Czkawka
Elsa zniknęła. Tak nagle tak.... szybko.
Nie wiedziałem co zrobić. Pobiec za nią, zostać i pilnować Ethiss. Pobiegłem do Szczerbatka, osiodłałem go.
- Hej! Qué está pasando?! - Krzyknęła Ethiss gdy siadałem w siodle.
- Lecę do zamku Arendelle. Jakieś pytania? - Spojrzałem na nią kątem oka. Widziałem zdenerwowanie na jej twarzy. - Elsa mnie potrzebuje - Mruknąłem pod nosem.
- Elsa cię potrzebuje? Elsa cię potrzebuje? - Zaśmiała się sztucznie - No jasne! Bo gdy Elsa jest w potrzebie WIELKI CZKAWKA biegnie jej na pomoc! A co ze mną? Patrzysz w ogóle czasem na mnie? Nie widzisz jaka ona jest samolubna? - Już mnie ostro wkurzyła.
- Jeżeli już ktoś jest samolubny to ty! Radzę ci zostawić ją w spokoju! Bo jak nie to ostrzegam, delikatny nie będę!- Wybuchłem. Szczerbatek wzbił się w powietrze. Zdjąłem hełm i położyłem się płasko w siodle.
- Widziałeś to? - Zaśmiałem się - Widziałeś to? Myślałem że ją znam, a tu co? Laska wali lodem prostu z łapy - Wstałem - Magiczne ręce - mruknąłem - ona ma magiczne ręce - mruknąłem głośniej - TO WBREW NATURZE!!! - Krzyknąłem ni to do siebie ni to do Szczerbatka. Po prostu byłem zaskoczony.
Anna
Leżałam na łóżku. Smutna, załamana. U mego boku Kristoff spał smacznie. Zrobiło mi się zimno. Sprawdziłam, w piecu się jeszcze paliło.
- Czy tobie też jest tak zimno jak mi? - Olaf wszedł do mojego pokoju rozsypując płatki śniegu, a tak naprawdę jego chmurka którą dostał od Elsy w dniu kiedy była taka jak kiedyś. Ale jej ciepłe stosunki do mnie nie trwały długo. Co prawda, troszczyła się o mnie, ale brakowało mi jej. Wiem była zajęta królestwem, ale czy to powód żeby tak mnie odtrącać? Z czasem znów wskoczyła w rękawiczki. Czy ona nie rozumie że nam to nie przeszkadza? Że wszyscy ją kochamy taką jaka jest, a nie jako zimną, oziębłą władczynię która boi się okazać uczucia? Dorzuciłam Drewna do ognia. Kristoff nadal spał. Wyglądał uroczo. Jak taki mało misio którego miałam ochotę przytulić.
- Ooo Jak słodko - Pojawił się mroczny mężczyzna w czarnych szatach. Ten z balu. - Taka śliczna buzia. Taka jej strata - Podniósł moją brodę. Spojrzał mi w oczy. To było straszne takie... Odrażające! On był odrażający! Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Nic więcej nie pamiętam poza własnym krzykiem i wołaniem Kristoffa "Anna!"
Czkawka
Zamek było ogromny. Wylądowaliśmy na balkonie.
- Ktoś ty?! - Chłopak o nienaturalnie białych włosach wyszedł zza drzwi. Chyba był psycholem albo kimś takim.
- Jestem Czkawka, przyjaciel Elsy - Powiedziałem wzruszając ramionami i ignorując jego groźny wygląd.
- Co się jej stało? - Zapytał.
- Ona.... uciekła.... - przeczesałem włosy palcami.
- A czemuż to? - Uśmiechnął się. Nie wiem co on robił w tym zamku.
- Sorry chłopaczku, ale ja szukam kogoś kto jest bliski dla Elsy... - Powiedziałem i chciałem przejść, ale on mi nie dał. Szczerbatek już przygotowywał pocisk.
- Ja jestem jej bliski... - Zastanowił się - przynajmniej tak mi się wydaje - Jego głos był niepewny. Tak to jest jak jest się od czubków.
- Dobra... Podobna ma siostrę. Gdzie ona jest? - Stanąłem.
Wtedy wbiegł jakiś blondas.
- SŁUCHAJCIE! - Krzyknął w wejściu. Był zdyszany.
- Spokojnie Kristoff, o co chodzi? - Uspokajał go czubek.
- A więc Jack... Annę - Nadal dyszał - kurde. Trzeba zainwestować w windę -Wyprostował się - Annę porwali! -Powiedział w końcu.
- Zaraz..... Co? - Jack był zdziwiony. - Kris posłuchaj, Anna może być wszędzie. Sprawdzałeś w kuchni albo w garderobie?
- Szukałem jej w calutkim zamku! Nie ma jej! - Wykrzyczał.
- Może poszła na miasto? Na ploteczki - Jack był jeszcze bardziej denerwujący.
- Nie! Nie ma jej! Jedyne co zostało to... Czarny piach...- Tłumaczył.
- Czarny piach? No jasne.... - Jack zaczął myśleć - Jak ten tępy idiota mógł to zrobić?
- Ale kto? - Zapytałem
- Mrok. Porwał Annę, siostrę Elsy. Najwyraźniej chce żeby Elsa albo mu się poddała albo chce zastawić na nas pułapkę.
Smok był zdziwiony tym co robię. Nie robił nic, tylko patrzył tymi wielkimi oczami. Jak Anna gdy... zobaczyła że mam moc...Łzy napłynęły mi wtedy do oczu. Potrzebowałam Jacka. Potrzebowałam go, nikogo więcej tylko jego. Zamknęłam oczy. Widziałam go. W uszach zabrzmiała piosenka. Czułam, naprawdę czułam ze Jack jest tutaj, że to on ją śpiewa. Widziałam go. Śpiewał moją piosenkę. Tylko w wersji męskiej. To było słodkie.
- Jack? - Zapytałam. Był taki realistyczny, taki..... prawdziwy... taki....
- Ktoś ty?! - Chłopak o nienaturalnie białych włosach wyszedł zza drzwi. Chyba był psycholem albo kimś takim.
- Jestem Czkawka, przyjaciel Elsy - Powiedziałem wzruszając ramionami i ignorując jego groźny wygląd.
- Co się jej stało? - Zapytał.
- Ona.... uciekła.... - przeczesałem włosy palcami.
- A czemuż to? - Uśmiechnął się. Nie wiem co on robił w tym zamku.
- Sorry chłopaczku, ale ja szukam kogoś kto jest bliski dla Elsy... - Powiedziałem i chciałem przejść, ale on mi nie dał. Szczerbatek już przygotowywał pocisk.
- Ja jestem jej bliski... - Zastanowił się - przynajmniej tak mi się wydaje - Jego głos był niepewny. Tak to jest jak jest się od czubków.
- Dobra... Podobna ma siostrę. Gdzie ona jest? - Stanąłem.
Wtedy wbiegł jakiś blondas.
- SŁUCHAJCIE! - Krzyknął w wejściu. Był zdyszany.
- Spokojnie Kristoff, o co chodzi? - Uspokajał go czubek.
- A więc Jack... Annę - Nadal dyszał - kurde. Trzeba zainwestować w windę -Wyprostował się - Annę porwali! -Powiedział w końcu.
- Zaraz..... Co? - Jack był zdziwiony. - Kris posłuchaj, Anna może być wszędzie. Sprawdzałeś w kuchni albo w garderobie?
- Szukałem jej w calutkim zamku! Nie ma jej! - Wykrzyczał.
- Może poszła na miasto? Na ploteczki - Jack był jeszcze bardziej denerwujący.
- Nie! Nie ma jej! Jedyne co zostało to... Czarny piach...- Tłumaczył.
- Czarny piach? No jasne.... - Jack zaczął myśleć - Jak ten tępy idiota mógł to zrobić?
- Ale kto? - Zapytałem
- Mrok. Porwał Annę, siostrę Elsy. Najwyraźniej chce żeby Elsa albo mu się poddała albo chce zastawić na nas pułapkę.
Elsa
Obudziłam się. Byłam okryta skrzydłem. Nie spodziewałam się tego że ten smok będzie się mną opiekował.
- Dziękuję - powiedziałam do niego cicho. Czyżby to było możliwe że już zdobyłam jego zaufanie?
Znów byłam w górach. Było zimno. Okropnie zimno. Nawet jak dla mnie. Zaczęłam budowę lodowego zamku.
Smok był zdziwiony tym co robię. Nie robił nic, tylko patrzył tymi wielkimi oczami. Jak Anna gdy... zobaczyła że mam moc...Łzy napłynęły mi wtedy do oczu. Potrzebowałam Jacka. Potrzebowałam go, nikogo więcej tylko jego. Zamknęłam oczy. Widziałam go. W uszach zabrzmiała piosenka. Czułam, naprawdę czułam ze Jack jest tutaj, że to on ją śpiewa. Widziałam go. Śpiewał moją piosenkę. Tylko w wersji męskiej. To było słodkie.
- Jack? - Zapytałam. Był taki realistyczny, taki..... prawdziwy... taki....
Jack
Nadal nie umiem uwierzyć temu całemu Czkawce. Nie ufam mu. Powody : nie znam gościa, wygląda na dziwaka i ma dziwne imię.
- Ja polec na północ - Powiedziałem.
- Ale... Mieliśmy szukać jej razem!- Nie słuchałem go. Poleciałem na północ. Tam działo się coś dziwnego i ja musiałem się dowiedzieć co. I wtedy wszystko stało się jasne...
-Elsa? - Zapytałem. Niepotrzebnie. Byłem pewny że to ona, nigdy bym nie zapomniał jej oczu.
- Jack? - Zapytała.
- Jak widać, na załączonym obrazku - Skinąłem głową. Podszedłem do niej. Ona cofnęła się, kilka kroków do tyłu. - Co jest... Co się dzieje? - Nie mogłem uwierzyć ona... się mnie bała.
- Proszę cię ie podchodź! - Łkała - nie chcę cię skrzywdzić! - Płakała. gorzko płakała. Normalnie bym to zignorował, ale mi na niej zależy. Podszedłem kilka kroków w jej kierunku. - Nie! Nie mówiłam ci żebyś się nie zbliżał! - Krzyknęła.
Weszła do środka swojego lodowego pałacu. To była naprawdę prze epicka budowla. Nie spodziewałem się po niej tak wielkiej mocy i takiego potencjału.
- Jak ty... To zrobiłaś - tylko tyle zdołałem wydusić.
- po prostu. Po prostu tak potrafię... Mam tę moc - wydusiła. - Ale radzę ci odejść!
- Ale.... - Zacząłem. Wtedy zaczęła śpiewać.
- Ja polec na północ - Powiedziałem.
- Ale... Mieliśmy szukać jej razem!- Nie słuchałem go. Poleciałem na północ. Tam działo się coś dziwnego i ja musiałem się dowiedzieć co. I wtedy wszystko stało się jasne...
-Elsa? - Zapytałem. Niepotrzebnie. Byłem pewny że to ona, nigdy bym nie zapomniał jej oczu.
- Jack? - Zapytała.
- Jak widać, na załączonym obrazku - Skinąłem głową. Podszedłem do niej. Ona cofnęła się, kilka kroków do tyłu. - Co jest... Co się dzieje? - Nie mogłem uwierzyć ona... się mnie bała.
- Proszę cię ie podchodź! - Łkała - nie chcę cię skrzywdzić! - Płakała. gorzko płakała. Normalnie bym to zignorował, ale mi na niej zależy. Podszedłem kilka kroków w jej kierunku. - Nie! Nie mówiłam ci żebyś się nie zbliżał! - Krzyknęła.
Weszła do środka swojego lodowego pałacu. To była naprawdę prze epicka budowla. Nie spodziewałem się po niej tak wielkiej mocy i takiego potencjału.
- Jak ty... To zrobiłaś - tylko tyle zdołałem wydusić.
- po prostu. Po prostu tak potrafię... Mam tę moc - wydusiła. - Ale radzę ci odejść!
- Ale.... - Zacząłem. Wtedy zaczęła śpiewać.
- Tylko dziś ci powiem
Zanim odejdę na zawsze
Że nikt nie powinien
Się dowiedzieć tego
Że kiedykolwiek się bałam
Zatracona w samej sobie
odchodzę
Nikt nie może mnie teraz ocalić, nie
Jestem zamknięta w sobie
Nikt nie może mnie teraz uwolnić, nie
Nikt tego nie potrafi
Gwiazdy widzisz
Tylko w ciemności
Potrzebujesz światła
gdy zapada mrok
Za słońcem zaczynasz tęsknić
Gdy pada śnieg
Czuję się otruta od środka
Nikt nie zdoła mnie teraz ocalić
Nie nikt tego nie potrafi
Królowa wewnątrz mnie zginęła
teraz jedyne co słyszę to
"Działaj lub giń"
Nikt nie może mnie teraz ocalić
Nie nikt nie może
Jedyny głos
Jedyne co słyszę
To krzyk bólu
krzyk bólu
Spowodowany przeze mnie
Nikt nie może mnie teraz ocalić
A jedyne co słyszę to
"Działaj albo giń"
Jestem nie mogę odwrócić się teraz (nie
zawrócę)
Jestem wojownikiem
właśnie prowadzę walkę o siebie
Jestem Wojownikiem który
zbudował to miasto z pyłu.
Najdzie czas, kiedy będę musiała powstać
nad najlepszymi, poprawić się,
twoja dusza nigdy nie umiera!
Żegnajcie, idę, by zająć tron nad wami,
Ale, nie martwcie się
Ponieważ to będzie praca mojej miłości
Nie poddam się
to moje przeznaczenie
Nikt nie zdoła mnie teraz ocalić
Nie nikt tego nie potrafi
Królowa wewnątrz mnie zginęła
teraz jedyne co słyszę to
"Działaj lub giń"
Nikt nie może mnie teraz ocalić
Nie nikt nie może
Jedyny głos
Jedyne co słyszę
To krzyk bólu
krzyk bólu
Spowodowany przeze mnie
Nikt nie może mnie teraz ocalić
A jedyne co słyszę to
"Działaj albo giń" " - Zakończyła wielką lodową zamiecią. Wbiłem swój kij w podłogę by utrzymać równowagę. Podszedłem do niej. I przyciągnęłam ją do siebie.
- Nie musisz się bać Elso... Jestem przy tobie - Burza się uspokoiła. Elsa spojrzała mi w oczy.
- Odejdź... - Powiedziała przez łzy - proszę cię... Odejdź.... Nie chcesz tu być.... Nie chcę cię skrzywdzić... - Płakała. Nie mogłem tego znieść. Wyszedłem na środek pokoju. I Po prostu zrobiłem swoje. Pokazałem jej swoją moc.

- Jack ty... Ty też masz moc? -W jej oczach nie pojawiał się ani strach, ani żadne wątpliwości. Tylko niebywałe szczęście. Uśmiechnęła się - Chodź! Pokażę ci coś! - Wybiegła na zewnątrz. Ja za nią. Wbiegła w zaspę i zaczęła śpiewać ( znowu, chyba bardzo lubi muzykę). Postanowiłam pośpiewać, dla beki oczywiście. Okazało się że piosenka jest świetna, bardzo głęboka.
Skądś ją znałem.
- Let it go? - Zapytałem.
- A co? Zazdrościsz? - Zapytała. jej twarz przybrała lekko łobuzerski wygląd. Nie znałem jej takiej. Podobało mi się to.
- No cóż... Ja przynajmniej potrafię tak! - Zrobiłem płatek śniegu, Wystrzeliłem go wprost na jej twarz .Uwielbiałem jej uśmiech. Taki radosny, pełny życia. Właśnie taką ją lubiłem. Jako tą dziewczynę którą była w tej chwili.
Na chwilę przygasła. Nie rozumiałem co się stało. Zrobiłem coś nie tak?
- Lepiej już idź - Usłyszałem. Jej głos był taki... pusty. Zero, po prostu zero. Nic w nim, nie było. Ani pogardy, ani żalu, nic! Po prostu pustka, jak wtedy w moim umyśle. Pobiegła. Po prostu... uciekła. Uciekła ode mnie
- Takie to było urocze! - Znałem ten głos. Głos tego tępego chama!
- Mrok - Powiedziałem twardo.
- A któż by inny? - Chyba robił sobie ze mnie jaja. - Ty się tak starasz, a ona tego nie docenia!
-Zamknij się! -Warknąłem - Wiesz do czego jestem zdolny.
- Ah.. Ona była wtedy taka mała, taka bezbronna - Powiedział.
- O czym ty mówisz!?- Wrzasnąłem.
- O tak! Widzisz, jak na człowieka, ona też została obdarzona niesamowitą mocą!
- To to ja już wiem - Wzruszyłem ramionami - może od razu przejdziemy do części w której cię niszczę?
- Ale ona była tylko dzieckiem, a wiesz, jak podatne są dzieci na strach.... - Nie przestawał mi truć.
- Naprawdę chcesz to ciągnąć? - Zapytałem otwarcie.
- ..... skończyła poświęcając dużo ze względu na młodszą siostrę.... No cóż... Nie tak bardzo jak ty. To znaczy ... umarłeś, by uratować swoją siostrę... Ale ona Każdego dnia umierała, była mała więc jak miała uciec od samej siebie? Och, pamiętam! Nigdy nie było zbyt wiele strachu w jej sercu! Ale teraz...
- Eee Nie! - Odpowiedział.
Wtedy dostałem kilkunastoma pociskami ciemności. Zemdlałem.
Elsa
Uciekłam. Nie mogłam, po prostu nie mogłam i nie chciałam go skrzywdzić. Za bardzo mi na nim zależało. Bałam się, że zrobię mu krzywdę.
- Hej! Śliczna! - Powiedział ktoś zza moich pleców. Odwróciłam się. To był Mrok. Pewny siebie.
- Co tu robisz? Co ty tutaj kurde robisz!? - Zaczęłam wrzeszczeć.
- jak tu być miłym skoro człowiek jest taki nie chciany? - Udał zmartwionego. - I jak? Poddajesz się? - Zapytał od niechcenia.
- Dlaczego miałabym się poddać? - Zapytałam. Wtedy pojawił się Jack. Nie przytomny. -Jack! Co ty mu zrobiłeś? - Zabrzmiało groźnie.
- Ja? Tylko go ogłuszyłem! Ale mogę zrobić żeby już nigdy się nie obudził... Chyba że....
- Co?
- Chyba że ze mną pójdziesz - Odparł obojętnie.
- Elsa... Proszę nie rób tego... - Jack ledwo żył. Nie chciałam żeby było jeszcze gorzej.
- Shhh - Uciszyłam go - Będzie dobrze.
- Tik tak, tik tak ... - Popędzał Mrok.
- Dobrze! Pójdę! _ powiedziałam stanowczo.
- ELSA NIE! - zawołał Jack. - Nie możesz tego zrobić!
- Robię to, żebyś był bezpieczny - Zwróciłam się w stronę Mroku - Ale ty masz go wypuścić! I dopilnować, żeby do bazy Świętego Mikołaja nic mu się nie stało! Jeżeli spadnie mu z głowy choć jeden głos.... - Zabrzmiałam groźnie - nie chciałabym być w twojej skórze! - Syknęłam.
- Jasne... Jasne jak ciemność - Zaśmiał się. - To taka gra słów! - Dalej się śmiał - Nie załapałaś? -Śmał się dalej.Wypuścił Jacka. Pojawił się mroczny koń - Do zamku Arendelle. - Rozkazał a my zniknęliśmy w ciemności. Widziałam że to nie będą łatwe dni, ale dla Jacka musiałam się poświęcić. Dla niego, dla jednej z niewielu osób której na mnie zależy.
Jack
Obudziłem się w łóżku. W Zamku Arendelle.
- No! Wróciłeś! - Krzyczał Zając. - Tak się o ciebie martwiłem! Niechaj cię uściskam! -Ścisnął mnie.
- ooo jak słodko... Zależy ci... - Powiedziałem. Wtedy odszedł i znów walną foha. Ostatnio ma tak dość często. Zaśmiałem się. Wtedy sobie przypomniałem co widziałem. Elsa poświęciła się dla...... mnie? To było niemożliwe. Nie wiedziałem że ona jest zdolna dla mnie do takiego posunięcia.
- O czym myślisz? -Zapytał Mikołaj.
- Elsa.... Ona się dla mnie.... poświęciła...... - Powiedziałem.
- I? Co z tego? - Jego dociekliwość mnie denerwowała.
- Musze ją uratować.... - Mruknąłem sam do siebie.
- A ja nadal nie rozumiem!- Powiedział.
Wstałem gwałtownie.
- Bo ty nigdy nic nie rozumiesz! Tobie wszystko zawsze przychodzi łatwo! Ja muszę się męczyć a ty ot! tak masz wszystko! Ja przez ponad trzysta lat musiałem żyć ze świadomością że nikt mnie nie widzi! Jak myślisz? To jest łatwe? - Wybuchłem.
- Ale nie wiem dlaczego chcesz iść uratować tą dziewczynę! Nie dość że narobiła ci kłopotów to chcesz jej jeszcze pomagać?
- Bo ja ją kocham, rozumiesz! Ona jest inna niż wszystkie! Nie mogę jej tak zostawić, teraz gdy mnie tak bardzo potrzebuje! Czy to jasne!? - Wydarłem się na niego. Miałem wyrzuty sumienia. A on tylko mnie mocno przytulił.
- Ha! Zakochałeś się! - Wykrzyczał radośnie.
- Ja? Co? Nie..!!!! - Zaprzeczyłem.
- Dostajesz rózgę - Powiedział spokojnie.
- Za co? Narozrabiałem? - Spytałem.
- Za kłamanie, sam powiedziałeś że ją kochasz. Słyszałem to na własne uszy. A poza tym.... ZAPRZECZASZ! To najlepszy dowód! - Zaczął się śmiać - Hej zając! Dajesz mi tą dychę! - Krzyknął i do pokoju wszedł zając z pieniędzmi w ręce - Słodki smak zwycięstwa! - Zaczął odtańczyć swój taniec zwycięstwa, nie przyjemny widok.
- Zakładacie się o moje uczucia? To fair? - Przymrużyłem oczy.
- No cóż... On obstawiał tą rudą, a ja tą blondi! O tak! Jestem mistrzem!
- A podpowiedział ci to....
- Bebech! Uwierz w bebech Jack, uwierz w bebech - Zaczął się śmiać. Wyrzuciłem go z pokoju. Położyłem się na łóżku, próbowałem zasnąć, lecz nie mogłem, myślałem o Elsie. Nie mogłem i tak pójść spać, chyba że śniłbym o ty m jak Mrok może ją teraz traktować, ale nie chciałem mieć tego przed oczami. Tęskniłem za nią. Muszę ją stamtąd wyciągnąć.

- Bo ja ją kocham, rozumiesz! Ona jest inna niż wszystkie! Nie mogę jej tak zostawić, teraz gdy mnie tak bardzo potrzebuje! Czy to jasne!? - Wydarłem się na niego. Miałem wyrzuty sumienia. A on tylko mnie mocno przytulił.
- Ha! Zakochałeś się! - Wykrzyczał radośnie.
- Ja? Co? Nie..!!!! - Zaprzeczyłem.
- Dostajesz rózgę - Powiedział spokojnie.
- Za co? Narozrabiałem? - Spytałem.
- Za kłamanie, sam powiedziałeś że ją kochasz. Słyszałem to na własne uszy. A poza tym.... ZAPRZECZASZ! To najlepszy dowód! - Zaczął się śmiać - Hej zając! Dajesz mi tą dychę! - Krzyknął i do pokoju wszedł zając z pieniędzmi w ręce - Słodki smak zwycięstwa! - Zaczął odtańczyć swój taniec zwycięstwa, nie przyjemny widok.
- Zakładacie się o moje uczucia? To fair? - Przymrużyłem oczy.
- No cóż... On obstawiał tą rudą, a ja tą blondi! O tak! Jestem mistrzem!
- A podpowiedział ci to....
- Bebech! Uwierz w bebech Jack, uwierz w bebech - Zaczął się śmiać. Wyrzuciłem go z pokoju. Położyłem się na łóżku, próbowałem zasnąć, lecz nie mogłem, myślałem o Elsie. Nie mogłem i tak pójść spać, chyba że śniłbym o ty m jak Mrok może ją teraz traktować, ale nie chciałem mieć tego przed oczami. Tęskniłem za nią. Muszę ją stamtąd wyciągnąć.








