Cieszę się że znów jest jak dawniej - Uśmiechnęła się. Poczułem czyjąś rękę na ramieniu.
 - Jack, musimy pogadać - Powiedział. Nawet nie czekał na moją odpowiedź tylko zaciągnął mnie na bok. 
- O co chodzi? - Zapytałem. 
- O co chodzi? O co chodz? - Powtarzał za mną z pretensją - Chodzi o to, że znów się zakochujesz - Powiedział. 
- Ja się w niej nie zakochuje! - Wrzasnąłem. North tylko kiwał głową.  

Kris

Ten dziwny brodacz zabrał Jacka od Elsy. Podeszła do mnie. 
-  Czy ty... miałaś kiedyś problemy sercowe? - Zapytała mnie.
- Ja? niee - Zaprzeczyłam.
- Bo chodzi o to że.... Już nie wiem... co czuję do Jacka. Czy jest to dla mnie tylko przyjaźń, czy może... 
- Nie wiesz, czy go kochasz? - Moje pytanie było bezpośrednie.
- Co? Nie! - Widziałam w jej oczach panikę -Taak -Jęknęła z cierpieniem. - CO mam zrobić? Bo wiesz.... podoba mi się Dante, jestem z nim bezpieczna, a Jack.... jest w nim coś... coś co mnie przyciąga. Wiesz o co chodzi? - Nawet nie wiesz jak... Pomyślałam. Spojrzałam na Nero rozmawiającego z Zającem. Uśmiechnęłam się. 
- Tak. Wiem o co ci chodzi - Powiedziałam. - To miłość. To ona łączy ludzi, nawet gdy jest trudna.  
- Czyli że chcesz powiedzieć że ja... kocham Jacka? - Zapiszczała
- Tak. Jego oczy cię hipnotyzują, i nawet nie masz pojęcia, jak i gdzie jesteś. Cały twój świat zaczyna być ciepły, taki... pełen barw... bezpieczny.. Gdy przy nim jesteś, możesz się oderwać od przykrej rzeczywistości - Wzruszyłam ramionami.
- Skąd tyle o tym wiesz? - Zdziwiło mnie to pytanie. 
- Bo - Prychnęłam - Chyba własnie tak się teraz czuję. - Zaśmiałam się pod nosem.
- Ale potrafimy znaleźć czas na miłość, co nie? Jesteśmy w środku wojny z ciemnością, a do tego ty się pokłóciłaś z  ojcem, który chyba jest strasznym idiotą...... - Zaczęła nawijać.
- NIe był zły - sama sobie zaprzeczyłam - po prostu był tak przejęty zniknięciem matki, że nie zauważył no cóż..... kiedy dorosłam. Kiedy przestałam  być tą małą dziewczynką.... Co  prawda, wychowywał mnie z dala od świata, odizolował mnie od rówieśników... ale... rozumiem to. - Wzruszyłam ramionami- On po prostu chciał odzyskać matkę. Nie dziwię mu się. Naprawdę j kochał ale.... No cóż, ona zginęła bo robiła to co ja robię teraz.
- Czyli że co? Zakochała się w Nero? - Zaśmiała się.
- Czyli już wiesz o kogo mi chodziło z tym zakochaniem?
- Trudno się nie domyślić - Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Wtedy, zawiał wiatr. Światła zgasły. W Sferze Snów pojawił się mój ojciec. Zając zaczął go atakować.
- Przyszedłem po córkę - Powiedział.
- Zaraz... po córkę? - Zapytał Zając.
- Nie mam zamiaru nigdzie wracać! Nie będziesz mi już narzucał swojej woli!  - Wrzasnęłam.
- Po co się drzesz? - Wzruszył ramionami - Zrozum. Jeżeli stracisz nad tym kontrolę, zamienisz się w potwora. Takiego, jak Mrok - Jego głos brzmiał tak swobodnie.
- Mrok? Ash? Ale jak..... - Elsa zaczęła się denerwować.
- To ja go zmieniłem.
- ZNISZCZYŁEŚ CZŁOWIEKA! - Krzyknęła Elsa.
- Człowieka, może zniszczyłem, ale nie pozwoliłem mu umrzeć. Ash, uratował ukochaną, stał się bohaterem, a Mrok? On był moim Strażnikiem - Rozłożył ręce w geście bezradności - Mroczny Strażnik nie może mieć ludzkich odruchów. - Zobaczyłam jak Dante złowrogo patrzy na mojego ojca. Z obrzydzeniem. Sama nie kryję, zazdroszczę mu, że stoi za moim ojcem, a nie przed nim. Bo może wtedy nawet kopnąć go w tyłek, a on nie zauważy.
- A ty? Nie jesteś Mrocznym Strażnikiem, i też ich nie masz - Dante podszedł do niego pewnym krokiem.
- Bo po co mi? - Ojciec się odwrócił w kierunku Dantego.
- A po to, Varienie, żeby być zrównoważonym psychicznie - Dante jak zwykle, na luzie, mając wszystko głęboko gdzieś, wyraził swoje zdanie.
- Eris kuoleme miene! - Krzyknęłam.
- Sorry, Kris, ale tym swoim staroelfickim jazgotem mnie nie przestraszysz. - Wzruszył ramionami.
- Kaylayni, idziesz ze mną - Powiedział.
- Nigdzie nie idę - Mój głos był poważny.
- Chyba nie wyraziłem się jasno - Uśmiechnął się - Idziesz ze mną, albo zabiję wszystkich znajdujących się w tym pomieszczeniu - Zamknęłam oczy. Zacisnęłam ręce w pięści. Spojrzałam na niego. Spojrzałam na Nero. Jego pierś unosiła się i opadała. Spojrzał na mnie, tym nieporadnym spojrzeniem.
- Uciekajcie -Powiedziałam cicho. - Uciekajcie, ja go zatrzymam - Powiedziałam. Nie przyjmowałam sprzeciwu. Nero i Dante, przypilnowali żeby Anna i Elsa bezpiecznie dotarły do wyjścia.  Zaczął śpiewać. Wiedział że tego nienawidzę.

-Czy nie mówiłem, że masz nie wychodzić? Czyż nie? 



- Mówiłeś  Mówiłeś


- Czy nie mówiłem, że świat jest okrutny? Czyż nie?


-Mówiłeś Mówiłeś


Więc powiedz mi jak to się stało? Co zrobiłem źle? Powiedz czemu? Czy możemy, po prostu, Kay, iść do domu i zapomnieć tę straszną noc?


- Czy nie mówiłeś, że jesteś inny? Czyż nie? 


- Jestem
Jestem 


- Powiedz, że nie jesteś nim. Powiedz to.


- Jestem
Jestem


Więc powiedz mi jak mam się zachować, tato? Co powiedzieć, tato? 

Powiedz mi czemu... Wszystko co mi kiedykolwiek mówiłeś, każde słowo

Było kłamstwem!


Czy nie mówiłeś, że będziesz mnie chronił? Czyż nie? 


- Próbowałem
Próbowałem 


Czy to jest sposób,w jaki chciałeś mi pomóc? Czy jest?


- Próbowałem
Próbowałem


 - Nie pomagaj mi więcej, tato 

Jesteś martwy, 

tato, w moich oczach

Ktoś Cię zastąpił

Tato, nienawidzę cię

Idź i zgiń!


 - Czyż nie zbudowałem domu? Czyż nie?
Czy nie wychowałem jej samotnie? Czyż nie?
Teraz Nero odebrał moją Kaylay
To jego wina
Czy już straciłem córkę? 


Więc pozwól ojcu zginąć!I pozwól potworowi ożyć! - Zaśpiewał.

- Ten potwór już żyje -Warknęłam - Ty nim jesteś.  - Zaśmiał się. - Obiecuję ci, że kiedy tylko będę miała szansę, zrobię to, co mogłam zrobić już dawno temu. - Wyjęłam sztylet z pochwy - Wbiją ci ten sztylet prosto w oko, jeżeli w jakikolwiek sposób, skrzywdzisz moich przyjaciół, ostrzegam, zapomnę o tym że jesteś moim ojcem, i nie będę obiektywna w stosunku do ciebie! - Wycedziłam przez zęby.  
- Nie zabiłabyś mnie. Zrozum. Nie jesteś na tyle potężna. Jesteś na wpół upieczonym Nefilimem - Mówił spokojnie gdy odchodziłam. Odwróciłam się i rzuciłam sztyletem mu między oczy. Podbiegłam do niego. Skoczyłam mu na głowę, wbiłam mu sztylet w oko. 
- Nadal uważasz, że jestem na wpół upieczona? - Krzyknęłam. Zeskoczyłam, przykucnęłam i zrobiłam "młynek" (czyli podstawiłam mu haka, pod obie nogi gdy stał, wiem trochę dziwne) i się przewrócił. 
- Ke loketse ho loantša - Powiedziałam. Ostatni raz, mu wbiłam sztylet w przed ramię i odeszłam. Wiedziałam, że Nero będzie zawiedziony. On wie, że nienawidzę zabijać. - Nie będziesz już mną rządził - Warknęłam wychodząc.  
- Ty nie rozumiesz? - Powiedział - Twoje życie, twój los, są ode mnie zależne! Beze mnie NIC nie znaczysz! - Krzyknął. Odwróciłam się. Wyciągnęłam ręce i zaczęłam nią robić różne gesty. Skorzystałam z Magii Krwi. 
- Nikt nie będzie władał moim losem. Czy to jasne? - Wrzasnęłam. Rzuciłam nim o ścianę. Wtedy się opanowałam. Spojrzałam na swoje dłonie. Zakrwawione. Spojrzałam na ojca. Nie przytomny. Przestraszyłam się. Demon zaczął przejmować kontrolę. Rozpruwacz, zaczął być ode mnie silniejszy. Odwróciłam się w stronę drzwi z paniką i wyszłam ze łzami w oczach. Wpadłam na Nero. 
- Kris... co się stało? - Zapytał mnie.
- Nie chcesz wiedzieć. - Powiedziałam i go wyminęłam. Weszłam do najbliższego pokoju. Usiadłam na łóżku. Zerknęłam na swoje ręce. Rana szybko się goiła. Ale zbyt wolno, by ukryć to przed Nero. Przed resztą świata.Ukryłam twarz w dłoniach i pozwoliłam łzom opadać. na moje ręce, na ramę łóżka, na rękaw mojej kurtki.


Elsa

Kris została by powstrzymać swojego ojca. Bałam się o nią. Dante wziął mnie za rękę. Ciągnął mnie za sobą.
- DANTE! Co robisz?- Zapytałam.
- Ratuję ci życie! - Powiedział i ruszył dalej. Przyśpieszył kroku. 
- Ale Dante! DANTE! DANTE STÓJ! - Krzyknęłam. Odwrócił się na chwilę.
- Co? - Jego głos był poważny i głęboki.
- Dlaczego znów musimy uciekać? Jakbyś tam został i jej pomógł.... jakbyście wy z Nero, tam byli i jej pomogli..... nie martwiłabym się tak! - Wykrzyczałam.
- Ale ja martwiłbym się o ciebie - Powiedział i znów ruszyliśmy. Stanęłam.
- Jack - Powiedziałam cicho - GDZIE JEST JACK! - Krzyknęłam.
- Elso, spokojnie... nie wolno ci się denerwować, wiesz o tym. Musisz zapanować nad uczuciami... - Mówił, ale nie słuchałam. Podłoga zaczęła pokrywać się grubą warstwą szronu. - Jack jest bezpieczny. Wyszedł przed przybyciem Variena. Na pewno, jest teraz w innym pomieszczeniu, a skoro Varien, wie o twojej obecności tutaj, musimy uciekać....
- NIE! Nie zostawię ich samych! - Krzyknęłam i odwróciłam się. Pobiegłam do Sfery Snów. Varien był nieprzytomny. Szłam za plamami krwi. Były świeże. Prowadziły do pokoju Jacka. Zapukałam.

- Kris... 


Ja wiem że ty tam jesteś!
Chcę się dowiedzieć co i jak...
Proszę cię, uspokój się,
Chcę tam z tobą być
Proszę o znak...
Chcę się dowiedzieć o co chodzi
Co się stało tam..
Wiem, nie chcesz tak dalej żyć..
Czy powiesz, mi co się działo? 

- Nie chcesz wiedzieć! - Krzyknęła przez drzwi. 
- Właśnie, że chcę! Kris! Jesteś moją jedyną przyjaciółką, najprawdopodobniej jedyną jaką będę miała w życiu, przez to, że nikt mnie nie widzi! Musimy pogadać! Chcę wiedzieć co się stało! Wszyscy chcemy! - Mówiłam. Starałam się ciągnąć. Usłyszałam czyjeś kroki.
- Co jest z Kris? - Zapytał Jackowym głosem.
- Nie wiem, Jack. Proszę, daj mi spokój. Chcę z nią pogadać w cztery oczy.... -Wtedy poczułam że coś trafia mnie w nogę i upadłam na ziemię.
- O STWÓRCO! - Kris wyszła z pokoju - CO JEJ ZROBIŁEŚ! CO TY JEJ DO JASNEJ CHOLERY ZROBIŁEŚ! - Krzyczała. Nie panowała nad sobą. 
- Nic jej nie zrobiłem. - Powiedział swoim normalnym głosem. To był Varien. Po raz pierwszy spojrzałam na jego twarz. Misterne rysy twarzy, jakby wyrzeźbione, umięśniony,idealnie proporcjonalny. Podsumowując - był po prostu przystojny! Wstałam. Ledwo trzymając się na nogach.
- Nie skrzywdzisz nikogo... - Powiedziałam słabym tonem. Podniosłam głowę. Postąpiłam krok do przodu. Kris patrzyła na mnie, jak na coś niemożliwego. Nie mogłam pozwolić Varienowi wygrać. Nie tym razem. Nie teraz, gdy byliśmy tak blisko wygranej. Coś napełniło mnie siłą. coś niemożliwego. Nie wiedziałam co, i nie chciałam wiedzieć. Chciałam tylko oderwać mu głowę.

Kris 

Elsa wstała. Nikt nigdy nie wstał, po demonicznym paraliżu, a tym bardziej, po demonicznym paraliżu mojego ojca. Nad nią pojawił się Anioł. Na jego twarzy, dostrzegłam znajome rysy. Była to piękna, szczupła, kobieca twarz. Przypominała mi kogoś, ale nie byłam pewna.
- Nie pozwolę ci już nikogo skrzywdzić - Powiedziała. Anioł poleciał w stronę ojca i uniósł go w powietrze, po czym nim rzucił o ścianę, i to dość potężnie. Elsa podeszła resztkami sił. Podniosła go do góry za szyję i spojrzała mu w oczy. - Jeżeli kiedykolwiek cię zobaczę, to ostrzegam, nie będzie litości... - Wysyczała przez żeby.Jej ręka zaczęła od spodu lśnić. Jej oczy błyszczały światłem słońca. Ojciec zaczął krzyczeć. Wtedy Elsa upadła na podłogę. Varien ciężko dysząc uciekł. Ledwo się trzymał. Podbiegłam do Elsy. Nie mogłam nic zrobić. Byłam sparaliżowana, czułam jak gaśnie.
- O CHOLERA! - Usłyszałam zza pleców głos Dantego - Co ona zrobiła?! - Krzyknął i usiadł przy Elsie. Ułożył ją sobie na rękach. - Co się stało? Kris! Powiedz mi, co się stało? - Wypytywał. Milczałam. Nie mogłam nic z siebie wydusić. - O nie... Ona nie oddycha! Nie wyczuwam pulsu! - Krzyknął z paniką w głosie. Wydałam z siebie zduszony jęk cierpienia. Zamknęłam oczy. Zaczęłam czuć coś mokrego pod powiekami. Łzy. To były łzy. Ukryłam twarz w dłonie. Łkałam.

Elsa

Nagle, pojawiła się ciemność. Nic nie było. Nic nie czułam, nic nie widziałam. Tylko ciemność. Wtedy, pojawiła się kobieta. Miała brązowe włosy do ramion, jasną skórę i równie jasną sukienkę. 
- Elsa, miło mi wreszcie cię poznać. - Powiedziała. Jej głos był bardzo przyjemny i ciepły - Chciałabym cię o coś poprosić...
- O co chodzi? - Zapytałam. Uśmiechnęła się.
- Znasz moją córkę, Kris? - Skinęłam głową. - A więc chciałabym żebyś przekazała jej wiadomość, możesz to zrobić? Jesteś moją nadzieją...
- Dobrze... Kris jest moją przyjaciółką... - Jąkałam się. 
- Kris, chciałabym cię przeprosić za wszystko co zaszło, za wszystko przez co nie masz życia, na jakie zasługujesz... Ale zrozum... ja i twój ojciec byliśmy młodzi, zbuntowani. Kochaliśmy się i podjęliśmy decyzję, nie dając wyboru tobie. Teraz na twoich barkach pozostają dalsze losy rodziny. Przepraszam cię, za to, że nie byłam matką, na jaką zasługujesz. Zasługujesz na szczęście, nie pozwól by twój ojciec to zniszczył. Pamiętaj, kocham cię córeczko... - Powiedziała. Uśmiechnęła się.
- To... To wszystko?? - Zapytałam.
- Tak. Naprawdę dziękuję za to, że się zgodziłaś...
- ALE KIM TY JESTEŚ?! - Zapytałam - Skąd masz dostęp do mojej głowy? Skąd znasz moje imię..
- Jestem twoim Aniołem - Powiedziała. - Obserwowałam cię, gdy dorastałaś, także w chwilach cierpienia. Bolało mnie to, że musiałam na to patrzeć, a nie mogłam nic zrobić. W pewnym sensie ty... przypominałaś mi Kris.... Nie wiem jak.. nie wiem w jaki sposób, ale tak było i nadal tak jest. Łączy was coś nie widocznego. - I wtedy urwał mi się film. 

Jack

Usłyszałem odgłosy walki. 
- O NIE! Elsa! - Krzyknąłem i wybiegłem na korytarz. Niestety przybiegłem za późno. Zastałem Elsę nieprzytomną, w ramionach Dantego. 
- CO SIĘ STAŁO? Co ona zrobiła?! - Słyszałem jego krzyk. Pełen cierpienia - NIE WYCZUWAM PULSU! - Upadłem. Czułem jak serce mi krwawi. Jak to? Czyli że to już koniec? kiedy ją odzyskałem... miałem ją stracić?
- JACK! - Zawołała mnie Kris - Nie chowaj się, wiem że tam jesteś! - Krzyknęła. Wstałem i podszedłem do Elsy. Starałem się zachować spokój, starałem się nie uronić ani jednej łzy.
- Elso.... - Wziąłem ją za rękę - Proszę... nie opuszczaj mnie... Nie opuszczaj... - łzy jednak poleciały. Wiem, jestem żałosnym frajerem o miękkim serduchu. To coś złego? -Elso.... - Łza pociekła po mojej twarzy i upadła na podłogę  Dokładnie słyszałem gdy się rozprysła na podłodze. Miałem nadzieję, że to sen i zaraz się obudzę... Nie no! To zdanie  brzmiało gejosko! Ale żeby było jasne - JESTEM HETERO! I jeszcze Homosapiens czy jakoś tak, nie wiem jak to się nazywa, ale na nasz to będzie "Człowiek rozumny" ale jestem debilem, więc mam prawo nie kumać jak się to pisze.
- To twoja wina! - Dante warknął na mnie - To przez ciebie! - Wstał, ja zaraz po nim.
-Ale co.. Jak...
- Nie udawaj idioty! - Popchnął mnie.
- Ale naprawdę nie wiem, co i jak! - Krzyknąłem.
- Elsa wróciła żeby cię znaleźć! Martwiła się o ciebie! A teraz - Wskazał na nią - Zobacz co się stało! TO TWOJA WINA! - Podniósł mnie za bluzę. - Jeżeli ona się zaraz nie obudzi, ostrzegam, że skończysz bez zębów  a twoja śliczna buźka straci na wyglądzie! - Wycedził przez zęby. Jeżeli myślał że mnie przestraszy, miał rację. Prawie się zlałem, Przełknąłem głośno ślinę.
- Dante, to nie wina Jacka, tylko moja - Powiedziała spokojnie Kris - Gdybym jej otworzyła, gdyby nie stała na korytarzu... Varien by jej nie dorwał! - Schowała twarz w dłoniach - Ona... ona uznała że to ona musi to zakończyć, że to ona musi nas obronić.... - Zaczęła płakać - To moja wina! Gdybym nie walczyła z Varienem, gdybym była mu posłuszna.....
- Prawdopodobnie w tej chwili byłbym martwy, a to i tak by nastąpiło, prędzej czy później - Powiedziałem, cały czas mówiąc sobie w duchu "TO TYLKO ZŁY SEN! OBUDŹ SIĘ!", lecz to nie nastąpiło. Czułem się jak w tanim dramacie, gdzie główny bohater zawsze dostaje po dupie. To traci dziewczynę, to ona ginie. PIEPRZYĆ TAKIE ŻYCIE! Podszedłem do okna. Uchyliłem je. Wyszedłem, Siedziałem na dachu. Był zimny, zimowy wieczór. następnym razem, zapamiętam żeby nie szaleć aż tak wieczorami.  Ukryłem twarz w dłoniach. Pozwoliłem sobie na łzy (ŻAL!)...

Nero

Kris gdzieś tuj. Kris gdzieś tu jest. KRIS MUSI ŻYĆ! 
Mówiłem sobie w duchu. Wtedy wbiegłem do sali, gdzie usłyszałem odgłosy walki. Kris klęczała, Dante walił pięściami w ścianę przeklinając pod nosem a Elsa leżała jak martwa.
- Kris... - Powiedziałem. Ona wstała. Płakała. łatwo to po niej poznać. Podbiegła do mnie i chwyciła się mojego płaszcza. Przytuliłem ją i przycisnąłem do siebie. Płakała. Jej łzy spływały na moje ramię. - NIe płacz.. dobrze już... dobrze... - Pocieszałem ją.
- Jesteście żałośni - Odezwał się Dante - Zajmujecie się sobą, gdy Elsa odchodzi do innego świata... to żałosne! - Krzyknął. Wtedy podbiegł do Elsy. Spojrzałem na białowłosą. Otwierała powoli oczy.
- Gdzie Kris...? - Zapytała ledwo przytomna. 

Jack

Siedziałem wpatrując się w księżyc.
- Dlaczego mi to robisz...? Najpierw, przenosisz mnie do Arendelle, pojawia się Elsa... A teraz? Teraz mi ją odbierzesz? Dopiero gdy ją odzyskałem? - Pytałem Pana Nocy. Na balkon wybiegła Kris.
-JACK! - Zawołała.
- Co?- Zapytałem od niechcenia.
- ELSA SIĘ BUDZI! - Krzyknęła i wróciła do środka. Poleciałem do pokoju, nie wierząc że to prawda. Elsa tam leżała, głową opierając się o kolana Dantego. 
- KRIS! - Próbowała wstać.
- Nie... Elsa... musisz się oszczędzać... Nic nie mów... - Pouczał ją brunet. 
- ALE DANTE! Mam dla niej wiadomość! - Odwróciła głowę w stronę Kris - Kris, twoja mama ze mną rozmawiała. Powiedziała że to przez nią jesteś tym kim jesteś. Że to przez nią tak cierpisz... Żebyś się nie obwiniała, to nie twoja wina - Tłumaczyła. Jej głos się łamał. Była słaba - Jestem jakaś... zmęczona.... - Zamknęła oczy. Podbiegłem do niej
- Musimy znaleźć jakieś miejsce gdzie Elsa będzie mogła spokojnie wrócić do siebie..-Powiedziałem.
- Ja znam takie miejsce! Dajcie mi minutkę - Kris zaczęła grzebać w swoich papierach i robić portal. Nie wiedziałem co zamierza, ale jeżeli to miałoby uratować życie Elsy, jestem gotów na wszystko.

CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz