Elsa
To dziś. Dziś jest ten głupi bal. Właśnie na nim jestem.
Czekam aż przyjdzie ktoś warty uwagi. Mija 11. Nadal nie ma kogoś ciekawego. Niestety Jack nie przyszedł.
- Elsa, na kogo ty tak czekasz? - Przyszła Anna z Kristofem. - To jest bal, idź! Zabaw się! - Zachęcała
- Nie. Nie chce mi się... - Powiedziałam.
- Tobie się nigdy nie chce! Tobie się nigdy nic nie chce! Już mam tego dość - Warknęła. Związek z Kristofem ją zmienił.
- Elso...- Zaczął Kristof.
- O co chodzi? - Mruknęłam pod nosem.
- Widziałem tego chłopaka.... - Zaczął. Znów się jąkał
- I? Widzisz przecież miliardy chłopaków na mieście. - Wzruszyłam ramionami.
- Ale on.... Był jakiś dziwny......
- Na świecie jest mnóstwo dziwaków - Odpowiedziałam pewnie.
- Taa Ale on był.... jakiś dziwniejszy....
- Kristof - Uśmiechnęłam się - nie martw się o mnie. - Wskazałam na Annę - Radzę ci jej pilnować. Bo jak wniosą fontannę czekoladową...- Ostrzegłam a on już wiedział o co chodzi,
Jacka nadal nie było.
- Taa Ale on był.... jakiś dziwniejszy....
- Kristof - Uśmiechnęłam się - nie martw się o mnie. - Wskazałam na Annę - Radzę ci jej pilnować. Bo jak wniosą fontannę czekoladową...- Ostrzegłam a on już wiedział o co chodzi,
Jacka nadal nie było.
Jack
Elsa czeka. Nie wiem co robić. Ona tam jest, ale jest też pełno ludzi z czego większość uważa mnie za dziwaka. Boję się tych ludzi. Prawie jak wtedy gdy zobaczyłem Mrok. Nie wiedziałem co zrobić. Pójść do niej, czy zostać na zewnątrz....
Bałem się
- jak myślisz, co mam teraz zrobić? - Zapytałem księżyc. Nie odpowiedział - z innymi strażnikami to już gadasz a ze mną nie chcesz? Czekałem na jeden, jedyny znak przez trzysta lat i co? Dowiedziałem się że jestem strażnikiem. Teraz czekam na poradę i nie odpowiadasz! - Rzuciłem bólwersa.
- Elsa! Co jest! - Zapytała Anna.
- Nie ma go. Po prostu go - Przełknęłam ślinę - nie ma - Z trudem powstrzymywałam łzy.
- Ale kogo? - Twarz Anny z poważniała. Bałam się jej powiedzieć o chłopaku którego widuję w księżycu. Bałam się że pomyśli że postradałam zmysły! Nie chcę okazać słabości. Nie chcę, nie mogę, nie potrafię.
Bałem się
- jak myślisz, co mam teraz zrobić? - Zapytałem księżyc. Nie odpowiedział - z innymi strażnikami to już gadasz a ze mną nie chcesz? Czekałem na jeden, jedyny znak przez trzysta lat i co? Dowiedziałem się że jestem strażnikiem. Teraz czekam na poradę i nie odpowiadasz! - Rzuciłem bólwersa.
Czkawka
Kolejny raz testuję nowe siodło. Zrobiłem nowe, lżejsze, lepsze. Ale niezbyt wytrzymałe. Nie dla mnie, tylko dla Szczerbatka.
- Jak? Wygodne? - Zapytałem a on tylko pokazał mi język. - Miło wiedzieć - Mruknąłem pod nosem. Zebrał się mocny huragan. Postrzępił lotkę i upadliśmy. Zemdlałem.
Elsa
Już środek balu. Wstałam z tronu i wyszłam.- Elsa! Co jest! - Zapytała Anna.
- Nie ma go. Po prostu go - Przełknęłam ślinę - nie ma - Z trudem powstrzymywałam łzy.
- Ale kogo? - Twarz Anny z poważniała. Bałam się jej powiedzieć o chłopaku którego widuję w księżycu. Bałam się że pomyśli że postradałam zmysły! Nie chcę okazać słabości. Nie chcę, nie mogę, nie potrafię.
Czkawka
Wylądowaliśmy ze Szczerbatkiem na jakiejś malowniczej, wręcz mega tęczowej wyspie. Nie dość że głowa mnie bolała to do tego miałem ochotę zwymiotować, co zrobiłem, prosto w krzaki. Niezbyt ładnie to wyglądało.
- Oż ty w mordę! - Powiedział powoli zdejmując hełm. - Szczerbatek widziałeś w życiu coś takiego? - Wyciągnąłem mapę kawałek papieru i dokleił go do reszty - I? Jak to nazwiemy? - Zapytałem smoka. Od jakiegoś czasu żyłem wyłącznie lataniem. Jakby to powiedzieć... " Na walizkach" choć nie mam prawie żadnych bagaży jeżeli liczyć plecaki z jedzeniem i broń.
Szczerbek zaczął gonić motyla. Po chwili wsadził głowę do wody szukając ryb. - Burczybrzucho? Dobra. Może być. - Odpowiedziałem obojętnie. Było ciemno, nie zamierzałem nawet nic rysować tylko chciałem się rozejrzeć. Wsiadłem na Szczerbatka i wzbiliśmy się w powietrze. Dostrzegłem światło. Polecieliśmy w tamtą stronę. Może to jednak nie jest taka samotna, dzika kraina? A może to tylko złudzenie?
- Oż ty w mordę! - Powiedział powoli zdejmując hełm. - Szczerbatek widziałeś w życiu coś takiego? - Wyciągnąłem mapę kawałek papieru i dokleił go do reszty - I? Jak to nazwiemy? - Zapytałem smoka. Od jakiegoś czasu żyłem wyłącznie lataniem. Jakby to powiedzieć... " Na walizkach" choć nie mam prawie żadnych bagaży jeżeli liczyć plecaki z jedzeniem i broń.
Szczerbek zaczął gonić motyla. Po chwili wsadził głowę do wody szukając ryb. - Burczybrzucho? Dobra. Może być. - Odpowiedziałem obojętnie. Było ciemno, nie zamierzałem nawet nic rysować tylko chciałem się rozejrzeć. Wsiadłem na Szczerbatka i wzbiliśmy się w powietrze. Dostrzegłem światło. Polecieliśmy w tamtą stronę. Może to jednak nie jest taka samotna, dzika kraina? A może to tylko złudzenie?
Elsa
Dalej go nie ma. Czy on sobie jaja robi?
- Elsa... Na kogo ty tak czekasz? - Zapytała nagle Anna.
Świecie zgasły, światło też. Jedyne co nam pozostało to nieliczne światło gwiazd.
- Proszę... Proszę... - Wszedł do sali mroczny mężczyzna. Miał szarą skórę i był ubrany na czarno. - Cóż za dostojne zgromadzenie - powiedział. Kroczył dumnie. To było przerażające. On był przerażający. - A tu - podszedł do mnie - taka śliczna buźka - Niemal się uśmiecham. Miałam ochotę go kopnąć i uciec ale nie mogłam. Strach przejął kontrolę. Stałam jak wryta. - Aż szkoda cię niszczyć...
- MROK! Nie zbliżaj się do niej! - Krzyknął Jack w wejściu co sprawiło mi wielką ulgę.
- Proszę, proszę! Toć to wielki Jack Frost! Tutaj? W Arendelle! Jak znalazłeś przejście? - Odszedł ode mnie
- Jack, o czym on mówi? - Zapytałam prawie płacząc.
- No właśnie Jack? O czym ja mówię? - Zapytał sarkastycznie Mrok.
- Bo ja... - Zaczął. Przeczesał włosy palcami. - Bo ja....
- No powiedz że wreszcie! Już! Powiedz jej kim jesteś! Powiedz jakim demonem jesteś!! - Rozkazał Mrok. Nie wiedział tylko tego że to nie Jack jest demonem tylko ja. To ja jestem, byłam i zawsze będę bestią. Niebezpiecznym stworzeniem, czymś co może według innych wygląda na człowieka ale nim nie jest, czymś co sprawia cierpienie jednym dotknięciem.
- Ja... Nie jestem stąd. - Wykrztusił w końcu.
- To skąd? Z Tevinter? Altonshire? - Wypytywała Anna.
- A czy to ważne? - Zapytałam jej - Ważne jest to że on jest po naszej stronie - Odwróciłam głowę w jego kierunku - Prawda?
- Jasne - uśmiechnął się łobuzersko. Było mu z tym nawet do twarzy, wyglądał słodko. Wtedy drzwi zostały wyważone drzwi. Do sali wbiegł pewien misternie zbudowany mężczyzna z białą brodą, szary królik wyglądający na prawdziwego wojownika, mały, karłowaty ludzik ubrany z złote szaty i wróżka okryta piórami.
- No proszę, proszę, tuż to Strażnicy.. - w głosie Mroku nie było ani krzty trwogi, ani czegokolwiek innego.
- Elsa - Szepnął Jack.Wskazał na balkon. - Raz, dwa... trzy! - Krzyknął i pobiegliśmy na taras. Inni od razu zaczęli albo wpadać w panikę albo walczyć z Mrokiem i jego pomiotami.
- Elsa - Spojrzał mi w oczy - Musisz uciekać - Łzy napłynęły mi do oczu.
- NIe - ja... Nie mogę n-nie mogę cię tak teraz zostawić! - Bezsilnie próbowałam walczyć z łzami.
- Musisz - Spojrzał na mnie. Ujął moją twarz w dłonie. Nasze usta się spotkały. Nie broniłam się. Zależało mi na nim, dopiero teraz to zrozumiałam.
Odszedł. Wyjął swój kij. Mroczne pomioty cisnęły nim o ścianę.
- Nie! - Krzyknęłam. Ocknął się. Trafiłam mocą w jednego z demonów.
- ty... ty też masz moc? - usłyszałam jak mów pod nosem.
Ze łzami w oczach uciekłam. Moje serce tego nie chciało. Uczucia walczyły wewnątrz mnie. Strach ze szczęściem, smutek z miłością. Nie wiedziałam co teraz zrobię. Zostawiłam tam całe swoje życie. Boję się że ono już nigdy nie wróci.
- No proszę, proszę, tuż to Strażnicy.. - w głosie Mroku nie było ani krzty trwogi, ani czegokolwiek innego.
- Elsa - Szepnął Jack.Wskazał na balkon. - Raz, dwa... trzy! - Krzyknął i pobiegliśmy na taras. Inni od razu zaczęli albo wpadać w panikę albo walczyć z Mrokiem i jego pomiotami.
- Elsa - Spojrzał mi w oczy - Musisz uciekać - Łzy napłynęły mi do oczu.
- NIe - ja... Nie mogę n-nie mogę cię tak teraz zostawić! - Bezsilnie próbowałam walczyć z łzami.
- Musisz - Spojrzał na mnie. Ujął moją twarz w dłonie. Nasze usta się spotkały. Nie broniłam się. Zależało mi na nim, dopiero teraz to zrozumiałam.
Odszedł. Wyjął swój kij. Mroczne pomioty cisnęły nim o ścianę.
- Nie! - Krzyknęłam. Ocknął się. Trafiłam mocą w jednego z demonów.
- ty... ty też masz moc? - usłyszałam jak mów pod nosem.
Ze łzami w oczach uciekłam. Moje serce tego nie chciało. Uczucia walczyły wewnątrz mnie. Strach ze szczęściem, smutek z miłością. Nie wiedziałam co teraz zrobię. Zostawiłam tam całe swoje życie. Boję się że ono już nigdy nie wróci.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz