Muzyka

wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział 4

Czkawka

Elsa zniknęła. Tak nagle tak.... szybko.
Nie wiedziałem co zrobić. Pobiec za nią, zostać i pilnować Ethiss. Pobiegłem do Szczerbatka, osiodłałem go.
- Hej! Qué está pasando?! - Krzyknęła Ethiss gdy siadałem w siodle.
- Lecę do zamku Arendelle. Jakieś pytania? - Spojrzałem na nią kątem oka. Widziałem zdenerwowanie na jej twarzy. - Elsa mnie potrzebuje - Mruknąłem pod nosem.
- Elsa cię potrzebuje? Elsa cię potrzebuje? - Zaśmiała się sztucznie - No jasne! Bo gdy Elsa jest w potrzebie WIELKI CZKAWKA biegnie jej na pomoc! A co ze mną? Patrzysz w ogóle czasem na mnie? Nie widzisz jaka ona jest samolubna? - Już mnie ostro wkurzyła.
- Jeżeli już ktoś jest samolubny to ty! Radzę ci zostawić ją w spokoju! Bo jak nie to ostrzegam, delikatny nie będę!- Wybuchłem. Szczerbatek wzbił się w powietrze. Zdjąłem hełm i położyłem się płasko w siodle. 
- Widziałeś to? - Zaśmiałem się - Widziałeś to? Myślałem że ją znam, a tu co? Laska wali lodem prostu z łapy - Wstałem - Magiczne ręce - mruknąłem - ona ma magiczne ręce - mruknąłem głośniej - TO WBREW NATURZE!!! - Krzyknąłem ni to do siebie ni to do Szczerbatka. Po prostu byłem zaskoczony. 

Anna

Leżałam na łóżku. Smutna, załamana. U mego boku Kristoff spał smacznie. Zrobiło mi się zimno. Sprawdziłam, w piecu się jeszcze paliło. 
- Czy tobie też jest tak zimno jak mi? - Olaf wszedł do mojego pokoju rozsypując płatki śniegu, a tak naprawdę jego chmurka którą dostał od Elsy w dniu kiedy była taka jak kiedyś. Ale jej ciepłe stosunki do mnie nie trwały długo. Co prawda, troszczyła się o mnie, ale brakowało mi jej. Wiem była zajęta królestwem, ale czy to powód żeby tak mnie odtrącać? Z czasem znów wskoczyła w rękawiczki. Czy ona nie rozumie że nam to nie przeszkadza? Że wszyscy ją kochamy taką jaka jest, a nie jako zimną, oziębłą władczynię która boi się okazać uczucia? Dorzuciłam Drewna do ognia. Kristoff nadal spał. Wyglądał uroczo. Jak taki mało misio którego miałam ochotę przytulić.
- Ooo Jak słodko - Pojawił się mroczny mężczyzna w czarnych szatach. Ten z balu.  - Taka śliczna buzia. Taka jej strata - Podniósł moją brodę. Spojrzał mi w oczy. To było straszne takie... Odrażające! On był odrażający! Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Nic więcej nie pamiętam poza własnym krzykiem i wołaniem Kristoffa "Anna!" 

Czkawka

Zamek było ogromny. Wylądowaliśmy na balkonie. 
- Ktoś ty?! - Chłopak o nienaturalnie białych włosach wyszedł zza drzwi. Chyba był psycholem albo kimś takim. 
- Jestem Czkawka, przyjaciel Elsy - Powiedziałem wzruszając ramionami i ignorując jego groźny wygląd.
- Co się jej stało? - Zapytał.
- Ona.... uciekła.... - przeczesałem włosy palcami.
- A czemuż to? - Uśmiechnął się. Nie wiem co on robił w tym zamku.
- Sorry chłopaczku, ale ja szukam kogoś kto jest bliski dla Elsy... - Powiedziałem i chciałem przejść, ale on mi nie dał. Szczerbatek już przygotowywał pocisk.
- Ja jestem jej bliski... - Zastanowił się - przynajmniej tak mi się wydaje - Jego głos był niepewny. Tak to jest jak jest się od czubków.
- Dobra... Podobna ma siostrę. Gdzie ona jest? - Stanąłem.
Wtedy wbiegł jakiś blondas.
- SŁUCHAJCIE! - Krzyknął w wejściu. Był zdyszany.
- Spokojnie Kristoff, o co chodzi? - Uspokajał go czubek. 
- A więc Jack... Annę - Nadal dyszał - kurde. Trzeba zainwestować w windę -Wyprostował się - Annę porwali! -Powiedział w końcu.
- Zaraz..... Co? - Jack był zdziwiony. - Kris posłuchaj, Anna może być wszędzie. Sprawdzałeś w kuchni albo w garderobie?
- Szukałem jej w calutkim zamku! Nie ma jej! - Wykrzyczał.
- Może poszła na miasto? Na ploteczki - Jack był jeszcze bardziej denerwujący.
- Nie! Nie ma jej! Jedyne co zostało to... Czarny piach...- Tłumaczył.
- Czarny piach? No jasne.... - Jack zaczął myśleć - Jak ten tępy idiota mógł to zrobić? 
- Ale kto? - Zapytałem
- Mrok. Porwał Annę, siostrę Elsy. Najwyraźniej chce żeby Elsa albo mu się poddała albo chce zastawić na nas pułapkę. 

Elsa

Obudziłam się. Byłam okryta skrzydłem.  Nie spodziewałam się tego że ten smok będzie się mną opiekował.
- Dziękuję - powiedziałam do niego cicho. Czyżby to było możliwe że już zdobyłam jego zaufanie?
Znów byłam w górach. Było zimno. Okropnie zimno. Nawet jak dla mnie. Zaczęłam budowę lodowego zamku. 


 Smok był zdziwiony tym co robię. Nie robił nic, tylko patrzył tymi wielkimi oczami. Jak  Anna gdy... zobaczyła że mam moc...Łzy napłynęły mi wtedy do oczu. Potrzebowałam Jacka. Potrzebowałam go, nikogo więcej tylko jego. Zamknęłam oczy. Widziałam go. W uszach zabrzmiała piosenka.  Czułam, naprawdę czułam ze Jack jest tutaj, że to on ją śpiewa. Widziałam go. Śpiewał moją piosenkę. Tylko w wersji męskiej. To było słodkie. 
- Jack? - Zapytałam. Był taki realistyczny, taki..... prawdziwy... taki....

Jack

Nadal nie umiem uwierzyć temu całemu Czkawce. Nie ufam mu. Powody : nie znam gościa, wygląda na dziwaka i ma dziwne imię. 
- Ja polec na północ - Powiedziałem. 
- Ale... Mieliśmy szukać jej razem!- Nie słuchałem go. Poleciałem na północ. Tam działo się coś dziwnego i ja musiałem się dowiedzieć co. I wtedy wszystko stało się jasne...
-Elsa? - Zapytałem. Niepotrzebnie. Byłem pewny że to ona, nigdy bym nie zapomniał jej oczu. 
- Jack? - Zapytała.
- Jak widać, na załączonym obrazku - Skinąłem głową. Podszedłem do niej. Ona cofnęła się, kilka kroków do tyłu. - Co jest... Co się dzieje? - Nie mogłem uwierzyć ona... się mnie bała. 
image
- Proszę cię ie podchodź! - Łkała - nie chcę cię skrzywdzić! - Płakała. gorzko płakała. Normalnie bym to zignorował, ale mi na niej zależy.  Podszedłem kilka kroków w jej kierunku. - Nie! Nie mówiłam ci żebyś się nie zbliżał! - Krzyknęła.
Weszła do środka swojego lodowego pałacu. To była naprawdę prze epicka budowla. Nie spodziewałem się po niej tak wielkiej mocy i takiego potencjału. 
- Jak ty... To zrobiłaś - tylko tyle zdołałem wydusić.
- po prostu. Po prostu tak potrafię... Mam tę moc - wydusiła. - Ale radzę ci odejść! 

- Ale.... - Zacząłem. Wtedy zaczęła śpiewać.

Tylko dziś ci powiem


Zanim odejdę na zawsze

Że nikt nie powinien 


Się dowiedzieć tego


Że kiedykolwiek się bałam


Zatracona w samej sobie 


odchodzę


Nikt nie może mnie teraz ocalić, nie


Jestem zamknięta w sobie


Nikt nie może mnie teraz uwolnić, nie


Nikt tego nie potrafi


Gwiazdy widzisz


Tylko w ciemności


Potrzebujesz światła


gdy zapada mrok


Za słońcem zaczynasz tęsknić


Gdy pada śnieg


Czuję się otruta od środka


Nikt nie zdoła mnie teraz ocalić


Nie nikt tego nie potrafi


Królowa wewnątrz mnie zginęła


teraz jedyne co słyszę to


"Działaj lub giń"


Nikt nie może mnie teraz ocalić


Nie nikt nie może


Jedyny głos


Jedyne co słyszę


To krzyk bólu

krzyk bólu


Spowodowany przeze mnie


Nikt nie może mnie teraz ocalić


A jedyne co słyszę to


"Działaj albo giń"


Jestem nie mogę odwrócić się teraz (nie 

zawrócę)


Jestem wojownikiem


właśnie prowadzę walkę o siebie


Jestem Wojownikiem który

 
zbudował to miasto z pyłu.


Najdzie czas, kiedy będę musiała powstać


nad najlepszymi, poprawić się,


twoja dusza nigdy nie umiera!


Żegnajcie, idę, by zająć tron nad wami,


Ale, nie martwcie się


Ponieważ to będzie praca mojej miłości


Nie poddam się


to moje przeznaczenie


Nikt nie zdoła mnie teraz ocalić


Nie nikt tego nie potrafi


Królowa wewnątrz mnie zginęła


teraz jedyne co słyszę to


"Działaj lub giń"


Nikt nie może mnie teraz ocalić


Nie nikt nie może


Jedyny głos


Jedyne co słyszę


To krzyk bólu


krzyk bólu


Spowodowany przeze mnie


Nikt nie może mnie teraz ocalić


A jedyne co słyszę to


"Działaj albo giń" " - Zakończyła wielką lodową zamiecią. Wbiłem swój kij w podłogę by utrzymać równowagę. Podszedłem do niej. I przyciągnęłam ją do siebie. 
- Nie musisz się bać Elso... Jestem przy tobie - Burza się uspokoiła. Elsa spojrzała mi w oczy.
- Odejdź... - Powiedziała przez łzy - proszę cię... Odejdź.... Nie chcesz tu być.... Nie chcę cię skrzywdzić... - Płakała. Nie mogłem tego znieść. Wyszedłem na środek pokoju. I Po prostu zrobiłem swoje. Pokazałem jej swoją moc. 

- Jack ty... Ty też masz moc? -W jej oczach nie pojawiał się ani strach, ani żadne wątpliwości. Tylko niebywałe szczęście. Uśmiechnęła się - Chodź! Pokażę ci coś! - Wybiegła na zewnątrz. Ja za nią. Wbiegła w zaspę i zaczęła śpiewać ( znowu, chyba bardzo lubi muzykę). Postanowiłam pośpiewać, dla beki oczywiście. Okazało się że piosenka jest świetna, bardzo głęboka.
Skądś ją znałem.
- Let it go? - Zapytałem.

- A co? Zazdrościsz? - Zapytała. jej twarz przybrała lekko łobuzerski wygląd. Nie znałem jej takiej. Podobało mi się to.
- No cóż... Ja przynajmniej potrafię tak! - Zrobiłem płatek śniegu, Wystrzeliłem go wprost na jej twarz .Uwielbiałem jej uśmiech. Taki radosny, pełny życia. Właśnie taką ją lubiłem. Jako tą dziewczynę którą była w tej chwili. 
Na chwilę przygasła. Nie rozumiałem co się stało. Zrobiłem coś nie tak?
- Lepiej już idź - Usłyszałem. Jej głos był taki... pusty. Zero, po prostu zero. Nic w nim, nie było. Ani pogardy, ani żalu, nic!  Po prostu pustka, jak wtedy w moim umyśle. Pobiegła. Po prostu... uciekła. Uciekła ode mnie

- Takie to było urocze! - Znałem ten głos. Głos tego tępego chama! 
- Mrok - Powiedziałem twardo. 
- A któż by inny? - Chyba robił sobie ze mnie jaja. - Ty się tak starasz, a ona tego nie docenia!
-Zamknij się! -Warknąłem - Wiesz do czego jestem zdolny.
- Ah.. Ona była wtedy taka mała, taka bezbronna - Powiedział.
- O czym ty mówisz!?- Wrzasnąłem.
- O tak! Widzisz, jak na  człowieka, ona też została obdarzona niesamowitą mocą! 
- To to ja już wiem - Wzruszyłem ramionami - może od razu przejdziemy do części w której cię niszczę? 
- Ale ona była tylko dzieckiem, a wiesz, jak podatne są dzieci na strach.... - Nie przestawał mi truć.
- Naprawdę chcesz to ciągnąć? - Zapytałem otwarcie. 
my gif frozen Pitch Black jack frost rise of the guardians queen elsa frozen spoilers visual spoilers wow i haven
- ..... skończyła poświęcając dużo ze względu na młodszą siostrę.... No cóż... Nie tak bardzo jak ty. To znaczy ... umarłeś, by uratować swoją siostrę... Ale ona Każdego dnia umierała, była mała więc jak miała uciec od samej siebie? Och, pamiętam! Nigdy nie było zbyt wiele strachu w jej sercu! Ale teraz... 
my gif frozen Pitch Black jack frost rise of the guardians queen elsa frozen spoilers visual spoilers wow i haven- Teraz .. Pozwól jej odejść! - Warknąłem.
- Eee Nie! - Odpowiedział.
Wtedy dostałem kilkunastoma pociskami ciemności.  Zemdlałem.

Elsa

Uciekłam. Nie mogłam, po prostu nie mogłam i nie chciałam go skrzywdzić. Za bardzo mi na nim zależało. Bałam się, że zrobię mu krzywdę. 
- Hej! Śliczna! - Powiedział ktoś zza moich pleców. Odwróciłam się. To był Mrok. Pewny siebie.
- Co tu robisz? Co ty tutaj kurde robisz!? - Zaczęłam wrzeszczeć. 
- jak tu być miłym skoro człowiek jest taki nie chciany? - Udał zmartwionego. - I jak? Poddajesz się? - Zapytał od niechcenia. 
- Dlaczego miałabym się poddać? - Zapytałam. Wtedy pojawił się Jack. Nie przytomny. -Jack! Co ty mu zrobiłeś? - Zabrzmiało groźnie.  
- Ja? Tylko go ogłuszyłem! Ale mogę zrobić żeby już nigdy się nie obudził... Chyba że....
- Co?
- Chyba że ze mną pójdziesz - Odparł obojętnie.
- Elsa... Proszę nie rób tego... - Jack ledwo żył. Nie chciałam żeby było jeszcze gorzej.
- Shhh - Uciszyłam go - Będzie dobrze. 
- Tik tak, tik tak ... - Popędzał Mrok.
- Dobrze! Pójdę! _ powiedziałam stanowczo.
- ELSA NIE! - zawołał Jack. - Nie możesz tego zrobić!
- Robię to, żebyś był bezpieczny - Zwróciłam się w stronę Mroku - Ale ty masz go wypuścić! I dopilnować, żeby do bazy Świętego Mikołaja nic mu się nie stało! Jeżeli spadnie mu z głowy choć jeden głos.... - Zabrzmiałam groźnie - nie chciałabym być w twojej skórze! - Syknęłam.
- Jasne... Jasne jak ciemność - Zaśmiał się.  - To taka gra słów! - Dalej się śmiał - Nie załapałaś? -Śmał się dalej.Wypuścił Jacka. Pojawił się mroczny koń - Do zamku Arendelle. - Rozkazał a my zniknęliśmy w ciemności. Widziałam że to nie będą łatwe dni, ale dla Jacka musiałam się poświęcić. Dla niego, dla jednej z niewielu osób której na mnie zależy.

Jack

Obudziłem się w łóżku. W Zamku Arendelle.
- No! Wróciłeś! - Krzyczał Zając. - Tak się o ciebie martwiłem! Niechaj cię uściskam! -Ścisnął mnie.
- ooo jak słodko... Zależy ci... - Powiedziałem. Wtedy odszedł i znów walną foha. Ostatnio ma tak dość często. Zaśmiałem się. Wtedy sobie przypomniałem co widziałem. Elsa poświęciła się dla...... mnie? To było niemożliwe. Nie wiedziałem że ona jest zdolna dla mnie do takiego posunięcia.
- O czym myślisz? -Zapytał Mikołaj.
- Elsa.... Ona się dla mnie.... poświęciła...... - Powiedziałem.
- I? Co z tego? - Jego dociekliwość mnie denerwowała.
- Musze ją uratować.... - Mruknąłem sam do siebie.
- A ja nadal nie rozumiem!- Powiedział. 
Wstałem gwałtownie.
- Bo ty nigdy nic nie rozumiesz! Tobie wszystko zawsze przychodzi łatwo! Ja muszę się męczyć a ty ot! tak masz wszystko! Ja przez ponad trzysta lat musiałem żyć ze świadomością że nikt mnie nie widzi! Jak myślisz? To jest łatwe? - Wybuchłem. 
- Ale nie wiem dlaczego chcesz iść uratować tą dziewczynę! Nie dość że narobiła ci kłopotów to chcesz jej jeszcze pomagać?
- Bo ja ją kocham, rozumiesz! Ona jest inna niż wszystkie! Nie mogę jej tak zostawić, teraz gdy mnie tak bardzo potrzebuje! Czy to jasne!? - Wydarłem się na niego. Miałem wyrzuty sumienia. A on tylko mnie mocno przytulił.
- Ha! Zakochałeś się! - Wykrzyczał radośnie.
- Ja? Co? Nie..!!!! - Zaprzeczyłem. 
- Dostajesz rózgę - Powiedział spokojnie.
- Za co? Narozrabiałem? - Spytałem.
- Za kłamanie, sam powiedziałeś że ją kochasz. Słyszałem to na własne uszy. A poza tym.... ZAPRZECZASZ! To najlepszy dowód! - Zaczął się śmiać - Hej zając! Dajesz mi tą dychę! - Krzyknął i do pokoju wszedł zając z pieniędzmi w ręce - Słodki smak zwycięstwa! - Zaczął odtańczyć swój taniec zwycięstwa, nie przyjemny widok.
- Zakładacie się o moje uczucia? To fair? - Przymrużyłem oczy.
- No cóż... On obstawiał tą rudą, a ja tą blondi! O tak! Jestem mistrzem!
- A podpowiedział ci to....
- Bebech! Uwierz w bebech Jack, uwierz w bebech - Zaczął się śmiać. Wyrzuciłem go z pokoju. Położyłem się na łóżku, próbowałem zasnąć, lecz nie mogłem, myślałem o Elsie. Nie mogłem i tak pójść spać, chyba że śniłbym o ty m jak Mrok może ją teraz traktować, ale nie chciałem mieć tego przed oczami. Tęskniłem za nią. Muszę ją stamtąd wyciągnąć.

CDN






czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 3

Jack

Elsa uciekła jak oparzona. Bałem się o nią. Ale i tak najbardziej zdziwiło mnie to  że ona też ma moc. Męczyłem się przez ponad 300 lat z myślą o tym że jestem jedynym który ma tą moc a tu nagle okazuje się że to była zwykła pomyłka. Pomyłka z mojej winy.
- Kto to był? - Zapytał Mikołaj.
- To.... Elsa - Odpowiedziałem. Mikołaj zaszarżował na jednego z Mrocznych i rozbił go w pył. Ta masa ciała jest naprawdę epicka.  Uderzyłem mocą w jednego z demonów.
Królik zaczął się śmiać. Wycelowałem w Mrok jednym z pocisków. Upadł na ziemię. Podszedłem do niego.
- Nie próbuj nawet tknąć Elsy. rozumiesz! - Powiedziałem patrząc w jego puste oczy. 
- Może rozumiem... Ale może nie chcę tego przestrzegać... - Zniknął - Ale jeżeli znajdziesz jej martwe ciało to wiedz że to na pewno będzie moja sprawka - Dobiegło znikąd. Po chwili słyszałem straszny, złowieszczy śmiech. Musiałem chronić Elsę. Musiałem go pokonać.

Elsa

2 tygodnie później

Już kolejny dzień uciekam. Przed przeszłością, przed mrokiem i przed samą sobą. 
Właśnie gasiłam ognisko. Usłyszałam szelest liści. "to pewnie wiatr" pomyślałam. Zabrałam się do sprzątania swojego lodowego namiotu. Coś poruszyło się w krzakach. Przygotowałam ręce do rzucenia zaklęcia.
- Kim jesteś? Wychodź! Słyszysz?!! - Krzyczałam. Wtedy zza drzew wyszedł chłopak, niewiele wyższy ode mnie z rękami podniesionymi do góry. 
- A więc jestem Czkawka i jestem Wikingiem. A ty to.....?  - Zapytał. 
Miał brązowe włosy i sztuczną nogę. Był w miarę dobrze zbudowany, ale nie przypakowany przez co sprawiał wrażenie słabeusza. 
- Elsa. Królowa Arendelle - Powiedziałam nie spuszczając z niego wzroku.
- Czyli Burczybrzycha? - Zapytał, chyba po to żeby zobaczyć moją minę, która musiała być żałosna bo się śmiał.
- Bur-co co? - zapytałam. Jego śmiech stał się głośny. Wtedy z krzewów wyszedł czarny smok, osiodłany, z kocimi oczyma.
- Szczerbek! - Powiedział na widok smoka Czkawka.
- To twój smok? - Zapytałam opuszczając ręce i zdejmując czar.
- Tak. i nie tylko. to mój najlepszy przyjaciel. - Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Wstał i spojrzał na mnie- Co tu robisz? Uciekasz od czegoś? Coś cię goni? - Zapytał.
- Uciekam. Od samej siebie - Mruknęłam pod nosem. 
- Aha to... Ciekawe zajęcie... - Naprawdę... - Był chyba trochę zmieszany. Smok do mnie podszedł. Przykucnęłam i go pogłaskałam. Trochę dziwne uczucie. - Szczerbatek chyba cię polubił - Stwierdził. Spojrzałam w oczy Szczerbatka. Nie tak wyobrażałam sobie oczy istoty którą wszyscy nazywają bestią. Było w nich tyle miłości, tyle szczęścia. Podobnie jak w oczach Anny. Na samo jej wspomnienie miałam ochotę płakać, a Czkawka to zauważył. - Hej co ci jest? -Usiadł przy mnie.
- Szczerbatek, bardzo przypomina mi moją siostrę. Ona też każdego lubiła, była pozytywnie nastawiona do poznawania nowych ludzi...- Łzy napłynęły mi do oczu - tęsknię za nią - Powiedziałam. Ledwo powstrzymałam łzy. 
- Musi ci być ciężko - Przytuliłam go. Właśnie tego teraz potrzebowałam. Uścisku kogoś bliskiego.Może to nie do końca był ktoś mi bliski, ale wydawało mi się że on naprawdę wie co czuję. Jego jedyną reakcją było przyciągnięcie mnie do siebie. Spokojnie pozwalał moim łzom spływać na jego tors. Byłam taka zrozpaczona że nawet nie zauważyłam jaka ta sytuacja jest niezręczna. Dopiero gdy pomyślałam o Jacku. Jego niebieskich oczach wpatrujących się we mnie, o jego włosach jak śnieg miękkich jak lekki puch. Tęskniłam za nim. Tęskniłam za nim nie tak jak za Anną, że tylko za tym że miałam kogoś kto mnie pocieszy, nie. Za nim tęskniłam o wiele bardziej. Brakowało mi jego uśmiechu, jego ramion, jego głosu..... Naprawdę nie mogłam wytrzymać.

Jack

Kolejny tydzień bez Elsy. Jakoś udało nam się powstrzymać atak Mroku na zamek, ale są nieliczne zniszczenia. On powiedział że jej nie oszczędzi. Martwię się o nią. O to co się z nią dzieje. 
Wspominałem moment gdy ją spotkałem. Wyglądała pięknie. Jej długie, bardzo jasne włosy były spięte w warkocz. Poważna twarz z lekkim uśmieszkiem i te wielkie oczy patrzące na mnie. Taka była najładniejsza. 
Na samą tę myśl uśmiechnąłem się.
- A co ci tak wesoło? - Zapytał Mikołaj.
- Czy ty też tak miałeś, że gdy kogoś spotkałeś, od razu wiedziałeś że to ta jedna jedyna? - Zapytałem a on spojrzał na mnie tymi swoimi wyłupiastymi gałami. 
- No cóż... Nie - Spojrzałem na niego kątem oka. Wąchał świeczki. Dziwak, jednym słowem a dwoma : mega dziwak. - Pachnie ciasteczkami..- Wzdychał. 
- To po co się interesujesz moim życiem uczuciowym? - Mruknąłem pod nosem i znów spojrzałem na okno. Siedziałem na parapecie. Dotknąłem szyby, pokryła się szronem. 
- Bo... jesteś smutny....A poza tym... To coś złego? - Zapytał. Ostatnio miałem ochotę mu nieźle przy grzmocić, przez tą jego miłą buźkę i wieczny promienny uśmiech. Wiem, taki ma charakter, ale to strasznie denerwujące!!!

Czkawka

Elsa okazała się bardzo ciekawą towarzyszką. Miała kilka swoich dziwactw, np. nie pozwalała się wziąć za rękę.. Ale nie przeszkadzało mi to. To zaskoczyło mnie najbardziej. że w towarzystwie dziewczyny czułem się jak przy najlepszym kumplu. Myślałem że od rozstania z Astrid nigdy tak nie będzie. 
- Hola! - Usłyszeliśmy. Spojrzeliśmy w górę. W konarach drzewa stała brązowowłosa dziewczyna, w lekkiej, skórzanej zbroi z mieczem w pochwie przyczepionej do pasa, kołczanem i łukiem na plecach - Weszliście na mój teren więc teraz poniesiecie karę! - Mówiła z Tevinterskim akcentem. 
- Cześć wariatko! - Powiedziałem machając do dziewczyny. Zeskoczyła. Na głowie miała zawiązaną bandanę w trupie czaszki. Wyglądała niebezpiecznie.  
- My tylko tędy przechodzimy... Nie szukamy kłopotów - zdołałam wydusić.
- Bien.... Ale to nieistotne! Jesteście na moim terytorium! - Zaczęła wymachiwać rękoma.
- Nie widzę nigdzie tutaj napisu "to własność psychopatycznej dziewczynki" więc nie ma żadnego potwierdzenia że to twooje terytorium - zauważyłem. Widać było jak dziewczyna czerwienieje ze wściekłości. Nie przepadam za prowokowaniem ludzi ale ona nie dała mi wyboru.
- Zabawne.. Nigdy jeszcze nikt mi nie pyskował - Przyłożyła mi sztylet do gardła - Ethiss - Powiedziała.
- Czkawka - zaśmiała się dziewczyna słysząc moją odpowiedź.
- Czkawka? Na serio? - Kiwnąłem głową - U wikingów to najsłabsze w stadzie - prawie zwijała się ze śmiechu. - Dobrze - otarła z oczu łzy które przez śmiech napłynęły jej do oczu. - Dokąd więc podążasz - Próbowała powstrzymać śmiech - Czkawko - Nie dała rady. 
- Do..... - Odwróciłem się w stronę Elsy - a tak właściwie to gdzie idziemy? - Wzruszyła ramionami.
- Może na Narrows albo Netos... Nie wiem - Zobaczyłem rozpacz w jej oczach. Było mi jej żal. Objąłem ją ramieniem i odeszliśmy.
- Espera! - Krzyknęła za nami Ethiss i podbiegła do nas - Chcę podróżować z wami - Powiedziała zdyszana. Spojrzałem na Elsę pytająco. 
- Decyzja należy do ciebie - powiedziałem jej.
-  Niech idzie - Rzekła cicho - przyda się - ledwo mówiła. Wydawało mi się jakby przygasła. 

Elsa

Czkawkę i Ethiss wiele łączyło. Oboje byli nietypowi. Nie minął tydzień a obwieścili mi że są parą. Miałam ochotę się śmiać, ale nie miałam z czego, mówili śmiertelnie poważnie. 
Byłam zaskoczona. Taka wieść, po kilku tygodniach znajomości? Realy? 
- Czkawka, zatrzymajmy się. Elsa znów się rozmarzyła - Powiedziała Ethiss do swojego chłopaka co natychmiast mnie przywróciło do świata żywych.
- Elsa.... - Czkawka spojrzał w moją stronę - wszystko okey? - Zapytał.
- Jak najbardziej! - Zapewniłam. Nie chciałam żeby wiedział jak cierpię z powodu Jacka. Gdy ja się zamartwiałam o tego pajaca, to on pewnie znów zgrywał bohatera. Potrzebuje mojej pomocy. Mrok nic mi nie zrobi, przecież to wie. 
- Nie wierzę ci - Stwierdził - Rozbijamy obóz - Powiedział. 
Kilka gałązek, żeby rozpalić ognisko i zagrzać jedzenie. Oni mieli namiot, ja sobie za pomocą Mocy zbudowałam malutki domek, byle żeby chronił przed deszczem. Dochodziła dwudziesta druga. Czkawka radził nam żebyśmy szybciej się położyli bo wstajemy o siódmej i wątpił że się wyśpimy.  Gdy oni już smacznie spali, ja niestety nie mogłam. Nie mogłam, nie potrafiłam, nie chciałam. 
- Hej - Powiedziałam do księżyca. Obejrzałam się żeby wiedzieć czy się nie obudzili i mnie nie usłyszą. - Powiedz, co mam robić.. - Poprosiłam. Żal ściskał mi serce. Prawie łkałam. Wtedy zawiała wiatr, przede mną pojawił się kruk a jego przerażające, czerwone ślepia świdrowały na mnie.
- Witaj - Usłyszałam zza pleców. Odwróciłam się. Za mną stał Mroczny Pan ze strasznym uśmiechem na twarzy. 
- C-co chcesz teraz zrobić - nie mogłam powstrzymać strachu ani zająknięcia w głosie. 
- Ciii - Uciszył mnie - bo ich obudzisz -  Wskazał na Czkawkę i Ethiss - A jak się obudzę... Oj... Tak przykro.. Będę musiał ich zabić... - Na to zdanie prawie zemdlałam. 
- Nie tknij ich nawet palcem - warknęłam.
- Ooo ale ty nie wiesz jednego....- Zniknął i pojawił się za mną - Ja wiem czego się boisz... - Ale skąd? -  Boisz się ich stracić... - Boję się samej siebie.  - Boisz się tego że coś im się stanie, martwisz się o nich - Martwię się o to że sama coś im zrobię, że ich skrzywdzę.  - heh! A no jeszcze coś! Boisz się  stracić Jacka! - Wykrzyknął. Podszedł do mnie bliżej.
- Nie zbliżaj się do mnie! - Krzyknęłam i wycelowałam w niego Mocą. Pod jego stopami pojawił się lód.
- ty.. -ty też.... - Spoglądał na mnie Mrok.
- Co jest kurde! Człowiekowi spać nie pozwalacie!- Mruknął pod nosem Czkawka. Zobaczył mnie prawie u krańca przepaści. Mrok spojrzał w jego kierunku wrogo. Nord dostrzegł wtedy lód.  - Co jest? - Zapytał.
- Proszę was! Proszę! Nie zbliżajcie się! - Wymachiwałam rękami żeby ich uspokoić, c jeszcze pogorszyło sprawę. Wszystko, drzewa, kamienie, krzaki, wszystko pokryte zostało lodem. - Nie - Powiedziałam sama do siebie. Spojrzałam na moje ręce. To nie były dłonie dziewczyny, to była broń, zdolna zniszczyć wszystko i wszystkich. Łzy napłynęły mi do oczu. 
Nie wiedząc czemu biegłam przez las. Byle dalej, nogi same mnie niosły, jakby mnie nie słuchały. 
Usłyszałam przeraźliwy smoczy ryk. Szłam w kierunku skąd dobiegał. To było w górach, na Zellina, jednej z najwyższej i najbardziej stromej górze  w całym Arendelle. Wtedy go zobaczyłam. Wielkiego smoka, ze srebrnymi łuskami. Podeszłam do niego. Odwrócił głowę w moim kierunku. Myślałam żeby uciec ale wtedy napotkałam jego oczy. To nie była niebezpieczna bestia, tylko kochające stworzenie, w której oczach widziałam odbicie swojej duszy.
Miał naderwane skrzydło. Nie wiedziałam co robić. Stanąć bez ruchu, pomóc mu czy uciekać. Moje myśli się pomieszały. Miałam ochotę umrzeć. Zakopać się pod śniegiem, utonąć we własnych łzach. 
Już nie byłam królową, zostawiłam swoich ludzi ze względu na mój własny strach dotyczący tego kim jestem. 
Kim jestem i skąd się tam wzięłam? Co tak naprawdę miałam robić? Tego się nigdy nie dowiem. Jestem początkiem końca, jestem potworem. Każdy to może potwierdzić. 
Co Jack we mnie widział? Nie wiem. Może tylko to że jestem a raczej byłam królową, a może dostrzegł coś czego sama nie widzę.... 



CDN

  

wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 2

Elsa

To dziś. Dziś jest ten  głupi bal. Właśnie na nim jestem.
Czekam aż przyjdzie ktoś warty uwagi. Mija 11. Nadal nie ma kogoś ciekawego. Niestety Jack nie przyszedł. 
- Elsa, na kogo ty tak czekasz? - Przyszła Anna z Kristofem. - To jest bal, idź! Zabaw się! - Zachęcała
- Nie. Nie chce mi się... - Powiedziałam.
- Tobie się nigdy nie chce! Tobie się nigdy nic nie chce! Już mam tego dość - Warknęła. Związek z Kristofem ją zmienił.
- Elso...- Zaczął Kristof.
- O co chodzi? - Mruknęłam pod nosem.
- Widziałem tego chłopaka.... - Zaczął. Znów się jąkał
- I? Widzisz przecież miliardy chłopaków na mieście. - Wzruszyłam ramionami.
- Ale on.... Był jakiś dziwny...... 
- Na świecie jest mnóstwo dziwaków - Odpowiedziałam pewnie.
- Taa Ale on był.... jakiś dziwniejszy.... 
- Kristof - Uśmiechnęłam się - nie martw się o mnie. - Wskazałam na Annę - Radzę ci jej pilnować. Bo jak wniosą fontannę czekoladową...- Ostrzegłam a on już wiedział o co chodzi, 
Jacka nadal nie było. 

        Jack

Elsa czeka. Nie wiem co robić. Ona tam jest, ale jest też pełno ludzi z czego większość uważa mnie za dziwaka. Boję się tych ludzi. Prawie jak wtedy gdy zobaczyłem Mrok. Nie wiedziałem co zrobić. Pójść do niej, czy zostać na zewnątrz.... 
Bałem się
- jak myślisz, co mam teraz zrobić? - Zapytałem księżyc. Nie odpowiedział - z innymi strażnikami to już gadasz a ze mną nie chcesz? Czekałem na jeden, jedyny znak przez trzysta lat i co? Dowiedziałem się że jestem strażnikiem. Teraz czekam na poradę i nie odpowiadasz! - Rzuciłem bólwersa. 

                   Czkawka

Kolejny raz testuję nowe siodło. Zrobiłem nowe, lżejsze, lepsze. Ale niezbyt wytrzymałe.  Nie dla mnie, tylko dla Szczerbatka.
- Jak? Wygodne? - Zapytałem a on tylko pokazał mi język. - Miło wiedzieć - Mruknąłem pod nosem. Zebrał się mocny huragan. Postrzępił lotkę i upadliśmy. Zemdlałem.

Elsa

Już środek balu. Wstałam z tronu i wyszłam.
- Elsa! Co jest! - Zapytała Anna.
- Nie ma go. Po prostu go - Przełknęłam ślinę - nie ma - Z trudem powstrzymywałam łzy. 
- Ale kogo? - Twarz Anny z poważniała. Bałam się jej powiedzieć o chłopaku którego widuję w księżycu. Bałam się że pomyśli że postradałam zmysły! Nie chcę okazać słabości. Nie chcę, nie mogę, nie potrafię.

 Czkawka

Wylądowaliśmy ze Szczerbatkiem na jakiejś malowniczej, wręcz mega tęczowej wyspie. Nie dość że głowa mnie bolała to do tego miałem ochotę zwymiotować, co zrobiłem, prosto w krzaki. Niezbyt ładnie to wyglądało. 
- Oż ty w mordę! - Powiedział powoli zdejmując hełm. - Szczerbatek widziałeś w życiu coś takiego? - Wyciągnąłem mapę kawałek papieru i dokleił go do reszty - I? Jak to nazwiemy? - Zapytałem smoka. Od jakiegoś czasu żyłem wyłącznie lataniem. Jakby to powiedzieć... " Na walizkach" choć nie mam prawie żadnych bagaży jeżeli liczyć plecaki z jedzeniem i broń.
Szczerbek zaczął gonić motyla. Po chwili wsadził głowę do wody szukając ryb. - Burczybrzucho? Dobra. Może być. - Odpowiedziałem obojętnie. Było ciemno, nie zamierzałem nawet nic rysować tylko chciałem się rozejrzeć. Wsiadłem na Szczerbatka i wzbiliśmy się w powietrze. Dostrzegłem światło. Polecieliśmy w tamtą stronę. Może to jednak nie jest taka samotna, dzika kraina? A może to tylko złudzenie?

Elsa

Dalej go nie ma. Czy on sobie jaja robi? 
- Elsa... Na kogo ty tak czekasz? - Zapytała nagle Anna. 
Świecie zgasły, światło też. Jedyne co nam pozostało to nieliczne światło gwiazd.
- Proszę... Proszę... - Wszedł do sali mroczny mężczyzna. Miał szarą skórę i był ubrany na czarno. - Cóż za dostojne zgromadzenie - powiedział. Kroczył dumnie. To było przerażające. On był przerażający. - A tu - podszedł do mnie - taka śliczna buźka - Niemal się uśmiecham. Miałam ochotę go kopnąć i uciec ale nie mogłam. Strach przejął kontrolę. Stałam jak wryta. - Aż szkoda cię niszczyć... 
- MROK! Nie zbliżaj się do niej! - Krzyknął Jack w wejściu co sprawiło mi wielką ulgę. 
- Proszę, proszę! Toć to wielki Jack Frost! Tutaj? W Arendelle! Jak znalazłeś przejście? - Odszedł ode mnie
- Jack, o czym on mówi? - Zapytałam prawie płacząc.
- No właśnie Jack? O czym ja mówię? - Zapytał sarkastycznie Mrok.
- Bo ja... - Zaczął. Przeczesał włosy palcami. - Bo ja....
- No powiedz że wreszcie! Już! Powiedz jej kim jesteś! Powiedz jakim demonem jesteś!! - Rozkazał Mrok. Nie wiedział tylko tego że to nie Jack jest demonem tylko ja. To ja jestem, byłam i zawsze będę bestią. Niebezpiecznym stworzeniem, czymś co może według innych  wygląda na człowieka ale nim nie jest, czymś co sprawia cierpienie jednym dotknięciem. 
- Ja... Nie jestem stąd. - Wykrztusił w końcu.
- To skąd? Z Tevinter? Altonshire? - Wypytywała Anna.
- A czy to ważne? - Zapytałam jej - Ważne jest to że on jest po naszej stronie - Odwróciłam głowę w jego kierunku - Prawda? 
- Jasne - uśmiechnął się łobuzersko. Było mu z tym nawet do twarzy, wyglądał słodko. Wtedy drzwi zostały wyważone drzwi. Do sali wbiegł pewien misternie zbudowany mężczyzna z białą brodą, szary królik wyglądający na prawdziwego wojownika, mały, karłowaty ludzik ubrany z złote szaty i wróżka okryta piórami. 
- No proszę, proszę, tuż to Strażnicy.. - w głosie Mroku nie było ani krzty  trwogi, ani czegokolwiek innego.
- Elsa - Szepnął Jack.Wskazał na balkon. - Raz, dwa... trzy! - Krzyknął i pobiegliśmy na taras. Inni od razu zaczęli albo wpadać w panikę albo walczyć z Mrokiem i jego pomiotami. 
- Elsa - Spojrzał mi w oczy - Musisz uciekać - Łzy napłynęły mi do oczu.
- NIe - ja... Nie mogę n-nie mogę cię tak teraz zostawić! - Bezsilnie próbowałam walczyć z łzami.
- Musisz - Spojrzał na mnie. Ujął moją twarz w dłonie. Nasze usta się spotkały. Nie broniłam się. Zależało mi na nim, dopiero teraz to zrozumiałam.
Odszedł. Wyjął swój kij. Mroczne pomioty cisnęły nim o ścianę.
- Nie! - Krzyknęłam. Ocknął się. Trafiłam mocą w jednego z demonów.
- ty... ty też masz moc? - usłyszałam jak mów pod nosem.
Ze łzami w oczach uciekłam. Moje serce tego nie chciało. Uczucia walczyły wewnątrz mnie. Strach ze szczęściem, smutek z miłością. Nie wiedziałam co teraz zrobię. Zostawiłam tam całe swoje życie. Boję się że ono już nigdy nie wróci.

CDN







sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 1

                                                          Jack

Dzisiaj obudziłem się w środku nocy. Nie mogłem spać. To już kolejna noc nieprzespana. Nie wiem jak daje sobie z tym radę. Spojrzałem na księżyc. Znów ją widziałem. Piękną dziewczynę, swoimi wielkimi oczami patrzyła na mnie i.... i chyba się uśmiechała. Nie wiedziałem kim jest. Szukałem jej już.... Wszędzie. Nie pamiętam kiedy dobrze spałem. 
- ygh ugh umm! - Wszedł Yeti do mojego pokoju. Tak. Mieszkałem u Mikołaja. 
- Nie martw się. Zaraz pójdę. - Odpowiedziałem wciąż patrząc na księżyc.
- Ugy uhm Bgh! - Brzmiało z pretensją.
- Nie. Wcale nie dostaję obłędu. Po prostu.... - Zastanowiłem się. - Muszę..... - Zająkałem się. Słyszałem szyderczy śmiech Yetiego - Muszę ją znaleźć - powiedziałem pod nosem a on zaczął się śmiać i to dość głośno. Wziąłem mój kij i wystrzeliłem w niego lodowym pociskiem. - Oj. To trafiło w ciebie? Nie chciałem - Wyszedł. W końcu!!!!!
Położyłem się. Jedyne o czym udało mi się myśleć to kim jest ta dziewczyna? Jak ma na imię? I czy jest taka jak ja?

                                     Elsa

Środek nocy. Anna przyszła.
- Elsa! Jak ty możesz spać? - Zapytała z wyrzutem.
- Normalnie - Powiedziałam ospale wtulając się w poduszkę.
- A ty wiesz co będzie juuutro? - Dalej męczyła.
- Bal. - Wstałam -Wielki, głośny, bezsensowny bal! Co ty? Myślisz że jestem głupia? - Lekko byłam zdenerwowana. Ale kto by nie był? Siostra włazi ci do pokoju w środku nocy i truje o jakimś głupim balu. - radzę ci wyjść.
- Bo co? - Prowokowała
- Bo.... Zamrożę ci serce! - Palnęłam tak sobie.
- Dobra, dobra. Już sobie idę. Tylko ciekawiło mnie czy masz z kim iść...
- Nie - odpowiedziałam szybko, choć nie powinnam bo by mnie próbowała zeswatać. O dziwo, nie zrobiła tego. Wyszła. Nic nie mówiąc, nic a nic, milczała. Jedyne co słyszałam to skrzypiące drzwi. 
Wyszłam na balkon. Znów to samo. Twarz tego chłopaka. Nawet całkiem przystojny. Anna nie wie że to dla niego zorganizowałam pierwsze trzy bale. Ale się ie pojawił. Jakby księżyc, tak po prostu chciał mnie zgnębić. 
- Jak? Jesteś zadowolony? - Zapytałam go - Ten chłopak nawet nie istnieje, co nie? No jasne że nie istnieje! Bo dlaczego ktoś tak... Przystojny i..... magiczny miałby istnieć? Hę? Może mi z łaski swojej odpowiesz? - Powiedziałam z wyrzutem - Zaczynam świrować. - Mruknęłam pod nosem. Poszłam do łóżka. Ostro wnerwiona. Zakryłam głowę poduszką. Krzyknęłam. W ten sposób wyładowałam stres. Niestety niewiele to dało.

                               Jack

Poszedłem na spacer. Tam gdzie mnie księżyc prowadził. Doszedłem do polany. Dziwnej, mroźnej polany.  Był tam wodospad. Zamrożony. Dotknąłem go. W jakiś dziwny sposób moja ręka przeszła na wylot.  Wszedłem tam. To było jak w lustrzanym odbiciu. Znalazłem drogę. Jakąś starą, kamienną. Ludzie nie wiedzą nic o betonie? Spotkałem mężczyznę jadącego konno.
- Mógłby mi pan powiedzieć gdzie ja do jasnej ciasnej jestem?! - Krzyknąłem gdy się zatrzymał. 
- w Arendelle. Coś ty ? Głupi? Czy błazen? - Zapytał
- Nie, tak się zdaje że chłopak...- Przeczesałem włosy Palcami.
Poszedłem z nim do stolicy. Przyjemne miasteczko. Wszyscy serdeczni, zero złodziei. Nie moje klimaty.
- A tam? Co to? - Otworzyłem szerzej oczy.
- To mój drogi zamek Królewski. Tu mieszka sama królowa Elsa.
- Zaraz, zaraz... CO? Wy macie królową?
- Tak. A ty nie? - jego francuski akcent doprowadzał mnie do szału. Za dużo przeciągał i brzmiał..... dziwnie.
- Nie. Ja mam swoją władzę. Dzięki za oprowadzenie. - Rzuciłem na pożegnanie. Królowa? Zamek? To może być ciekawe. 
Poszedłem na "oględziny". Znalazłem jedno otwarte okno, niestety strażnicy byli zbyt blisko i balkon. Wybrałem opcję numer 2.
Wspiąłem się na 3 piętro. Wskoczyłem. Drzwi były otwarte. Usłyszałem piękny, dziewczęcy głos. Śnieżnowłosa dziewczyna właśnie plotła sobie warkocz. Podszedłem krok do niej. Podłoga zatrzeszczała. Gwałtownie się odwróciła.
- Kim jesteś? - Zapytała.
- ty.... Ty mnie widzisz? - Zapytałem zszokowany.
- A dlaczego miałabym cię nie widzieć? 
- A słyszysz mnie? - Zapytałem jak idiota.
- Jak w kościele - odpowiedziała sarkastycznie. 
- ok.... Trochę niezręcznie.... - Przeczesałem włosy palcami. Znałem ją.
- To ty.... - Mój głos był cichy.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi.
- Ja cię znam! 
- Jestem Królową, każdy mnie zna - Śmiała się, jej uśmiech wyglądał nawet słodko. 
- Ale....
- Przepraszam, ale muszę iść zobaczyć się z ludźmi. - odetchnęła i usłyszałem "nie wypuść ich. Zamknij to w sobie..." a dalej tylko jakieś szmery. Dopiero wtedy wyszła. Ludzie na jej widok wiwatowali. Oparłem się o poręcz balkonu. Nie zwracano na nią uwagi. Wstałem.
- Uwaga! - Krzyknąłem - Człowieka zabili! - Wie się jak zwrócić uwagę. Odwróciłem twarz w jej stronę - są twoi.
- Nie martwcie się, nikogo nie zabito. - Zapewniła.
- Może zabito ale o tym nie wiesz.... - Szepnąłem.
- Chciałam  ogłosić że dzisiaj odbędzie się wielki bal. Zapraszam wszystkich. 
- Uuu Bal? Piszę się - Mruknąłem pod nosem.
Poszła do pokoju. Pełna wdzięku i taka.... Zimna. 
- ty mnie nie znasz...- Zauważyłem. Gdyby ona, tak jak ja widziała widziała mnie na księżycu jak ja ją to na pewno by mnie znała. By mnie nie traktowała tak zimno, tak ozięble.