Muzyka

czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 3

Jack

Elsa uciekła jak oparzona. Bałem się o nią. Ale i tak najbardziej zdziwiło mnie to  że ona też ma moc. Męczyłem się przez ponad 300 lat z myślą o tym że jestem jedynym który ma tą moc a tu nagle okazuje się że to była zwykła pomyłka. Pomyłka z mojej winy.
- Kto to był? - Zapytał Mikołaj.
- To.... Elsa - Odpowiedziałem. Mikołaj zaszarżował na jednego z Mrocznych i rozbił go w pył. Ta masa ciała jest naprawdę epicka.  Uderzyłem mocą w jednego z demonów.
Królik zaczął się śmiać. Wycelowałem w Mrok jednym z pocisków. Upadł na ziemię. Podszedłem do niego.
- Nie próbuj nawet tknąć Elsy. rozumiesz! - Powiedziałem patrząc w jego puste oczy. 
- Może rozumiem... Ale może nie chcę tego przestrzegać... - Zniknął - Ale jeżeli znajdziesz jej martwe ciało to wiedz że to na pewno będzie moja sprawka - Dobiegło znikąd. Po chwili słyszałem straszny, złowieszczy śmiech. Musiałem chronić Elsę. Musiałem go pokonać.

Elsa

2 tygodnie później

Już kolejny dzień uciekam. Przed przeszłością, przed mrokiem i przed samą sobą. 
Właśnie gasiłam ognisko. Usłyszałam szelest liści. "to pewnie wiatr" pomyślałam. Zabrałam się do sprzątania swojego lodowego namiotu. Coś poruszyło się w krzakach. Przygotowałam ręce do rzucenia zaklęcia.
- Kim jesteś? Wychodź! Słyszysz?!! - Krzyczałam. Wtedy zza drzew wyszedł chłopak, niewiele wyższy ode mnie z rękami podniesionymi do góry. 
- A więc jestem Czkawka i jestem Wikingiem. A ty to.....?  - Zapytał. 
Miał brązowe włosy i sztuczną nogę. Był w miarę dobrze zbudowany, ale nie przypakowany przez co sprawiał wrażenie słabeusza. 
- Elsa. Królowa Arendelle - Powiedziałam nie spuszczając z niego wzroku.
- Czyli Burczybrzycha? - Zapytał, chyba po to żeby zobaczyć moją minę, która musiała być żałosna bo się śmiał.
- Bur-co co? - zapytałam. Jego śmiech stał się głośny. Wtedy z krzewów wyszedł czarny smok, osiodłany, z kocimi oczyma.
- Szczerbek! - Powiedział na widok smoka Czkawka.
- To twój smok? - Zapytałam opuszczając ręce i zdejmując czar.
- Tak. i nie tylko. to mój najlepszy przyjaciel. - Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Wstał i spojrzał na mnie- Co tu robisz? Uciekasz od czegoś? Coś cię goni? - Zapytał.
- Uciekam. Od samej siebie - Mruknęłam pod nosem. 
- Aha to... Ciekawe zajęcie... - Naprawdę... - Był chyba trochę zmieszany. Smok do mnie podszedł. Przykucnęłam i go pogłaskałam. Trochę dziwne uczucie. - Szczerbatek chyba cię polubił - Stwierdził. Spojrzałam w oczy Szczerbatka. Nie tak wyobrażałam sobie oczy istoty którą wszyscy nazywają bestią. Było w nich tyle miłości, tyle szczęścia. Podobnie jak w oczach Anny. Na samo jej wspomnienie miałam ochotę płakać, a Czkawka to zauważył. - Hej co ci jest? -Usiadł przy mnie.
- Szczerbatek, bardzo przypomina mi moją siostrę. Ona też każdego lubiła, była pozytywnie nastawiona do poznawania nowych ludzi...- Łzy napłynęły mi do oczu - tęsknię za nią - Powiedziałam. Ledwo powstrzymałam łzy. 
- Musi ci być ciężko - Przytuliłam go. Właśnie tego teraz potrzebowałam. Uścisku kogoś bliskiego.Może to nie do końca był ktoś mi bliski, ale wydawało mi się że on naprawdę wie co czuję. Jego jedyną reakcją było przyciągnięcie mnie do siebie. Spokojnie pozwalał moim łzom spływać na jego tors. Byłam taka zrozpaczona że nawet nie zauważyłam jaka ta sytuacja jest niezręczna. Dopiero gdy pomyślałam o Jacku. Jego niebieskich oczach wpatrujących się we mnie, o jego włosach jak śnieg miękkich jak lekki puch. Tęskniłam za nim. Tęskniłam za nim nie tak jak za Anną, że tylko za tym że miałam kogoś kto mnie pocieszy, nie. Za nim tęskniłam o wiele bardziej. Brakowało mi jego uśmiechu, jego ramion, jego głosu..... Naprawdę nie mogłam wytrzymać.

Jack

Kolejny tydzień bez Elsy. Jakoś udało nam się powstrzymać atak Mroku na zamek, ale są nieliczne zniszczenia. On powiedział że jej nie oszczędzi. Martwię się o nią. O to co się z nią dzieje. 
Wspominałem moment gdy ją spotkałem. Wyglądała pięknie. Jej długie, bardzo jasne włosy były spięte w warkocz. Poważna twarz z lekkim uśmieszkiem i te wielkie oczy patrzące na mnie. Taka była najładniejsza. 
Na samą tę myśl uśmiechnąłem się.
- A co ci tak wesoło? - Zapytał Mikołaj.
- Czy ty też tak miałeś, że gdy kogoś spotkałeś, od razu wiedziałeś że to ta jedna jedyna? - Zapytałem a on spojrzał na mnie tymi swoimi wyłupiastymi gałami. 
- No cóż... Nie - Spojrzałem na niego kątem oka. Wąchał świeczki. Dziwak, jednym słowem a dwoma : mega dziwak. - Pachnie ciasteczkami..- Wzdychał. 
- To po co się interesujesz moim życiem uczuciowym? - Mruknąłem pod nosem i znów spojrzałem na okno. Siedziałem na parapecie. Dotknąłem szyby, pokryła się szronem. 
- Bo... jesteś smutny....A poza tym... To coś złego? - Zapytał. Ostatnio miałem ochotę mu nieźle przy grzmocić, przez tą jego miłą buźkę i wieczny promienny uśmiech. Wiem, taki ma charakter, ale to strasznie denerwujące!!!

Czkawka

Elsa okazała się bardzo ciekawą towarzyszką. Miała kilka swoich dziwactw, np. nie pozwalała się wziąć za rękę.. Ale nie przeszkadzało mi to. To zaskoczyło mnie najbardziej. że w towarzystwie dziewczyny czułem się jak przy najlepszym kumplu. Myślałem że od rozstania z Astrid nigdy tak nie będzie. 
- Hola! - Usłyszeliśmy. Spojrzeliśmy w górę. W konarach drzewa stała brązowowłosa dziewczyna, w lekkiej, skórzanej zbroi z mieczem w pochwie przyczepionej do pasa, kołczanem i łukiem na plecach - Weszliście na mój teren więc teraz poniesiecie karę! - Mówiła z Tevinterskim akcentem. 
- Cześć wariatko! - Powiedziałem machając do dziewczyny. Zeskoczyła. Na głowie miała zawiązaną bandanę w trupie czaszki. Wyglądała niebezpiecznie.  
- My tylko tędy przechodzimy... Nie szukamy kłopotów - zdołałam wydusić.
- Bien.... Ale to nieistotne! Jesteście na moim terytorium! - Zaczęła wymachiwać rękoma.
- Nie widzę nigdzie tutaj napisu "to własność psychopatycznej dziewczynki" więc nie ma żadnego potwierdzenia że to twooje terytorium - zauważyłem. Widać było jak dziewczyna czerwienieje ze wściekłości. Nie przepadam za prowokowaniem ludzi ale ona nie dała mi wyboru.
- Zabawne.. Nigdy jeszcze nikt mi nie pyskował - Przyłożyła mi sztylet do gardła - Ethiss - Powiedziała.
- Czkawka - zaśmiała się dziewczyna słysząc moją odpowiedź.
- Czkawka? Na serio? - Kiwnąłem głową - U wikingów to najsłabsze w stadzie - prawie zwijała się ze śmiechu. - Dobrze - otarła z oczu łzy które przez śmiech napłynęły jej do oczu. - Dokąd więc podążasz - Próbowała powstrzymać śmiech - Czkawko - Nie dała rady. 
- Do..... - Odwróciłem się w stronę Elsy - a tak właściwie to gdzie idziemy? - Wzruszyła ramionami.
- Może na Narrows albo Netos... Nie wiem - Zobaczyłem rozpacz w jej oczach. Było mi jej żal. Objąłem ją ramieniem i odeszliśmy.
- Espera! - Krzyknęła za nami Ethiss i podbiegła do nas - Chcę podróżować z wami - Powiedziała zdyszana. Spojrzałem na Elsę pytająco. 
- Decyzja należy do ciebie - powiedziałem jej.
-  Niech idzie - Rzekła cicho - przyda się - ledwo mówiła. Wydawało mi się jakby przygasła. 

Elsa

Czkawkę i Ethiss wiele łączyło. Oboje byli nietypowi. Nie minął tydzień a obwieścili mi że są parą. Miałam ochotę się śmiać, ale nie miałam z czego, mówili śmiertelnie poważnie. 
Byłam zaskoczona. Taka wieść, po kilku tygodniach znajomości? Realy? 
- Czkawka, zatrzymajmy się. Elsa znów się rozmarzyła - Powiedziała Ethiss do swojego chłopaka co natychmiast mnie przywróciło do świata żywych.
- Elsa.... - Czkawka spojrzał w moją stronę - wszystko okey? - Zapytał.
- Jak najbardziej! - Zapewniłam. Nie chciałam żeby wiedział jak cierpię z powodu Jacka. Gdy ja się zamartwiałam o tego pajaca, to on pewnie znów zgrywał bohatera. Potrzebuje mojej pomocy. Mrok nic mi nie zrobi, przecież to wie. 
- Nie wierzę ci - Stwierdził - Rozbijamy obóz - Powiedział. 
Kilka gałązek, żeby rozpalić ognisko i zagrzać jedzenie. Oni mieli namiot, ja sobie za pomocą Mocy zbudowałam malutki domek, byle żeby chronił przed deszczem. Dochodziła dwudziesta druga. Czkawka radził nam żebyśmy szybciej się położyli bo wstajemy o siódmej i wątpił że się wyśpimy.  Gdy oni już smacznie spali, ja niestety nie mogłam. Nie mogłam, nie potrafiłam, nie chciałam. 
- Hej - Powiedziałam do księżyca. Obejrzałam się żeby wiedzieć czy się nie obudzili i mnie nie usłyszą. - Powiedz, co mam robić.. - Poprosiłam. Żal ściskał mi serce. Prawie łkałam. Wtedy zawiała wiatr, przede mną pojawił się kruk a jego przerażające, czerwone ślepia świdrowały na mnie.
- Witaj - Usłyszałam zza pleców. Odwróciłam się. Za mną stał Mroczny Pan ze strasznym uśmiechem na twarzy. 
- C-co chcesz teraz zrobić - nie mogłam powstrzymać strachu ani zająknięcia w głosie. 
- Ciii - Uciszył mnie - bo ich obudzisz -  Wskazał na Czkawkę i Ethiss - A jak się obudzę... Oj... Tak przykro.. Będę musiał ich zabić... - Na to zdanie prawie zemdlałam. 
- Nie tknij ich nawet palcem - warknęłam.
- Ooo ale ty nie wiesz jednego....- Zniknął i pojawił się za mną - Ja wiem czego się boisz... - Ale skąd? -  Boisz się ich stracić... - Boję się samej siebie.  - Boisz się tego że coś im się stanie, martwisz się o nich - Martwię się o to że sama coś im zrobię, że ich skrzywdzę.  - heh! A no jeszcze coś! Boisz się  stracić Jacka! - Wykrzyknął. Podszedł do mnie bliżej.
- Nie zbliżaj się do mnie! - Krzyknęłam i wycelowałam w niego Mocą. Pod jego stopami pojawił się lód.
- ty.. -ty też.... - Spoglądał na mnie Mrok.
- Co jest kurde! Człowiekowi spać nie pozwalacie!- Mruknął pod nosem Czkawka. Zobaczył mnie prawie u krańca przepaści. Mrok spojrzał w jego kierunku wrogo. Nord dostrzegł wtedy lód.  - Co jest? - Zapytał.
- Proszę was! Proszę! Nie zbliżajcie się! - Wymachiwałam rękami żeby ich uspokoić, c jeszcze pogorszyło sprawę. Wszystko, drzewa, kamienie, krzaki, wszystko pokryte zostało lodem. - Nie - Powiedziałam sama do siebie. Spojrzałam na moje ręce. To nie były dłonie dziewczyny, to była broń, zdolna zniszczyć wszystko i wszystkich. Łzy napłynęły mi do oczu. 
Nie wiedząc czemu biegłam przez las. Byle dalej, nogi same mnie niosły, jakby mnie nie słuchały. 
Usłyszałam przeraźliwy smoczy ryk. Szłam w kierunku skąd dobiegał. To było w górach, na Zellina, jednej z najwyższej i najbardziej stromej górze  w całym Arendelle. Wtedy go zobaczyłam. Wielkiego smoka, ze srebrnymi łuskami. Podeszłam do niego. Odwrócił głowę w moim kierunku. Myślałam żeby uciec ale wtedy napotkałam jego oczy. To nie była niebezpieczna bestia, tylko kochające stworzenie, w której oczach widziałam odbicie swojej duszy.
Miał naderwane skrzydło. Nie wiedziałam co robić. Stanąć bez ruchu, pomóc mu czy uciekać. Moje myśli się pomieszały. Miałam ochotę umrzeć. Zakopać się pod śniegiem, utonąć we własnych łzach. 
Już nie byłam królową, zostawiłam swoich ludzi ze względu na mój własny strach dotyczący tego kim jestem. 
Kim jestem i skąd się tam wzięłam? Co tak naprawdę miałam robić? Tego się nigdy nie dowiem. Jestem początkiem końca, jestem potworem. Każdy to może potwierdzić. 
Co Jack we mnie widział? Nie wiem. Może tylko to że jestem a raczej byłam królową, a może dostrzegł coś czego sama nie widzę.... 



CDN

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz